Wagina, wulwa, cipka, szparka, pochwa, srom, joni, kuciapka, piczka… jak ją nazywać? Właściwe pytanie brzmi: czy jesteś z niej dumna?
Wagina często traktowana jest przez kobiety użytkowo, myta, depilowana, a nawet operowana, by sprostać męskim wyobrażeniom. Bywa nazywana sromem – jak sromotna klęska. Albo – pochwą. Jak futerał na miecz, czyli dodatek do męskiej seksualności. Ciekawe, że istnieją członkowie zarządu, a nie ma pochew zarządu. Jeśli kobieta nie podchodzi z akceptacją, a nawet dumą do swojej waginy, nie osiągnie pełnej satysfakcji z seksu (a wraz z nią osoba, z którą go uprawia). Ani w życiu osobistym. Ani w pracy. Bo wulwa, piękna, niesamowita, niemająca sobie równych pod względem anatomicznym (penis nie jest bynajmniej tak skomplikowany!), to źródło kobiecej siły.
Ta książka to rozmowa seksuologa i psychoterapeuty z dziennikarką i psycholożką o tym, jak osiągnąć orgazm; jak podtrzymać pożądanie w związku; czy kochanka trzeba zdobyć, czy lepiej go zwyczajnie wynająć. To także próba odpowiedzi na pytania: jak radzić sobie z molestowaniem; jak zadbać o swoje interesy w związku i poza nim; jak i czym się masturbować; dlaczego czasem warto wdać się w romans z drugą kobietą, nawet, gdy uważamy się za stuprocentowe heteryczki; jak cieszyć się seksualnością w trakcie menopauzy, choroby, depresji i problemów partnerskich.
Sztuka obsługi waginy to poradnik i dla kobiet, i dla mężczyzn. Nikt nie przychodzi na świat z instrukcją obsługi waginy. A warto ją poznać, bo wulwa to morze możliwości, wulkan energii i ocean doznań.
hottest review in town! well, zacznijmy od tego, że pan andrzej powinien zatrzymać się na tym co jest mu znane lepiej, czyli sztuce obsługi penisa nie wiem, która parternka podbudowała mu na tyle ego, że stwierdził, że jest teraz ekspertem in the area and i dont care, że jest seksuologiem at the end of the day he does not have a puusy :)) język jakim ta książka jest napisana przypomina mi jakiegoś bloga z roku 2015 (or worse) bardzo niesmaczne są liczne komentarza tego gościa o atrakcyjności swoich klientek może żeby podkreślić, że u seksuologa leczą się atrakcyjne kobiety sukcesu, a nie jakieś femcele wiadomo nie mogłam również znieść tego jak bardzo autor tutaj leci stereotypami nie uwzględniając jakichkolwiek odstąpień od społecznych norm, powiedzmy (był jeden rozdział o relacjach jednopłciowych, ale sam fakt, że odnoszono się do niego 'lesbijski city break' myślę, że says enough) wiedzy jakiejś merytorycznej, która wniosła coś do mojego życia to tu za bardzo nie było (nie żeby to było duże zaskoczenie) AH oprócz zawijasa, który pozostanie w mojej pamięci na długo
Jestem niestety zawiedziony. Nie wiem, dla kogo jest ta książka - chyba dla białych, heteroseksualnych macho facetów, którzy nie znają się ani trochę na empatii i kobiecej fizjologii. Powtarzanie banałów, kilka przestarzałych opinii, mnóstwo "śmiesznych" anegdotek. Książka jest kierowana do kobiet (wbrew tytułowi, który trochę sugeruje jednak przeznaczenie do hetero facetów i niehetero kobiet), a wątpię, żeby takie banały jakie tam są w XXI wieku musiały być mówione kobietom. Oczywiście, znajdą się wyjątki, ale większość ludzi jednak wszystko z tej książki już wie albo się domyśla. Cóż, ważne że nie straciłem AŻ TAK dużo czasu słuchając audiobooka. Na prędkości 300%...
Ważna książka, ale myślę, że wypadła dużo gorzej niż „Sztuka Obsługi Penisa”. Dużo dziwnych komentarzy od autorki, mniej takich fizycznych aspektów było poruszonych nw co ja tam wiem. Irytowała mnie po prostu i była słabsza od wersji z penisami
zacznijmy od tego, że zaczynając słuchać tej książki byłam przekonana, że jest ona autorstwa Michaliny Wisłockiej przez bardzo podobne okładki serii tych książek
książka mimo, że posiada dwóch autorów w tytule, jest w głównej mierze monologiem MĘŻCZYZNY i okej specjalista, który w teorii zna się na rzeczy ale dalej potrafiło zajechać mizoginią i patriarchalnym spojrzeniem jak i na sferę intymności jak i relacji w ogóle, do tego co chwilę jego komentarze o tym jak bardzo atrakcyjne są jego klientki...no nie
niektóre rozdziały bardzo fajne i wartościowe, a niektóre pełne banałów i polegające na laniu wody, ogólnie oceniam na 3☆ bo pomimo czasami nieprzyjemnego wydźwięku zmusza czytelniczkę/czytelnika do zastanowienia się nad pewnymi rzeczami
Całkiem spoko, trochę gejowe, trochę śmieszne czasem było mi przykro bo niektóre historie są po prostu bolesne (jak przykład gdy matka nakrzyczała na 8-letnią córkę po tym jak jakiś oblech obmacywał ją w pociągu a sama matka nic nie zrobiła- swoją drogą szacun za powstrzymanie się od emocji seksuologa który to opowiadał bo ja bym chyba zuciła wiązanką przekleństw przy opowiadaniu o tak karygodnym zachowaniu rodzica) poza tym sporo o akceptacji własnego ciała ale też szacunku do pragnień partnera, nie tylko kobiety. Raczej chyba polecam choć nie jest to książka która jakoś zmieniła mój sposób bycia bo są to bardziej podstawy dla ludzi którzy boją się na codzień rozmawiać o tym że np. mają okres. Niezmiernie irytował mnie tylko głos reporterki, brzmiał jakby wiecznie była czymś zdenerwowana i chciała zaatakować tym wywiadem seksuologa pana Andrzeja oraz czasem jej niezbyt delikatne i raczej nieprzemyślane pytania ale jest to raczej moja subiektywna opinia.
Na wstępie autor rozwiewa wątpliwości, dlaczego to on zabrał się za taki temat. Początkowo wystarczało mi takie wyjaśnienie, ale im dalej w las… o czym miała być ta książka?
Osobiście miałam zupełnie inne oczekiwania. Myślałam, że dowiem się czegoś ciekawego (w końcu to książka sprzed paru lat!), ale najwidoczniej nie jestem docelową czytelniczką. Przede wszystkim pojawiają się tam problemy kobiet dojrzałych, zamkniętych z jakiegoś powodu na sferę cielesności i własnej seksualności. Co jest okej. Piszę o tym jakby ktoś chciał przeczytać, a nie wie czy to dla niego_j.
Pierwszy “red flag” pojawił się u mnie przy przedstawieniu dwóch rysunków sylwetek kobiecych. Służyły wyjaśnieniu, że “mężczyzną podobają się bardziej sylwetki z większą pupą i mniejszymi piersiami niż na odwrót”. Słucham?? Co mnie to interesuje w momencie gdy czytam literaturę, która powinna być poświęcona dosłownie WAGINIE?
I niestety, przez całą książkę przejawiają się potrzeby mężczyzn. Wydawało mi się, powtórzę, że to książka o waginach, a nie męskich potrzebach i o związkach z mężczyznami…
Skoro już mowa o związkach. Nie dziwię się, że w wielu opiniach przejawia się zbulwersowanie dotyczące rozdziału “lesbijski city break”. Duże XD. Autor bycie lesbijką przedstawił wyłącznie w perspektywie zamknięcia w szafie i nie utożsamiania się z inną orientacją. Przedstawione są obrazy kobiet, które mimo posiadania męża i dzieci, umawiają się z innymi kobietami. Poza tym w tym rozdziale dowiemy się o spektrum bycia od hetero po homo. Chyba to jedyna ewentualnie przydatna rzecz z tego rozdziału.
Kolejnym, dla mnie zawodem był rozdział o bezdzietności. Tylko kilka stron, na których jest opisane (mam ten rozdział przed sobą), że fajnie jest nie mieć dzieci i skupić się na sobie, że jak zajdziesz w ciążę i masz dzieci to stajesz się dobrem publicznym i, że w sumie to smutno, że np. Rodzice w trakcie spotkań rodzinnych wolą rozmawiać z częścią rodziny, która ma dzieci. Łącznie jest tam 8 pytań i taki “poradnik” antykoncepcja - to nie tylko twoja sprawa. Równie dobrze mogli usunąć ten rozdział, bo strata papieru.
Żali mogłabym wylać więcej na te pozycje. Z pozytywnych rzeczy osoby zamknięte na własną seksualność coś tam mogą się dowiedzieć. Nie wiem jak dużo. Kobiety z dziećmi też mogą się czegoś dowiedzieć. Z plusów w porządku jest rozdział “nie gap mi się na cycki!” no i fajnie, że coś tam jest mówione na temat orgazmów i preferencji.
Także z pozytywów podoba mi się szczerość autora oraz pewne zmuszenie czytelnika do obycia się z prawdą (np. na temat otyłości) i, że łamie pewne konwencje myślowe. Na plus są też takie “pomocniki” tzn jakieś listy pytań, infografiki itp.
Ale co mi z tych pozytywów? Do książki nie wrócę, bo nie mam po co. Jednak postrzegam ją jako pewną trampolinę - tzn poruszone tematy są dobrym początkiem do zainteresowania się jakąś sferą.
Łącząc te plusy i minusy biłam się między dwiema, a trzema gwiazdkami. Więc 2,5*, ale jestem w stanie zaokrąglić do trzech.
Widziałam też w innych recenzjach oburzenie, że autor nakreśla osoby lubujące się w BDSM jako skrzywdzone w dzieciństwie. No cóż, trzeba czytać ze zrozumieniem, bo dalej autor podaje kilka pytań, na których odpowiedzi świadczą o tym czy jest to zdrowa preferencja czy wychodząca z jakiś szkód.
ogólny przekaz sprowadza się do "rozmawiaj ze swoją osobą partnerską", bo to naprawdę rozwiązuje większość problemów; to jakaś klątwa neurotypowego świata, żeby wszystko pozostawiać domysłom
co książce dobrze wyszło, to temperowanie męskiego ego (swoją drogą cieszę się, że niebinarność uratowała mnie przed symbolicznym ciężarem zachowań i przekonań przypisanych mojemu uposażeniu biologicznemu); tak naprawdę książka mówiła przede wszystkim o tym, jak mało wiedzy pary mogą mieć o sobie; czytałem ją jako interesujący dokument kulturowy, pokazujący całą konstelację niekomunikowania, niewysłowienia, a tym samym nieistnienia w wielu związkach normalnych rozmów o seksualności, o preferencjach, o POTRZEBACH — i uważam to za naprawdę przykre, że takie książki tłumaczące podstawowe koncepcje muszą w ogóle powstawać, a i tak nie przeczyta ich grupa, która najbardziej powinna po nie sięgnąć
kilka rzeczy trochę kłuło w oczy: po pierwsze prowadząca wywiad przybrała rolę głupiutkiej, nieco zahukanej kobiety (a mamy do czynienia z psycholożką, kimś kompetentnym, jak zakładam, w swojej dziedzinie, kto mógłby wnieść do dyskusji naprawdę o wiele więcej!), dopowiadała coś ze swojej perspektywy głównie po to, żeby główny bohater, Gryżewski, mógł monologować dalej; funkcjonowała jako przerwa, żeby zaczerpnął oddech; z chęcią zobaczyłbym na jej miejscu seksuolożkę, która otrzymałaby równą przestrzeń w rozmowie; wtedy książka obroniłaby się przed zarzutem mansplainingu, z którym się zgadzam, nawet jeśli mamy do czynienia z ekspertem
druga rzecz to klasizm na marginesach wypowiedzi seksuologa; utożsamił w pewnym — nie jednym — momencie robotników z ludźmi niezadbanymi i nieatrakcyjnymi; choć rozumiem argument, który chciał przedstawić (męska samoocena ma tendencję do przerostu, żeńska z kolei dryfuje w dolnych rejestrach skali), nie rozumiem, dlaczego musiał zrobić to kosztem całej grupy społecznej — tak samo, w innym miejscu, w rozmowie o operacjach plastycznych, argumentuje przeciwko podejmowaniu decyzji o choćby powiększaniu piersi, piętnując osoby, które się na to zdecydowały (a rozmówczyni nie zwraca mu uwagi, choć, jak sama później przyznaje, miała rekonstrukcję piersi po raku; a chłop kilkukrotnie nazwał implanty nieatrakcyjnymi — trochę brak wyczucia, nawet jeśli zgadzają się z nim faceci, których opinie przytaczał); kolejna sprawa to kinkshaming, który pojawił się w kontekście bdsm-u; brutalne fantazje nasz seksuolog widzi jako problem, nawet jeśli próbuje wydawać się otwarty; przy okazji omawiania jednej ze swoich pacjentek powiedział, parafrazuję, że jakby znalazła sobie normalnego chłopa, to nauczyłaby się lubić inne rzeczy
ogólnie wydaje mi się, że książkę warto przeczytać, tak samo jak jej odpowiednik, sztukę obsługi penisa, choć nie stanowi rewolucji w postrzeganiu seksualności ani płciowości
Książka ma bardzo skrajne komentarze. Nie oceniam stylu, tylko merytoryczną zawartość, która bardzo otwiera oczy, jeśli ktoś był wychowywany w seksualnym tabu. Dla kobiet i mężczyzn. Dotyka tematów spełnienia, dojrzewania, przemocy i jak się przed nią bronić. O kobietach bardzo różnych i ich relacji z własnym ciałem i seksualnością. O tym jak często kobieta nie powie mężczyźnie czego chce i pozbawia się potencjalnej przyjemności. Przykłady z gabinetów zarówno odnoście indywidualnych pacjentów, jak i terapii par bardzo na plus!!! Imo tytuł trochę pretensjonalny, no ale rozumiem, że książka „Encyklopedia kobiecej seksualności” nie zwróciłaby na siebie takiej uwagi. Myślę, że sama w gabinecie bym ją poleciła do przeczytania 🤠
Anyway, trochę poważniejsza recenzja, ale nie jakoś bardzo(mam nadzieję)
Przeczytałam ją tylko dlatego, że wyskoczyła mi jej reklama na Instagramie. Z jakiegoś powodu sam tytuł mnie zainteresował (a może po prostu rozbawił, bo czasem mam humor 10-latki i totalnie nie spodziewałam się akurat takiej książki w reklamie)
I w sumie podobała mi się.
Uważam, że sporo osób powinno ją przeczytać albo przynajmniej trochę zagłębić się w temat seksuologii. Niektórzy wypowiadają się bez żadnej wiedzy i myślą, że święty argument „kiedyś tego nie było” zamyka dyskusję, bo automatycznie mają rację
Mimo wartościowej treści przeszkadzał mi jednak sposób, w jaki została napisana. Czasami też nie zgadzałam się z autorami, ale nie jestem seksuologiem ani specjalistką, więc nie traktuję tego jako głównego zarzutu.
Po prostu… nie wiem Może chodzi o język? Wiem, że książka miała pokazać, że nie powinno się wstydzić swoich miejsc intymnych, ale styl pisania (tak jak ktoś inny napisał w swojej recenzji rodem z „bloga z 2015 roku”) po prostu mi tu nie pasował.
Przyjemna książka, sporo ciekawych przypadków, bardzo przydatne części z poradami na końcu rozdziału. Mam na myśli raczej te porady oparte na teoriach znanych specjalistów od bliskich relacji i seksualności, za to polecenia gadżetów i gier wydawały mi się po części reklamami nakierowanymi na konkretne produkty niż rzetelnym opisem funkcji, zalet i wad podobnych rozwiązań. Niektóre części rozmów mnie nieco mierziły dużymi uogólnieniami. Np. ze sporej części rozmowy o brutalnych preferencjach klientek Gryżewskiego można wysnuć wniosek, że to, że ktoś lubi BDSM, prawie zawsze na źródło w przemocy z dzieciństwa. W tym przypadku pod koniec rozdziału specjalista wyjaśnia, że upodobanie BDSM może mieć różne przyczyny i że to nic złego, jeśli jest zgodne z naszymi wartościami. Mam jednak wrażenie, że zostawianie takiej krótkiej informacji na sam koniec, po tym, jak przedstawia się kilka kolejnych drastycznych przypadków (nieoznaczonych żadnym trigger warningiem), w których preferencja BDSM wzięła się z przemocy, raczej stwarza wrażenie, że zdrowa preferencja BDSM jest rzadkością. Dziwi mnie też polecanie kapturków dopochwowych (zamiast prezerwatyw), mimo zaznaczania, że są mało skuteczną metodą antykoncepcji i nie chronią przed chorobami. I jak zwykle, czytając wywiady z Gryżewskim, zastanawiam się, czy jego klientki_klienci zgodziły_li się na to, ile on o nich opowiada. O ile autor wymienia, że jakiś motyw się pojawia często w jego gabinecie, albo streszcza bardzo powtarzalną historię, po której nie da się do końca rozpoznać, o kogo chodzi, to w porządku. Ale jak pojawia się historia aktorki, która kilka lat temu grała w znanym filmie, a teraz jest uzależniona od fantazji, to już się wydaje dość konkretny przypadek. A nie ma nigdzie zaznaczenia, że te historie są jakoś zmodyfikowane. Trochę mnie też dziwi, kiedy Gryżewski używa jakichś kolokwialnych określeń i twierdzi, że "my seksuolodzy mówimy na to zjawisko tak", a ja skończyłam studia z sekuologii i pierwszy raz słyszę takie określenie. Ogólnie mam mieszane uczucia, ale w większości raczej w pozytywną stronę, bo widzę, że autor generalnie podchodzi do kobiet i wagin z dużą wyrozumiałością, próbuje dawać motywację do pozytywnych zmian i pokazywać siłę kobiet. Szkoda, że przy okazji często generalizuje, że kobiety to, a mężczyźni tamto (i to w większości mocno umniejszając mężczyznom).
Nigdy, ale to nigdy... Nawet w najśmielszych snach nie sądziłam, że książka może okazać się takim rozczarowaniem.
Jeśli oczekujesz merytorycznej książki, która przekaże Ci wiedzę teoretyczną i praktyczną, pomoże Ci zaakceptować swoje ciało lub nauczy czegokolwiek o ciele osoby z waginą, to z pewnością nie kieruj tych oczekiwań do tej lektury.
Jest ona jedynie wymianą zdań, dyskusją między seksuologiem, który raczy nas czytelników / słuchaczy stereotypowymi historiami, które niosą za sobą dyskryminujący obraz typowego mężczyzny i typowej kobiety, a Jagną, która do dyskusji wtrąca swoje atakujące rozmówcę komentarze ad personam, mimo że nie są adekwatne do treści lektury. Rozumiem, że można się nie zgadzać i popierać swoje kontrargumenty historiami koleżanek i własnymi przykrymi doznaniami, ale tutaj nie wnoszą one żadnej wartości merytorycznej, a ja jako odbiorczyni czuję się tak, jakbym podsłuchiwała czyjaś prywatną rozmowę...
Brak treści rozwijających wiedzę czytelników. Wszystko oparte jest o podstawy podstaw.
Mam nadzieję, że nie taki był zamysł autorów.
Książki czytać nie skończyłam - to było ponad moje siły...
This entire review has been hidden because of spoilers.
spodziewałom się książki inkluzywnej, z przydatną wiedzą psycho- i fizjologiczną dostałom nieprzyjemne, stereotypowe komentarze, wrzucane w nieadekwatnych momentach i uh, mnóstwo mądrości, z którymi się nie zgadzam
dowiedziałom się, że kobieta doświadczająca problemów z akceptacją swojego starzejącego się ciała, absolutnie nie może uskarżać się na to w obecności mężczyzny, ponieważ przestanie jej pożądać 🙃
o mojej waginie ta książka to niestety nie była, a szkoda
Szczerze, po Sztuce Obsługi Penisa miałam spore oczekiwania co książki, zawiodłam się bardzo szybko. W obsłudze penisa skupiamy się tylko na mężczyznach- tak jak powinno być, problem zaczyna sięw tej książce gdzie znowu gadamy o mężczyznach. Poza tym nic odkrywczego i nic wnoszącego.
Dobra lektura wstępna. Najbardziej wzrzuszająca to część ostatnia - z monologami kobiet. Czułam, że nie jestem celową audytorią, jako studentka, a że ta książka mogłaby być bardziej korzystna dla dojrzalszych kobiet.
książka była dość przyjemna, ale trochę mnie wkurzało generalizowanie i zakładanie, że jak ktoś preferuje mocny bdsm, to NA BANK ma traumatyczne przeżycia z dzieciństwa. come on.
Cała książka bardzo wartościowa, wiele można się z niej dowiedzieć. Pełna historii kobiet z którymi można się utożsamić, poczuć, że nie jest się samą i że ktoś ma taki sam problem jak my. Najbardziej zaskoczył mnie dodatek na końcu książki. Historie bez żadnych skrupułów, historie które naprawdę się wydarzyły w co ciężko uwierzyć. Bardzo polecam.
te 3 gwiazdki to mocno naciągane. pierwsza część fajna, ale w drugiej zaczęłam się okropnie frustrować. chyba po prostu na wiele poruszanych tutaj tematów mam odmienne zdanie, przy czym absolutnie nie chce odbierać autorowi jego racji i doświadczenia. jako kobieta nie dowiedziałam się tutaj tak wielu rzeczy jak chciałam, bo w pewnych momentach wchodziliśmy w tak dziwne zakamarki, że gasło mi światełko w tunelu. osobiście nie odradzam i nie polecam. jeśli najdzie was ochota to uważam, że można po nią sięgnąć, ale ja nie czuję się do końca przekonana.
W zeszłym roku przeczytałem "Sztukę obsługi penisa" Andrzeja Gryżewskiego - wybitnego seksuologa, piszącego w bardzo przystępny sposób. Kiedy dowiedziałem się, że wydał on książkę, będącą odpowiednikiem dla kobiet - "Sztukę obsługi waginy", od razu dodałem ją do listy książek, które chcę przeczytać. Obie te książki, wbrew tytułom, poruszają bardziej kwestie psychologiczne niż techniczne. Autorzy opisują liczne sytuacje, z którymi spotkali się w gabinetach. Problemy z seksualnością, mechanizmy je wywołujące i wpływ kultury na nasze postrzeganie swojego ciała. "Sztuka obsługi waginy" to książka skierowana głównie do kobiet. Pomaga polubić swoje ciało, nauczyć się czerpać z niego przyjemność i wyzbyć się uprzedzeń. Opisuje problemy z jakimi zmagają się kobiety i z którymi przychodzą do seksuologa. Z pewnością wiele czytelniczek rozwieje dzięki nim wiele wątpliwości czy zweryfikuje czy ma problem z którym warto udać się do specjalisty. Ale książkę polecam też mężczyznom, tak samo jak "Sztukę obsługi penisa", skierowaną głównie do mężczyzn, również polecam kobietom. Ich przeczytanie pozwoli lepiej zrozumieć swoich partnerów czy partnerki. Przez lata, z pokolenia na pokolenie, przekazywana wiedza na temat seksuologii jest porażająco niska. Dziś to się zmienia, a książki Andrzeja Gryżewskiego czy jego nauczyciela - Zbigniewa Lew-Starowicza są doskonałym kompendium wiedzy do jej poszerzania.
Miałam bardzo wysokie oczekiwania wobec tej pozycji i się zawiodłam.
Pomijam już fakt, że książka jest po prostu nieinkluzywna i napisana przez hetero mężczyznę. Hetero matrix w tej książce po prostu razi w oczy. Miało być o waginach i kobietach, jest głównie o relacjach damsko-męskich i mężczyznach. Bardzo dużo komentarzy autora, które nie są poparte żadnymi badaniami, a jego światopoglądem. Dodatkowo rozmowy o tym, co jest dla mężczyzn atrakcyjne??
Ciekawi mnie kto tak właściwie jest adresatem tej książki? Bo chyba nie kobiety.
No i wisienka na torcie - rozdział o lesbijkach zatytułowany jako "lesbijski city break", wow.
Można się z niektórymi kwestiami nie zgadzać, ale mimo to warto tę książkę przeczytać. Może się zdarzyć, że nic nie zmieni w naszym życiu i okaże się tylko kolejną książką do kolekcji. Ale może się też okazać, że któreś stwierdzenie w nas trafi, otworzy nam oczy. W tej książce są różne propozycje pozycji seksualnych, zabawek erotycznych czy testów partnerskich - to wszystko może sprawić, że coś zmienimy w swoim życiu. W Polsce seks to nadal temat tabu - mam nadzieję, że książki tego typu to zmienią.
Spoko, chociaż nie jestem zachwycona Poleciłabym komuś bardzo dalekiemu swojej seksualności. Znalazłam kilka fajnych rzeczy dla siebie, grę w obowiązki komma lika, insytut gottmanow i ich 8 randek znam od dawna. Bardziej przyjęłam ją jako kilka tipów i kilka dużych irytacji uogólnianiem czy zbieraniem do jednego worka. Ja słuchałam w wykonaniu Ewy Abart i Filipa Kosiora i to po prostu w tle i to jest spoko, czy gdybym faktycznie siedziała i ja czytała ocena byłaby tak wysoka? Chyba nie
na początku denerwowała mnie to psycholożkaz jednak z czasem się do niej przyzwyczaiłam. podobały mi się też fragmenty między rozdziałami gdzie były konkretne dane a nie tylko rozmowa. ogólnie mam wrażenie że było dużo mniej informacji przekazanej w rozmowie niż w "Sztuce obsługi penisa". poza tym bardzo ciekawa lektura.
Moim zdaniem książka często mija się z tematem, popada w dygresje, zbyt mocno ciąży w stronę ponownego opowiadania o problemach mężczyzn. Nie do końca o tym chciałam przeczytać, sięgając po tę książkę.