Jak będzie wyglądało życie chłopca, który urodził się z czarną ręką w białej, polskiej rodzinie? A jak dorastanie księżyca, którego powiła samotna Polka? Czy można ocalić ciało rozrywane przez dwie zaborcze istoty – matkę u kresu życia i córkę, która wyrywa się na świat? I czy traumę po porodzie da się wyleczyć w nielegalnym klubie, gdzie niczym bohaterowie Podziemnego kręgu Davida Finchera, młode matki walczą ze sobą na pięści?
Z jednej strony hybrydy przedmieść, szemrane bazary i przybytki – jak pamiętamy: ulubione miejsca surrealistów – z drugiej sterylne gabinety psychiatrów i psychoterapeutów z ich pretensjami do normy. Świat Szaulińskiej, na pozór intymny i kameralny, imponuje rozległością. Autorka łączy sfery, które zwykle się nie spotykają, i stawia tezę, że większość granic, z tożsamościowymi na czele, to uzurpacja albo iluzja.
A wszystko w scenerii kilku europejskich stolic, w tym najważniejszej dla autorki – Warszawy. Szaulińska odsłania czasem mroczne, czasem groteskowe i fantastyczne oblicze miasta i trudno się oprzeć wrażeniu, że ten rys naprawdę wzbogaca jego portret znany z rodzimej literatury.
Znakomity debiut prozatorski cenionej poetki. Wielka pochwała swobody twórczej i wyobraźni, a zarazem manifest kobiecej siły i niezależności.
Bardzo nierówne te opowiadania. Kilka świetnych, a kilka całkowicie nijakich. Fajnie skonstruowani bohaterowie, dużo tu barwnych i silnych postaci, a w szczególności kobiet, ale to tyle. Nie porwało.
Opowiadania, z których składa się ta książka, są zwarte, precyzyjnie napisane.
Każde z nich ma w sobie ciężar. Autorka świetnie go wyważyła, tak, by nie przygniatał, a działał jak w trakcie treningu siłowego: męczył i satysfakcjonował jednocześnie. Przy niektórych historiach odkopałam wrażliwość jakiej dawno nie czułam, były takie które wywołały we mnie niechęć, wstyd, zażenowanie, inne towarzyszyły mi w mocno niespodziewanych wzruszeniach, jeszcze kolejne snuły wciągające historie.
Dużo jeszcze możnaby o emocjach i taka chyba jest ta książka - jak lustro. Opowiadania są w niej na tyle abstrakcyjne (ale nadal mocno osadzone w rzeczywistości), że nie dowiedziałam się z nich wiele o świecie, za to mnóstwa o sobie. Dokładnie w ten sposób polecam je czytać, w przerwach na obserwację własnych reakcji.
Muszę też dodać, że bardzo podobał mi się warsztat pisarki. Jej język wydaje się być bardzo oszczędny, a jednak po kilku opowiadaniach zorientowałam się, że autorka operuje metaforami i porównaniami - są po prostu tak obrazowe, że mknie się po nich bardzo naturalnie. Podziwiam umiejętność pani Katarzyny, wykształconej w psychiatrii, do kreowania tak abstrakcyjnych historii z tak żywymi bohaterami.
Bardziej 3.5 gwiazdki, bo nie wszystko mnie tu urzekło, ale to jest bardzo dobra proza. Czuła i brutalna jednocześnie, ale w fajny sposób wyważona, nie przesadzona i cicha, bez epatowania i szokowania, choć porusza mocne tematy. Brawa za język i wyobraźnię. Czuć poetkę.
Całkiem udany debiut prozatorski poetki. Bardzo oryginalny zamysł. Choć szkoda, że niektóre wyjściowo ciekawe koncepcje nie doczekały się pełniejszego rozwinięcia i zakończenia. W każdym razie autorka obrała ciekawy kurs i być może w kolejnych publikacjach pomysły dojrzeją i wybuchną, jak słoje z ukiszonymi burakami ;-)
7/10 Zestaw całkiem nieźle napisanych opowiadań z przewodnim motywem macierzyńskim - trochę w klimacie Enriquez. Są wyraźnie ciekawsze ("Urodziłam księżyc" - gdyby nie finał byłoby super), niezłe (Śreżoga"), pomysłowe choć nierówne ("Czarnoręki Adam"), ale też takie do zapomnienia.
fenomenalne opowiadania o doświadczeniach pacjentów i personelu placówek psychiatrycznych, pełne humoru, empatyczne, wyróżniające się językowo (raz potoczne, blisko człowieka, raz po prostu ładne, interesująco napisane), ale po co ta reszta?
tak naprawdę ocena 3,5 ale nie ma połówek tu niestety
jedyne słowa co mi przychodzą do głowy to... dziwna. nietypowa. nie wiem czy kiedykolwiek zaabsorbowała by mnie myśl 'jak to jest urodzić księżyc?' gdyby nie ta książka.
Poetycko napisana, pięknie obrazuje myśli, które kroczą jeszcze niewydeptaną ścieżką.
Niektóre opowiadania ("Urodziłam księżyc", "Śreżoga", "Kwitnąc") absolutnie rewelacyjne, niektóre dobre albo tylko średnie. Klamra fajnie wszystko spaja.
Pierwsza połowa - ciężka. Nie że ciężko się czyta ale tematy ciężkie i na trzy dni humor zepsuty. Co jest ok bo znaczy że książka działa i coś tam w człowieku drąży. Tak że polecam jak ktoś chce ciut emocjonalnej pracy, ale na wakacje to chyba za mocne. Druga połowa już trochę lżejsza i nawet jest nuta optymizmu w tym wszystkim.