Wizerunek współczesnych Niemiec długo wydawał się nieskazitelny. Jednak pod powierzchnią równych szans, otwartości i chęci zadośćuczynienia nierzadko kryją się uprzedzenia, nieufność, dążenie do przeforsowania własnych interesów. Przeszłość ciąży, historia narzuca ton najważniejszym sporom. Niewidzialne granice wciąż trudno przekroczyć: wschód i zachód, rodowici mieszkańcy i imigranci, prawica i lewica, praworządność i hipokryzja, tolerancja i ksenofobia.
Jerzy Haszczyński, dziennikarz, który pod koniec ubiegłego wieku pracował w Berlinie, znowu ruszył za Odrę. Tropami starymi i zupełnie nowymi. Na zapomnianą prowincję i do miast, które trafiły na pierwsze strony światowych gazet, choć nie chciały. Z reporterską precyzją wskazuje na napięcie w niemieckiej polityce i współczesnej debacie – między tym, o czym wolno mówić, a tym, o czym najchętniej by milczano.
Duże rozczarowanie. Gdyby podtytuł brzmiał: "Problemy imigranckie w Niemczech", nie czepiałabym się aż tak, natomiast nic tu nie wskazywało na to, że 90% historii będzie dotyczyć tego właśnie tematu, z różnych stron (w sensie niechęci do obcych, nawiązań do wojny, AfD, różnic między niemieckim Wschodem i Zachodem), ale w każdym prawie dominuje temat imigrantów. Ostatni rozdział wrzucony jakby na siłę, o Róży Luksemburg - po co? - a przez przedostani, czyli laurkę dla Angeli Merkel, obniżam ocenę do 2/5, mimo że miały być 3/5. Nie mam zdania na temat pani Merkel, nie znam się na niemieckiej polityce. Ale jeśli ktoś w reportażu opisywanym jako "reportaże z Niemiec" maluje mi po prostu laurkę dla polityka, to ja jednak mówię nie.
Bardziej realistyczny obraz całych Niemiec niż ten stareotypowy, oparty na powszechnym wyobrażeniu Niemców i wizerunku kreowanym przez władze centralne, że to kraj ludzi otwartych i empatycznych.
Interesujące spojrzenie przede wszystkim na problem imigracji w Niemczech i przejmujące zestawienie (czasami zapomnianych) problemów przeszłości z wyzwaniami współczesności. Trochę brakowało mi bardziej zróżnicowanej tematyki reportaży.
Jeśli czytać o Niemczech to "Deutche nasz" Ewy Wanat.
U Haszczyńskiego nie podobał mi się przede wszystkim nieciekawy styl i język, czasem miałam wrażenie, że autor coś wie, ale nie powie, brakowało mi informacji by nadążyć za jego tokiem myślenia, co właściwie chciał powiedzieć i po co? Niektóre reportaże w zbiorze są dość interesujące, ale całość tylko OK.
Chcialem przeczytac cos o Niemczech, by dowiedziec sie co tam sie ostatnio dzieje. Ta ksiazka akurat dotyczy wschodnich Niemiec, dawnego NRD, a tereny te maja swoja specyfike postkomunistyczna. Rzeczywistosc podaza raczej innym torem we Frankfurcie czy Dusseldorfie. Teksty sa ok, ale zawsze mialem jakis niedosyt. Trudno zdefiniowac to uczucie, teksty sa z natury bez konkluzji, dziennikarz nie chce przeciez nam podsuwac pod nos wnioskow, czego sama intencja jest dobra, ale w zamian nagle oddczuwamy ten brak konkluzji jako brak jakiego zakonczenia, albo moze ze jest to sytuacja w toku, ze ciag dalszy nastapi. Definitwnie niepotrzebny (nadaje bowiem calej ksiazce ton) byl uplasowany dosc wczesnie w ksiazce rozdzial o rzezni, tu jakos poczulem ze autor chyba jednak tego kraju bardzo nie lubi, nie daje mu szansy, a przeciez w Niemczech jest przeciez troche rozwiazan socjalnych nad ktorymi sie warto zastanowic. Teksty pod koniec ksiazki sa jakby lepsze, bardziej spojne. Czy autor moze jakos pani Merkel wybaczyc ze nie poczuwa ona sie do polskosci i dac jej spokoj? Ciekawe bylo opisanie wszelkiej masci lewicowcow ktorzy uwazaja Roze Luxemburg za patronke. Ten rozdzial byl najciekawszy. Generalnie, ciagle mamy wrazenie ze nasz dziennikarz jakos nie ma wejscia w te Niemcy od wewnatrz, ze wszyscy burmistrzowie, dziennikarze, prawnicy etc. trzymaja go na dystans, moze intuicyjnie wyczuwaja ze on nie ma do nich zaufania, a wobec tego oni do niego? A moze wlasnie na odwrot, to oni sie boja dziennikarza z kraju postkomunistycznego, bo podejrzewaja ze w tej postkomunie prawda jakos ciagle moze byc nagieta w rozne strony? Moze nasz dziennikarz staje sie ofiara wlasnego uprzedzenia, nie umie jakos wejsc - i nie wie jak - w blizsze uklady z "Niemcami"? Nie czuje sie w tej ksiazce ani sladu i nawet odrobiny takiego emocjonalnego powiazania z ludzmi i ich sprawami, jakie autor mial w "Moj brat obalil dykatora". Rzeczywiscie w krajach arabskich to emocjonalne powiazanie z ludzmi jest duzo latwiejsze niz w Niemczech (tylko ze pamietajmy ze czasem w zamian Arabowie maja talent do opowiadania bajek), a z kolei ci nudni i zimni Niemcy czesto potrafia sie bardzo inteligentnie wypowiedziec o wielu sprawach, na co jakby autor nie zwrocil uwagi. Nie mial szczescia do ludzi, czy tez z gory zalozyl ze nie ma z kim gadac? Oczywiscie ze dzialacze AfD nie chcieli z nim rozmawiac, ale przeciez nie o te osoby mi chodzi.
2,5/5 Zacznę od tego, że to nie jest zła książka ale... Nie uważam, że zebranie paręnastu reportaży Jerzego Haszczyńskiego i sprzedanie tego jako różnorodnej analizy współczesnych Niemiec (przynajmniej tak odebrałam cel tego wydania z opisu) było dobrym pomysłem, gdyż ta książka jest bardzo monotematyczna. Wszystko sprowadza się do jednego tematu jakim jest imigracja. Nie miałabym nic przeciwko temu gdyby nie to, że nie po to sięgnęłam po tę książkę aby dowiedzieć się, że Angela Merkel ma polskie korzenie. A odniosłam wrażenie, że autor tej imigranckości wszędzie się doszukiwał, i momentami odbiegał przez to od sedna sprawy - szkoda bo przez to jego przedstawienie wybranych tematów było ograniczone. Proponowałabym zmianę tytułu na: "Imigracja w Niemczech i wszystko co jest z nią związane", a może osobiście uniknęłabym wtedy rozczarowania. Niemniej jednak z tego zbioru mogę polecić dwa pierwsze reportaże- "Mamo przecież masz niemieckie dziecko" oraz "Rzeźnia numer jeden" - z perspektywy całości wydają się być najbardziej konkretne, a także jako jedyne zostały ze mną na dłużej.
Mieszkając w Niemczech od kilku lat, miałem wielokrotnie okazję zweryfikować, że powszechne w polskiej świadomości (może już nieco przestarzałe i zakorzenione w latach 80. i 90. ubiegłego stulecia) stereotypy dotyczące porządku, solidności, wiarygodności czy punktualności Niemców to w dużej mierze mity. Natomiast tolerancja, otwartość i szacunek wobec imigrantów, z którymi autor rozprawia się w dużej części obecnych tu reportaży, chyba nigdy nie były postrzegane w polskiej psychice jako cechy charakterystyczne dla Niemców. Stąd też uważam, że wiele historii przedstawionych w tej kolekcji reportaży nie będzie dla wielu zaskoczeniem. Dla mnie bardziej interesujące są reportaże dotyczące wewnętrznych problemów społecznych Niemiec, poza kwestią migracji. Znajdziemy tu rozważania na temat historii, o partii AfD, o wciąż istniejącym podziale na Niemcy wschodnie i zachodnie. Ogólnie, mimo że dla mnie wiele z tego materiału nie było nowością, pozycja ta zasługuje na uwagę, zwłaszcza dla osób, które interesują się tematem, ale nie mają jeszcze szerokiej wiedzy.
Czytałam sobie te reportaże pracując grzecznie u Niemca (bo gdzie indziej), a w tym czasie Polska sobie wprowadzała kontrole na granicy i panikę w narodzie, więc bardzo, bardzo aktualne się okazały te wszystkie rozdziały o (nie)niemieckich imigrantach. Ja wiem, że to nie jest najbardziej pasjonujące państwo na świecie do czytania o nim książek, ale polecam, bo książka rzuca kolejne światło na sytuację nie tylko w Niemczech ale i w Polsce obecnie, no i, nie wiem, jak trwoga to do literatury.
Tytuł „Rzeźnia numer jeden i inne reportaże z Niemiec” jednoznacznie nawiązuje do powieści Kurta Vonneguta. Nie jest to raczej przypadek, choć tytułowy reportaż jako tako odnosi się po prostu do największej rzeźni w Europie. [...] https://nakanapie.pl/recenzje/inne-ni...
Głównie historie imigrantów; obnażenie sytuacji gastarbeiterów, której można się domyślać, a o której trudniej mówić. Niestety nie udało się uniknąć politykowania.