Nie jestem fanką obyczajówek i sięgam po nie naprawdę sporadycznie. Tym razem, do przeczytania zachęcił mnie temat jaki poruszyła autorka, ponieważ sama znam rodzinę, która przeżyła podobny problem. Pamiętałam jak bardzo byli szykanowani, kiedy poprosili o pomoc dla problemowego dziecka, bo sytuacja zrobiła się niebezpieczna dla nich samych oraz dla biologicznych dzieci. Byłam ciekawa, jak sytuację przedstawi autorka.
Wątek z rodziną Ostrowskich jest naprawdę ciekawie przedstawiony. Autorka pokazała zarówno słabe momenty, jak i piękne chwile, a wszystko to z różnych perspektyw: opiekunów, ich dzieci, znajomych czy obcych ludzi. Nie zawsze bywało tam zrozumienie, a czasem reakcja na pewne wydarzenia była jak najbardziej adekwatna do sytuacji. Ba, sama zareagowałabym prawdopodobnie tak samo. Wiele sytuacji przedstawionych zostało w bardzo realny sposób, co zmusza czytelnika do refleksji: co ja bym zrobił/zrobiła. Naprawdę, uważam, że każdy powinien przeczytać książkę dla tych właśnie fragmentów. Chociaż sama nie zawsze zgadzałam się z decyzjami opiekunów dziecka, to pomogło mi to pewne rzeczy zrozumieć.
Muszę przyznać, że nie przepadałam za wątkiem dziennikarki. O ile na początku był jeszcze
w miarę ciekawy, bo w końcu to ona poruszyła wiele trudnych tematów związanych z rodziną zastępczą, o tyle gdy na podium weszły jej rodzinne kryzysy, poczułam zmęczenie. Chciałam wiedzieć więcej o Ostrowskich, spędzić więcej chwil u nich i nie bardzo interesowały mnie małżeńskie kryzysy dziennikarki. Może to być wynikiem bardzo prostego faktu: nie przepadam za obyczajówkami i romansami więc pewnie normalnie człowiek rozpływałby się nad takim wątkiem,
a mnie to zwyczajnie umęczyło.
Nie spodobała mi się jedna rzecz, o której tu wspomnę. Pies. Dziecko krzywdzi zwierzęta. Sam weterynarz – kolejny raz ratując zwierzaka – zwraca uwagę na przemoc domową i prosi
o znalezienie psu innego lokum, dla jego bezpieczeństwa. Co robią ,,odpowiedzialni” opiekunowie? Tak, zostawiają psa u siebie… z argumentem, że na pewno tym razem już upilnują. To nie siła miłości, tylko głupoty. Strasznie mnie to zezłościło. Szczególnie jeśli wziąć pod uwagę, że inne zwierzęta skończyły jeszcze gorzej i dla Bambusia było to zagrożenie życia. Tu nie ma sytuacji kiedy nikt z bliskich nie weźmie psiaka więc tym bardziej nie rozumiem takiej nieodpowiedzialnej decyzji.
Mimo wszystko, ocenię książkę dość wysoko. Za temat jaki porusza, za ugryzienie go z miliona równie ważnych stron oraz za samo pokazanie życia Ostrowskich, które porwało moją uwagę. I za fakt, że chociaż to nie jest mój gatunek książkowy, uważam czas spędzony z książką za udany,
a książkę za wartą przeczytania.