4,5/5
Natasza jest piękną, odnoszącą sukcesy modelką, jednak jej kariera okupiona jest wyrzeczeniami i całkowitym podporządkowaniem się matce. Kiedy takie życie zaczyna jej ciążyć postanawia udać się na Podlasie do swojej przyjaciółki. Nieoczekiwany splot różnych wydarzeń sprawia, że Natasza trafia do domku szeptuchy. Ten nieplanowany urlop jest początkiem nowego życia dziewczyny, która z dnia na dzień dowiaduje się coraz więcej o swojej przeszłości.
Najkrócej? Bardzo dobra rzecz! Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona "Pamiętnikiem szeptuchy" i mam dwa wnioski po przeczytaniu tej książki: 1. bardzo czekam na drugą część "Dni mocy", ale serio baaardzo!; 2. koniecznie muszę sięgnąć po inne książki Doroty Gąsiorowskiej.
Zanim zacznę zachwycać się fabułą, muszę oddać ukłon w stronę wykonania! Niby mówi się, że nie liczy się ilość tylko jakość, ale w tym przypadku te dwie rzeczy idą ze sobą w parze. Ta książka ma 600 stron, więc zdecydowanie nie jest to mała ilość, a czyta się ją w takim tempie, że nie da się tej grubości zauważyć. Lekko i przyjemnie. Nawet opisy natury (które jak chyba powszechnie wiadomo - nie każdy lubi) są tu opisane tak, że się je pochłania. No cudo!
Co do samej historii - niesamowicie wciągająca. To moja dopiero druga książka w klimacie słowiańskim, więc ekspertem nie jestem, ale wydaje mi się, że mało tu było takich szeptuchowych rzeczy, ale opowieść o życiu Nataszy i całej reszcie bohaterów (przy okazji - świetnie wykreowanych!) jest na tyle intrygująca, że był to dla mnie naprawdę tylko maleńki minus.
Muszę przyznać, że "Pamiętnik szeptuchy" jest bardzo udanym początkiem serii! Pozwala poznać bohaterów, wprowadza w ich świat i przygotowuje na kolejne wydarzenia. Czytajcie, bo jest super!