Do zagubionej w innym wymiarze czasoprzestrzennym Leny dołączył jej ukochany brat Dominik. Wierząc, że siostra nadal żyje, przemierzył uskok międzywymiarowy, by ją odnaleźć i sprowadzić do domu. Starannie opracowany plan powrotu rujnuje jednak wybuch wojny. Sprawy dodatkowo komplikuje fakt, że to Lena przyczyniła się do rozpętania zbrojnego konfliktu w królestwie. Konfrontując ze sobą dwóch zakochanych w niej kuzynów, Cerdika i Eavana, wywołała lawinę zdarzeń, której nie da się zatrzymać.
Kto zwycięży w tym polityczno-miłosnym sporze? Czy Dominik i Lena zdołają wrócić do domu? Czy można kochać dwóch mężczyzn jednocześnie? I jak podjąć decyzję, gdy wybór jest tragiczny?
Porywający romans, renesansowy klimat, fizyka kwantowa i klasyczny rock. Druga część trylogii o uczuciach silniejszych niż czas i przestrzeń.
Ten tom złamał, scalił i zaraz potem spopielił moje serce. Emocje sięgały zenitu, nie mogłam zaczerpnąć powietrza, a mimo to chciałam i wciąż chcę więcej.
„Za Kurtyną. Perygeum” Laury Savaes to już drugi tom o Lenie i jej przygodach w Aridven.
Z początku byłam dumna z każdej decyzji Leny. Kochałam przeżywać z nią te gorsze jak i lepsze chwile. Aż do momentu w którym obie zrozumiałyśmy, że świat nie jest usiany różami.
Wojna w tym tomie weszła na wyższy poziom. Co prawda nie widzieliśmy jej z tej bardziej destruktywnej strony, ale dowiadywaliśmy się, jak przebiega w kręgach rodziny rządzących.
Nie zapominajmy też o miłości. To co tu się działo… nie jestem w stanie opisać żadnymi słowami. (W pozytywnym sensie)
Krótko mówiąc, okładka nie kłamie. Macie na niej ogień i jest ogniem. Jeśli pierwszy tom was nie zachwycił to drugi na pewno to zrobi.
Nie spotkałam chyba w książce bardziej wkurzającej bohaterki niż Lena XD Ona jest toksyczna w kit i nie powinna być z żadnym z nich, niech już wraca do zwykłej rzeczywistości. Tylko lata od jednego do drugiego w zależności, co jej który naopowiadał i nie potrafi stawiać granic. Masakra - ja jednak nie mogę czytać fantastyki bez silnej głównej bohaterki.
Halo, halo, ja składam zażalenie do autorki. Jestem za młoda, żeby umierać na zawał, przez przedawkowanie emocji. Kiedy 3 tom? Bo potrzebuje odpowiedzi, co to było za zakończenie. Ale można było się spodziewać, zawsze w najciekawszym momencie. Aktualnie nie potrafię sklecić nic sensownego, oprócz tego, że akcji, emocji, pasji i żaru, jest jeszcze więcej niż w poprzednim tomie.
Także nie zastanawiajcie się, tylko zamawiajcie, czekajcie, na pewno nie pożałujecie.
Lepszą recenzje dodam, jak już się otrząsnę z emocji.
"Perygeum" jest książką, na którą najbardziej czekałam we wrześniu. Jestem zakochana w tym świecie, w tych emocjach i tej historii. Bardzo lubię pióro autorki, jej styl i jezyk są przyjemne w odbiorze. Dla mnie największym plusem tego tomu, były wstawki i zjawiska związane z szeroko pojętą fizyką. Może być to dla Was zdziwienie, ale jako inżynier i typowy mat-fiz bardzo mnie ten temat interesuje. Tak samo jak Dominika, brata Leny. Myślę, że szybko byśmy się dogadali, bo Domin nie ma problemu z poznawaniem nowych osób. To, że zaprzyjaźnił się z Kazem coś znaczy.
Pewnie zastanawiacie się co słychać u naszego trójkąta miłosnego. Bez zmian, Cedrik i Eavan dalej wzdychają do Leny. Jeden jest zazdrosny o drugiego. Z tym, że Cedrik jest dużo bardziej porywczy i nigdy nie wiadomo, co mu przyjdzie do głowy. Eavan mnie zaskoczył i pokazał pazurki, w końcu postawił na swoim. A Lena, jak to ona, niby zdecydowana, ale nie całkiem. Ponoć kocha całym sercem Cedrika, ale Eavan towarzyszy jej w myślach. Jednego jej jednak nie można odebrać, bardzo wydoroślała i już nie potrzebuje pomocy innych osób. Jej odwaga wzbudza podziw, nawet w najgorzych sytuacjach, stara się nie popaść w panikę.
W królestwie Ardiven zaczela się wojna o tron, o wolność, potęgę i siłę. Jednak strona chce demokracji, a druga nowego władcy. Dwa zwaśnionych rody stoją na czele walczących armi. Ironią jest to, że kiedyś byli najlepszymi przyjaciółmi, rodziną. Jednak niewyjaśnione sprawy, są zadrą w sercu, której nie sposób wyjąć.
Wspominałam, że Dominik postanowił wziąć udział w tej wojnie? Nie, no to tak, dzielnie walczy. W tym czasie Lena, przeżywa własne katastrofy.
Samo zakończenie mnie zniszczyło emocjonalnie, a na myśl nasuwa się jedno pytanie. Kiedy 3 tom?
Nie zastanawiajcie się, czytajcie, premiera 28.09 4,75/5⭐️
4.25/5 Lena pierwszy raz staje twarzą w twarz z obliczem wojny, którą sama wywołała. Rozstanie z ukochanym. Strach przed niestabilną przyszłością. Ciągłe wyzwania i decyzje - w tej części Lena nie określa już tylko swoich uczuć pomiędzy dwoma mężczyznami, do stawki dochodzi możliwość powrotu do domu...
Wierzę, że można zakochać się w fikcyjnym bohaterze, ale żebym zaangażowała się emocjonalnie w relacje między trzema głównymi bohaterami? Lena, Cedrik i Eavan rozwalili mnie na łopatki, swoją pasją, uczuciami i poświęceniami. To romans fantasy na najwyższym poziomie. Jeśli potrzebujecie emocjonalnego zniszczenia, które sprawi, że będziecie płakać, rzucać książką i krzyczeć na bohaterów to trafiliście idealnie. Pamiętacie, że jednak was ostrzegałam, bo każda z postaci stosuje tę samą zasadę: W miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone. Zabrakło mi rozwoju głównej bohaterki. Tak jak, Cedrik i Eavan pokazali nam się z innych stron, tak Lena, nie nadąża za swoimi i ich uczuciami. Girl...nie wchodzi się do dwa razy do tej samej rzeki, a tym bardziej, jeśli ta rzeka ma dwa strumienie. Ta część jest zdecydowanie lepsza od poprzedniej. Dostarcza dużej dawki humoru, wypieków na twarzy i zwrotów akcji.
PS. Czekam na trzeci tom bo:✨ I'm here for the drama✨. Po pierwszym tomie byłam tym Eavan. Teraz Team Cedrik.
"Za kurtyną Perygeum" to już drugi tom z serii 'Za kurtyną', i tak jak do pierwszego tomu niekoniecznie byłam przekonana, tak po przeczytaniu tej części oddaję pokłon autorce, serio.
Mamy tutaj przede wszystkim dużo więcej akcji, z racji iż w królestwie trwa wojna, ciągle coś się dzieje. Nudy tutaj absolutnie nie znajdziecie. Zaangażowałam się w tę część przeogromnie i mimo często towarzyszącego mi zmęczenia podczas czytania, nie potrafiłam oderwać się od lektury. Myślę, że największym plusem w tej części jest (Eavan) to, że Lena w końcu zaczęła jakkolwiek samodzielnie myśleć. Co prawda Dominik jest tutaj obecny, nie tylko w samych wspomnieniach bohaterki, jednak miałam wrażenie, że mimo to Lena robi dużo rzeczy samodzielnie. W końcu. Co prawda nadal mnie irytuje i nie do końca się polubiłyśmy, ale zawsze jakiś progres. No i Eavan. Zdecydowanie największym plusem Perygeum jest Eavan. Kochany Eavana.
Tak samo jak w pierwszej części mamy tutaj dużo informacji naukowych, co uważam, że jest mega super, bo razem z miłym spędzaniem czasu na czytaniu, można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy. Fanką nauki nie jestem, ale takie przekazywanie wiedzy to ja uwielbiam.
Jeśli czytaliście Apogeum dawno i niekoniecznie pamiętacie wszystko, co tam się działo, to spokojnie, w pierwszym rozdziale drugiego tomu jest ogólne przypomnienie tamtej części (ogromnie dziękuję autorce, bo między innymi ja byłam tą osobą, co mało co pamiętała hahaha). Już nie mogę się doczekać finałowej części!!
Druga część nowej serii autorstwa Laury Savaes zachwyciła mnie o wiele mocniej, niż poprzedni tom. Pokochałam jeszcze bardziej Adriven, zmieniłam nastawienie do brata Leny i… zmieniłam też typ książkowego męża?
Po pierwszym tomie serii, gdzie poznajemy Lenę, która z utęsknieniem wspomina brata, roztrząsając jego brak oraz obserwujemy jej kolejne perypetie związane z trafieniem do obcego dla niej wymiaru, gdzie nieco namieszała mogę z ręką na sercu powiedzieć, że w „Perygeum” ta dziewczyna zmieniła się o co najmniej 180 stopni. Lena jako bohaterka zrobiła ogromny krok naprzód i nie daje sobie wejść nikomu na głowę. Tę przemianę widać już od początku jej przygody w tajemniczym świecie, ale tutaj nabiera ona rozpędu. Lena, dotąd ugodowa, stawia na szali swoje szczęście, żeby postępować słusznie i za to zyskuje mój ogromny szacunek. Nie jest zależna od nikogo i nawet jej brat nie jest już jej potrzebny do życia jak powietrze. Odcięła pępowinę i ruszyła naprzód. Brawo Lena!
Pozostali bohaterowie również zaskarbili sobie moją sympatię, a szczególnie Dominik, którego uważałam z początku za nadopiekuńczego i wkurzającego złotego chłopca. Teraz mogłabym się z nim zaprzyjaźnić, bo jak się okazało on również zmienił się pod wpływem wielu wydarzeń, a jego humor i osobowość dodają mu tylko uroku. Cóż dodać – łapię jego żart i doceniam gust muzyczny.
Wątek wojny, która wybuchła już na dobre jest bardzo dobrze poprowadzony i podoba mi się to, że nie jest pokazana sielankowo. Jest czasem krwawo i brutalnie, ale co ważne podczas lektury czułam jak wpływa ona na naszych bohaterów. Ich traumy, lęki i plany… Autorka świetnie je uchwyciła, a zagrania polityczne obu stron to majstersztyk. Brakowało mi większej ilości polityki w tomie pierwszym, ale tom drugi wynagrodził mi to idealnie.
Jednak… żeby nie było też za kolorowo… Ogromnym minusem był dla mnie trójkąt miłosny ciągnący się od pierwszej strony książki. Tułanie się Leny od jednego faceta do drugiego i ciągłe wracanie myślami czasami tak bardzo mnie irytowały, że miałam ochotę trzepnąć naszą bohaterkę i krzyknąć „Halooooo?! Lena oszalałaś?!”. Jednak przyznać muszę, że po zakończeniu tomu pierwszego, czyli „Apogeum”, byłam całkowicie za Cedrikiem i choć dalej kocham go ogromnie… w tym tomie moje serce ciągnie i do Eavana. Tutaj warto wspomnieć, że poznajemy postacie dwóch miłości Leny o wiele lepiej, co dodaje im i plusów, i minusów, a nam w głowie robi jeden wielki mętlik.
Podsumowując – ogromnie polecam. „Perygeum” dostarczy Wam wielu zwrotów akcji, morze emocji, kilka łez i ogrom wzruszeń. Po kolejny tom sięgam w ciemno i nie mogę się go już doczekać!
„Perygeum” to drugi tom debiutanckiej serii Laury Savaes, drugi tom serii którą pokochałam i która zajmuje wyjątkowe miejsce w moim sercu. Jest to chyba najtrudniejsza recenzja jaką piszę, bo nie chcę pominąć żadnego aspektu tej cudownej książki przy której towarzyszyły mi praktycznie wszystkie możliwe emocje. Przeszłam przez płacz ze smutku, płacz z radości, uśmiech i niewyobrażalną złość na zakończenie. Nie chcę mówić tutaj o fabule, żeby przypadkiem nie zaspoilerować czegoś z 1 tomu, dlatego postaram się w krótkich punktach przedstawić to co sprawiło, że historia Leny Rajskiej jest tak absolutnie prawdziwa.
Zacznijmy od początku, czyli świata przedstawionego i tego jak fantastycznie autorka od pierwszej strony pierwszego tomu do ostatniej drugiego tworzy go niesamowicie przemyślanie. Czytając książkę miałam faktyczne wrażenie jakbym była w Ardiven, a wyliczenia z fizyki kwantowej, które były w tym tomie po prostu wbiły mnie w fotel i sprawiły, że jedyne co mogę powiedzieć to WOW. Tutaj wszystko miało sens - od tytułu, po wyliczenia i kreację bohaterów - właśnie to sprawia, że tak bardzo kocham tę serię.
Laura Savaes stawia nas, czytelników, przed dylematami moralnymi. Podczas czytania „Perygeum” musimy odpowiedzieć sobie na pytanie : „czy to jest dobre?” „Po której stronie powinnam/em/om stanąć?”. To zdecydowanie coś co wyróżnia książkę na tle innych historii.
Przez całą opowieść, którą stopniowo poznajemy widać przemianę głównej bohaterki, to jak stopniowo i wolno ona przebiega, i to jak każda podjęta przez nią decyzja kształtuje dalszą historię. Tego nieco brakowało mi w pierwszym tomie, ale teraz widzę, że wszystkie te zabiegi miały sens i od początku 1 tom miał być wprowadzenim do całego świata.
Nie mogę nie wspomnieć o plot twistach, które nie raz sprawiały, że siedziałam w fotelu i czułam się głupia, bo to wszystko było dla mnie zbyt mocne. KIEDY DOWIEDZIAŁAM SIĘ O JEDNYM PLOT TWIŚCIE, KTÓRY JEST ZWIĄZANY Z ZAKOŃCZENIEM OSTATNIEGO TOMU - JESTEM CIEKAWA CZY PO PRZECZYTANIU PERYGEUM BĘDZIECIE WIEDZIEĆ CO MI NIE PASUJE :)
Zakończenie książki szokuje tak samo jak w pierwszym tomie i od razu krzyczymy wewnątrz siebie „CHCE KOLEJNY TOM”. Jeśli chodzi o skargi i zażalenia do autorki to piszcie w komentarzu, bo pewnie macie ich prawie tyle samo co ja.
Recenzji kolejnego tomu „Za Kurtyną” nie byłoby chyba gdybym nie powiedziała w jakim teamie jestem po jego przeczytaniu. Team Cedrik - i nie wiem co musiałoby się stać, aby to zmienić.
Jeszcze raz chciałabym ci podziękować Laura za tak wspaniałą książkę, to że mogłam ci relacjonować jej czytanie na bieżąco i za to, że wspierasz mnie zawsze kiedy tego potrzebuje. Tylko proszę nie licz już tak dużo, bo nawet wyliczyłaś dokładną minutę mojego skończenia #Perygeum
Tom ten jest bezpośrednią kontynuacją, a na początku autorka umieściła krótkie streszczenie wydarzeń z „Apogeum”, co moim zdaniem jest świetnym posunięciem, bo dzięki temu przypomniałam sobie co wydarzyło się wcześniej. Odnośnie fabuły to otrzymałam interesujący romans, renesansowy klimat i troszeczkę fizyki kwantowej co razem stworzyło historię tak samo wciągającą, jak w poprzednim tomie. Pojawia się również nowa postać i tu muszę podziękować autorce za Dominika, który jest genialny i każdą scenę z jego udziałem czytałam z przyjemnością.💕 Podtrzymuję też zdanie co do Cedrika i Evana i dalej obu lubię, ale w finale Cedrik trochę stracił w moich oczach. Co do głównej bohaterki to również podtrzymuję moje zdanie z pierwszego tomu; nie polubiłam Leny co nie jest niczym złym, bo każdy ma inny charakter i osobowość. Osobiście wolę nie polubić postaci niż mieć do czynienia z bohaterem bez osobowości, a Lena ma zarówno charakter, jak i osobowość. „Za kurtyną. Perygeum” to sequel podtrzymujący klimat pierwszego tomu. Jest odważniejszy i bogatszy w bohaterów, a samo zakończenie daje pole do przypuszczeń, co takiego wydarzy się dalej.😊
Pierwszy tom był niesamowicie dobrą książką a ten… jeszcze większe mistrzostwo. Genialnie wykreowany świat, bohaterowie no i nie mogło zabraknąć cudownego wątku romantycznego. Fabuła w tym tomie intryguje już od samego początku i w całej książce dzieje się naprawdę wiele, a mocnych zwrotów akcji zdecydowanie nie brakuje.
Element, który ogromnie mi się podoba to tłumaczenie całego zajścia teoriami fizyki kwantowej, a sprawia to, że książka staje się tylko ciekawsza.
Po tym tomie zdecydowanie bardziej przywiązałam się do bohaterów, a Lena cały czas zostaje jedną z moich ulubionych postaci. No i niezmiennie, cały czas uwielbiam Cedrika. Chociaż wiecie co, Cedrik, Evan pff… ja zostaję team Kaz i kropka, dlatego cieszę się, że w tym tomie mieliśmy szansę lepiej poznać tego bohatera.
Moja ocena nie mogłaby być inna niż w pełni zasłużone 5/5. Jest to niesamowicie dobra książka z intrygującą fabułą i wykreowanym światem. Jest to po prostu książka na mistrzowskim poziomie. Jedyne co wam pozostaje to czytać!
Po iście dramatycznym cliffhangerze nareszcie dostaliśmy kontynuację! W pierwszym tomie Lena wybrała się na wycieczkę wraz ze swoim bratem Dominikiem i kilkoma przyjaciółmi do jaskini. Od jakiegoś czasu krążyły plotki, że nie wszyscy wychodzą z jaskini żywo. Ale to przecież tylko głupie bajeczki, prawda? Prawda… Tylko, że Lena nie wychodzi z jaskini. To znaczy wychodzi ale w zupełnie innym świecie: Ardiven.
W „Perygeum” Lena kontynuuje swoją przygodę w renesansowym mieście. Tylko tym razem będzie musiała podjąć kilka ciężkich decyzji, które zaważą nad jej związkiem z Cedrikiem i silnymi uczuciami do Eavana.
To książka, która zawładnęła moim sercem. Rozpaliła we mnie wszystkie emocje, żeby za chwilę złamać mi serce, skleić je na nowo i kolejny raz złamać ale w inny sposób. Najpierw zarwałam dla niej noc, a potem obudziłam się z kacem czytelniczym (który trwał miesiąc!) i ogromnym niedosytem. Pragnęłam więcej, dostałam cudowną, głębszą historię, a teraz marzę o kolejnej części, która wypełni tą ogromną i ciemną pustkę.
Spodziewałam się, że „Perygeum” może mnie nie raz zaskoczyć, ale nie sądziłam że aż tak zżyję się z bohaterami. To że wyglądam jak Lena to jedno ale ja naprawdę czułam się jakbyśmy stanowiły jedność, jakbym to ja zakochiwała się w Cedriku, jakbym to ja miała najlepszego brata na świecie – Dominika, jakby to ja musiała wybrać między dobrem a złem, jakbym to ja szukała drogi do domu i jakbym to ja przeżyła to wszystko.
Cały czas wracam myślami do tej magicznej przygody w Ardiven. Nigdy jej nie zapomnę i mam nadzieję, że tak jak ja ją pokochacie. Musicie coś wiedzieć: po pierwsze rzadko używam znaczników w książkach, a tutaj mam ich prawie 80! A po drugie pamiętajcie nic nie jest takie jakie może się wydawać na pierwszy rzut oka. Doszukujcie się ukrytych plot twistów.
Jestem niezwykle zaszczycona, że mogę być patronką „Perygeum”. Jednym słowem: to o wiele głębsza, bardziej dopracowana historia z wieloma zwrotami akcji, wyrazistymi bohaterami, niezwykłym klimatem i zakończeniem po którym mam ochotę zatłuc autorkę. 🤭
Zwroty typu ,,siora" i ,,sorry, elo", plus nagminne używanie imion kiedy bohater mówi coś do rozmówcy, sprawiły, że strasznie ciężko to się czytało. Do tego strasznie długie opisy z wynurzeniami głównej bohaterki, które pomijałam już później i tylko skakałam po nich wzrokiem. I męczący trójkąt miłosny. Wymiękłam po 200 stronach...
Tak samo jak przy pierwszym tomie mogę śmiało stwierdzić, że naprawdę świetnie się bawiłam!
Lena od dłuższego czasu przebywa w innym wymiarze. A wszystkie jej myśli zaprząta Dominik - brat za którym ogromnie tęskni i którego zostawiła zupełnie w innym świecie. Na szczęście chłopak odnalazł do niej drogę i chce zabrać ją do domu. Tylko czy będzie to takie proste? Czy będzie w stanie zostawić Cedrika i Eavana i po prosto wrócić do domu?
🔹Pierwszy tom miał parę drobnych rzeczy, które mi nie pasowały, ale mimo tego świetnie spędziłam czas. Za to w Perygeum nie jestem chyba w stanie wymienić nawet jednego momentu, który byłby nie taki jak trzeba.
🔹Już w poprzedniej części nasza bohaterka przechodzi ogromną przemianę, jest pewniejsza siebie i potrafi zawalczyć o swoje. Pojawienie się brata, który całe życie jej ze wszystkim pomagał nie sprawia, że z powrotem zamienia się w cichą, szarą myszkę. Co jest ogromnym plusem, bo widać, że cała ta zmiana nie jest tylko chwilowa.
🔹Oprócz dylematu jakim jest powrót do domu Lena musi również wybrać między swoją pierwszą miłością, a tą drugą. Uwielbiam trójkąty miłosne, ze względu na emocje jakich dostarczają, a ten między Leną, Cedrikiem i Eavanem na pewno mnie nie zawiódł. Całą książkę sama nie mogłam się zdecydować z kim dziewczyna powinna zostać. Postacie męskie zostały świetnie wykreowane. Mimo ich oczywistych wad i tak każdemu z osobna mocno kibicowałam 🙈 Chociaż chyba nadal pozostanę przy Team Cedrik 😀
🔹Kolejna ważną męska postacią jest Dominik, do którego z początku nie mogłam się przekonać. Jakoś nie mogłam uwierzyć, że wszyscy od razu pałali do niego, aż taką sympatią, jednak zmieniłam zdanie. Sama zaczęłam go lubić! Chłopak wprowadził do książki pełno dobrego humoru i takiego rozluźnienia, które było niezwykle potrzebne przy tych wszystkich problemach miłosnych, wojennych, a także tych naukowych!
🔹Cudowna historia, przy której można się świetnie bawić, wzruszyć i nawet stresować! Końcówka mocno trzyma w napięciu! Polecam! ♥️
Co to było?! Czytając tę książkę przeżywałam jakiś chory rolerkoster emocji. Zakończenie to jest jakiś nieśmieszny żart, ja potrzebuję na JUŻ 3 tomu! By było 5 gwiazdek, jednak Lena niesamowicie mnie irytowała.
Perygeum to druga część z historii Leny i chyba nie potrafiłabym wybrać, który tom lubię bardziej. Sama akcja doprowadziła mnie do małej załamki i wielu zaskoczeń. Sam styl pisania autorki bardzo lubię przez te opisy, bo właśnie dzięki nim lepiej mogę zrozumieć bohaterkę (znaczy to nie tak, że czasem książka poleciała, bo byłam wściekła, że podjęła taką decyzję), ale jednak trochę wiem dlaczego podjęła takie decyzje, a nie inne.
Obiecuję, że zakończenie was po prostu zmiażdży, a sama akcja wciągnie was tak, że stracicie rachubę czasu (sprawdzone info). A więc jeśli jeszcze nie czytaliście chociażby 1 tomu, to błagam zabierajcie się do roboty.
Drugi tom przyniósł wiele emocji, jeszcze więcej romansu i Dominika! #teamdominik
Nie należę ani do team Eavan ani team Cedrika. Przechodzę obok tych obozów i mówię, że polubiłam obydwóch. A jeśli miałabym wybierać, to wybieram Dominika. Zdecydowanie zdobył moje serce w tej części i bardzo cieszę się, że było go tak dużo w tej części. Liczę, że trzeciej części będzie go jeszcze więcej i mam nadzieje, że się nie zawiodę.
Nie mam zdania, jeśli chodzi o Lenę. Nie do końca rozumiem jej zachowania i decyzje. W pierwszej części, główna bohaterka wydawała mi się zagubiona, co może być oczywiste po tym czego doświadczyła. Jednak myśle, że w drugiej części, dalej nie do końca umiała się odnaleźć w sytuacji. Po prostu: Lena czas się obudzić!
Autorka złamie nie jedno serce, gdy w końcu poznamy imię wybranka serca Leny. Ja o swoje się nie boje, póki zostawi Dominika przy życiu 🙈
Druga część mnie nie zawiodła, a szczerze powiem, że podobała mi się bardziej od pierwszej. Z niecierpliwością czekam na trzecią część.
"Za kurtyną. Perygeum" jest bezpośrednią kontynuacją pierwszego tomu, opowiadającego losy dziewczyny, która podczas wycieczki do jaskini znalazła się w alternatywnym świecie - renesansowym królestwie. Choć początkowo Lena pragnie jedynie powrócić do domu to dość szybko traci ten cel z oczu na rzecz porywów serca - i to nie byle jakich, bo zakochuje się w niej dwóch potężnych dziedziców. Oni też raptem zapominają o polityce i obowiązkach wobec wszechogarniającego uczucia - nawet jeśli oznaczać to będzie wojnę. W pierwszym tomie fantastyka szła jeszcze w parze z romansem - choć ze strony na stronę zmierzając w jednym kierunku, którym drugim tom już całkowicie podąża - to pełnoprawny romans z motywem miłosnego trójkąta, spychający wszystko inne na dalszy plan. I kto lubuje się w napięciu tworzonym przez rozterki spod znaku "czy można kochać dwóch mężczyzn jednocześnie" będzie usatysfakcjonowany tą powieścią. Kto zaś szuka fantastyki - czy nawet romansu historycznego, w którym czas akcji odgrywa znaczącą rolę poprzez różne konwenanse ograniczające naszych kochanków - będzie zwyczajnie zawiedziony zmarnowany potencjałem. Po dwóch tomach mogę stwierdzić, że Laura Savaes miała świetny pomysł na kreację świata pełnego konfliktów oraz podróże międzywymiarowe oparte o fizykę kwantową - i ten pomysł całkowicie pogrzebała pod wtórnymi dialogami o wielkiej miłości, która zmienia człowieka. Miłości, której ja zupełnie nie kupuję - bo nie została zbudowana, a bohaterowie są gotowi brać ślub po kilku tygodniach znajomości. Jest w tym wszystkim coś bardzo nastoletniego, przez co trudno uwierzyć, że dotyczy ludzi dorosłych. Wydaje mi się, że oparcie całej fabuły wyłącznie o trójkąt miłosny jest już zwyczajnie przestarzałe, a od literatury młodzieżowej można wymagać czegoś więcej. Niemniej jeśli ten motyw jest bliski waszemu sercu i czerpiecie przyjemność ze śledzenia kogo ostatecznie wybierze bohaterka to seria "Za kurtyną" z pewnością może się podobać.
Należę do grona osób, które bardzo cenią kreację świata - i sam pomysł na świat przedstawiony. Z tego powodu sięgam po fantastykę, a nie powieści obyczajowe czy romanse. Dwa pierwsze tomy "Za kurtyną" wprowadzają ciekawe elementy świata - Lena przenosi się do innego wymiaru, w którym istnieje alternatywna wersja "Polski". W tym świecie nie ma broni palnej, elektryczności czy nawet podpasek, a kobiece zachowanie jest teoretycznie ograniczane przez różne konwenanse. Przedstawiony zostaje także konflikt polityczny, w który przypadkiem zostaje uwikłana Lena - do tego stopnia, że jej pojawienie się w tym ��wiecie staje się bezpośrednią przyczyną wojny. Te dwa elementy - próba odnalezienia się w innym świecie oraz konflikt polityczny mogłyby stanowić ciekawą oś dla miłosnego trójkąta. Niestety stanowi tło - "współczesne" zachowanie Leny nie wywołuje większych skandali, a wojna dzieje się gdzieś "poza kadrem", gdy przez większą część powieści bohaterowie siedzą w jednej lub drugiej twierdzy, zamartwiając się nad własnymi uczuciami. Co z tego, że jest pomysł na kreację świata, jeśli nie odgrywa żadnej większej roli? Ta historia mogłaby równie dobrze odbywać się w innym kraju, gdzie panują nieco inne zwyczaje i tyle. Zbyt mały ciężar został położony na konsekwencje podróży międzywymiarowej. Kreacja świata leży także w warstwie językowej - w oczy rzuca się nie tylko brak jakiejkolwiek stylizacji językowej, ale także to, że bohaterów z innego wymiaru dziwią jedynie współczesne przedmioty jak telefon komórkowy, ale już nie współczesny język.
Kuleje także kreacja bohaterów. Spora część opisów bohaterów pochodzi z dialogów lub jest przefiltrowana przez spostrzeżenia Leny, przez co pozostaje nam wierzyć na słowo, że tacy właśnie są bohaterowie. Przykładem może być Cedrik, typowy badboy, który zmienia się dla tej jedynej - niewiele widzimy jego zachowania "w akcji", by dostrzec tą przemianę. Co więcej, istnieje rozdźwięk między tym jak autorka chce nakreślić bohaterów, a jak możemy ich odebrać. Bo czy Cedrik rzeczywiście jest "takich kochany" chcąc kontrolować Lenę? Czy Dominik rzeczywiście jest taki opiekuńczy i rozsądny przybywając ratować siostrę, a następnie udając się na wojnę jakby to była kolejna survivalowa przygoda? I w końcu Lena, która ma w założeniu przejść największą przemianę, a nadal wydaje się niedojrzała i zależna od mężczyzn (choć jak wszyscy podkreślają, to ona ma podejmować decyzje). Czytałam egzemplarz recenzencki i mam cichą nadzieję, że tego nie ma w finalnym wydaniu - ale w tym tomie w dialogach pojawiały się pogrubienia, mające podkreślić, co chce przekazać dana postać. Czy naprawdę jest to konieczne, aby czytelnik zrozumiał, co bohater ma na myśli?
"Za kurtyną. Perygeum" zaczyna się w dość intrygujący sposób. Wybucha wojna, pojawia się Dominik, który może pomóc Lenie wrócić do domu - choć to wcale nie musi być już jej celem. Wszystko to stanowi zapowiedź akcji, która jednak zamiera na rzecz miłosnych rozterek. Niestety większość tego tomu skupia się na rozmowach i rozmyślaniu o uczuciach, czym bardzo przypomina "Królestwo ciała i ognia" Jennifer L. Armentrout. W przypadku obu tych książek wystarczy przeczytać kilka pierwszych dialogów, by resztę móc przelecieć wzrokiem - przez to jak są wtórne. "Dla ciebie się zmieniłem, jesteś całym moim światem", "czy można kochać dwóch mężczyzn naraz?", "ten jest moją przeszłością, a tamten przyszłością" - i tak w kółko. Poza tym niewiele się dzieje - nie dowiemy się jak przebiega wojna, w jakich potyczkach zmagali się bohaterowie, do jakich zniszczeń doprowadziło pojawienie się Leny. Bo cały świat sprowadza się do trójkąta miłosnego i wszelkie działania i ich konsekwencje nie wychodzą poza relacje między głównymi bohaterami.
"Za kurtyną. Perygeum" odebrałam dokładnie tak jak pierwszy tom - jako zmarnowany potencjał przez ograniczenie fabuły przede wszystkim do romansu. Czy jest to książka zła? Niekoniecznie. Na pewno nie trafiona w moim przypadku - z pewnością znajdzie się spore grono odbiorców, których porwie przedstawiony trójkąt miłosny i dostarczy wystarczających emocji, by przymknąć oko na całą resztę - ba, by wzbudzić zadowolenie, że żadna polityka, walki czy opisy konwenansów ograniczających bohaterów nie odciągają od esencji jaką jest konflikt miłosny. Mnie z kolei "Za kurtyną" podobało się tam, gdzie działo się coś poza wybieraniem kogo się kocha - kiedy Dominik wyjaśniał jak działa podróż międzywymiarowa, gdy Lena podejmowała walkę. Nie zmieniam zdania - uważam, że w tej trylogii tkwi potencjał i może trzeci tom okaże się satysfakcjonującym zwieńczeniem serii. Jednocześnie to, co nie zagrało mi przy pierwszym tomie, tutaj również mnie drażniło - zabrakło mi większej kreacji świata, stylizacji, fabuły wykraczającej poza relacje miłosne. Polecam przede wszystkim fanom powieści w stylu twórczości Jennifer L. Armentrout - gdzie fantastyka jest jedynie dodatkiem do miłości tak wielkiej, że może roztrzaskać serce na milion kawałeczków.
„𝓌𝒶𝓇𝓉𝑜 𝓌𝒶𝓁𝒸𝓏𝓎ć, 𝓃𝒶𝓌𝑒𝓉 𝓀𝒾𝑒𝒹𝓎 𝒿𝑒𝓈𝓉 𝓉𝓇𝓊𝒹𝓃𝑜” Cześć moliki! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją tej perełki, a mianowicie „Perygeum. Za kurtyną” czyli drugiej części „Za Kurtyną. Apogeum” i powiem Wam tak - jak pierwszą część polubiłam, to tę wręcz pokochałam calutkim sercem! Wiecie co lubię najbardziej w książkach? Snuć teorie, nieważne czy się one ziszczają czy nie, jeśli książka zmusza mnie do myślenia, to wiem, że to jest to. W tym przypadku dosłownie co strona obmyślałam co może się jeszcze zadziać. I takiego zwrotu akcji zupełnie nie przewidziałam. Nie będę spoilerować pierwszego tomu, ale pojawia się Dominik, który snuje teorie na temat tytułowej kurtyny i przejściach między wymiarowych. Bardzo ucieszyłam się z jego pojawienia, bo z samych opowieści Leny w pierwszym tomie wiedziałam, że musi być świetną postacią. Nasz trójkąt miłosny hula w najlepsze i mimo rozwinięcia jednej kwestii dalej nic nie wiemy Autorka w pierwszym tomie wprowadziła nas w ten wspaniały, pełen tajemnic świat, a teraz funduje nam nie lada przygodę. Bardzo przywiązałam się do bohaterów, ale nie mogę doczekać się już trzeciego tomu, by zobaczyć jak to się wszystko skończy.
Kontynuując serię, nie sposób nie wracać pamięcią do poprzednich tomów. Zanim otworzyłam „Za Kurtyną: Perygeum” przypomniałam sobie to wszystko, co wydarzyło się w poprzedniej części, ale też to, że „Apogeum” niekoniecznie trafiło w mój gust. Byłam jednak ciekawa, co wydarzy się dalej i bez żadnych oczekiwań sięgnęłam po „Perygeum”. Gdybym tego nie zrobiła, to cóż… ominęłoby mnie wiele wspaniałości.
Już w pierwszej części Laura Savaes zaserwowała nam tekst na wysokim poziomie. W „Za Kurtyną: Perygeum” jej styl jest nadal przyjemny, a cała historia dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Jednak jest też pewna zmiana, dzięki której, według mnie, drugi tom jest lepszy od swojego poprzednika — pojawia się więcej akcji. Aż chce się podążać za wszystkimi tymi przygodami, które przydarzają się Lenie. Laura Savaes w „Perygeum” nie oszczędza swojej bohaterki, ale spokojnie, choć dzieje się dużo, to autorka nie zapomina też o relacjach, które w tej serii odgrywają niemałą rolę.
Nie byłam fanką trójkąta miłosnego w „Apogeum”, bo choć był dobrze napisany, to wydawał mi się troszeczkę sztampowy. Nie dziwiłam się Lenie, że nie potrafi wybrać między Eavanem, a Cedrikiem, ale jednocześnie nie podobało mi się, że to wybór między dobrym, a złym chłopcem. W „Perygeum” skomplikowany wątek miłosny wskakuje na wyższy poziom. Do tego wszystkie cytaty i wypowiedzi bohaterów sprawiły, że choć broniłam się nogami i rękami — zaangażowałam się w ten wielki, sercowy problem. Eavan i Cedrik w tej części nabierają rumieńców, stają się bardziej złożonymi postaciami. A wraz z poznawaniem ich bliżej, zacierają się różnice między tą dwójką. Obydwoje nie są kryształowi i to sprawia, że wybór jest coraz trudniejszy — nie tylko dla Leny, ale także dla czytelniczek i czytelników.
Ten tom zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Jednak tak samo, jak w przypadku pierwszej części i ta pozostawiła mnie z niedosytem. Jestem naprawdę ciekawa, co autorka przyszykowała dla nas w finale. Bo choć nadal nie polubiłam się z główną bohaterką (nie mogę zrozumieć jej niektórych zachowań i wyborów), to nie potrafię jej też nie kibicować. A jeśli chodzi o wybór między Eavanem, a Cedrikiem, to odpowiedź jest tylko jedna… Zostawiam ich Lenie, a sobie zaklepuję Dominika.
Jakie to jest dobre, a zakończenie? Dlaczego... Droga Autorko, dlaczego nam to robisz? I teraz mamy czekać na trzecią część? Bez komentarza...
Recenzje wrzucę jutro jak ochłonę, ale kurcze nooooo...
Okay, no to od początku...
Perygeum to druga część, która na szczęście nie złapała paskudnie choroby, zwanej ,,syndromem drugiego tomu". O ile nikt nie wpadnie na pomysł ukamieniowania mojej skromej osoby, to powiem, że ten tom jest dużo lepszy od pierwszego, który, innymi słowy, był moim odkryciem roku.
Tutaj Lena w końcu pokazuje, że nie jest dziewczyną, o którą trzeba się tylko troszczyć. Sama zaczyna podejmować decyzje, nie zawsze słuszne, ale halo, jak ma się uczyć co jest dobre, a co nie? No i ma niesamowitego kompana do pomocy. Z jej świata do Ardiven przybywa Dominik, brat Leny.
Lena koniec końców ląduje razem z bratem w domu Cedrika. Dominik, który jest duszą towarzystwa szybko zaprzyjaźnia się z każdym i stwierdza, że zapoznanie Cedrika z nowinkami ze swojego świata będzie dobrym pomysłem. I nikt nie wie jak Pan Domu może na nie zareagować. Jednak co innego zajmuje myśli wszystkich w dworze DeCrazów. A jest kim fakt wiszącej nad głowami politycznej wojny, która może nieść za sobą tylko śmierć i zniszczenie, a to wszystko przez konflikt między dwójką kuzynów, którzy zabiegali o względy pewnej rudowłosej damy.
Czytając tę część bawiłam się wybornie. Zabawne sytuacje, zwroty akcji i ciężkie przykłady fizyki, które Autorka w cudowny sposób tłumaczy. Nie musisz się martwić, że czegoś nie załapiesz, skoro taki Eavan i Cedrik to zrozumieli. A zakończenie? Tutaj bym się kłóciła. W tym momencie mam ochotę zamordować kogoś, bo trzeba czekać na wyjaśnienie tej trylogii, ale halo, czego nie robi się dla swojego ulubieńca?
Ja więcej czasu nie zabieram, zamawiajcie online lub zapraszam 28.09.2022 do księgarni po swój egzemplarz!
Pierwszy tom wymięka przy tym. Czaszka mi paruje, a z uszów idzie para przez rozkminianie, o co tu chodzi! Akcja szła dość powolnie, ale to nie oznacza, że się nic nie działo. Tutaj powstało jeszcze więcej niewiadomych, spisków, kłamstw i emocji, że szczerze mówiąc, nie spodziewałam się tego aż tak intensywnie. Już po debiucie autorki było widać, że lubi trochę poszarpać emocji czytelnika, lecz tym razem było tak grubo, że już dawno nie emocjonowałam się tak przy romansie! Trójkąt miłosny jest najbardziej toksycznym trójkątem jaki znam (nie przypominam sobie żadnego, który go pobija), i jest mi szkoda mnie i Cedrika. Lenę miałam nie raz ochotę kopnąć, a Eavan to dla mnie najgorszy typ w tej książce. Tak, jestem nadal i nawet jeszcze bardziej team Cedrik (mój mąż od pierwszego tomu, który rozwala swoim mrocznym, sarkastycznym, porywczym charakterem system). Bohater, który pojawił się na koniec pierwszego tomu, a tu poznajemy go bardziej też skradł trochę moje serducho, nie dało się go nie polubić. A duet jego i Lefrica oraz jego i Kaza? Kupuję to, choć w portfelu mam tylko czterdzieści sześć groszy :D Wojna, walka i knowania, które pojawiają się w tle świetnie wplatają się w historię. Chętnie poczytałabym o tym więcej, bo do pomysłu autorki na ich zarys nie mam co się przyczepić ;) A wątek przemieszczenia się do innej czasoprzestrzeni po tym tomie wydaje mi się jeszcze bardziej genialny po teorii pewnej osoby ;p Mam wrażenie, że styl autorki torchę się poprawił względem pierwszego, aczkolwiek te długie opisy momentami w tej małej czcionce doprowadzały mnie do zeza :p Całość? Chociaż trafiłam z książką na zastój czytelniczy to i tak uważam ją za baaaardzo udaną. Wcale nie chodzi o Cedrika, wcale...
"Perygeum" Laury Savaes to drugi tom trylogii "Za kurtyną", który niewyobrażalnie mnie w sobie rozkochał! Kontynuacja przygód i dylematów Leny nabiera koloru i jest jeszcze bardziej emocjonująca niż w pierwszym tomie!
🔺Lena nadal przebywa w innej czasoprzestrzeni, lecz tym razem w obliczu wojny dołącza do niej moja ulubiona postać-Dominik! Matko, jak ja uwielbiam tego gościa 😂 Wiedziałam, że scena będzie zabawna, gdy pojawiał się on! Jego komentarze były przezabawne, a szególnie urzekło mnie "Lena, ten dom to totalny wypas. [...] Daję pięć gwiazdek.", gdy ujrzał posiadłość Cedrika 🤣
🔺A jeśli o Dominiku mowa, przyszedł nam on z pomocą, by wytłumaczyć przejścia między wymiarami poprzez fizykę kwantową. A przy okazji wyjaśnił nam, czym jest tytułowe apogeum i perygeum 🌙 Ten wątek w książce niesamowicie mnie fascynował i chłonęłam każde kolejne takie wzmianki z ogromną ciekawością! Widać, że autorka zrobiła research i przygotowała się bardzo dobrze do wprowadzenia takiego tematu w swojej książce. Naprawdę wielki szacun za to!
🔺 W tym tomie trójkąt miłosny powraca z podwojoną siłą! Autorka zapodała nam kolejne fakty, odsłoniła kolejne twarze naszych dwóch głównych bohaterów, przez co nie tylko bawiła się sercem Leny, ale także i moim... 🙈
🔺Jeśli szukacie rollercoastera emocjonalnego, to "Perygeum" jak najbardziej Wam to zafunduje. Jest to wci��gająca książka i już od pierwszych stron nie potrafimy się od niej oderwać!
🔺Oprócz genialnej zabawy podczas czytania, świetnie bawiłam się pisząc z autorką! Dzieliłam się każdą moją teorią i podejrzeniem odnośnie fabuły. Kilka rzeczy rozgryzłam, a nad resztą dalej się głowię! 😂 Ale jedno jest pewne, "Perygeum" zostanie ze mną na długo. A Laura jest nie tylko świetną autorką, ale także wspaniałą osobą ❤️
Po kilku miesiącach wreszcie wróciłam do Ardiven! Cóż to był za powrót! Po takim cliffhangerze jaki autorka zafundowała czytelnikom pod koniec pierwszego tomu oczekiwanie było udręką! @laurasavaes tak się nie robi!!! 🤭 Albo w sumie - robi się tak! Bo cóż by to była za przyjemność z oczekiwania jakbyś nie ucięła tego w taki sposób?
Powtórne spotkanie z Leną, Cedrikiem, Eavanem a także Dominikiem, którego ponadprzeciętna inteligencja pozwoliła uporać się z zagadką magicznej kurtyny i dołączyć do siostry w tym innym świecie, w tym innym czasie. Wybuch wojny krzyżuje jednak plany co do powrotu. Ale cóż to była za literacka gratka! Autorka świetnie kontynuuje historię i jak zwykle umiejętnie wplata teorie fizyki kwantowej! Tak jak przy pierwszej części tak i przy „Perygeum” jestem pod wielkim wrażeniem jak z kilku teorii można stworzyć taką fabułę. I najlepsze w tym wszystkim jest to, że to się tak idealnie łączy, że nie sposób się do czegoś przyczepić! Mnie ta historia kupuje, z każdą stroną coraz bardziej! I wybaczam nawet kolejny cliffhanger bo wiem, że to na co czekam mnie nie zawiedzie! ;)
Nie nazwę tego minusem lecz odczuciem osobistym - z Leną to ja się chyba nie polubię. Irytuje mnie tak samo jak w pierwszej części, jej decyzje wywołują u mnie facepalm i nadal mam ochotę wytargać ją za kudły 😂. Aleeeee nie mogę jej odmówić tego, że jako bohaterka ewoluuje i podoba mi się jej umiejetność logicznego myślenia! A to, że główna bohaterka mi nie przypasowała i tak nie zmienia tego, że serię „Za kurtyną” ubóstwiam i ubóstwiać będę!
Komu nie jest obca moja opinia do pierwszego tomu serii "Za kurtyną", wie, że była to jedna z gorszych książek tego roku — to znaczy, jeśli spojrzeć na "Apogeum" jako młodzieżówkę z romansem jako zdecydowanym wątkiem głównym z fantasy w tle, która byłaby czytana przez kogoś, kto właśnie rozpoczyna swoją przygodę z czytaniem, to dobrze by się bawił. Jeśli jednak ktoś oczekuje od znanych motywów logicznego poprowadzenia i zaangażowania, rozczaruje się. Mimo to, jak wtedy stwierdziłam, nie chciałam skreślać serii czy też autorki, zwłaszcza że zakończenie, będące swoistym polsatem, zaciekawiło mnie na tyle, że postanowiłam sięgnąć drugi tom. No i co? Sięgnęłam po "Perygeum" z myślą "Proszę, niech to będzie lepsze od 1 tomu".
Zawiodłam się.
Zacznijmy może od tego, że najpewniej ta seria w całości pozostanie już romansem z wątkiem fantastycznym w tle — bo wojny, która wybuchła dosłownie pod sam koniec pierwszego tomu, mieliśmy o wiele mniej niż rozwijania relacji Leny z Eavanem oraz Cedrikiem. Czy to jest wadą? Jeśli ktoś tego oczekiwał, z pewnością będzie usatysfakcjonowany, mi szczerze, jest to obojętne — wiem, że są historie, które przez otoczkę fantastycznego świata przedstawiają problemy i sytuacje znane nam z naszej rzeczywistości. I przy świetnej realizacji to naprawdę potrafi zadziałać, jednak tutaj... Nie zadziałało. Przez cały czas nie czułam tak bardzo zagrożenia, jakim powinna być wojna. Jasne, były pewne incydenty z tym związane, ale mam wrażenie, że bohaterowie znajdowali się na takich krańcach świata, gdzie nie dosięgały ich trudy wojny — i gdzie ich niesnaski miłosne mogły się toczyć bez prawie żadnych przeszkód z zewnątrz...
Ale za to wewnątrz działo się wiele. Tylko mam jedno "ale" — to kompletnie nie grało. Nie chcę w tej recenzji zawierać spoilerów do końca, ale powiem tak — gdyby tak faktycznie było, nie miałabym wtedy jednego powodu do krytycznego spojrzenia na ten kluczowy element powieści. Ale niestety, sprawy potoczyły się inaczej i z tego powodu relacja Leny z Cedrikiem, z którym jest tutaj w narzeczeństwie, i Eavanem jako trzecim składnikiem tego trójkąta wypada naprawdę tragicznie. Przede wszystkim nie wierzę w siłę miłości każdej osoby do innej — bo oni po prostu za krótko się znają. Przez to ma się wrażenie, że wszyscy są w fazie zauroczenia, a przecież ona nie równa się pełnemu zakochaniu. Jeszcze gdyby był faktycznie powód tego silnego uczucia — ale nie ma! Lena nie wyróżnia się niczym specjalnie (sama stwierdza pod koniec, że do Ardiven przybyła jako "szara mysz bez osobowości"), naprawdę nie potrafię zrozumieć, co takiego Eavan i Cedrik zauważyli w niej, że dosłownie stracili głowę. Ich momenty zbliżenia się nie angażowały mnie, bo całość została wykreowana jako kiepski trójkąt. Lena potrafiła skakać od jednego do drugiego na pstryknięcie palca i mimo że otrzymaliśmy jej zawahanie, nie były one tak silne i stanowcze, by brzmiało to realistycznie. Bohaterowie potrafili tak podchodzić do tej relacji, że "Perygeum" zdecydowanie nie zmieniło mojego nastawienia do trójkątów miłosnych — wciąż ich nie znoszę.
Przejdźmy teraz do głównych bohaterów, do trójcy, której czyny zaczęły całą wojnę w Ardiven. Lena, Eavan i Cedrik... O matko jedyna. Każdy z nich jest bezpłciowy i toksyczny na własny sposób, nie obudziły ani krzty mojej sympatii. Pierwszą postacią, która mnie zdenerwowała, był Eavan — na jego toksyczność zwracałam uwagę już w pierwszym tomie, a tutaj tylko to się bardziej wywalało. Brak akceptacji decyzji Leny, jakie ta podjęła, powtarzanie, jak to "ona do niego wkrótce nie wróci" było czymś, co naprawdę kiepsko się czytało. Ale "wygrała" zdecydowanie jedna jego rozmowa z Leną, kiedy to główną bohaterkę dręczyły wyrzuty sumienia, bo to jej działania wywołały wojnę. Eavan, jak można się domyślić, starał się zabrać z jej barków część winy — i gdyby tutaj się zatrzymał, zapomniałabym o tym wydarzeniu. Ale postanowił walnąć tekst "Twoją jedyną winą jest to, że istniejesz". Dosłownie mnie w tym momencie zatkało i zastanawiałam się, czy nie rzucić książką. Czas teraz na drugiego męskiego bohatera, czyli Cedrika, który również nie wypada dobrze, ale z tej trójki najlepiej — na miarę tych możliwości. Niestety, choć mieliśmy niby sporo okazji, by go lepiej poznać, wciąż stwierdziłabym, że znamy go zbyt mało, aby z nim sympatyzować lub kibicować jego związkowi z Leną. Zmiany, jakie nastąpiły w jego życiu po poznaniu Leny, nie są wiarygodne albo czymś, co w trakcie fabuły ma znaczenie — bo kiedy przychodzi co do czego, ten jest w stanie skreślić Lenę i pójść się schlać... Oczywiście. Ale, szczerze, w tym wszystkim najgorsza (ewentualnie na jednym miejscu z Eavanem), jest główna bohaterka, Lena. Jak wcześniej wspomniałam, sama określiła się jako "szara mysz bez osobowości", ale w tym samym zdaniu dodała, że pobyt w Ardiven sprawił, że zaczęła znajdować swój charakter i podejmować ryzyko. Nie wiem, z której strony — bo przez cały tom miałam wrażenie, jakby Lena myślała jednowymiarowo, kompletnie nie bierze pod uwagę ewentualnych konsekwencji swoich działań i nie zastanawia się "A co gdyby", aż sprawy wymykają się spod kontroli albo ktoś nie zwróci jej uwagę "Ej, bo może źle na to patrzysz". Dopiero wtedy zaczyna coś bardziej myśleć, a poza tym w ogóle nie bierze odpowiedzialności za to, co wywołała — wbrew temu, co sama stwierdzi.
Jedyną postacią, która w miarę ratuje całą sytuację, to dopiero przybyły do Ardiven brat Leny, Dominik. Przy pierwszym tomie stwierdziłam, że on zdecydowanie byłby lepszym bohaterem, bo próbowałby radzić sobie na własny sposób. I tak faktycznie było, chociaż zachowywał się czasem jak skończony tuman (np. świadomie używając określeń, których mieszkańcy Ardiven nie mają prawa znać), nadrabiał to, czego jego siostra kompletnie nie umiała zrobić. Niestety, w całości również nie może wykazać się tak dobrze, jak mógłby, gdy otacza go reszta bohaterów.
Cóż mam powiedzieć. "Apogeum" nie zaangażowało mnie w zupełności i dlatego tak niska ocena. "Perygeum" zawiodło i tak samo nisko ląduje. Jeśli wam się podobała, to dobrze dla was. Jednak ja oczekuję od sięgania po znane motywy ogrania ich w taki sposób, by było widać, że mają sens i są prowadzone z ciągiem przyczyno-skutkowym. Tutaj niestety tego nie doświadczyłam.
Czy sięgnę po trzeci tom? Najpewniej tak, ale tylko po to, by mieć tę serię jako "odhaczoną". Bo polecać jej najpewniej nie będę, wątpię, że trzeci tom magicznie naprawi błędy swoich poprzedników.
Lena, Eavan i Cedrick powracaja dzisiaj, aby porwaó Was do swiata wykreowanego przez cudna @laurasavaes ** Perygeum to drug tom seri „, Za kurtyna", W której fizyka kwantowa razem z muzyka rockowa maja jeszcze wiecej wspólnego! Czytajac „Perygeum" przypomniatam sobie co podobato mi sie w pierwszym tomie: styl pisarski. Laura przedstawia sytacje i swat w taki sposób, ze momentami sie ptyne W opowiadanej prez nia historii. Nie jest to uczucie, które towarzyszyto mi prez cata ksiazke, bo pewne wydarzenia niesamowicie mi sie dtuzyty, sprawiajac, ze zamiast przeczytac cos W jeden wieczór, czytatam to w dwa. Ale ostatnie strony drugiego tomu to toto. Niesamowicie podoba mi sie, W ktora strone idzie historia. W .„Perygeum" postacie drugo planowe zaczynaja wnosic do zycia gtównych bohaterów i samej historii. Drugi tom zostawia duze pole do popisu i czekam na trzeci, który zweryfikuje cata serie. Podoba mi sie, Ze Laura zostawita sobie tak duza prestrzen, prez co czytelnik ma duzo niedopowiedzen, interpretacji, ktore trzeci tom moze rozwinaé. „Perygeum" jest idealnym tomem „, spajajacym", który w mojej opinii, bedzie gtadkim przejsciem miedzy tomami. Nie dzieje sie tutaj wiele, a jednoczenie dostajemy duza dawke informacji. No i cliffhangery u Laury zawsze przypominaja, mi seriale i „ciag dalszy nastapi. P.s. Czuje, Ze trzeci tom to zmieni, ale #teamcedrik
Dosłownie przed chwilą przeczytałam ostatnie zdanie z tego tomu. I potrzebowałam kilka solidnych głębokich wdechów żeby uspokoić emocje i myśli.
Bardzo czekałam na tą część bo niesamowicie mocno polubiłam zarówno Lenę jak i pozostałych bohaterów. Dlatego od razu jak książka pojawiła się na moim Legimi wzięłam się za czytanie. Przeczytałam ją jednym tchem. Laura po raz kolejny mnie nie zawiodła. Ogromnie się cieszę z wyjaśnienia naukowego, tego co zaszło gdy Lena przeniosła się do innego świata. Jeszcze bardziej ją polubiłam, szczególnie że w tej części doskonale widać ewolucję jej charakteru - zaczęła brać sprawy w swoje ręce. Uważam, że równie dobrym posunięciem było pokazanie oby stron konfliktu.
Cedrik, no cóż ja o nim mogę. Uwielbiam tego chłopa i nie wiem co by musiał zrobić żebym przestała (chociaż jestem na niego odrobinę obrażona za końcówkę książki) A jeśli o Eavana chodzi to moje uczucia dalej pozostają jak lód, mogę nawet powiedzieć że zamieniły się w górę lodową 😅. No nie cierpię gościa, ale doceniam go jako naprawdę dobrze napisaną postać. Bardzo polubiłam Elię i Kaza i mam nadzieję że pojawią się w kolejnej części.
Akcja jest wartka i szczerze mówiąc nieprzewidywalna. Co chwila się coś zmienia i niekoniecznie zawsze z oczekiwaniami czytelnika. Oczywiście jest to zaleta.Nie da się nudzić. A to zakończenie.... 🤯
Z pewnością jeszcze nie raz wrócę do tej książki, a teraz będę (nie) cierpliwie czekać na zakończenie historii Leny!
„Za kurtyną. Perygeum” to druga część przygód Leng, która w niewyjaśniony sposób przeniosła się do innej czasoprzestrzeni. Niby to Polska, ale wszystko dzieje się w przeszłości i nic nie jest tak jak w Polsce. Żeby jeszcze wszystko skomplikować do tego samego świata dociera również jej brat Dominik
Mogłabym się rozwodzić nad tym jak autorka świetnie wytłumaczyła sposób przenoszenia się Lena oraz jej brat do Ardiven, ale tak naprawdę nikogo to nie obchodzi. Mnie jedynie obchodzi to jak łatwo jest zakochać się w chłopakach stworzonych przez Laure. Eavan, którego jest uznany za wzór dżentelmena oraz Cedrik, który jest jego całkowitym przeciwieństwem. Nie trudno zgadnąć, kto podbił moje serce ( #teamcedrik ). Lena miota się między jednym a drugim, a ja miałam ochotę na nią krzyczeć. Ja nawet się nie zastanawiam nad tym kogo wybrać 😂
Przez tę książkę się płynie, Ardiven jest świetnie wykreowane, a wątek polityczny poprowadzony w bardzo klarowny sposób. Bardzo łatwo jest wybrać, po której ze stron się opowiedzieć.
Po skończeniu książki miałam w głowie tylko mój wrzask: że nie wolno tak kończyć książek. Nie wolno, bo ja już bym chciała następny tom w ręku. Pozostaje mi wiara, że on faktycznie po nią wrócił.
Premiera tej cudnej książki już w tę środę, wiec będziecie mogli czytać ❤️❤️❤️