Jump to ratings and reviews
Rate this book

Kościoła nie ma. Wspomnienia po seminarium

Rate this book
Nie jest żadnym dla mnie usprawiedliwieniem to, że byłem tylko diakonem na przetrzymaniu i musiałem się grzecznie zachowywać w nadziei na powrót do łask i otrzymanie święceń. Bo w głębi duszy czułem, że to nie ma sensu i że żadnych święceń nigdy nie będzie, pisze autor w bezkompromisowym rozliczeniu z własną przeszłością.

Czy można wyzwolić się spod władzy Kościoła? Szczególnie w sytuacji, gdy było się jego częścią i korzystało z przysługujących księżom przywilejów? Robert Samborski po bestsellerowym Sakramencie obłudy w którym opisał pobyt w seminarium duchownym, tym razem rozlicza się z późniejszym okresem, kiedy wyrzucony z diakonatu, wciąż miał nadzieję na przywrócenie i otrzymanie święceń. Sytuacja zawieszenia okazała się destrukcyjna, ale i zbawienna. Zmusiła do znalezienia siły, by stawić czoło świeckiemu życiu.

264 pages, Paperback

First published October 26, 2022

1 person is currently reading
57 people want to read

About the author

Robert Samborski

2 books1 follower

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
2 (3%)
4 stars
8 (15%)
3 stars
19 (35%)
2 stars
17 (32%)
1 star
7 (13%)
Displaying 1 - 9 of 9 reviews
Profile Image for Marta Mardyła.
185 reviews57 followers
February 17, 2023
Z książki wylewa się morze żalu, frustracji, personalnych wycieczek i nieprzepracowanych traum. Myślę, że autor zbyt wcześnie zdecydował się na jej wydanie.
Profile Image for Joanna Kowalska.
44 reviews4 followers
January 29, 2023
Pierwsza książka autora była jednak lepsza. Najnowszą pozycje do połowy czytało mi dobrze. Niestety od momentu duchowej przemiany autora w lesie, kompletnie odbiłam się od tej książki. Dlatego też trudno ocenić mi tę pozycję, bo czuję, że ta druga cześć jest zbyt osobista i bardziej jest kartką z pamiętnika, której jednak powinna tam zostać. Do tego wydaje mi się, że autor powinien bardziej zaznaczyć, że jego przeżycia z wilkami to nie jest coś co każdy może powtórzyć, bo autor opisuje je w zbyt cukierkowym świetle. Wilki to dzikie zwierzęta, a jeśli ktoś chce przeczytać o tym jak robienie z wilka przyjaciela człowieka może się obrócić przeciwko niemu polecam reportaż „Dobry wilk. Tragedia w szwedzkim zoo”.
Profile Image for Anna Wilczyńska.
583 reviews67 followers
February 7, 2024
3.5. Nie jest to kontynuacja historii z pierwszej książki Samborskiego, jakiej się spodziewałam, ale bardzo doceniam, że taki zapis zestawu doświadczeń został wydany. Jest tam i gorycz i nadzieja, i krzywda, i leczenie, i przyjaźń, i śmierć. Wszystkie te rzeczy do przeżycia na raz są przejebane, więc tym bardziej cenię autentyczność, a jaką zostały opisane.

No i to: "Niczym są moje przeżycia wobec tych, które czekają księży, którzy do końca swoich dni będą gnić w niewiedzy o prawdziwym życiu, zakłamaniu wobec samych siebie i wobec własnej seksualności. (...) Umrą, trzęsąc się ze strachu przed śmiercią, bojąc się, że tyran Jezus wrzuci ich do piekła. Wielu z nich naprawdę ma się czego bać."
Profile Image for Justyna Esz-Em (Ważę Słowa).
262 reviews5 followers
Read
October 25, 2023
Cała ta książka brzmi jak dużo nieprzepracowanej złości. I ja tę złość naprawdę rozumiem, ale to miało wpływ na ton tych wspomnień w takim stopniu, że czytanie stawało się niekomfortowe. Szczególnie cała część przeskoku do wilczej religii, z której nie wyczytałam nic prócz tego, że autor jest w hierarchii ludzkiej wciąż „wyżej”, kiedyś przez koloratkę, dzisiaj – nadzwyczajne połączenie z przyrodą.
Profile Image for Holka  Demolka.
7 reviews
February 2, 2025
Myślałam, że będzie to kontynuacja pierwszej książki. A to była opowieść o przemianie człowieka i hołdzie złożonym przyrodzie. 🖤
Profile Image for L.L..
1,030 reviews19 followers
January 10, 2024
O ile pierwsza książka autora ("Sakrament obłudy: Wspomnienia z seminarium": moja opinia ) była ok, tak ta idzie w takim dziwnym kierunku... Znaczy nadal można to przeczytać bez znudzenia ale... ilość wybuchów złości i wylewania żalu do świata nieco mnie zmęczyła. No i ta obsesja autora w temacie wilków i w ogóle przyrody. Tzn. każdy może mieć swoje obsesje, to jest nawet... nawet... jakoś fajne, charakterystyczne i nadaje jakiś rys człowiekowi, ale niektóre obsesje chyba lepiej aby pozostały nasze prywatne, w naszych głowach/sercach/umysłach, bo gdy się zaczyna o tym opowiadać, a tym bardziej pisać do zupełnie obcych ludzi... to wychodzi coś takiego jak ta książka... i jest to naprawdę dziwny twór, którego mnie się czytało/słuchało wręcz nieswojo.

No bo weźmy takie fragmenty:
"Chcę podkreślić to, co napisałem: do końca byłem mu wierny. Ja, człowiek. Nie pies ma być wierny człowiekowi, ale człowiek psu, dlatego, Że każdy pies jest istotą o wiele więcej wartą od człowieka, istotą wyższą, jest łaską Przyrody podarowaną jako gest dobrej woli wobec ludzi, a której ci w większości nie odwzajemnili. Człowiek - i chcę, żeby to wyraźnie wybrzmiało - jest błędem ewolucji, błędem Przyrody, ale też błędem, którego się Przyroda nie wyrzekła. A pies stanowi znak, powiedziałbym wręcz: ostatni sakrament, dzięki któremu jest możliwe, żeby człowiek - błąd Przyrody — błędem być przestał."


albo:
"Jak śmiecie wy, nowotwór Ziemi, wy, ludzie! jak śmiecie włazić ze swoimi śmierdzącymi butami w najświętsze sanktuarium zwierząt, istot, z których każda, bezwzględnie każda jest więcej warta niż cała ludzkość z jej żałosną sztuką, kulturą i cywilizacją."

- ekhm... no tak jakby, ekhm... Mizantropia level hard. A ja z tym nie rezonuję ;)

Zajrzałem nawet na stronę autora... No i ogólnie co do jego twórczości to mam takie wnioski: mogłoby być to fajne, ciekawe, z polotem i zabawne, gdyby nie było wulgarne - o, to chyba właściwe określenie. I też nie żebym uważał, że nigdy nie można być wulgarnym, bo być może czasem to pasuje. Tutaj nie pasuje, a wręcz zaburza jakiś wartościowy przekaz. No ale to miała być opinia o książce, a nie o autorze i jego innej twórczości... ale w sumie to podobną mam o tej książce.
Raz mnie jednak autor w niej rozbawił:

"W Kościele katolickim o ewangelickim modelu spowiedzi mówi się jak o zaproszeniu do moralnej degrengolady. (...) do czego tak właściwie Bogu byłoby potrzebne to całe wyznawanie grzechów w konfesjonałach. Czyżby Bóg był głuchy i potrzebował aparatu słuchowego w postaci księdza, żeby usłyszeć wyznanie win?"

- :D

A jeden fragment uważam, za dobry i widzę to podobnie:
"Istnieje pewien do bólu powtarzany argument, a tak naprawdę chwyt erystyczny, którym posługują się ludzie Kościoła, żeby zdyskredytować, poniżyć i zlekceważyć tych wszystkich, którzy od ich wiary odeszli. Brzmi on: „Nigdy tak naprawdę nie wierzyłeś!". Argument ten wynika z szerszego przeświadczenia, które przenika wiarę chrześcijańską: „Prawdziwa (wstawić dowolną wartość) nigdy się nie kończy". A więc: prawdziwa miłość nigdy się nie kończy. Prawdziwa przyjaźń nigdy się nie kończy. Jeśli już nie kochasz swego męża / żony / sympatii, to znaczy, że nigdy naprawdę nie kochałaś / nie kochałeś. Jeśli przyjaciel opuścił cię w trudnej chwili, to znaczy, że nigdy prawdziwym przyjacielem nie był.
Fałszywość tego przeświadczenia, a nazywając rzecz po imieniu: przesądu, chyba najprościej można wykazać na przykładzie przyjaźni. Nieprawdą jest, że prawdziwy przyjaciel nigdy cię nie opuści. Każdy człowiek jest tylko człowiekiem, ma swoje ograniczenia i słabości. Są sprawy, w kwestii których będzie niezwykle cierpliwy i wyrozumiały, a są takie, których nie zniesie nawet w niewielkiej dawce. Naprawdę może być tak, że ktoś, kto przez lata wspierał cię, pomagał, znosił z tobą wiele trudnych chwil, pewnego dnia stanie przed próbą, której nie wytrzyma, odejdzie od ciebie, zdradzi cię, opuści. Chrześcijańska retoryka wmówi ci, że nigdy tak naprawdę nie był twoim przyjacielem. To kim był w takim razie przez te wszystkie lata? Jakiekolwiek by zastosować wybiegi semantyczne, prawda pozostanie bardzo prosta, choć bolesna: tak, był prawdziwym przyjacielem. Ale już nie jest. Nawet prawdziwa przyjaźń może się kiedyś skończyć. Prawdziwa miłość też. Jeśli przyjaźń lub miłość przetrwała między ludźmi od samego początku aż do śmierci, to znaczy, że nie natknęła się na okoliczności, których by nie wytrzymała. Nie wszyscy mają to szczęście."


Reasumując: bardzo osobista historia autora, nie jestem pewien czy w całości powinna ukazać się publicznie ;) Można przeczytać ale nie trzeba. Większość ludzi chyba poczuje zgrzyt w pewnych fragmentach.

(czytana/słuchana: 8-9.01.24, Legimi)
3/5 [5/10]
Profile Image for Witoldzio.
364 reviews7 followers
March 13, 2023
Nie czytałem pierwszej książki tego autora, możliwe więc bardzo, że nie znam całej jego historii. Książkę zakupiłem, gdyż zainteresował mnie niedawny wywiad z autorem który pojawił się na Facebooku. Spodziewałem się dogłębnej analizy wychodzenia z zależności od religii, przeczytałem natomiast stosunkowo ciekawą ale też pogmatwaną i nie do końca jasną autobiografię. Jak gdyby uciekając przed chrześcijaństwem, autor znajduje swoją drogę w przyrodzie przez duże P. Ona staje się mistrzynią duchową. Jest w tej książce za dużo dla mnie rozczarowania ludźmi i gorącej niechęci do ludzkości. Autor nie daje odpowiedzi cywilizacyjnych, jak ludzie mają ze sobą żyć. Czy da sie naśladować przyrodę w ludzkiej codzienności? Ludzkość znudziła się autorowi, albo nawet zwyczajnie mu obrzydła. I ten aspekt książki mi się niespecjalnie podobał, gdyż dla mnie jest to tylko faza dojrzewania, a nie recepta na życie, może dlatego że jestem dużo starszy. Przeciez jednak pies nie zrozumie ludzkich udręk, choć możemy sobie wmawiać że w jego oczach "widać" że rozumie. Książka jest oczywiście przede wszystkim ogromną krytyką kościoła katolickiego, opartą na własnym doświadczeniu, oraz argumentacją, często udaną, że religia tak naprawdę nikomu nie jest porzebna. I owszem, gdyby nie te ludzkie sprawy, takie jak tożsamość, kultura, historia. Gdyby każdy z nas urodził się w miejscu nieuwarunkowanym kulturowo byłoby pewnie łatwiej samemu sobie wybrać drogę życia. Najmocniejszym argumentem autora są przecież wolność, niezależność, samorealizacja. Religia w tym sensie jest tym co bardzo ogranicza wolność, ale jednak łączy ze sobą ludzi. Ciekaw jestem jak potoczy się dalsze życie autora.
Profile Image for Damian.
64 reviews4 followers
March 11, 2023
Po niezwykle ciekawych wspomnieniach z seminarium w debiucie autorskim Samborskiego, tym razem otrzymujemy garść przemyśleń związanych z odchodzeniem z kościoła powszechnego, a ostatecznie porzuceniem chrześcijaństwa w ogóle.

Duże rozczarowanie, widać w tym człowieku dużo żalu i nieprzepracowanej traumy po pobycie w tej organizacji, mimo że sam pewnie uważa, że to za nim. Niektóre fragmenty opluwające ludzkość i kościół godne nastoletnich przemyśleń zbuntowanego młodzieńca a nie rzekomo ugruntowanego "urodzonego na nowo" i związanego z przyrodą człowieka. Warstwa językowa, podobnie jak w Sakramencie Obłudy - nieociosana i siermiężna.

Przed oczami stoi mem "I'm intelectually superior". Szkoda lasu na drukowanie takich książek i czasu na czytanie.
91 reviews
January 27, 2024
Po co? Po co i dla kogo powstała ta książka? Niestety nie znajduję odpowiedzi.

Robert Samborski, autor oskarżycielskiego „Sakramentu obłudy”, wraca z nową książką poświęconą swojemu życiu po odejściu z seminarium. Sama z siebie pewnie bym po nią nie sięgnęła, ale dostałam przesyłkę niespodziankę od wydawnictwa, więc stwierdziłam, a co tam, przeczytam. No i przeczytałam… Niestety nie da się tego odprzeczytać.

Owszem, jest w tej książce bezkompromisowość, jest szczerość, którą można by nazwać wręcz mentalnym ekshibicjonizmem, ale całość sprawia wrażenie wynurzeń człowieka pilnie potrzebującego gruntownej terapii, czułej opieki psychiatrycznej. Nie da się tego spokojnie czytać. I nie chodzi mi o kwestie światopoglądowe, mnie ten agresywny antyklerykalizm, odrzucenie Kościoła i wiary w ogóle nie rażą, nie bulwersują. Po prostu przedstawione w książce problemy to nie są moje rozterki, to nie są moje dylematy, te treści mnie nie angażują. One mnie co najwyżej niepokoją, bo tak jak wspomniałam, autor dużo miejsca w swojej książce poświęca niebezpiecznym stanom psychicznym. A jego poglądy? No są skrajne, nie będę ukrywać. Ale czy skrajne poglądy czynią przedstawiającą je książkę dobrą i ciekawą? Czy kontrowersyjne i bardzo, bardzo osobiste wynurzenia są komuś potrzebne? Mnie zdecydowanie nie. Dobrze, że po takim kryzysie odzyskał równowagę i znalazł swoje miejsce w życiu, ale żeby zaraz o tym pisać? Owszem, przeczytać można, na zasadzie - hmm, ciekawe, co słychać u tego typa od „Sakramentu obłudy”, ale zachęcać was nie będę.
Displaying 1 - 9 of 9 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.