Jest rok 1661. Przez Rzeszę Niemiecką przetacza się fala procesów o czary. Podejrzane są głównie zielarki i akuszerki, kat nie próżnuje, płoną stosy. Wiga powraca do rodzinnej wsi w pobliżu Kolzig i opiekuje się umierającym ojcem. Jej wnuczka Rozalka dorasta w Zulich, w domu cyrulika Tytusa. W życiu obu kobiet nie brakuje małych dramatów, nierozwikłanych tajemnic oraz lęku. Jednak prawdziwe niebezpieczeństwo dopiero nadciąga. Ktoś poluje na córkę "wiedźmy w makowej spódnicy" oraz jej babkę - "czarownicę". Okazją do wyrównania osobistych porachunków stają się procesy o czary w Kolzig.
Wiga i Rozalia muszą stawić czoło trudom codzienności i zmierzyć się ze śmiertelnym zagrożeniem. W tej walce najważniejsze okazują się inne kobiety - wspierające siostry - oraz mężczyźni, dla których prawość i przyzwoitość nie są jedynie pustymi słowami.
Kocham tę dylogię. Smutno mi, że muszę już się pożegnać z tą historią. Drugi tom ma zdecydowanie bardziej wartką akcję. W czasach, kiedy kobiety były okradane z własnych imion, oskarżane o czary za nic i okrutnie torturowane wydawać by się mogło, że feminizm nie istniał. A jednak był. I bohaterki stworzone przez panią Zofię są najlepszymi feministkami, jakimi mogły być w otaczającej ich rzeczywiście. Kocham to! Niemniej mam bardzo mieszane uczucia wobec tego, w jaki sposób zakończyła się historia Wigi i Rozalki.
Kontynuacja dylogii “Makowa spódnica”. Jest rok 1661. Po okolicznych wsiach Rzeszy Niemieckiej przetacza się fala procesów czarownic, gdzie podejrzane są przede wszystkim zielarki i akuszerki. Wiga, która powróciła do rodzinnego domu, aby opiekować się ojcem, boi się o swój los. Zwłaszcza, że już raz uciekła od takiego “sądu”. Natomiast jej wnuczka Rozalia dorasta w Zulich, w domu cyrulika Tytusa Haasa. Odkrywa tam swoją pasję, która nie do końca może być przeznaczona dla kobiet.
Druga część z serii o Widze i Rozalii to powrót do opowieści, w której kobiety muszą mierzyć się z codziennością XVII wieku. Okresu, gdzie plotka może zabić, a słowo mężczyzn jest najważniejsze. I dla mnie wszystko to zostało przedstawione bardzo ciekawie, bo wbrew pozorom akcji jest tam naprawde wiele. Przez co też nie ma czasu na nudę. W szczególności można to zauważyć od momentu przedstawionego sądzenia na czarownice.
Nie da się też ukryć, że bohaterowie poprzedniej części odeszli na dawny plan. Baltazar von Lest oraz Agata pojawiają się sporadycznie. Nawet Wiga nie odgrywa aż tak wielkiej roli, jak w “Kamień w wodę”. Bardziej na prowadzenie wysuwa się Rozalia i jej życie w mieście. Nie oznacza to jednak, że samej wsi jest mało, bo pojawiają się i nowe osoby jak, chociażby ciotka Wigi, Anna. Starsza, dość charakterna kobieta, dostarcza informacji na temat realiów życia zwykłych ludzi i ich wiedzy lub niewiedzy. Zdecydowanym plusem w tym wszystkim jest fakt, że każda z występujących osób się wyróżnia. W szczególności charakterem, będącym w wielu przypadkach dobrym, ale nie idealnym.
Największe jednak brawa są za odwzorowania historyczne tamtych czasów. W większości przypadków nie ma kolorowej opowieści rodem z Disneya. W szczególności zaobserwować można to przy opisie codziennych czynności mieszkańców wsi, ale i miast. I w tym wszystkim da się szybko wyobrazić ich życie, którego centrum była praca. Jednak pojawiają się też wątki związane z plotkami i brakiem doinformowania tamtych osób. Według mnie zachowanie tamtych ludzi było jak najbardziej do wyobrażenia. Aczkolwiek w każdym z nich było coś przykrego dla mnie. Chociaż w tym wszystkim ostateczne pojawiło się szczęśliwe zakończenie dla wielu postaci.
“Siostry”, tak jak i “Kamień w wodę” zdecydowanie jest warte sięgnięcia. Jednak czytelnik musi lubić wątki historyczne. Bo nie da się ukryć, w tej opowieści czas akcji odgrywa szczególną rolę. Ja uwielbiam, przez co obie książki mi się podobały. A sama “Siostra” chyba jeszcze bardziej, chociażby przez wątki z “Czarownicami”. Dlatego też moja ocena to 7.5/10.
Zofia Mąkosa po raz drugi zabiera nas w podróż w czasie i przenosi do XVII wieku. "Makowa spódnica. Siostry" to dalsze losy Wigi i jej wnuczki Rozalki. XVII wiek to niespokojny i bardzo trudny czas dla kobiet. To wtedy toczyły się największe procesy o czary, o które w większości były podejrzewane kobiety. Kobiety, które znały się na zielarstwie, czy były akuszerkami ciągle narażone były na akty agresii, że strony tych, którzy upatrywali w nich wszelkich przyczyn nieszczęść. Tak się kończyły niezrozumienie, brak akceptacji do innych poglądów, czy brak wiedzy o zmieniających się warunkach atmosferycznych. Kobiety pozbawione były prawa głosu czy prawa do obrony, a oskarżający czuli się wszechmogącymi w ich oskarżeniu i wydawaniu jedynego wyroku, czyli śmierci. Od podejrzeń i oskarżeń nie uchroni się niestety też Wiga, która za wszelką cenę będzie się starała ochronić Rozalkę od wszelkiego zła. Zofia Mąkosa kolejny raz stworzyła niezwykłą, wielowątkową powieść, z misternie nakreślonymi bohaterami. Prawda historyczna przeplata się z fikcją literacką w tak subtelny sposób, że ma się wrażenie wręcz uczestniczenia w przedstawianych wydarzeniach. Dawno czytana powieść nie wywoływała we mnie tak silnych emocji. Niemal cały czas czułam złość i bezsilność na niesprawiedliwy los, jaki spotkał oskarżone o czary kobiety. Ale też, mimo dużego smutku, jest też w tej powieści nuta optymizmu i nadziei za sprawą losu Rozalki. Dziewczyny, która swoimi marzeniami i pracowitością wyprzedzała czasy, w których żyła. Piękna, choć smutna powieść, niosąca w sobie przesłanie "chcę pokazać, że niewiasta nie jest gorsza ani głupsza od mężczyzny i że zasługuje na takie samo uznanie jak on" o czym zdaje się duża część społeczeństwa na całym świecie zapomniała, albo nie chce przyznać za oczywistość. Czytajcie cylk "Makowa spódnica" bo warto.