Czterdzieści siedem metrów kwadratowych mieszkania i nasza rodzina. Plus duchy zmarłych dzieci…
…w sumie czternaście osób. Czasami miałam wrażenie, że ci, którzy odeszli, zajmują najwięcej miejsca, poupychani w kątach pomiędzy tymi, którym udało się przeżyć. Potrząsnęłam głową, odpychając widma przeszłości. Miałam nigdy do tego nie wracać, ale Piotr uruchomił wspomnienia.'
Ślimoki to rodzina, w której najważniejszy jest ojciec. To on stanowi centrum Wszechświata zarówno żony, jak i dzieci. Zygmunt to niespełniony malarz, który swoje rozczarowania topi w alkoholu. Wódka sprawia, że mężczyzna niszczy życie wszystkich wokół, co dzieci odczuwają nawet w dorosłym życiu. Ich doświadczenia z domu rodzinnego ciągną się za nimi jak cień.
Ostatnio tyle emocji towarzyszyło mi przy słuchaniu "Wron" od Petry.
Jakbym miała opisać jedym słowem ten tytuł to- BÓL. Mogłoby się wydawać, że taka historia nie ma racji bytu. Aczkolwiek życie pisze takie scenariusze, że ta opowieść z pewnością mogła wydarzyć się w rzeczywistości.
Historia przepełniona bólem, cierpieniem, traumą i radzeniem sobie w dorosłym życiu.
Niezbyt piękna, dość niewygodna, ale do bólu prawdziwa historia. Autorka jest genialną obserwatorką otaczającej ją rzeczywistości i potrafi to oddać w swoich książkach. Ta jest na to kolejnym dowodem.
Nie wystarczy ciężka tematyka i nagromadzenie patologii w jednej rodzinie, żeby napisać dobrą historię.
Postać Piotra to chodząca definicja pojęć toxic positivity i himpathy. Nie wiem czy jako czytelnicy mamy go widzieć jako bohatera pozytywnego czy jako właśnie takiego pseudopsychologa próbującego samodzielnie "naprawić" bohaterkę miłością, seksem i toksyczną pozytywnością. W pewnym momencie zaczęłam podejrzewać, że to on tu jest ukrytym czarnym charakterem, bo ej, kto normalny reaguje na wieść o tym, że ojciec głównej bohaterki zmuszał jej brata do prostytucji (przez co rzeczony brat popełnił samobójstwo) mniej więcej tak "Ja pierdolę. Ale powinnaś przebaczyć ojcu."??? I tak przez całą książkę! Myślałam, że na końcu okaże się, że ten ojciec go nasłał bo pod koniec życia postanowił poszukać przebaczenia u dzieci bo przeraził się ognia piekielnego czy coś.
Druga rzecz to to ile autorka wcisnęła dysfunkcji do tej jednej rodziny jakby alkoholizm i bicie żony oraz dzieci nie było wystarczająco szokujące. Widać, że na niektóre postacie zabrakło jej już pomysłu (np na najmłodszą córkę, Sabinę). Cała sytuacja wydaje się przerysowana. Przez to całe zło ciężko uwierzyć kiedy bohaterka myśli o ojcu jako o "ojcu niedoskonałym, który się pogubił". Kobieto, on dosłownie zmuszał jednego swojego syna do prostytucji, drugiego uderzył tak mocno, że ten zatrzymał się w rozwoju, jedną córkę pobił tak, że pękła jej macica... To nie jest człowiek "niedoskonały" a na wskroś zły i nie wymaże tego żadna ilość wspomnień o pływaniu pontonem ani jego nieszczęśliwe dzieciństwo. Gdyby autorka stonowała to, jak bardzo patologiczna jest rodzina Ślimoków, może jako czytelniczka byłabym w stanie uwierzyć, że ojciec rodziny jest człowiekiem zaledwie pogubionym i niedoskonałym.
Przynajmniej zakończenie było gorzkie, ale realistyczne bo już się bałam, że książka pędzi w kierunku cukierkowego happy endu z małżeństwem i dzieckiem.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Urszula Ślimok obecnie pracuje w innej części kraju i przez całe życie odseparowuje się od pozostałej części rodziny Ślimoków. Wszystko zmienia się, kiedy pewnego dnia poznaje Piotra, który chce jej pomóc pogodzić się z przeszłością.
Ta książka wbiła mnie w siedzenie. Ja sobie zdaję sprawę, że w wielu rodzinach występują różne patologie, a dzieci, jako już dorosłe osoby izolują się z przekonaniem, że one nie będą żyć tak samo jak rodzice.. ale to było tak przytłaczające, że aż nie do końca chciałam wierzyć, że niektórzy tak mają. To chyba już rodzaj jakiejś samoobrony. W centrum wszystkiego jest ojciec Zygmunt - niespełniony artysta, który popadł w alkoholizm i popuścił wszelkim hamulcom. Jego szokujące zachowanie oraz decyzje mają potężny wpływ na to jak żyją jego dzieci, jako już dorosłe osoby. Urszula nie pogodziła się z tym co ją spotkało, tak samo jak nie wybaczyła tego co ojciec zrobił jej matce oraz rodzeństwu. Stopniowo odkrywamy skąd wzięła się jawna nienawiść, a tym samym zaczynamy rozumieć. To zrozumienie ma istotny wpływ na odbiór książki.
Trochę nie akceptuję w tej historii postaci Piotra. To osoba, która jest całkowicie obca dla Urszuli, zagaduje ją, a potem ona się przed nim otwiera. Irytowało mnie na siłę "uszczęśliwianie" Urszuli, która jak wybaczy ojcu i się z nim pogodzi to nagle jej życie się całkowicie odmieni na lepsze. Nie. Uważam, że po tym co ta bohaterka przeżyła ma prawo odizolować się od osoby, która jej najwięcej szkodzi. Nie musimy na siłę utrzymywać ze wszystkimi dobrych relacji tylko dlatego, że akurat, tak pech chciał, to jest rodzina. Poza tym Piotr, w moim odczuciu, bawił się w jakiegoś coacha, zamiast przekonać oraz odesłać dziewczynę do specjalisty z prawdziwego zdarzenia. Zakończenie książki jest bardzo smutne, ale uważam, że Piotr zbyt mocno rozdrapał stare blizny i w sumie przez to taki finał historii mnie nie zaskoczył.
Ode mnie 3,5 gwiazdki. Dałabym mocne 4, ale Piotrek mi za bardzo wadził.
3,5/5 ⭐️ Bardzo obciążająca psychicznie książka. Historia niedorzeczna, a jednak realna. Jak bardzo doświadczenia z przeszłości mogą odbić się na przyszłości człowieka.
Co za historia... Wywołała we mnie tyle negatywnych emocji i momentów bliskich płaczu. Z jednej strony wydaje mi się niemożliwe, żeby jedna rodzina miała tyle nieszczęścia, z drugiej dobrze wiem, że niestety nie jest to tylko wymysł autorki i takie rzeczy na prawdę się dzieją. Jedna wielka patologia, z której wyjście jest wręcz niemożliwe. Przykra wizja, tego jak szybko nasze plany i marzenia na życie, mogą zmienić się w jedno wielkie gowno. Również tego, jak nasze decyzje, nie radzenie sobie ze sobą wpływa na najbliższych. Do czego możemy się posunąć, gdy jesteśmy na skraju wytrzymania. Że najgorsze zło potrafimy sobie jakoś przed soba wytłumaczyć, zrzucić winę na innych. Znieczulica wokół, zera odruchów człowieczeństwa. Wydaje się, że z tego wyszłaś, jest dobrze, a potem uświadamiasz sobie, że tej historii nigdy się nie pozbedziesz. Jest to część ciebie. Jestem wstrząśnięta. Chyba jeszcze żadna książka tak mnie nie poruszyła.
Książka niesamowicie poruszająca i smutna. Po przeczytaniu pierwszych kilku stron wydawało mi się ze historia będzie dość przewidywalna. Ku mojemu zdziwieniu z każdym kolejnym wspomnieniem głównej bohaterki byłam coraz bardziej przekonana o unikalności tej powieści. Dobijająca, prawdziwa historia bólu i cierpienia, która nie pozwala pozostać bez refleksji
❗TW: śmierć (dorosłych, dzieci), gwałt (zmuszanie do seksu; wykorzystywanie osoby niepełnosprawnej umysłowo), przemoc (psychiczna, fizyczna), trauma, samobójstwo, sceny erotyczne
Jezu, jak mnie irytuje Piotr. Nigdy nie zrozumiem rady typu ,,oprawcy trzeba wybaczyć", jak to ma wyglądać? ,,Tato, wybaczam ci, że zniszczyłeś życie wszystkim swoim dzieciom, jedno się zabiło, drugie uciekło, trzecie przez ciebie stało się niepełnosprawne, ale to nic, możemy się pogodzić, bo to dawno było"? XD Już pominę fakt, że on nie jest psychologiem i zamiast pomóc jej i zaprowadzić do lekarza, to ciągle naciska na to wybaczenie, znając ją bardzo krótko. Najzabawniejsze jest to, że Ula zauważa, że on tak wybiela jej ojca, ale postanawia z nim być, w ogóle ten związek jakiś randomowy jest.
Poza tym, książka o trudnej tematyce i może trochę przerysowana w niektórych momentach, za dużo zła w niej jest, ale wiadomo jakie rzeczy się na świecie dzieją, więc nie jest aż tak nieprawdopodobna. Trafi pewnie do tych, którym podobają się ,,Wrony" Dvorakovej. Mnie się nawet bardziej podoba niż ,,Wrony", ale przez to jak wykreowany jest Piotr wystawiłam niższą ocenę. Serio nie rozumiem czy on ma być taki trochę toksyczny i doprowadzić ją złego stanu psychicznego, czy jednak ma być zbawieniem i pomóc jej uporać się z traumą? Nie da się tego stwierdzić podczas czytania, bo obie opcje są równie prawdopodobne.
Widziałam w recenzjach, że korekta zawiodła (albo jej nie było, nie sprawdzałam), ale wiadomo, w audiobooku ciężko to zauważyć.
Ile cierpienia i dramatycznych zdarzeń może pomieścić w sobie jedna osoba? A ile cierpienia i dramatycznych zdarzeń może wydarzyć się w jednej rodzinie? Z jednej strony, gdy główna bohaterka opowiadała nam kolejne epizody z jej życia, dotyczące jej, jej licznego rodzeństwa lub rodziców, to za każdym razem wydawało mi się, ze gorzej już nie będzie, że to już - już dobiliśmy do ściany, więcej się od niej nie odbije, a bohaterka, Urszula, dawała nam kolejną opowieść, a co najważniejsze, im więcej dramatów przed nami odkrywała, wcale nie wydawało się to nienaturalne i naciągane - przeciwnie, to dawało nam pogląd i perspektywę na wszytskich członków rodziny, co ich ukształtowało i dawało podstawy ich zachowania.
Nie jest to książka idealna, jest kilka wątków, które mnie irytowały, ale niemniej jest to książka wartościowa. Zawsze po lekturze podobnych historii, zmusza mnie to, do spojrzenia na moją rodzinę i moje otoczenie z trochę innej perspektywy, za to ją doceniam🖤
O boże. Ciężko mi opowiedzieć o tej książce... Zdecydowanie nie była to przyjemna lektura. Poruszająca i dobijająca. Historia rodziny pełna tragedii i zła. Losy bohaterki, która nie jest w stanie się pogodzić z rzeczywistością.
Kumulacja większości tragedii i traum, ale w miarę dobrze napisane. Ma się takie " jprdle ile okropności może zdarzyć się w jednej rodzinie" ale w sumie to nigdy nie wiesz, więc mocne!
Opis wigilii na początku książki jest jak uderzenie cegłą w drewnianym budynku. To nie miało prawa się wydarzyć. Echa tego dnia i jemu podobnych pozostają w psychice, pamięci dorosłych ludzi, odbijają się cierpieniem, które nadal doświadczają lub okazują innym.
Przemoc domowa, niewyobrażalne ból fizyczny i psychiczny, przeżywany przez narratorkę i jej rodzeństwo nie tylko poraża, wywołuje smutek i przygnębienie (choć to tylko raczej wierzchołek myśli i uczuć, jakie wywołuje ta książka), ale przede wszystkim pokazuje, że nic nie jest bez konsekwencji. To jacy ludzie są, nie bierze się znikąd.
Historię Ślimoków, dziejącą się w niewielkiej dzielnicy Mysłowic, poznajemy z różnych punktów widzenia. Kolejne postacie opowiadają o dochodzeniu do przemocy, objawach, symptomach, efektach, tych krótkotrwałych i dalekosiężnych. Niemożność wyzwolenia się, zapomnienia jest równie tragiczna jak to, czego doświadczają ze strony ojca (męża) - wychowanka domu dziecka; niespełnionego, bogobojnego człowieka o konserwatywnych i tradycyjnych poglądach, pracującego, mimo braku satysfakcji, przez całe życie na kopalni.
Wspomnienia bohaterów przeplatają się z ich dniem współczesnym, pokazując degradację moralną, w jakiej z każdym dniem, rokiem pogrążają się. Jedynym celem staje się się przetrwanie we względnym spokoju. Wtedy, by uniknąć przemocy psychicznej, fizycznej, seksualnej. Teraz, by umknąć choć na chwilę od wspomnień.
Zakończenie, jak i cała książka nie jest optymistyczne, i też być może przesadzone, wyolbrzymione. Wydaje się, że to zbyt wiele na jedną rodzinę. To też przeraża i szokuje. Jednak jeśli podzielimy to na obrazki, sceny, to dostrzeżemy wszystko to, co widać w mediach, gdy takie historie są poruszane.
Powiem tak - była emocjonalna, ciężka. Ale takie książki lubię najbardziej. Doceniam cały zamysł bohaterki, analizę jej doświadczeń i rodziny. Jestem wdzięczna za różne perspektywy, bo dodały tylko tej historii.
Rodzina Ślimoków była trudna, ale uwarunkowana społeczeństwem, wydarzeniami - traumatycznymi. I postępowanie bohaterki, choć trudne końcowo jest w miare zrozumiałe.
Obrazowo przedstawiono obraz depresji, powolnej degradacji i tego, że czasami mimo dobrych chęci i wsparcia ktoś dalej mierzy się ze swoimi demonami - i zwyczajnie nie potrafi sobie z nimi poradzić.
Jest to kolejna, ciężka książka autorki. Przywykłam jednak do tego, że Patrycja Żurek sięga po niełatwe tematy. Po „Światłach w oknach” jak i „Grubasce” wiedziałam, że to nie będzie łatwa lektura. Coś mi jednak tym razem nie zagrało, czegoś brakowało… nie czułam ścisku w żołądku. Czytając ostrzeżenie na pierwszej stronie trochę się bałam, co zastane w środku. Oczywiście życie Ślimoków było trudne, wydarzyło się wiele traumatycznych rzeczy, ale… Niestety nie umiem jasno wskazać, czego mi zabrakło…
przykra książka, opowiada historię niezwykle bolesną, ale nic poza tym. żadnej z postaci nie dało się lubić i nie do końca wiem jaki był cel tej historii. z jednej strony zmierzała ku wybaczeniu, z drugiej ku uleczeniu, ale końcowo żadne się nie wydarzyło. myślałam, że ta książka będzie miała w sobie coś więcej poza efektem szoku przy opowiadanych przez Ulę historiach. niestety nie mogę polecić tej pozycji.
Nie myślałam, że ta książka tak mnie poruszy. Musiałam robić przerwy w czytaniu, ponieważ nie dawałam rady przez te wszystkie emocje, które mną targały. Nie jest to łatwy temat i dzięki tej książce bardziej doceniam moje życie, że miałam super dzieciństwo. Po tej książce ciężko ot tak przejść do innej lektury.
Bardzo trudna emocjonalnie lektura. U mnie wywołała łzy i głębokie mocne emocje jako pochodna współodczuwania. Polecam, choć uprzedzam osoby empatyczne, że to duże przeżycie.
Najpiękniejsza jest różnorodność perspektyw, co zwiększa świadomość, że zło rodzi się z nieuleczonych ran, które niczym krąg zataczają złowieszczo koło i zaplatają się na szyi kolejnych osób. Niektórzy mają siłę się uwolnić, niektórym tych sił brakuje... i zakładają pętle innym...
Dziecko: Chce Shamless Mama: Mamy Shamless w domu Shamless w domu:
Mroczna historia rodziny ze Śląska, tak wiele traum ujętych w jednej powieści. Każda postać ma swoją głębię. Jedyny minus za Piotra - jest potrzebny w tej historii, ale czasem sztucznie wpleciony.
Świetna książka. Jedna z moich ulubionych w tym roku. Inna niż wszystkie. Główna bohaterka opowiada o swoim ciężkim życiu. Można się bardzo wtopić w tą historię. Bardzo polecam!!!