Po traumatycznych przeżyciach ostatniego śledztwa aspirant Weronika Herman musi odpocząć psychicznie i fizycznie. Wyjeżdża z synkiem na ranczo przyjaciela w mało znany, ale malowniczy zakątek Polski, zwany przez miejscowych Kraszczadami.
Nie udaje się jej jednak oderwać od pracy. Przypadkowo zostaje wplątana w sprawę morderstwa młodej kobiety, której ciało znaleziono w niedalekiej stadninie w Białce, gdzie miał się odbyć pokaz koni czystej krwi arabskiej.
Wśród gości stadniny są szejkowie, bogaci kupcy, wielbiciele koni, ale dlaczego nie ma świadków zdarzenia, a zeznania nie pokrywają się ze sobą?
Kto stoi za śmiercią kobiety? Czy ktoś wśród uczestników zna prawdę?
Nie spodziewałam się tak dobrego kryminału. Naprawdę jestem mile zaskoczona tym jak genialna była to historia i jak bardzo się w nią wciągnęłam. Gdy zobaczyłam 250 stron i to dość dużą czcionką pomyślałam sobie, że nie dość, że będzie to krótka lektura, to do tego, nie będzie miała zbyt skomplikowanej fabuły. Cieszę się, że tak bardzo się myliłam. Książka wciąga już od pierwszych stron, a sprawa morderstwa, w którą zupełnym przypadkiem angażuje się główna bohaterka aspirant Weronika Herman, nie jest taka prosta czy oczywista. Sama miałam niemałą zagwozdkę kogo można wziąć pod lupę, a osoba, która finalnie okazała się winna nie była moim pierwszym strzałem. Bardzo ciekawie opisane śledztwo, można było się poczuć tak jak by również brało się w tym udział. Cieszę się, że miałam okazję zapoznać się z twórczością tej autorki. Nie omieszkam przy okazji sięgnąć po inne pozycje.