Czy naprawdę wyposażenie gabinetu stomatologicznego może kosztować tyle, co willa pod Warszawą? Jak leczą dentyści gwiazd i z czym mierzą się stomatolodzy na wakacjach i podczas rodzinnych spotkań? O co walczą między sobą i z czego muszą tłumaczyć się pacjentom?
Agnieszka Fiedorowicz, nagradzana dziennikarka, przepytuje doświadczonych lekarzy i początkujących studentów, zagląda do luksusowych klinik i szkolnych gabinetów. Sprawdza, jak wygląda polska dentofobia, ile kosztuje otwarcie własnego gabinetu i czy nasze dzieci są wciąż w europejskiej czołówce statystyk próchnicy.
Autorka próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego leczenie zębów „na NFZ” praktycznie stało się fikcją. Z opowieści lekarzy i pacjentów wyłuskuje mrożące krew historie – przypadki błędów medycznych, pękających licówek i protez sklejanych domowymi sposobami. Dowiadujemy się też, jak ogromny wpływ na nasze zdrowie ogólne ma stan uzębienia, jakie są najnowsze trendy w stomatologii i o co awanturują się pacjenci.
„Bo zęby leczył, leczy albo (jeśli ma szczęście) – dopiero będzie musiał leczyć każdy z nas. Nie znam osoby, która nie miałaby na ten temat czegoś do opowiedzenia. Mrożące krew w żyłach opisy nocnych poszukiwań lekarza, który na cito uwolni nas od potwornego bólu lewej górnej siódemki, poszukiwanie ortodonty dla dziecka na NFZ ciągnące się niczym norweska saga w odcinkach”.
Dostałam dokładnie to, czego oczekiwałam po tytule - zbiór zabawnych anegdot ze świata dentystów - nie poczułam się zaskoczona historiami, nawet tymi co bardziej obleśnymi (8 lat pracy w handlu uodporniło trochę na ludzką kreatywność), bo dokładnie tego się spodziewałam! Bardzo fajnie umiliła czas i chociaż parokrotnie sobie pomyślałam, że brakuje mi takiego fachowego podejścia, to jednak nie o tym była ta książka i nie taki był jej cel. Jest dość ogólnikowa, więc jeśli spodziewacie się tutaj nie wiadomo jakich historii, to jesteście w złym miejscu, ale też nie jest prześmiewcza. Dla mnie idealnie wywarzona.
Nie jest to w żadnym wypadku reportaż, raczej zbiór anegdot opisanych lekkim, przyjemnym językiem. Dobra pozycja na niezobowiązujący, relaks czytelniczy.
Ja uwielbiam, ale wiem, że nie każdy przepada za wizytami u stomatologa. Zwłaszcza, że mają z tym związaną traumę, nie lubią bólu i po prostu... Boją się, a to normalna rzecz.
Książka Agnieszki Fiedorowicz, to reportaż napisany w lekkim tonie o pracy dentystów oraz ich relacji z pacjentami, Państwem i samymi sobą. Autorka zagłębiła się w ciekawych tematach z perspektywy czytelnika - na przykład dentofobią, jak wygląda taka praca od zaplecza i czy naprawdę jest tak opłacalna jak niektórzy sadzą. Można dzięki temu o wiele lepiej poznać dentystów i ich zawód, a przy okazji nieco przekonać się do całej profesji. Aczkolwiek muszę tu wspomnieć, że zabrakło mi czasami nieco dłuższej refleksji na pewne tematy. Zdarzały się momenty, że były wtrącane pewne rzeczy, które z chęcią poznałabym o wiele głębiej, jak przykładowo błędy lekarzy i jak stomatologowie sobie z nimi radzą.
Na plus jest fakt, że rozmowy przeprowadzane są z dentystami, którzy mają czynny udział w zawodzie i dzielą się swoimi przemyśleniami oraz wspomnieniami z nimi związanymi. Chociaż ucieszyłabym się z rozdziału, który został przeprowadzony z konkretnym stomatologiem, gdyż czasami wypowiedzi niektórych osób były za krótkie i nie wnosiły za wiele do poruszanego tematu.
"Kanał" to z pewnością ciekawa książka, ale bardziej z perspektywy osoby, która stomatologią nie zajmuje się na co dzień. Pacjent może wynieść z lektury wiele uwag i spostrzeżeń, które z pewnością przydadzą się w dalszym życiu! Zwłaszcza na aspekt leczenia dzieci i zachowania rodziców, a także oto jak często bagatelizujemy własne zdrowie. Choć przyznam, że nie będzie to książka uniwersalna - reportaż najlepiej odnajdzie się w tej chwili, gdyż czuję, że za kilka lat wiedza w dziedzinie stomatologii czy też przyzwyczajenia z nią związane mogą się zmienić. Ale i tak zachęcam do przeczytania i zadbania nieco o swoje ząbki!
3.5/5 Czy na książce o stomatologii można się dobrze bawić? Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi powiem wam, że można. „Kanał” to reportaż napisany w lekkim tonie, przez który wręcz się płynie. Szczególnie więc polecam osobom, które dopiero zaczynają przygodę z literaturą nonfiction i boją się, że utkną z jedną pozycją na miesiąc. Książka ta powstała w większości z rozmów autorki z polskimi dentystami, dzięki czemu otrzymujemy naprawdę ciekawe (czasem leciutko przerażające lub szokujące) opowieści dotyczące określonych przypadków, ale także dyskusje o ogólnym stanie polskiej stomatologii, pacjentach (tych małych i dużych), trendach czy kosztach leczenia bądź utrzymania gabinetu. Pojęcia nie miałam, że to wszystko tyle kosztuje! Już nie wspominając o sytuacji gabinetów na NFZ, które muszą zbierać jakieś punkty… Koszmar!
Największy plus stanowi spora dawka życiowej wiedzy, którą wyciągnęłam z tej lektury. Zgaduję, że nie tylko ja nie zdawałam sobie sprawy jak wielkie znaczenie dla naszego zdrowia mogą mieć zęby (np. jeden Pan cierpiał latami na uporczywy ból kręgosłupa – okazało się, że to przez wadę zgryzu. Po jej skorygowaniu ból pleców minął). Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się też nad tym jak do swojego zawodu przygotowują się studenci stomatologii (wychodzi na to, że nie tylko psychopaci kolekcjonują prawdziwe zęby 😉). Podkreślę jeszcze, że młodzi rodzice również znajdą coś dla siebie. Pamiętajcie - warto dbać nawet o te ząbki, które nie wyszły jeszcze na światło dzienne. Ze względu na to, że reportaż pozostaje w obrębie polskiego podwórka, czytelnik może nie tylko mocno utożsamiać się z wieloma historiami, ale także wyciągnąć z nich naukę na przyszłość. Dziwne uczucie nostalgii wywołuje natomiast rozdział o dentystach mających swoje gabinety w szkołach podstawowych (pamiętacie fluoryzację między lekcjami i przychodzenie z własną szczoteczką?😂).
Muszę przyznać, że w kilku momentach zabrakło mi pogłębienia tematu czy wyjaśnienia czytelnikom pewnych spraw (jest to jednak plus dla tych, którzy nie lubią rozwlekłych książek). Z drugiej strony sprawiło to, że temat mnie zainteresował i chciałam wiedzieć jeszcze więcej, więc uznam to za przemyślany zabieg 😉 Polecam – a szczególnie tym, którzy odwlekają swoją wizytę u dentysty.
To zbiór anegdot o zawodzie stomatologa. Całość napisana w lekkiej i przystępnej formie, która zdecydowanie różni się od tradycyjnych, szczegółowych i często obciążających psychicznie reportaży.
Lektura z powodzeniem rozprawia się z mitami dotyczącymi różnych aspektów pracy dentystów, przez zastosowanie swobodnej i pełnej humoru narracji.
Autorka prowadzi rozmowy z osobami z branży, którzy bez wahania dzielą się swoimi nieoczywistymi i często kontrowersyjnymi spostrzeżeniami. Te rozmowy dostarczyły mi wiele nowej wiedzy i ciekawostek, a sarkastyczne fragmenty nie raz wywołały uśmiech.
Muszę przyznać, że przy niektórych historiach zastanawiałam się, na ile są one osadzone w faktach.
Wersja audio książki momentami sprawiała wrażenie, jakbym słuchała wysokiej jakości podcastu, a nie tradycyjnego reportażu. Ta lekkość w odbiorze była dla mnie ogromnym atutem i sprawiła, że czas spędzony z tą książką był naprawdę przyjemny.
Niektóre historie i fakty tu zawarte zostaną ze mną na dłużej. Myślę, że wielu czytelników po poznaniu tego tytułu, w mniejszym lub większym stopniu, zmieni swoje podejście do dbania o stan uzębienia oraz wizyt u stomatologa.
Książka, która nie tylko bawi, ale również edukuje i oferuje nowe spojrzenie na codzienną pracę dentystów. Gorąco polecam, pozytywnie mnie zaskoczyła 👌🏻
Ciekawa książka, choć spodziewałam się czegoś bardziej kontrowersyjnego lub wnikliwego. Może więcej ciekawostek na temat różnych procedur (choć nie brakuje ich tutaj), albo jakiegoś ukrytego dramatu. Natomiast są to fajne rozmowy ze stomatologami, pełne codziennych ciekawostek, zabawnych sytuacji. Miło się słuchało.
U dentysty najbardziej boję się rachunku na koniec, więc z przyjemnością przeczytałam książkę o pracy stomatologów i tajemnicach branży. Dowiedziałam się kilku rzeczy o wpływie uzębienia na ogólny stan naszego zdrowia, pośmiałam z opisywanych przypadków, czasem też łapałam się za głowę. Bardzo fajnie napisana książka dla tych, którzy lubią wiedzieć więcej.
Gratuluję tytułu. Błyskotliwy i przyciąga uwagę. Uwierzyłam w niego. No i rozczarowałam się samą książką. Może obiecałam sobie zbyt wiele?
Zniesmaczyła mnie kolekcja zębów pacjentów w słoiku. I nie dlatego, że jest tym, czym jest, a ze względu na coś, co podciągnęłabym pod etykę. Ząb usunięty z jamy ustnej jest odpadem medycznym o potencjale zakaźnym, w związku z tym przynajmniej oficjalnie podlega utylizacji na specjalnych zasadach. Tymczasem wychodzi na to, że nie dość, że lekarka wymieniona z imienia i nazwiska łamie sobie te zasady, to jeszcze beztrosko nosi ze sobą słoik pełen zębów, które wyciąga przy stole w kawiarni? Przy założeniu, że sytuacja nie jest wytworem twórczej wyobraźni, faktycznie może pojawić się dreszcz grozy, o którym pani Agnieszka wspomina w tym miejscu książki, ale chyba nie o tego rodzaju efekt chodziło.
Czuję, że autorka nie do końca wie, o czym chce pisać. Są tu i relacje z prywatnych spotkań z dentystami w kawiarni, i garść statystyk z GUS o zarobkach stomatologów, i przykre osobiste doświadczenia autorki w gabinecie, i skargi lekarzy na niewspółpracujące dzieci, i opisy zbyt pomysłowych w kwestii samopomocy pacjentów, i fragment o zwolennikach teorii spiskowej (antykanałowcy)… można odnieść wrażenie, że pani Fiedorowicz chce opisać temat jak najbardziej wszechstronnie, ale przy niespełna 250 stronach całość wydaje się być potraktowana powierzchownie. Jakby każdy wątek nadgryźć i zostawić, niech sobie będzie. Można byłoby te pojedyncze kawałki rozwinąć w wielowarstwową publikację i uzyskać porządne opracowanie, ale książka musiałaby mieć stron przynajmniej drugie tyle. Przydałby się też wtedy jeszcze jeden rzut oka na rozmiar czcionki i szerokość marginesów. Natomiast jeśli autorka celowała w krótki format, czy warto było łapać ogony wszystkich srok? Czy nie zostały nam w garści same pióra?
Świetny tytuł w pewnym sensie sugeruje, że zostaną przed nami odkryte pilnie strzeżone tajemnice zawodu dentysty, a ja zostałam z poczuciem niedosytu. Jedna z poprzednich czytelniczek, użytkowniczka Rozalia, opublikowała w swojej opinii na lubimyczytać.pl stwierdzenie, że książka przypomina zbiór luźnych pogawędek przy obiedzie. I moim zdaniem dość trafnie to ujęła, ja się z tym zgadzam. Jeśli komuś zależy na poszerzeniu wiedzy w obszarze, który lubi i który już od jakiegoś czasu poznaje, raczej nie odkryje z tą książką nowego lądu.
Dlaczego więc nie oceniam „Kanału […]” niżej, skoro mam do niego parę zastrzeżeń? A no, wypada przyznać, że autorka porusza kwestie, o których nadal mówi się za mało, a jeżeli już, to niestety dalej w atmosferze strachu. Zdaje się, że wciąż spora część naszych rodaków odwiedza gabinet stomatologiczny w przypadku absolutnej, nieuniknionej konieczności, kiedy ból staje się nie do zniesienia albo ze względu na nagły wypadek. Doceniam zatem próbę wypowiedzi na raczej nielubiany przez Polaków temat. Ponadto autorka wyznaje, że sama mierzy się z dentofobią, więc książka jest poniekąd osobistym porachunkiem z wewnętrznym demonem – i to również zasługuje jeśli nie na uznanie, to chociażby na zauważenie. Forma naprawdę łatwo przyswajalna, tytuł do przeczytania w jeden dzień, góra dwa, jak ktoś jest zapracowany. Trudno mi jednak powiedzieć, że polecam; drugi raz już bym jej nie kupiła.