What do you think?
Rate this book


60 pages, Paperback
First published July 12, 2021
To było to popołudnie, kiedy spadło słońce,
właśnie to, takie złote i żywe, i żądne, że
myślałbym, że potrwa, ale pode mną
zrobiło się nic, jak wtedy, gdy przestajesz
mówić i wracamy do siebie, tylko po to,
by się wzajem przekonać, że do siebie już nic
nie ma. Przekłuj palcem tę noc popołudniową,
pod jej skórą musi być rój pszczół, z których
każda może na użądlić, z których każda
oby zrobiła to jak najszybciej.
(To to, s. 14)
Ktoś podpatrzył: dwa beagle w zbliżeniu
na trawie, w kadrze słońce łasi się i merda.
Dwie żywe łyżeczki pod nagim niebem, “Jak my”,
słyszę. Nie, już nie my. I nie te łyżeczki.
[...] Czeka nas szum
spłoszonych liści, a potem jeszcze szelest
chowanych szybko po kieszeniach słów, i po
wszystkim. Państwo się teraz odwrócą, nie patrzą,
ściągnę buty, sierść.
(Pieska miłość, s. 11)
Niczego tak bardzo nie pragnąłem
zobaczyć, niczego zobaczyć tak bardzo mi nie dano.
[...] Tak, to był pierwszy raz,
kiedy aż tak zapragnąłem: widzieć, zobaczyć, popatrzeć.
(Niektóre sceny mogą budzić niesmak, s. 52)
Film, na który mnie, bo nie dorosłem, do kina nie wpuszczono,
a z którego sceny przez kilka kolejnych nocy wymyślałem sobie
przed snem, na ile tylko pozwalała mi na to
niezapisana niczym, nieletnia wyobraźnia, próbując,
wbrew pierwszemu w życiu niespełnieniu, rozgryźć słowa
z plakatu, miał tytuł Mondo cane.
(Niektóre sceny mogą budzić niesmak, s. 52)
Podszedłbym, nos mu przetarł, w kieszeni miałem
chusteczkę. Był jednak jasny dzień, ruchliwe popołudnie,
przechodzień za przechodniem.
(Głaszczki o kształcie toporków, s. 22)
Śniło mi się, że czytam w gazecie,
jaki mam poziom bilirubiny i że biorę
od miesiąca afobam
(Kwiaty dla Snowdena, s. 8)
Ten śnieg jest niecodzienny,
obcy na mojej ulicy. Dopiero co przyszedł
i nie wie, jak się ułożyć na dachach
i pod dachami. Jest śniegiem do zapisania.
Przywitałbym jak gościa, ale
pruszy sucho. I mimo że odeszłaś,
sypie, jakby głodni
doczekali się chleba, chłopcy już nie musieli
kryć się pod wiaduktem, a psom
papież przetarł drogę do życia wiecznego.
(s. 3)