"Chciałabyś puścić mężczyzn luzem po ulicach?! Czy twoim zdaniem historia nie dowiodła, jak wielkie zagrożenie stanowią dla nas, ludzi?"
Daleka przyszłość. Po patriarchacie zostały zgliszcza. Domy, które znamy, kanciaste, ostre, to pozostałość po męskim świecie, która sukcesywnie znika niszczona przez szkolone szczury. Nowe budownictwo jest okrągłe, nowoczesne, zamieszkane przez kobiety żyjące w czymś na kształt komuny. Mężczyźni, czy raczej niedobitki mężczyzn, funkcjonują w zamknięciu, służąc przyjemności kobiet i koniecznej prokreacji. Specjalnie szkoleni, z tłumionym testosteronem, by w żaden sposób nie stanowić zagrożenia. Są też mężony z doszytymi fallusami, trochę mamki karmiące dzieci, trochę pracownice sek$ualne.
I są kobiety. Kobiety są najważniejsze. Wśród nich Medea opiekująca się wężami (węże są bardzo istotne!), Wicca - kapłanka z rodu Walpurgi, która jednak trochę od tego rodu odstaje, lekarka Eva posiadająca wielką tajemnicę i wreszcie Cicha, która Cichą została po brzemiennym w skutki wydarzeniu. Ich losy się ze sobą splatają, przecinają się, wpływają na siebie.
Sporo tu religii, magii, dawnych wierzeń, ale odczytanych po nowemu, bez narzuconej przez mężczyzn narracji i męskiego punktu widzenia.
Skojarzenia z "Seksmisją" są uzasadnione, tyle że film był zabawny, a powieść "11%" wręcz przeciwnie. Z jednej strony to manifest kobiecości, z uświęconą miesiączką, cielesnością, relacjami między kobietami. Z drugiej - upiorna wizja świata, w którym wyeliminowano wprawdzie przemoc kojarzoną z męskością, ale też wyeliminowano niemal wszystkich mężczyzn. Świat bez mężczyzn nie jest wcale lepszym światem. Żadna skrajność nie jest dobrym rozwiązaniem.
Dziwaczna to powieść. Nasycona cielesnością, wszystkimi chyba płynami ustrojowymi, przegięta fabularnie. Niektóre wątki mi zgrzytały, czasem przewracałam oczami, ale zarwałam noc, bo nie mogłam się od tej powieści oderwać. I niech to będzie moja rekomendacja.