Gdyby ktoś dzisiaj poprosił mnie, abym jednym zdaniem określiła "Impuls", krótko streściła o czym jest, lub jakie wrażenie na mnie zrobił, miałabym wielki problem. Jest to książka, którą ciężko zaklasyfikować od razu, wepchnąć w ramy, czy przypisać pod oklepane już hasła.
Gdy zaczęłam czytać uderzyła we mnie myśl, że chociaż jest to thriller, to zawiera wątki innego gatunku między innymi obyczajowego, kryminalnego, psychologicznego. Lubię to:) lubię gdy autor nie trzyma się sztywnych ram, wychodzi poza schemat i pozwala ponieść się słowom i historii, którą tworzy.
Autorka dała mi się poznać za sprawą swojej poprzedniej powieści "Sznur" i już wtedy wiedziałam, że między nami zaiskrzy. Zauważyłam dobre pióro, bogatą wyobraźnię i oryginalność, której dzisiaj na polskim rynku brakuje. Otrzymując propozycję objęcia patronatem "Impulsu" myślałam, że wiem mniej więcej czego się spodziewać, wydawało mi się, że Jolanta Żuber da mi coś podobnego, trochę już znanego z poprzedniego razu. Nic z tego, to była istna bomba!
Zacznę od tego, że historia którą dostałam wywołuje niesamowite emocje. Początkowe rozdziały wzbudziły we mnie litość, a także szczyptę matczynych uczuć, które rozwijają gdy tylko w fabule pojawiają się dzieci. Tomasza nie sposób nie obdarzyć sympatią, nie pochylić się nad jego losem i w duchu zapłakać.
Nie tylko on sprawia, że serce zabije mocniej. Zarówno matka Tomasza, jak i Anna, pozornie dwie różne postacie, sprawiają, że budził się we mnie demon. Miałam chwilami ochotę krzyczeć, potrząsnąć nimi, ostudzić ten ogień, który i we mnie zaczął się rozpalać. Braku napięcia nie mogę odmówić. Dodatkowo wykreowana fabuła niesamowicie wciąga, a noc zarwałam z przyjemnością :)
Autorka przedstawia swój świat tworząc plastyczne opisy, bardzo realistyczne, strach bohaterów jest naszym strachem, ich płacz i nas ściska za gardło, rozwijająca się akcja przyspiesza bicie serca, dzięki temu przez "Impuls" się płynie. Podobało mi się ukazanie uczuć chłopaka w spektrum autyzmu, jego niepewność i lęk, a także obawa rodziców o jego losy, tęsknota, walka. Ciekawym zabiegiem okazał się powrót do przeszłości, wplecenie między rozdziałami historii z pamiętnika. Czytałam te fragmenty z zapartym tchem.
W swoim życiu przeczytałam już ogrom książek w tym gatunku, nie jestem ich nawet w stanie zliczyć. Z tego względu cały czas z tyłu głowy miałam swoje wyobrażenie na temat zakończenia. Nie zgadłam :) dosłownie dostałam kopa prosto w splot słoneczny. Autorka mnie zaskoczyła i sprawiła, że serce zmieniło się w papkę. Nie tego się spodziewałam, ale dzięki temu wiem, że historia utrwali się w mojej pamięci na bardzo długo.
Jestem też przekonana, że od tej pory wyprawy na grzyby będziecie traktować zupełnie inaczej niż do tej pory! Polecam