Wrocław, lata 60. Dla Adeli, Józki i Nelki Lwów staje się już tylko odległą przeszłością, niewyraźną jak dobry sen, jak piękna melodia z dawnych lat. Serca trzech sióstr zaczynają bić wrocławskim rytmem. Mimo PRL-owskiej szarzyzny kiełkuje w nich nieśmiała miłość do miasta, które je przygarnęło. Nowe wrocławianki z poświęceniem wychowują najmłodsze pokolenie. Ada postanawia zawalczyć o siebie, chce zapewnić sobie i dzieciom choć odrobinę szczęścia. Podejmuje trudne, bolesne decyzje, z którymi zbyt długo zwlekała. Praktyczna i gospodarna Józia w końcu zdobywa się na to, by spełnić marzenia i pójść za głosem serca. Petronela, nowoczesna młoda kobieta, samotnie zmaga się z cieniami przeszłości. Okrutny prześladowca próbuje skrzywdzić najbliższych jej ludzi, więc najmłodsza Szubówna musi wiele poświęcić, by wreszcie się wyzwolić. Tymczasem pomoc nadchodzi z zupełnie niespodziewanej strony…
Kolejna część historii z życia sióstr czyta się szybko i przyjemnie, tak jak poprzednie części. Oceniam ją minimalnie niżej, bo narracja wydawała mi się bardzo pospieszna i nierówna. Miałam wrażenie, jakby autorka chciała wcisnąć jak najwięcej w karty książki. Bardzo cieszy mnie czytanie opowieści, które dzieją się w moim ukochanym mieście.
Trzecia część z serii “Dwa miasta”. Adela po rozwodzie musi zaplanować życie od nowa. Józia dostaje szansę na zaznanie szczęścia oraz pokonania lęków. A Nela stara się pokonać wiele kłód, które los rzuca jej pod nogi. Wraz z tym toczą się losy młodego pokolenia, starającego się patrzyć na świat z optymizmem.
Kolejna część z serii o siostrach Szuba, która według mnie jest chyba najbardziej pozytywna z całego cyklu. W końcu każda z nich wychodzi na prostą. Oprócz tego nareszcie w ich życiu, pomimo czasów PRL-u, dochodzi do szczęścia i dobrobytu. A nawet znalezienia drugich połówek. Całkowicie inaczej niż w poprzedniej części. I bardzo dobrze, bo ile może w życiu iść pod górkę!
Nie da się jednak ukryć, że w tej części najwięcej pojawia się Adela i jej dzieci: Róża i Tadek. Trochę mi szkoda braku większej ilości wątków z życia Józki i Nelki. Pojawiały się tylko, gdy dochodziło do dużych zmian, ale pomiędzy tym nie za dużo o ich przystosowaniu do nowej rzeczywistości. Dodatkowo Nela jest prawnikiem, ale o jej pracy tak naprawdę nie wiadomo nic. Tak jakby, wraz ze zanikiem problemów w ich życiu, one same również zaczęły znikać. A szkoda, bo ich historie wydają się równie ciekawe.
Całość, tak jak w przypadku poprzednich części, czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Nie da się też ukryć, że historia jest bardzo wciągająca. Pomimo dość dużego spokoju w życiu bohaterów, nie da się nudzić. I ledwie sięgnęłam po książkę, zaraz byłam przy epilogu. W tym wszystkim czuć jednak dobrze lata komunistyczne zwykłego człowieka. Ograniczona liczba jedzenia, paczki z zagranicy, czy załatwienie sprawy “prezentami” to część z życia sióstr, która przy tym jest bardzo prawdziwa.
“Pozdrowienia z Wrocławia” to chyba najprzyjemniejszy tom z serii o siostrach Szuba. Widać w nim dobre dni, które nastały po ostatnich latach. I chociaż brakowało mi tutaj większej ilości wątków z życia Józi i Neli, to myślę, że warto przeczytać tę część, jak i poprzednie z serii “Dwa miasta”. Zwłaszcza jeśli jest się fanem sag rodzinnych lub obyczajówek z elementami historycznymi. Natomiast moja ocena to 7/10.
Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Publicat S.A!
Po "Lwowskiej kołysance" i "Wrocławskich tęsknotach", będących częścią cyklu Dwa miasta autorstwa Moniki Kowalskiej, sięgnęłam po tom trzeci pod tytułem "Pozdrowienia z Wrocławia". Z wielką przyjemnością wróciłam do świata Szubów, a właściwie sióstr Szubówien.
Akcja powieści rozpoczyna się w latach sześćdziesiątych we Wrocławiu, gdzie mieszkają siostry Szuba: Adela, Józka i Petronela. Dziewczęta już zadomowiły się w tym mieście, które przyjęło je, kiedy wraz z rodzicami wyruszały w nieznane z ukochanego Lwowa. Oprócz wędrówek po Wrocławiu, za sprawą córki Adeli, Róży, traficie również na chwilę do Rabki.
Tym razem mamy mniej emocji, a więcej życia i szarej codzienności pełnej problemów, z którymi siostry muszą sobie poradzić. Każda z nich ma swoje dylematy i dręczące je strachy przeszłości, z którymi muszą się zmierzyć. Adela podejmuje bardzo ważną dla siebie i dzieci decyzję, z którą zwlekała bardzo długo. Józia w końcu odważy się zawalczyć o spełnienie własnych marzeń, a Nela pójdzie za głosem serca. Czy siostry Szuba znajdą szczęście po latach trudów?
Autorka świetnie uchwyciła ówczesne realia i klimat epoki PRL-u. Sytuacje które przytrafiają się siostrom oraz dzieciom Adeli, są bardzo realistyczne, czasami humorystyczne, innym razem smutne i rozdzierające serce. Bardzo budująca jest więź, która łączy siostry. Wspierają się, doradzają sobie wzajemnie, proszą o pomoc, kiedy jest taka potrzeba, myślą o sobie, jednym słowem kochają się.
Znów nie znam miasta, w którym toczy się akcja powieści, ale sądzę, że wszystkie miejsca, w których pojawiają się bohaterowie, są prawdziwe i świetnie opisane. Dla kogoś, kto zna Wrocław, będzie to wyjątkowa wycieczka w przeszłość.
Chociaż ten tom miał być ostatnim, dopełniającym losy rodziny i zamykającym wątki, to już niedługo pojawi się tom czwarty, którego jestem bardzo ciekawa.
Kolejny bardzo udany tom! Tutaj mogę pokusić się o stwierdzenie, że seria Pani Moniki przypomina mi nieco "Stulecie Winnych", daje się odczuć podobny klimat powojennej Polski i losów Polaków. Akcja bardzo przyjemnie się toczy, losy bohaterów niekiedy bawią, smucą, a nawet wprowadzają nutkę grozy. Wszystko to tak trafnie osadzone jest w polskiej historii i oddaje nastrój dawnych lat.