Uch... do około 80% szło na mocną piąteczkę.
Dużo poważniejsza niż część pierwsza - świetni bohaterowie, fajna chemia i interakcje między nimi, powolne uczenie się nawzajem i poznawanie.
Mal to taki bohater, którego ma się ochotę mocno przytulić - doświadczony w zły sposób przez życie, ostrożny w swoich relacjach ze wszystkimi, skryty, starający się robić wszystko sam, bez niczyjej pomocy, ale jednocześnie naprawdę dobry, dobry człowiek. Opiekuje się matką - płaci za jej pobyt w ośrodku, choć każda interakcja z personelem opieki wywołuje u niego ataki paniki. Tiaaa... mamma nie była dobrą mamą, to klasyczny niestety katol, który duuuużo złego wyrządził swojemu synowi. I niestety, w związku z demencją, nie pamięta tego - w przeciwieństwie do Mala... Henrik to samotny człowiek sukcesu - samotny na własne życzenie. Dwadzieścia lat przygotowywał się na całkowitą utratę wzorku, niezależność była dla niego najważniejsza - udowodnienie wszystkim, że jako niewidomy i tak da sobie radę. Nie przyjmuje pomocy od nikogo, oprócz swojego asystenta, którego zna od lat i który tak naprawdę jest jego jedynym przyjacielem. Nie zwierza się nikomu, rodziców trzyma na dystans. Eskorta, którą wynajmuje, ma tak naprawdę zapewnić mu przede wszystkim towarzystwo - seks jest rzeczą wtórną. I Mal, który zostaje wynajęty do tej właśnie pracy, zmienia wszystko - bo jest inny...
Uwielbiałam, jak zaczynali się poznawać, jak ostrożnie stawiali kroki wokół siebie, jak opiekowali się sobą - Henrik Malem choćby podczas ataków paniki, zaś Mal Henrikiem podczas ataków migreny.
I było super - do mniej więcej 80%...
Przy takim ustawieniu historii, spodziewałam się od samego początku, że nastąpi "obowiązkowe" rozstanie. I to było okej, bo właściwie sama konstrukcje fabuły sprawiła, że było to właściwie nieuniknione. Autorka przez cały czas, niemalże od początku, rzucała niezbyt subtelne wskazówki, co by to mogło być. I miałam jednak nadzieję, że mnie zaskoczy, że te sugestie się nie sprawdzą... Niestety, poszła na łatwiznę i po linii najmniejszego oporu. Nie było zaskoczenia, można było przewidzieć ze 120% pewnością, dlaczego tak się stanie... A potem szybciutko usiłowała to załatać i naprawić. I zrobiło się dość mocno ckliwie... I rozwaliło mi obiór książki, która leciała na piąteczkę 😕
Zatem cztery mocne gwiazdki - na "mocne" przysłużyły się kociaki 😁