Jump to ratings and reviews
Rate this book

Szczegóły znaczące

Rate this book
Tu i teraz. Gdzieś, kiedyś i zawsze. Nikt inny nie potrafi łączyć tych wymiarów czasu tak jak Hanna Krall. Z dbałością o każdy szczegół. Widma Zagłady przenikają się z dramatem dzisiejszych wojen. Wracają dawne traumy, ożywają lęki i nadzieje. Wielkie postacie historyczne ustępują miejsca zwyczajnym ludziom, cichym bohaterom codzienności.

Świat zapada się w naszej pamięci nieustannie i na zawsze. Świat jest jak zbombardowany dom, z którego udało się uratować klamkę. Został nam tylko ten mosiężny szczegół. Klamka zaświadcza, jaki dom był piękny i wielki. Albo jaki nie był. Szczegół, jak może, ratuje nam świat.
Mariusz Szczygieł, ze wstępu


Tadeusz Różewicz, Anna Walentynowicz, Kalina Jędrusik, Agnieszka Osiecka, Josif Brodski, Krzysztof Kieślowski, Ewa Hołuszko, ksiądz Adam Boniecki – to tylko kilka osób występujących w tej książce. Hanna Krall kolekcjonuje słowa, zdarzenia i przedmioty. Nadaje znaczenie rzeczom i szczegółom banalnym. Zapisuje dialogi, układa sceny prywatne. Rysuje żywe portrety, dzięki którym głosy opisywanych ludzi stają się słyszalne. Za pamięci – żeby nie pozwolić zapomnieć.

Zeszli z barykad, cokołów i scen. Niczego nie udają, są zmęczeni. Nie to, że ich podglądam. Po prostu – jestem w pobliżu. Tak się złożyło, że jestem.
(fragment książki)

272 pages, Hardcover

First published October 12, 2022

9 people are currently reading
169 people want to read

About the author

Hanna Krall

67 books110 followers
Urodziła się w Warszawie w rodzinie żydowskiej. Podczas II wojny światowej zginęło wielu członków jej najbliższej rodziny. Wojnę przeżyła tylko dlatego, że była ukrywana przed Niemcami. Cudem została ocalona w czasie transportu do getta. Holocaust i losy Żydów polskich z czasem stały się głównym tematem jej twórczości.

Od 1955 r. pracowała w redakcji "Życia Warszawy", od 1966 r. w "Polityce", której korespondentem w ZSRR była w latach 1966-1969. Reportaże z ZSRR wydała w tomie Na wschód od Arbatu.W latach 1982-1987 była zastępcą kierownika literackiego Zespołu Filmowego "Tor". Na początku lat 90. związała się z Gazetą Wyborczą.

Światową sławę przyniósł jej oryginalny w formie wywiad z Markiem Edelmanem Zdążyć przed Panem Bogiem (1977). Ostatnie zbiory reportaży to m.in. Trudności ze wstawaniem (1990), Taniec na cudzym weselu (1994), Dowody na istnienie (1996), Tam już nie ma żadnej rzeki (1998), To ty jesteś Daniel (2001). Cztery ostatnie w 2007 r. zebrała w książce Żal. Jest także autorką minipowieści: Okna, Sublokatorka, Wyjątkowo długa linia, Król Kier znów na wylocie.

Jej teksty były podstawą scenariuszy filmów Krótki dzień pracy Krzysztofa Kieślowskiego i Daleko od okna Jana Jakuba Kolskiego.

W 1999 r. otrzymała Nagrodę Wielką Fundacji Kultury, jedno z najbardziej prestiżowych wyróżnień przyznawanych w Polsce. Jej twórczość przetłumaczono na wiele języków. Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

W 2005 r. została nominowana do Nagrody NIKE za książkę Wyjątkowo długa linia. Jej książka "Król Kier znów na wylocie" w 2007 roku została nominowana do Literackiej Nagrody Środkowoeuropejskiej Angelus. W tym samym roku okazał się wywiad - rzeka pt. "Reporterka. Rozmowy z Hanną Krall" Jacka Antczaka i książka pt. "Żal" zawierająca reportaże z pięciu poprzednich zbiorów. W 2008 "Król kier znów na wylocie" został uznany w plebiscycie księgarzy, czytelników i bibliotekarzy za Książkę Roku 2006.

Dzieła

* Na wschód od Arbatu, Iskry, Warszawa 1972
* Zdążyć przed Panem Bogiem, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1977
* Sześć odcieni bieli, Czytelnik, Warszawa 1978
* Sublokatorka, Libella, Paryż 1985, Kraków 1985 (pierwszy przedruk w drugim obiegu)
* Okna, Aneks, Londyn 1987, Warszawa 1987 (przedruk w drugim obiegu)
* Trudności ze wstawaniem, Warszawa 1988 (w drugim obiegu). Wydanie oficjalne (łącznie z powieścią Okna), Alfa, Warszawa 1990
* Hipnoza, Alfa, Warszawa 1989
* Taniec na cudzym weselu, BGW, Warszawa 1993
* Co się stało z naszą bajką [opowieść dla dzieci], Twój Styl, Warszawa 1994
* Dowody na istnienie, Wydawnictwo a5, Poznań 1995
* Tam już nie ma żadnej rzeki, Wydawnictwo a5, Kraków 1998
* To ty jesteś Daniel, Wydawnictwo a5, Kraków 2001
* Wyjątkowo długa linia, Wydawnictwo a5, Kraków 2004
* Spokojne niedzielne popołudnie, Wydawnictwo a5, Kraków 2004
* Król kier znów na wylocie, Świat Książki, Warszawa 2006
* Żal, Świat Książki, Warszawa 2007
* Różowe strusie pióra, Świat Książki, Warszawa 2009
* Synapsy Marii H., Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020
* Jedenaście. Wydawnictwo a5, Kraków 2024

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
19 (21%)
4 stars
37 (42%)
3 stars
25 (28%)
2 stars
4 (4%)
1 star
2 (2%)
Displaying 1 - 13 of 13 reviews
Profile Image for Senga krew_w_piach.
828 reviews108 followers
December 16, 2022
Wiecie jak to jest, kiedy długo o kimś nie myśleliście, a potem nagle jakiś wyzwalacz sensoryczny, skojarzenie, albo wydarzenie sprawia, że ta osoba staje wam przed oczami jakby była obok, w bardzo precyzyjnym wspomnieniu, które pozornie wydaje się jakimś szczegółem bez znaczenia, a jednak w jakiś sposób było dla was na tyle znaczące, że to właśnie ten moment, spośród wielu wspólnych, żyje nadal w waszej pamięci?
Z takich właśnie przebłysków pamięci zbudowana jest najnowsza książka Hanny Krall. Pierwotnie opublikowane na łamach Tygodnika Powszechnego felietony (choć w zasadzie mówimy tu raczej o mini reportażach, bo dostajemy czyste fakty, do tego bardzo poważne), opowiadają o osobach, które są dla reporterki ważne, wszystko jedno czy znała je osobiście, czy z opowieści. Są to swego rodzaju memorabilia, czasem epitafia, zapiski z notesu „ocalić od zapomnienia”. Nie wszyscy bohaterowie już nie żyją, ale czytając nie da się nie mieć wrażenia, że zbiorek ten jest jakiegoś rodzaju pożegnaniem. Być może reporterka, która opisuje końce pewnych światów - tego w czasie Holokaustu, tego w 1968, w 1980 i tego, który kończy się trochę dziś, kiedy kolejne satelity, które zawsze były na naszym nieboskłonie spadają z orbity - czuje, że dla niej też czas powoli się kurczy (życzę jej jeszcze wielu wspaniałych lat życia oczywiście!), więc musi zadbać o to, żeby te znaczące dla niej szczegóły nie odeszły wraz z nią. Kto wie, czy ich waga nie jest ponadczasowa i nie niesie wiadomość dla świata, szkoda, żeby przepadła.

Miniaturki zebrane w „Szczegółach znaczących” napisane są ekstremalnie po Krallowemu - liczba słów ograniczona jest do absolutnego minimum, czasem to nie są nawet zdania, czysty tekst, bez ozdobników, bez emocji i bez subiektywizacji. Sens ukryty jest pod powierzchnią, pomiędzy wierszami, ważniejsze jest to co niedopowiedziane, a przywołane mignięcia rzeczywistości są drogowskazami, które mają nas zaprowadzić do sedna. Nie jest to łatwe, konieczna jest znajomość historii Polski, obycie kulturowe, a przede wszystkim zerknięcie na listę nazwisk, która znajduje się na początku ebooka.
Bowiem choć każdy rozdział jest o konkretnej osobie Krall postanowiła nie ujawniać od razu bohaterów, najpierw ma wybrzmieć historia. To pozwala podkreślić uniwersalizm opowieści. Nie wiem czy ta metoda sprawdziła się w przypadku każdego reportażu w zbiorze - na mnie nie zawsze działała.
To co doceniam szczególnie to ludzki wymiar wspominanych postaci - nikt tu nie jest czarnobiały i stawiany na piedestale. Podobnie jak w przypadku użytego w felietonach języka, który nie wartościuje, osoby przywoływane w „Szczegółach znaczących” nie zostają przez reporterkę poddane ocenie. Co zrobi z tym czytelnik - czy zaakceptuje fakty takimi jakimi są, czy będzie się buntował - to już świadczy o nim samym.

Chociaż mam ogromny szacunek dla pracy Hanny Krall i bardzo cenię wszystkie jej teksty, tym razem miałam wrażenie, że pewne historie są znaczące głównie dla samej autorki, mnie nie obeszły w ogóle. Do tego sama narracja, choć uwielbiam takie surowe pisanie, przez swoją powtarzalność i minimalizm, w pewnym momencie zrobiła się dla mnie nużąca i straciłam zainteresowanie kolejnymi opowieściami.
Dlatego mam dla was dwie rady:
⁃ Nie czytajcie tej książki zmęczeni i w kiepskiej kondycji psychicznej, bo wtedy szybciej was znudzi
⁃ Nie czytajcie zgromadzonych tu tekstów ciurkiem, bierzcie książkę do ręki w razie wolnych pięciu minut i dawkujcie sobie po jednym, nie będą się wam zlewać i każdy będzie mógł właściwie wybrzmieć.
Podejrzewam, że spełnienie tych warunków pozwoli Wam w pełni docenić wyjątkowy kunszt królowej polskiego reportażu i te chyba najbardziej osobiste z jej tekstów.
Ja może kiedyś, w lepszych czasach, jeszcze do nich wrócę.

Ebooka dostałam od księgarni Woblink:
https://woblink.com/ebook/szczegoly-z...
Profile Image for Julia Zając.
90 reviews
April 6, 2023
Bardzo dobra książka, pierwszy raz podoba mi się zbiór opowiadań. Gdzieniegdzie się wzruszyłam.

8.5/10
Profile Image for Anna.
35 reviews
January 20, 2025
Forma reportażu nawiązuje do poezji, ciekawa forma, bardzo skondensowane rozdziały
Profile Image for Kinga Dusiewicz.
20 reviews
May 21, 2025
bardzo wdzięczny i ładny zbiór małych reportaży/wspomnień(?)
naprawdę lovely
Profile Image for Wojciech Szot.
Author 16 books1,453 followers
November 13, 2022
“Synapsy Marii H.”, poprzednią książkę Hanny Krall, przeczytał Grzesiek spod Dąbrowy, o czym autorka uprzejmie donosi w “Szczegółach znaczących”.

Grzesiek jest “polonistą i wszystko czyta”, książka mu się podobała, ale - jak stwierdza autorka - “jego pochwały się nie liczą”. - Musiała się podobać, bo był uczniem mamy Marysi H., młodszej z dwóch bohaterek - pisze Krall.

“Synapsy…” przeczytali również: Heniek z Australii, Ania, która uczy matematyki, Aleksander H. z Ligoty, wreszcie sama Maria H., która do książki podobno zajrzała, ale “odłożyła, bo smutna”. Ich opinie też się nie liczą.

Niczego o mnie nie ma w “Szczegółach znaczących”, zatem się wypowiem.

- - -

Miała chudą twarz, “sterczące w uśmiechu zęby” i kościstą lewą nogę “w czarnym ciężkim bucie”. Ostatni raz widział ją w szpitalu.

Napisał do niej list-wiersz.

“nieprzytomna dziewczynka z niebieskimi żyłami pod namiotem tlenowym”

Adresatka nie żyła od wielu lat, co nie przeszkodziło poecie poinformować jej, że “Hitler już umarł”, a “wojna w Hiszpanii już dawno się skończyła”.

Może pisząc do zmarłych warto im opowiedzieć trochę świata, którego nie doczekali?

Nosimy ze sobą - jak pisała Joan Didion - “prywatne ekrany pamięci”. Obrazy przeszłości wyświetlają się nam przypadkowo, w kolejności wcześniej nieustalonej, chaosie niełatwym do opanowania, ze szczegółami będącymi częściej jak rozsypane puzzle, niż zgrabnie ułożone mozaiki. Zadaniem reportera jest porządkować, układać, szukać scalających je znaczeń.

Krall zatytułowała zbiór tekstów publikowanych wcześniej w “Tygodniku Powszechnym” zaskakująco. Czy ktokolwiek by przypuszczał, że reporterka zajmie się “szczegółami” pozbawionymi znaczeń? Zgodzimy się, że to raczej niemożliwe.

Może zatem nie chodzi tylko o szczegóły, które mają jakieś znaczenie dla historii, ale szczegóły, które naznaczają? Bohaterów, opowieść i historię. Ale też sposób opowiadania, czy to będzie “bajka dzieciństwa”, “scena żałująca”, “scena prywatna”, a może “historia częściowo miłosna”, jak mówią nazwy mikrocykli tekstów Krall zawartych w tym zbiorze.

Szczegół w postaci rękawiczek o kolorze będącym “wspomnieniem po bieli” mówi coś nie tylko o jej właścicielce, sławnej polskiej śpiewaczce, czy rzemieślniku, który przechował je mimo tego, że podczas wojny mógł mieć ważniejsze rzeczy do pilnowania. Galanteria staje się opowieścią o czasach, przypomina - jak pisze Krall - “świat który był”, ale staje się też ostrzeżeniem przed światem, który następuje. Rękawiczka - szczegół, który naznacza pamięć, uruchamia prywatne ekrany pamięci.

Didion napisała w “Białym albumie”, że “żeby żyć, opowiadamy sobie historie”. Szczygieł we wstępie do “Szczegółów…” pisze, że szczegóły “pozwalają przeżyć”. Krall zaś udowadnia w tej książce, że tak Didion, jak i Szczygieł mają rację - opowiadanie o szczegółach pozwala żyć. Jolanta Brach-Czaina w “Szczelinach istnienia” daje wykład ontologii szczegółu, pisząc że istnienie człowieka ma nierówną gęstość. Natężenie istnienia zależy od “zdarzeń zawęźlających”, a więc tych Krallowsko-Szczygłowych szczegółów.

Brach Czaina: “Nie warto więc spierać się o to, czy są ośrodkami ciała czy ducha, źródłami cierpienia czy radości, punktami znaczącymi życie czy śmierć. Są tym wszystkim właśnie. (...) Warto te punkty pilnie obserwować, śledzić ich zmienne spontaniczne życie, ponieważ decydują o istnieniu. A przecież ostatecznie naszym celem jest nie samowiedza, lecz samo istnienie”.

Opowiadamy, by żyć.

Szczegóły prowadzą życie bardzo spontaniczne. Sporadycznie wyświetlają się na naszych ekranach pamięci lub ożywają w tekstach reporterskich.

Szczegółów w tej książce bez liku. Każdy z nich prowadzi do opowieści o kimś, z kim reporterka miała okazję się spotkać, porozmawiać. Niekoniecznie zaprzyjaźnić. Nie jest to “Aleja Przyjaciół” jak u Iwaszkiewicza, choć i tak można “Szczegóły znaczące” miejscami traktować. To raczej zbiór krótkich reportaży, w których Krall wraca do ważnych - dla siebie i jej tekstów - spotkań, by jeszcze raz, a czasem po raz pierwszy, coś o nich napisać. I jest to pisanie bardzo zdystansowane, żartobliwe wobec przeszłości. Bo czyż nie jest ironicznym tytuł jednego z mikrocykli, “Sceny częściowo kombatanckie”?

Pisząc o księdzu Bonieckim relacjonuje Krall jedno z kazań byłego naczelnego “Tygodnika Powszechnego”. W czytaniu z ewangelii było o tym, jak “przyszli poganie, żeby pokłonić się Jezusowi”, ale zanim do niego dotarli, spotkali Filipa “i prosili go: panie chcemy Jezusa widzieć. Szedł Filip i powiedział Andrzejowi, a Andrzej zasię i Filip powiedzieli…”, pisze Krall, ironizując z tej telenowelowej narracji ewangelisty.

Czy poganie dotarli w końcu do Jezusa i dlaczego najpierw musieli spotkać się z Filipem - pyta Bonieckiego reporterka? Ksiądz tłumaczy i dodaje: “A ty oczywiście uważasz, że to nieprawda”. - Na odwrót. W nieprawdzie wszystko jest starannie poukładane. Jak mówią bez sensu i nie wiadomo dlaczego, to mówią prawdę - odcina się Krall. Wydaje mi się, że warto to zdanie przypominać sobie, gdy słuchamy polityków - gdy mówią bez sensu, to niestety mówią swoją prawdę.

Reporterskie portrety, niekiedy bardzo migawkowe, czasem obszerniejsze, budują w swoim pozornym chaosie spójną całość. Są tu Różewicz, Walentynowicz, Brodski, czy Ewa Hołuszko. Każdy tekst jest - jak przystało na Krall - wycyzelowany, dopieszczony literacko, z wewnętrzną logiką i pointami nienachalnie zaskakującymi czytelnika.

Krall w “Szczegółach…” nadto często odwołuje się do naszych ekranów pamięci, licząc (a może już i nie licząc?), że coś jeszcze pamiętamy. Dlatego wciąż obecne są u niej niemal poetyckie skróty (choć może dzisiaj byśmy powiedzieli - hasztagi?), minimalizowanie języka do rzeczowników i równoważników zdania, haseł ze słownika. Pisze o Dejmku:

“Dziady” zdjęto.
Protesty. Studenci. ZOMO.
Marzec.
1968.

Czy trzeba coś dodawać? Być może. I nawet Hanna Krall wie, że czasem może powinna.

Ale nie chce.

Pisząc o willi, w której odbywała się konferencja w Wannsee, zauważa: “Jeśli młodzi czytelnicy nie wiedzą, o jakiej willi mowa, niech wygooglują”. Krall to ma szczęście, nie musi pisać do gazety codziennej, w której do każdego nazwiska musimy dodawać z uporem maniaka choć najkrótszy biogram. “Jak powiedział brytyjski pisarz Salman Rushdie…” “Zdaniem byłego polskiego prezydenta Lecha Wałęsy…”. My tu w prasie nie wierzymy już nawet w młodzieży googlowanie. A Hanna Krall wierzy.

“Szczegóły znaczące” polskiej reporterki Hanny Krall układają się w książkę, w której znaleźć można kilka wątków spajających. Choć to nie takie łatwe, bo trochę tych historii, nazwisk i szczegółów tu za dużo, zwłaszcza gdy czyta się się "od deski do deski".

Po pierwsze pamięć - o tych, którzy za nami, ale też o czasach, w których niekoniecznie było przyjemnie. Jednak wspomnienie przeszłości wydaje się tu mniej dramatyczne niż w poprzednich książkach Krall. “Szczegóły…” są pełne zrozumienia dla horroru historii, tragizmu przeżyć, znajdujemy akapity pełne ironii i poczucia, że było, jak było - stało się, przeszłe dramaty powoli wygasają i choć wciąż bolesne, dają się opowiadać już inaczej, z łatwo dostrzegalnym dystansem.

Dla Krall w “Szczegółach…” ważne staje się przyglądanie temu, jak opowiadamy o przeszłości i które warianty narracji wybieramy. Zauważa, że heroiczny mit się wyczerpał, a mimo to “pozostał jeden wariant, który narzucono całej Polsce. Bez trudu zresztą, bo do tego heroicznego wariantu najmilej się przyznać”. Jej bohaterowie już “zeszli z barykad, cokołów i scen”, teraz “niczego nie udają, są zmęczeni”. Zmęczeni, ale wciąż pamiętliwi, żyjący w czasie teraźniejszym tylko pozornie.

Doskonale widać tę dychotomię w świetnym tekście “Ktoś inny”, którego bohaterką jest Ewa Hołuszko, dawna działaczka Solidarności, która dokonała tranzycji. Bohaterka, której wielu dawnych towarzyszy próbuje nie dostrzegać. Krall zdając sobie sprawę z dramatyzmu tej historii, daje jej optymistyczną ramę - przemówienia do strażaków podczas rocznicowych obchodów, w którym osoba mówiąca (nie wiemy kim jest i czy w ogóle jest) wspomina Hołuszko i żąda od słuchających, by uznali, że “tu jest jej miejsce”. Nadzieja, zamiast beznadziei. Coś u Krall wcale nie tak oczywistego.

“Szczegóły znaczące” są również opowieścią o samej Hannie Krall, która tylko poprzez historie innych ludzi opowiada nam siebie. Jak pisze w jednym z tekstów, skoro Polański mógł opowiadać o tym, że się “moczył”, to ona ma prawo mówić, że “siusiała”, choć “siusianie, nawet wojenne, wydawało mi się nieco wstydliwe”. To zaskakujące, że ktoś taki jak Hanna Krall, potrzebuje Romana Polańskiego, by coś opowiedzieć. Ale cóż - nie każdy musi być forpocztą opowieści o siusianiu.

Gdy przysłuchuje się debacie Marka Edelmana ze Stanisławem “Orszą” Broniewskim, naczelnikiem Szarych Szeregów, zapisuje: “usłyszeliśmy, że człowiek w cierpieniu nie staje się lepszy. Na odwrót. Głupieje, niestety i nikczemnieje”. I kontruje: “Ale tego domyślaliśmy się już wcześniej”. Krall, która niejedno cierpienie obserwowała, a i niejedno przeżyła, mówi czytelnikom - ja to już wiem. Wie jednak, że czytelnik niekoniecznie ma do tych prawd bezpośredni dostęp. I tylko dlatego je zapisuje.

Światopogląd reporterki nie jest poukrywany. Jest oczywisty poprzez dobór bohaterów, opowiadanych historii. A jednak czasem przebija się wyraźniej. Gdy Anna Walentynowicz mówi do byłego sekretarza partyjnego, “jest pan taką samą ofiarą historii”, Krall dopisuje: “Chyba przesadza”. Przy innej okazji zauważa, że miłość bohatera do zwierząt wydaje jej się “za łatwa”. -Cykadę nietrudno kochać, ale co z miłością do zomowca? - pyta czytelników Krall w mikroreportażu “Historie częściowo miłosne. Szukanie”. Tekście o wybitnej konstrukcji, w którym szybko przechodzi się od słodyczy do goryczy. Polecam adeptom sztuki reporterskiej - dwie strony, a jakby biografia napisana.

Szczygieł napisał w przedmowie do “Szczegółów…”, że Hanna Krall pomaga opisywanym przez nią bohaterom i bohaterkom zbliżyć się do Absolutu. Absolutem jest - w tej ewangelii według Szczygła - bycie zapamiętanym, a to daje zapisanie w literaturze. “Bo każdy chce być zapamiętany”, pisze autor “Nie ma”, książki, w której też o pamięci przecież jest. Krall jednak gra z tą dość oczywistą prawdą wygłoszona przez Szczygła. W treści książki przeważnie nie dowiadujemy się - chyba, że sami się domyślimy, lub jednak gdzieś złapiemy w tekście nazwisko, czy inicjały - kim są bohaterowie i bohaterki tekstów Krall. Dopiero do spisu treści dołączono indeks nazwisk. Dzięki temu łatwiej można skupić się na samej historii, nie dopasowywać jej do osoby i jej publicznego wizerunku. Czasem też można zabawić się w zgadywanie tego, o kim Krall pisze.

“Cuda zdarzają się wszystkim, a reporterom najczęściej. Opisują świat, więc im się cudami odwdzięcza”, sentencjonalnie stwierdza w pewnym momencie polska reporterka Hanna Krall. Cuda dzieją się w tej książce, dostajemy zbiór tekstów, który - gdyby Hanna Krall pisała jak Didion o Morrisonie czy pani Reagan i mieszkała w słonecznej Kalifornii, albo szklano-metalicznym Nowym Jorku, byłby wydarzeniem na miarę światowej literatury.

Jak już znaleźliśmy się przy światowej literaturze, to poetą, który napisał list do swojej ciotki Rose i opowiedział jej przyszłą historię jest Allen Ginsberg, a wiersz ten jest jednym z ulubionych Hanny Krall. Tego dowiedziałem się oczywiście z reportażu, w którym autorka uważnie odnotowała, co jej gość wyciąga z księgozbioru. Nieborak szedł do szpitala, chciał poczytać. Wyciągnął Szekspira, Camusa, coś jeszcze. Co? Krall pamięta tylko gest i miejsce zdarzenia. Książki już są tam inne. Czyż jednak spójność księgozbioru nie wymaga czasem stawiania granic nawet ryzykując wyjście na osobę odrobinę nieczułą?

“Głupio mi się zrobiło, człowiek przecież szedł do szpitala.
No dobra, to weź, tylko tam nie zostawiaj.
A nie, rozmyślił się, zawziął, nie weźmie”.

Kieślowski zmarł kilka dni później. Jak pisze w innym miejscu Krall: “Życie nie zawsze wie, jak ma się toczyć. Może i niestosownie się potoczyło, ale…”. Po co Kieślowskiemu w szpitalu Camus? Może jak w wierszu - również przez Krall lubianego - Reznikoffa, “tylko po ciepło, nie światło”? “Szczegóły znaczące” to - zaskakująco - trochę książka i po ciepło, i po światło.

No, “tak jakoś mi wyszło to zakończenie”. To też z Krall.

Czytajcie!

- - -

Korzystałem z przekładów: Joan Didion, “Dryfując do Betlejem”, tłum. Mikołaj Denderski; “Biały album”, tłum. Jowita Maksymowicz-Hamann, wiersze Reznikoffa i Ginsberga w: “O krok od nich. Przekłady z poetów amerykańskich”, tłum. Piotr Sommer.
Profile Image for Józef Lorski.
52 reviews7 followers
May 4, 2023
„Wrzesień, Sowiety, pięć lat Pieczorłagu.
Wyrąb lasu, śnieg, wiatr, czterdzieści stopni. Pelagra.
Amnestia (układ Sikorski-Majski).
Pięć suszonych ryb, chleb i machorka, to na drogę.
I pustynia, i piasek, i upał, i szczury, i szczury, i szczury.
I wojsko. Polskie. Afryka Południowa.
Statek ‘Laconia’, konwój do Anglii, włoscy jeńcy.”
Wiadomo, że Hanna Krall z biegiem czasu pozbywa się w swojej prozie przymiotników. W „Szczegółach znaczących” zdarza się, że rezygnuje też z czasowników. Czytając powyższy fragment, ma się odczucie skrajnej kondensacji treści, ale czytelnik, dla którego świat opisywany przez reporterkę nie jest całkiem obcy, bez trudu wypełni ten obraz swoją wyobraźnią. Bo przecież poszczególne fragmenty jednostkowego losu bohatera reportażu-felietonu Krall znamy z innych opisów. Różnią się oczywiście, jednak dla niej ważny jest ten łańcuch zdarzeń, bardzo gęsty, by uderzyć w emocje czytelnika ostatnią sceną, też zwięzłą. A po niej pointa, jak muzyczne rozwiązanie: „I amnestia. I już. To wszystko.”
Teksty, które weszły do tej książki, były w większości (nie jestem pewien, czy wszystkie) publikowane od roku 2021 w Tygodniku Powszechnym. Dość regularnie, a że na ogół są bardzo krótkie, można by je nazwać felietonami. Ja nie mam wątpliwości, że są reportażami. Przeważnie mają pojedynczych bohaterów, konkretne osoby, często publicznie znane, bo funkcjonujące w kręgu sztuki czy polityki; czasem są to postaci występujące w poprzednich utworach Krall. Autorka przyjęła tu konwencję nieujawniania nazwisk w tekście. Jeśli ktoś się wcześniej nie zorientował, o kogo chodzi, może zajrzeć na koniec książki, gdzie jest spis rozdziałów i bohaterów w każdym z nich występujących. Jak rozumiem, reporterka chce tym zabiegiem przenieść uwagę czytelnika z konkretnej, często mu znanej osoby, na sens opowieści. Żeby nie potraktować jej jako ciekawej anegdoty, ale odczuć ciężar egzystencjalny, a czasem wręcz metafizyczny (znajdziemy tu np. tekst zatytułowany „O cudach”, Krall ma zresztą słuch wyczulony na zdarzenia i losy zadziwiające – na tym trochę polega jej wiara w cudowność świata i życia) przedstawionej historii. Tak czy inaczej, wszystko, o czym pisze autorka, jest zapisem czegoś, co się zdarzyło, często – o tym pisze we wstępie Mariusz Szczygieł – poprzedzone staranną, reporterską dokumentacją.
Trudno mi zachować obiektywność opowiadając o tej książce. Właściwie każdy tekst Krall budzi mój zachwyt, poruszenie. Większość tych krótkich utworów przeczytałem wielokrotnie, ciągle z podziwem i przyjemnością. Trzeba przy tym przyznać, że nie zawsze jest to lektura łatwa. Metoda pisarska Krall, tu doprowadzona prawie do skrajności, powoduje, że nie wszystko jest od razu jasne, czasem trzeba się zastanowić, np. kogo dotyczy kolejne zdanie czy równoważnik zdania. Młody czytelnik, nie znający niektórych realiów, będzie miał pewnie jeszcze więcej problemów. Krall zdaje sobie z tego sprawę, jednak nie chce z tego powodu iść na kompromis. W „Scenach prywatnych z Agnieszką O.” , pisząc o willi w Wannsee „ … możemy z daleka popatrzeć na willę, w której była konferencja”, wtrąca z ironią: „Jeśli młodzi czytelnicy nie wiedzą, o jakiej willi mowa, niech wygooglują.”.
Wiem, że są tacy, którzy dążenie Hanny Krall do jak największej skrótowości uważają za manierę. Na mnie ta metoda działa z wielką siłą. Np. fragment z tekstu biograficznego o Dejmku:
„Był furmanem i woził węgiel.
Uczył się w handlówce.
Śpiewał patriotyczne pieśni i czytał Słowackiego.
O szóstej rano służył do mszy.
Ukończył akowską podchorążówkę
Uczestniczył w wykonywaniu wyroków na zdrajcach i konfidentach.
Dużo czytał. Uczył się języków obcych.”
Tu każde zdanie jest jak uderzenie. Gdy ma się w pamięci, kim był Dejmek, jak niejednoznaczna jest ocena jego działalności artystycznej i politycznej w całym okresie powojennym, ten akapit (tak właśnie zapisany), działa o wiele mocniej, niż gdyby każde stwierdzenie zostało rozbudowane do, być może nawet interesujących, szczegółów.
W tych krótkich reportażach niezwykle ważną role odgrywają zakończenia, pointy. Właśnie dzięki kondensacji silniej wybrzmiewają. Opowieść o Toli Raszbaum, jednej z bohaterek „Ceny” Anny Bikont, zawiera Krall w półtorastronicowym tekście. Jedno zdanie o ojcu, potem bardzo krótko o wyprowadzeniu z getta, ukrywaniu się, domu dziecka, cioci. I końcówka:
„Wyznała, że nikt nie potrafi zrozumieć jej szczęścia, no nikt!
Otóż wyszła za mąż za mężczyznę, który nazywa się Wawrzyniak.
I ona nazywa się Wawrzyniak.
Wawrzyniak!
Żadna Raszbaum.”
A dalej jeszcze dwa zdania:
„Chociaż dziadek Raszbaum był bardzo dobry dla niej, przywiózł jej z Zakopanego czerwoną kamizelkę z dwiema wyszytymi szarotkami. Miała przy sobie tę kamizelkę przez cała wojnę, niedawno oddała ją do muzeum Polin”.
W tym zakończeniu zawiera się cały los Toli. Że chciała uciec od żydowskości, by przestać czuć się ofiarą antysemityzmu. Że wychowanie w polskiej rodzinie dało jej jakiś fundament polskości, ale i tak musiała się jednak ukryć – za polskim nazwiskiem, w małżeństwie. Że od przeszłości nie można się odciąć, że się do niej powraca, choćby do żydowskiego dziadka. I jeszcze jest tu odczuwalny cały skomplikowany splot tożsamości.
Bikont, której Krall oczywiście nie ukradła tej historii (zresztą zaczyna reportaż od zdania: „Bajka Anny Bikont”), wybrała na zakończenie wyznanie bohaterki na temat polskiej rodziny, która ją ukrywała, co w kontekście koncepcji całej „Ceny” jest logiczne. Ja zapamiętałem Tolę dzięki końcowemu akapitowi tekstu ze „Szczegółów znaczących”.
Hanna Krall pozostaje wierna etyce reporterskiej, która każe unikać oceny bohaterów, zostawiając ją czytelnikowi. Przeciwnie, wyczuwa się życzliwość w zasadzie dla wszystkich, a przecież są tu postacie z różnych środowisk, co szczególnie istotne w obliczu dzisiejszych podziałów. Jest ksiądz Boniecki, jest Tadeusz Różewicz, Anna Walentynowicz, Barbara Sadowska, Wanda Gościmińska, Marek Edelman, Czesław Bielecki, Józef Czapski, Kazimierz Dejmek, Natalia Gorbaniewska, Józef Cyrankiewicz. Autorka nie daje odczuć, że ktoś jest jej bliższy, a kogoś innego nie darzy sympatią. Pojawiają się we fragmentach Jerzy Urban, Mieczysław Rakowski, Kazimierz Kąkol. W reportażu „Sceny z życia wolontariusza W.” trafiamy na poruszający fragment. Reporter (H.K.?) chciałby porozmawiać o zdarzeniu w Buczy – pani Eugenia została, by ratować zwierzęta, psy, chodziła do studni prosząc rosyjskich żołnierzy, by nie strzelali; pewnego dnia przyjechał czołgiem młody żołnierz i przyniósł jej psa z prośbą, żeby się nim zaopiekowała. Pani Eugenia, już w Niemczech, nie chce o tym opowiadać. Reporter rozmawia z tytułowym wolontariuszem:
„Reporter, mówi wolontariusz, powinien wybierać.
Eugenia ratowała dziesiątki psów, pod ostrzałem po wodę chodziła, pociski rozrywały się u jej stóp, dziesiątki ratowała, a jakiś zbrodniarz tego jednego…
Panie Witoldzie.
Kto ratuje jedno życie…
Psów to nie dotyczy?
Nie, to nie.”
Jest bodaj tylko jeden reportaż, który zdradza silne zaangażowanie emocjonalne autorki po stronie bohatera. W tekście „Ktoś inny” pisze o Ewie Hołuszko. W 1981 roku Ewa, wtedy jeszcze jako Marek, była niezwykle ważną postacią dla strajku w Wyższej Szkole Pożarnictwa w Warszawie. Podczas uroczystości czterdziestolecia strajku nikt Ewy nie chce znać, nie chce podać ręki: „Nie ma cię, rozumiesz? Jesteś kimś innym.” Tym razem w zakończeniu narratorka wypowiada mocne słowa, ubierając je w formę przemowy, w której prorokuje, że będzie taka rocznica, kiedy Ewie zostanie oddana sprawiedliwość: „Będziecie wiedzieli – wtedy była i jest dzisiaj. Tu jest jej miejsce. Może nawet za prezydialnym stołem.”
Nie wiem, czy Hanna Krall w taką wizję wierzy. Ale na pewno opisując świat, wyciągając na pierwszy plan szczegóły, do których inni czasem nie przywiązują wagi, nie pozostaje obojętna na los swoich bohaterów.
Muszę wspomnieć też o wstępie Mariusza Szczygła. To tekst znakomity – o Krall, o jej stosunku do reporterskiej materii, o samej książce. Otwiera czytelnikowi wiele perspektyw, a napisany jest językiem niezwykle żywym, całkowicie pozbawionym fachowych terminów i mentorstwa, kunsztownie rozwijającym różne wątki i myśli. A jednocześnie tekst bardzo osobisty.

Profile Image for Irek Piecuch.
62 reviews6 followers
October 30, 2022
Opowieści Krall sa zawieszone pomiedzy proza a poezja. To nie sa reportaże choć opowiadaja o prawdziwych ludziach, autentycznych zdarzeniach. To zaproszenie do obecności w zyciu tych ludzi - w tych zdarzeniach. I kazdy z nas musi znalesc swoja droge przezycia tych historii. Nikt nie pisze tak jak Hanna Krall - nikt tak jak ona nie potrafi kondensowac rzeczywistosci. Kondesować tak że staje sie czysta radoscia, zalem, bolem, nostalgia i czym tam jeszcze.
Profile Image for Maria-Magdalena.
11 reviews1 follower
April 18, 2023
Wydaje mi się, że tę książkę zrozumie 15 osób (i ja nie jestem jedną z nich). Trochę jakby czytać komentarze nie znając treści posta. Wrócę tu za kilka lat jak będę już oświecona, może wypluję te herezje.
Profile Image for Anka M.
8 reviews
November 4, 2022
Oszczędne słowa, pełne emocji i refleksji. Jak zawsze porusza do głębi, a poetyckość tej prozy uwodzi.
Profile Image for Marta.
9 reviews1 follower
December 27, 2022
Krall jak zawsze niesamowita. Profesjonalistka. To już legenda reportażu.
Profile Image for Karolina W..
232 reviews3 followers
January 18, 2023
To niesamowite jak Hanna Krall buduje historie. Z jednej strony to suche, zminimalizowane w ilości słów reportaże/eseje a z drugiej są tak pełne, wartościowe - kompletne. Mistrzyni słowa.
Profile Image for nysanarysa.
382 reviews2 followers
August 26, 2023
'Zaczyna się zastanawiać - (...) - czy godność wyymaga spokoju. Bo może wcale nie. Może godność to obrona, awantura i hałas.'

Podobało mi się, ale miałam problem bo często nie wiedziałam o kim jest mowa w danym rozdziale
Displaying 1 - 13 of 13 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.