Vafara Dahle ma dwadzieścia cztery lata i rodzinne kłopoty. Przede wszystkim z matką, "panią idealną", która oczekuje od swojej córki wielu rzeczy, jakich ta nie chce, nie potrafi albo po prostu nie może jej dać. Na przykład samej siebie w ślubnej sukni. To, że Vafie nadal pozostaje singielką, nie jest wielkim zaskoczeniem dla Sutton Dahle; ot kolejny przykład na to, jak bardzo jej córka nie spełnia pokładanych w niej nadziei.
Może choć przy okazji wesela kuzynki Vafara zachowa się przyzwoicie i pojawi się na nim z odpowiednim mężczyzną u boku? Najlepiej z perfekcyjnym Marcusem, managerem w firmie transportowej, na myśl o którym dziewczynie robi się niedobrze... Ale Marcus jest tzw. dobrą partią, ma nienaganne maniery, dobrą pracę i jest wzorem wszelkich cnót, słowem ― to potencjalny idealny zięć. Czyli żaden materiał na męża. Zdesperowana Vafie postanawia się zbuntować i zrobić sobie tatuaż, którego Sutton oczywiście nie pochwali.
Czy czarna róża, którą między piersiami dziewczyny tatuuje Royce Faridan, odmieni jej życie na dobre?
4.5/5 Nie mówcie nic do mnie teraz. Ta książka była tak wspaniała. Byłabym w stanie przeczytać ją na jednym posiedzeniu gdyby nie szkoła. Główni bohaterowie są niezwykle dobrze wykreowani, odnosiłam wrażenie, jakby byli prawdziwymi ludźmi, których byłabym w stanie zaraz spotkać na ulicy. Stopniowo podczas czytania poznawaliśmy ich coraz bardziej, dowiadywaliśmy się o ich przeszłości i traumach. Ta książka wywołała we mnie tak wiele skrajnych emocji, co bardzo doceniam i biorę pod uwagę podczas oceniania. Jestem niezwykle ciekawa drugiej części i dalszych losów naszych cudownych postaci.
Jeju była cudowna, ale też niezwykle łamiąca serce. Nawet nie wiem co by po nim pozostało, gdybym mocniej przywiązała się do bohaterów, chyba nic. Nie jest to pozycja bez wad, bo niektóre zachowania mi lekko przeszkadzały, ale czy to jest tu tak bardzo istotne? Chyba nie. Krzywdząca, bolesna i piekna.
Ta książka jest jak róża, piekna, ale z ogromnymi kolcami, które próbują wbić się w każdy kawałek Waszej skory, gdy tylko ją dotkniecie.
Na pewno nie zostanie ze mną na jakoś supi długo, bo aż tak się do niej nie przywiązałam, ale myśle ze znajdzie osoby, które uszykują dla niej miejsce w sercu.
Bardzo ciężka, a razem cudowna lektura. Czytało mi się ją strasznie ciężko i wolno przez ten cały bol w niej zawarty. Nie rozumiem jak ktoś może kogoś tak skrzywdzić. Bardzo współczuje Vafie takiego życia i płakać mi się chve jak myślę o tym co przeszła. Ciesze się, że tak wyglądał koniec bo już myślałam, że skończy się to bardzo źle dla głównych bohaterow. Royce ty biedaku, mogę sobie tylko wyobrażać przez co przeszedles ale wiem nie chciałabym przeżyc tego nigdy w świecie. Książka przepełniona strasznym bolem i cierpieniem ale też piękna.
Nie potrafię nawet opisać słowami jak bardzo ta książka trafiła w moje serce i jak cholernie mocno stala się dla mnie ważna. Napisanie, ze utozsamialam się z bohaterami jest za dużym słowem, ale czułam z nimi jakąś więź, której nie czuje z innymi bohaterami z innych książek. Wylałam niesamowicie dużo łez na niej, ale tez było dużo dobrych i uroczych momentów, przez które miałam wzrusz totalny i ubolewałam, ze w rzeczywistości nie ma tak cudownych i wyrozumiałych facetów jak Royce. A jeśli są to naprawdę tylko garstka i z żadnym się jeszcze nie spotkałam. Historia Roy'a i Vafie jest piękna, ale i tez zabójczo bolesna.
To dla mnie coś zdecydowanie więcej niż 5 gwiazdek.
DNF 100STRON Lubię autorka i pewnie nie jest to zła książka, ale ja nienawidzę kiedy przez większość książki jest jakos wspominany/a były/była czy drepta jeszcze po tym świecie czy nie to po prostu nie dla mnie
EDIT: zmieniam na 1, bo ciężko mi znaleźć gorsza jak na razie XDD
Okej, ta książka nie jest najgorszą spośród tych, które ostatnio przeczytałam, ale zdecydowanie dużo jej brakuje do "dobrej" - Jeden z najpopularniejszych schematów ostatnio, czyt. toksyczne relacje bohaterki z matką, podchodzące pod znęcanie - Seattle, w którym ma miejsce akcja, jest chyba miniaturką tego prawdziwego, albo wszystko się dzieje na jednej ulicy, biorąc pod uwagę fakt jak często bohaterowie na siebie wpadają - Skoki czasowe wprowadzają straszny chaos, zwłaszcza przy słuchaniu audiobooka, bo tak było w mim przypadku - NARRACJA zdecydowanie jest największym problemem tej książki. "Opisy" są napchane wyliczankami i kompletnie nieistotnymi szczegółami. W scenach kiedy bohaterka się malowała, jeszcze tylko brakowało nazw marek kosmetyków i wyszedłby nam z tego tutorial. Analogicznie na przykład przy pieczeniu tortów — trzeba dorzucić jeszcze tylko konkretne miary składników i robi nam się z tego strona książki kucharskiej. Osobiście bardzo lubię szczegółowe książki, ale wtedy, kiedy te szczegóły czemuś służą, na przykład, kiedy uniwersum jest bardzo rozbudowane i bez tego nie byłoby dobrej budowy świata. Jednakże tutaj, opisy wyłącznie mnie męczyły, sprawiały, że traciłam koncentrację i musiałam robić sobie przerwy, akcja była okropnie rozwleczona. - Z wyżej wymienionego powodu, mam wrażenie, że przez 3/4 książki nic się nie działo - Miałam dość rozmyślań o cyckach głównej bohaterki, bo na ten temat pojawiły się i przemyślenia, i wypowiedzi kilkukrotnie. Za pierwszym razem zrozumiałam, że są małe - To samo tyczy się, chociażby, tyłka - Nie rozumiem, czy główny bohater miał jakieś ukryte pragnienie zostania nudystą, że ciągle chodził w bokserkach i ściągał koszulkę przy każdej okazji, w sumie bez większego powodu XD raz, drugi bym nie zwróciła na to uwagi, ale w pewnym momencie już jedynie się zastanawiałam CZEMU - Jestem nieco łaskawa, dając te 2 gwiazdki, głównie ze względu na zakończenie: pojawia się ważna kwestia szukania pomocy, jeśli jej potrzebujemy. Dodatkowo, pod koniec nagle ma miejsce dramatyczna chwila kiedy dużo tych najgorszych kwestii w życiu bohaterki się rozwiązuje i dopiero ten moment mogę uznać za jakkolwiek ciekawy — to dlatego, że przez ilość wydarzeń po prostu nie było już miejsca na zbędne opisy, na przykład, którego kubka użyto i ile łyżeczek cukru wsypano. Wreszcie coś przyciągnęło moją uwagę na nieco dłuższy czas (chociaż trzeba podkreślić, że momentami to co się dzieje jest wręcz absurdalne). - Momentami to wszystko było trochę nierealne. Ciągłe wpadanie na siebie, oferta, jaką nagle otrzymuje bohaterka, nawet antagonista (inny niż matka) wydawał mi się przerysowany.
Wydawało mi się, że miałam więcej uwag, ale nie bardzo mam siłę, żeby się nad tym dłużej zastanawiać. Moje punkty można by w sumie streścić do jednego: jeśli zrezygnowano by z miliona zbędnych opisów, książka byłaby o x stron krótsza, mniej rozwleczona i wtedy można by ją nazwać przynajmniej przyzwoitą.
5/5⭐️ (CHOĆ ZASŁUGUJE NA WIĘCEJ) JESTEM ABSOLUTNIE ZAKOCHANA W TEJ TRYLOGII, POMIMO TEGO, ŻE WYDANO DOPIERO 1 TOM. Książka zdecydowanie nie dla wszystkich, poruszane są trudne tematy, główna bohaterka ma duże problemy psychiczne, które autorka szczegółowo opisała, dlatego przed lekturą należy zapoznać się z TW!! Wiele bym oddała żeby przytulić Vafarę, bo nie zasłużyła na to piekło, które ją spotkało. Royce to absolutny słodziak i mega mi się podobała relacja bohaterów, to jak bardzo siebie rozumieją pomimo tego, że pochodzą z dwóch różnych światów. MATKA VAFARY POWINNA BYC PODDANA EGZEKUCJI PUBLICZNEJ. PS.: Chyba każdy chciałby mieć taką Kirby u swego boku (najlepszy typ przyjaciółki)!<3 KOCHAM, KOCHAM I POLECAM JEŚLI CZUJECIE SIĘ NA SILACH PRZECZYTAĆ TO CUDO.❤️
2+/5 Nie wciągnęłam mnie ani fabuła, ani w bohaterowie. Częściej mnie oni nawet irytowali, zwłaszcza główna bohaterka. Rozumiem, że miała źle w życiu, ale chyba aż za dużo problemów autorka jej nawciskała. Dodatkowo, wkurzyło mnie trochę takie wartościowanie jednej a drugiej traumy. Ale to może tylko moje wrażenie. Nie czytało mi się tego po prostu dobrze. Wiem, że tematyka jest trudna, ciężka i poważna, ale przykładowo u Coleen Hoover, mimo podobnych problemów, czyta mi się te opowieści niesamowicie szybko i przyjemnie. Swoją drogą, momentami miałam właśnie wrażenie, że czytam "Ugly love" od CoHo, dużo podobieństwXD
4.5 wow. ta książka była naprawdę dobra. totalnie nie spodziewałam się takiego obrotu spraw na końcu. przyznam, że pierwsza połowa mi się minimalnie dłużyła, ale to może kwestia braku czasu i czytanie jej w odstępach, ale gdy przysiadłam do drugiej połowy-totalnie się wkręciłam. marcus jest okropny, nienawidzę gościa tak samo jak matki vafary, a główni bohaterowie zostali idealnie wykreowani. borykają się oni z trudnymi i ciężkimi problemami. przyjaźń opisana w tej książce to coś cudownego. ta historia po ludzku ukazuje, że życie nie jest łatwe.
Jestem świeżo po zakończeniu i normalnie brak mi słów na to jak bardzo to pokochałam, to jak wszystkie emocje w książce działały na mnie jest po prostu czymś czego nie da się opisać słowami. Jednym słowem czytajcie Scars, ale nie zapomnijcie o zaopatrzeniu się w chusteczki, bo tyle ile łez wylejecie w czasie czytania, będzie wręcz zaskakujące.
„Jesteś jak motyl, Vafie 🦋Zawsze byłaś piękna, ale zawinęłaś się w kokon utkany z bólu i smutku. Czekam na moment, w którym polecisz…”.
Jaka książka ostatnio sprawiła, że poczuł*ś ciepło w sercu? 🌤
Czy widzicie tę piękną okładkę? Autorka sama ją zaprojektowała i narysowała. Jestem szczęśliwa, że mogę trzymać to cudo w rękach. To wydanie jest niezwykłe –motyle przed każdym rozdziałem, grafika róży symbolizująca tatuaż głównej bohaterki na końcu. Okładka odzwierciedla dokładnie to, co znajdziecie w środku.
Historia Vafie i Royce’a jest wypełniona cierpieniem i żalem. Oboje są zniszczeni – nie potrafią poradzić sobie z tym, co dzieje się w ich głowach. Destrukcyjny wpływ matki sprawił, że Vafie nie ma poczucia własnej wartości, każdego dnia czuje się coraz gorzej ze sobą i własnym ciałem. Royce przeżył w przeszłości coś, co go naznaczyło. To pogruchotane dusze, łaknące ciepła i miłości, a jednoczenie wzbraniające się przed bliskością z drugim człowiekiem.
Rozpłynęłam się w tej historii i chciałabym zostać w niej jak najdłużej. Rozczuliło mnie delikatne uczucie rozwijające się w sercach Vafie i Royce’a, ich niepewność i wrażliwość. To, jak idealnie pasowali do siebie i jak bardzo się bali. Na ostatnich stronach spodziewałam się, jakie zakończenie otrzymam… Było słodko-gorzkie i prawdziwe.
„Scars” to wspaniała historia, której kontynuacji nie mogę się doczekać. Nie przewidziałam, że dostanę opowieść, która okaże się tak czuła i dobra dla mojego serca.
Na 24-letniej Vafie spoczywają oczekiwania od idealnej matki, których dziewczyna nie jest w stanie oraz nie chce spełniać. Bohaterka doznaje krzywdy ze strony najbliższych jej osób, cierpi, jest niezrozumiana. Matka koniecznie chce wydać ją za mąż (za syna przyjaciółki - Marcusa), krytykuje jej urodę, jest niesamowicie zaborcza, pragnie decydować o jej życiu, narzucać wszystko z góry. Vafie jest uwięziona, czuje się jak w pułapce. Dziewczyna chcąc okazać bunt udaje się do salonu tatuażu, w którym tatuuje sobie czarną różę. I tam właśnie poznaje chłopaka o imieniu Royce Faridan... Oboje dźwigają ze sobą ogromny bagaż emocjonalny, muszą przepracować swoje problemy inaczej będzie dla nich za późno...
➡️ Książka jest przepełniona smutkiem - mamy tutaj losy udręczonych głównych bohaterów, wątek udawanego zwiazku, ważne tematy w kwestii poczucia własnej wartości oraz bezpieczeństwa i rodzinne poroblemy. Bardzo wartościowa książka, miejscami troszkę przygnębiająca, jednakże są też chwile szczęśliwe i cudowne, warte zapamiętania.
➡️ Z niecierpliwością czekam na kontunuację, bo jestem najzwyczajniej w świecie ciekawa dalszych losów bohaterów. Coś czuję, że tu wydarzy się jeszcze coś ważnego...
• Książka poruszała wiele ważnych tematów, jest przepełniona bólem dwójki ludzi. • Nie zauważyłam szybkiego tempa akcji, choć motyw wyznania miłości po dwóch miesiącach znajomości jest słaby. • Scars przynosi wiele emocji - od radości do rozpaczy. • Początek bardzo mi się podobał, ale po połowie zaczęłam się strasznie nudzić. Mimo wszystko na pewno kupię drugą część.
2 / 2,5 ⭐️ To nie była zła książka, ale nie była też zachwycająca.. Było wiele dobrych momentów, śmiałam się, uśmiechałam, współczułam bohaterom, ale to nie było to czego oczekiwałam, w wielu momentach, niestety się krzywiłam.. Myślę, że miałam zbyt wysokie oczekiwania wobec tej powieści i dlatego się zawiodłam :/
Nie wiem czy później nie zdegraduje tej oceny na 4 gwiazdki. Zdegradowałam 😅 po czasie nie wzbudza we mnie aż takich emocji. Jednak wracam do 5 gwiazdek - niezdecydowanie to moja domena XD
Cała historia Vafary i Royca była na początku dla mnie miłym otulaczem. Dwie zranione dusze, (nie)idealny facet.
Ale pewien rozdział przy końcu tak mnie złamał, że aż sama byłam w szoku, że aż tak mnie to ruszyło. Łzy się polały.
Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, dosłownie. Od początku sądziłam, że wiem jak to się zakończy... Wyszło, że gówno co wiedziałam 😅.
Będę polecać, bo jest to bolesna historia. Idealna do popłakania i poprzeżywania (bo musiałam robić stop klatke na pewnego złamasa, inaczej go nie okresle).