Wyobraź sobie, że jesteś mną. Właśnie szofer odwiózł cię do domu, a konkretnie do 800-metrowej willi wartej 20 milionów złotych. Z bagażnika wyjmuje torby z zakupami. W godzinę wydałaś 100 tysięcy na rzeczy, których nie potrzebujesz i w których przez najbliższe dni będzie cię widywała tylko służba. Twoja czarna karta nie ma limitu, a prezenty od męża nigdy się nie kończą. Jesteś kimś, należysz do najbardziej elitarnej i hermetycznej grupy ludzi, wzbudzasz zachwyt i podziw. Masz wszystko do momentu, aż lukier z tortu spłynie na marmurową posadzkę. Tę samą, na której od wielu godzin leżysz – samotna, nieszczęśliwa, poniżona. Twoje usta zamiast słodką polewą umazane są krwią. A ty wierzysz, że na to zasłużyłaś, wierzysz, że jesteś nic niewarta. I że jutro będzie lepiej. Bo jesteś mną, żoną Konstancina.
Ewelina Ślotała odczarowuje mit życia ludzi z pierwszych stron gazet i list najbogatszych Polaków. Szczerze i bezlitośnie obnaża mechanizmy członków tej hermetycznej grupy, w której blichtr, gigantyczne pieniądze i pozycja kamuflują codzienność pełną uzależnień, przemocy, zdrad i ludzkich tragedii.
Przeciętna książka. Szybko się czyta, ale nie jest to poruszająca lektura. Jestem pewna, że autorka wiele rzeczy podkoloryzowała chcąc dodać więcej szoku. Jednak znawca wyłapie błędy- autorka pisze, że biedniejsza część mieszkańców zadowala się torebkami louis vuitton z przeceny- jest to błąd LV nigdy nie robi przecen. Wręcz cyklicznie podnosi swoje ceny. Przez takie szczegóły ciężko potem uwierzyć w inne rzeczy w książce.
Nie każdy potrafi i powinien pisać. Autorka powinna była zatrudnić do tego zadania ghostwritera, bo sama nie umie poprawnie używać języka. Ilość błędnie użytych słów i związków frazeologicznych każe przypuszczać, że publikację ominęła również korekta. Czytałam rozdrażniona - bardzo nieprzyjemny proces. I czemu hiszpan do polki zwraca się włoskim "bella"? 😉
Nie wiem jak je określić: para- powieść, reportaż, autobiografia. Napisana prostym, ładnym językiem. Czyta się ją dobrze i szybko. Wprowadza w niedostępny dla zwykłego śmiertelnika świat gigantycznych pieniędzy, eleganckich rezydencji, stylu życia jak z "Dynastii". Przypomina dekoracje teatralne, im bliżej się przyglądamy tym lepiej widzimy, że za fasadą (czasem piękną) zieje pustka. Narratorka opisuje swoje życie w luksusowej podwarszawskiej enklawie bogaczy. Atrakcyjna młoda studentka trafiła tam dzięki związkowi ze starszym od siebie mężczyzną. Aspiruje do tamtejszego środowiska, w którym nie jest łatwo o akceptację. Potem kolejny związek, z jeszcze bogatszym partnerem. Ludzie wśród których się obraca to nowobogaccy biznesmeni, fortuny zawdzięczają transformacji ustrojowej. Często pochodzą z prostych środowisk, z którymi zerwali kontakt. A wzorce zachowań jak z amerykańskich filmów i powieści klasy B (i C) o milionerach. Sex, dragi & rock and roll. Po za tym zachowują się jak większość: zapracowani, sfrustrowani, uprawiający damski boks. Żony się godzą na wiele za cenę luksusu. Operacje plastyczne, morderczy fitness, rygorystyczne diety, żeby tylko zatrzymać młodość. Zawsze się można znieczulić shopingiem, alkoholem, lekami, narkotykami. Taki świat o którym wielu i wiele marzy. Czy dowiedziałam się czegoś nowego? Nie! "I w Paryżu nie zrobią z owsa ryżu". I matka bohaterki, która widziała ciężko pobitą córkę i namawia ją do pozostania z mężem. Takie nasze piekiełko. Czy współczuję narratorce? Żadna kobieta nie powinna doświadczać przemocy, nie ważne salony czy kurna chata. Natomiast jej pazerność, chęć złapania bogatego faceta, bycia kimś za jego pieniądze, nie budzi mojej sympatii. Mamy XXI w., 2 wieki temu nasze siostry sufrażystki walczyły, byśmy nie były dodatkami do mężów. Możemy się kształcić, być kim chcemy. A tu dziewczę studiów nie skończyło, szkoda że zajęła miejsce komuś, kto by zyskał na wykształceniu. Wybrała drogę na skróty, a każdy kierowca wie, że bywają zwodnicze. BTW droga Autorko, twoi bohaterowie z pewnością nie chcą, by ich wykształcone w zagranicznych szkołach dzieci zostały prezesami Orlenu, to stanowisko polityczne i ich konta byłyby pod nieustannym ostrzałem opinii publicznej. Zresztą władza zwróciła swoje oczy na południe. Kto wie, może tam buduje się nowy Konstancin?!
Konstancin - "To prawdziwa mekka dla najbogatszych i najbardziej wpływowych mieszkańców Polski. Ulicami mkną najnowsze bentleye, mercedesy, lamborghini, porsche czy maserati, a w nich samce alfa."
Mieszkanie w Konstancinie to nie tylko dom pod Warszawą. To przede wszystkim miejsce w hierarchii. To ranking, w którym to co liczy się najbardziej to ilość zer na koncie. To znani biznesmeni, gwiazdy, szychy i ich żony. Kobiety, które trafiły do złotej klatki. Żony, matki, kochanki, które prześcigają się w byciu naj. Spędzając czas na dbaniu o siebie, zakupach i zapewnieniu sobie wiecznej młodości. Brzmi pięknie i bajkowo. Ale jak to utopijne miasteczko wygląda od środka? Autorka stworzyła opowieść niejako opartą na jej własnych przeżyciach i doświadczeniach. Dogłębnie odkrywa wszystkie karty przedstawiając jak ten świat wygląda naprawdę. Ile łez, bólu, cierpienia, bicia, zdrad i sztucznych, wymuszonych uśmiechów kosztuje trwanie przy boku konstancińskich samców. Powiedzieć, że ta książka wyprowadziła mnie z równowagi to jakby nie powiedzieć nic. Nigdy nie zrozumiem chęci życia takim życiem. Nie zrozumiem takiej naiwności tych wszystkich kobiet, które dają się poniżać, wyniszczać w zamian za chociażby markową torebkę najsławniejszych marek. Przez większość przytoczonych historii zastanawiałam się dlaczego. Dlaczego kobiety wciąż się godzą na takie traktowanie? Czy naprawdę pieniądze są w stanie to wynagrodzić? Muszę też wspomnieć o tym, że autorka niemal na wstępie przytoczyła swój były związek z znanym piłkarzem, mającym miano kobieciarza. Wymienienie jego osoby z nazwiska i przytoczenie wspomnień nie tylko z czasu trwania związku, ale i życia seksualnego dla mnie jest najzwyczajniej nie na miejscu i zupełnie nie w smak. Mimo wszystko warto się przekonać jak wyglądają naprawdę te piękne złote, markowe klatki elity.
nie doczytalam, skonczylam na 100 ktorejs stronie. Napisane infaltywnym językiem, ktory raczej nie pasuje do sytuacji opisywanych w ksiazce. Glowna bohaterka glupia jak but. Szkoda, zapowiadala sie fajnie.
Pierwszy tom otwierający cykl książek z podwarszawskim Konstancinem w tle. Luksusowe apartamenty, drogie samochody, czarne karty z nieograniczonymi możliwościami konta ich bogatych właścicieli - mieszkańców Konstancina. Być żoną jednego z nich, to marzenie niejednej modelki, aktorki, bądź celebrytki. Która kobieta nie chciałby móc wydawać dziesiątek, setek tysięcy na markowe ubrania i dodatki? Która nie chciałabym pławić się w luksusach? Ten blichtr i luksus jest jednak pozorny. To, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami luksusowych domów żon Konstancina, wiedzą tylko one same. Inne żony - z bogatego, konstancińskiego towarzystwa - mogą się tylko tego wszystkiego domyślać, bo... znają to z autopsji. Tutaj bogactwo i luksus nie idzie w parze z miłością i szczęściem, a jeśli komuś się wydaje, że jest (lub może być) inaczej, to jest on w błędzie.
Czy żony Konstancina mogą liczyć na wzajemną pomoc koleżanek, kiedy ich mężowie stosują na nich przemoc fizyczną? Jak wygląda świat luksusu w konstancińskich apartamentach? I jak odnajdują się w tym świecie nowe, młode i często niedoświadczone "zdobycze" kontancinian? Odpowiedzi na te i inne pytania, należy szukać w pierwszym tomie cyklu "Żony Konstancina".
Książkę Pani Eweliny Ślotały, pomimo niełatwego tematu, czyta się szybko i z zainteresowaniem, a zawarte w niej treści, które są napisane przystępnym językiem, "lekko wchodzą:. Gdybym miała porównać tą historię (pod względem klimatu, ale też stylu wypowiedzi), do jakiejś innej książki, to najszybciej przychodzi mi na myśl Piotr Krysiak i jego "Dziewczyny z Dubaju".
"Żony Konstancina" to nie tylko opowieść o kobietach pławiących się w luksusie i doświadczających przemocy. To również historia o tym, jak długą drogę te kobiety muszą przejść (a także do jakich sytuacji musi dojść), aby znalazły one w sobie siłę do podjęcia decyzji aby zmienić coś w swoim życiu.
Jest to bardziej literatura faktu z elementami biograficzno-obyczajowymi, aniżeli literatura obyczajowa, bądź stricte biografia - bo do takich gatunków przeważnie jest zaliczana na portalach poświęconych książkom. Część tekstu ma charakter typowy dla prozy odpowiedniej właśnie dla stylu reporterskiego. Fragmenty te, dla rozróżnienia, napisane są inną czcionką, niż pozostałe, mają fabułę, swoich bohaterów i opowieść, która swoją brutalnością może chwilami wstrząsnąć i zmrozić krew w żyłach.
Książkę polecam głównie tym czytelnikom, których interesuje temat. Jeśli lubicie książki, które są właśnie takim połączeniem konkretnej fabuły, opartej na faktach z elementami biograficznymi jakiejś osoby, bądź osób, do tego przeplatane narracją non-fiction, to jest to odpowiedni tytuł.
Nie wiem jak ją ocenić. Bo o ile same wydarzenia w tej książce był interesujące. Niekiedy druzgocące i przerażające...tak styl pisania był okropny. Masa błędów, powtórzeń itp. Momentami ciężko się ją czytało.
Hmm tak książka to było coś innego nie mam pojęcia jak to nazwać, ale emocje które towarzyszyły mi podczas jej czytania, nigdy czegoś takiego nie czułam. To jak ten świat jest sztuczny i pluzgawy, przez większość czasu czułam jedynie podirytowanie, wściekłość, niedowierzanie i zażenowanie. Nie mogę zrozumieć jak można być takim snobem i jak można pozwolić traktować siebie w taki sposób. Dla mnie jest to niewyobrażalne. Moja odczucia do tej książki są mieszane, główna bohaterka była irytująca ale uważam jednak, że każdy powinien ją przeczytać i zobaczyć jak ten świat jest zepsuty. I zrozumieć, że nie wszystko złoto co się świeci.
Dziwna, źle napisana książka o dziwnych ludziach. Ma kilka ciekawych momentów, takich plotkarskich nieco (Pudelek osiemnaście plus), ale rzeczywiście przeciętny Kowalski nic nie wie o świecie bogaczy z luksusowych willi. Wolałabym, aby pani Ślotała pokusiła się o reportaż albo żeby ktoś przeprowadził z nią wywiad-rzekę niż żeby bawiła się w powieści, bo naprawdę nie umie ona pisać. Raczej nie warto, chyba że jako ciekawostkę, bo to lektura na jeden wieczór.
Pomysł na książkę, podparty własnymi doświadczeniami, uznaję za coś intrygującego. Szkopuł w tym, że autorka próbuje niejako żerować na tajemnicach, które nimi nie są. Dlatego też tak pożądane oburzenie/szokowanie treścią, jakie miało tu nastąpić - u mnie wywoływało ziewanie.
Tym bardziej, że początkowo polubiłem główną bohaterkę, aby potem nieco z niesmakiem obserwować jak w pogoni za dobrami materialnymi upadła się przed niejakim Adamem, który jest w miarę świeżym mieszkańcem tytułowego Konstancina. Ma należeć do elitarnego grona bogaczy, którzy mieszkają w miejscowości. Wyizolowana społeczność, której wolno wszystko, bo mają pieniądze, a te otwierają wszelkie drzwi. Z nogami pożądanej piękności włącznie...
Tu nie ma współczucia, jest pogarda. Skoro wskakujesz między wrony to musisz krakać tak jak one. Tu jest to nakreślone dobitnie. Wypady za granicę, aby kupić najnowsze ciuchy, torby, biżuterię. Po to aby tylko wpisać się w pożądany outlook miasteczka. Bo z mieszkaniem w tym miejscu wiążą się pewne wymogi. Drogie auta, jachty. Meble, które kosztują często kilka razy więcej niż zarabia rocznie przeciętny Polak. Epatowanie bogactwem jest kluczem. Im bardziej, tym lepiej. Nieskazitelnie wyglądające pary. Z pozoru, bo gdy się im przyjrzeć, to zobaczy się taką ilość rys, że to wszystko trzyma się na słowo honoru.
Tylko, że nie od wczoraj wiadomo, że jak ktoś ma pieniądze, tak wszystko mu wolno. Wraz ze stosowaniem przemocy, wszelkiego rodzaju. Te kobiety będą milczeć, bo nie kalkuje im się odejść od swojego oprawcy, nawet jeżeli na początku było cudnie. A za prestiż/pozycję są w stanie wybaczyć ciągłe zdrady/podbite oko. W takie trendy stara się wcielić bohaterka. Tylko czy jest w stanie się z tym pogodzić? No chyba, że sobie wymieni polskiego księciunia na hiszpańskiego ogierka, który nauczy o życiu swoją wybrankę jeszcze więcej...
Z jednej strony lektura o kobiecie, która zrezygnowała z własnej tożsamości dla łatwych i olbrzymich pieniędzy to też przełamanie jakiegoś tabu, bo w końcu kupczenie własnym ciałem/wolnością ma pewne kolokwialne określenie, tyleż że w wysokich kręgach nazywają to "zaradnością". Hipokryzja level hard. Ale już otwarte mówienie o tym wymaga pewnej odwagi, przełamania wstydu, bo to nie są rzeczy o których się tak łatwo mówi.
Dziwi też nieco prowadzenie narracji. Raz mamy do czynienia z niby-dokumentem, który peroruje nad ciekawostkami o bogatych mieszkańcach Konstancina, aby następnie wskakiwać w skórę "belli". Nie ma tu jakiejś granicy i autorka swobodnie przełącza się poprzez takie zabiegi.
"Żony Konstancina" to produkt docelowy dla wielbicielek pudelka, jednak paradoksalnie dla wyjadaczek tego typu portali, lektura też nie będzie czymś nowym. Niemniej dzięki prostemu językowi, czyta się to piorunująco szybko, zwłaszcza że lektura liczy niecałe trzysta stron. Jeżeli traktować tę książkę jako przestrogę, to ma nawet jakąś wartość. Dla reszty - "nowalijka", tylko taka odgrzewana.
"Żony Konstancina" to książka, w której ciekawostki z życia elit przeplatają się z historią inspirowaną doświadczeniami autorki. To książka, która udowadnia, że sława, bogactwo i uroda nie idą w parze ze szczęściem. Ewelina Ślotała obnaża prawdziwe oblicze najbogatszych Polaków. Za wielkimi pieniędzmi skrywają się przede wszystkim uzależnienia oraz przemoc psychiczna i fizyczna. Bardzo poruszyło mnie to, jak smutne jest życie "konstancińskich" ludzi, a zwłaszcza żon milionerów. Dla innych, spoza ich kręgu, są najszczęśliwszymi osobami na świecie. Mają rodzinę, piękne wille, pieniądze, wakacje spędzane w pięciogwiazdkowych hotelach. Praktycznie wszystko, czego zapragną. Za fasadą doskonałości kryją się jednak liczne zdrady, przemoc i brak szacunku do własnej kobiety. Ale czy należy współczuć żonom Konstancina? W zamian za torebkę z najnowszej kolekcji Louis Vuitton, godzą się na takie traktowanie i wybaczają wszystkie przewinienia. I to jest dla mnie abstrakcyjne. O ile jestem w stanie zrozumieć osoby, które się tam urodziły, zostały wychowane w takim środowisku i po prostu nie znają innego życia, to nie potrafię pojąć, dlaczego niektóre kobiety świadomie wchodzą w taki układ. Doskonale zdają sobie sprawę, że ich małżeństwo to handel wymienny. Kiedy w końcu zaczynają dostrzegać, że ta relacja nie jest zdrowa, a toksyczna i wyniszczająca, próbują coś zmienić. Jednak na słowa męża "skończą się ciuszki", od razu wybaczają, a wręcz przyzwalają na posiadanie przez nich kochanki. Byle tylko nie ukróciła się "wypłata". Kolejnym przykrym aspektem jest to, że żony Konstancina muszą zawsze, bez wyjątku, prezentować się nienagannie: na spacerze czy nawet odwożąc dziecko do szkoły. Perfekcyjny strój, dostosowany do każdej okazji. Myślą wyłącznie o swoim wyglądzie, nie skupiają się na tym, jak się czują. Nie mogą sobie pozwolić na chwile słabości. Najważniejsza jest prezencja. Autorka ma tendencję do szufladkowania kobiet, pisząc np. "Myślę, że nie ma kobiety, na której taki luksus nie zrobiłby wrażenia". Według mnie istnieją kobiety, dla których ważniejsza jest lojalność partnera, a także inne, niematerialne rzeczy. Drogi hotel czy prywatny samolot nie zastąpią poczucia bezpieczeństwa I miłości. Atutem książki jest lekkie pióro autorki oraz umiejętność wzbudzenia w czytelniku emocji. Dla mnie nie był to jednak odkrywczy temat, podejrzewałam, że tak może wyglądać życie ludzi, którzy na pierwszym miejscu stawiają pieniądze.
wierzę, że ta opowieść mogłaby pomóc kobietom z doświadczeniem przemocy domowej poczuć się raźniej, pozbyć wstydu i lęku z nią związanych, wesprzeć w walce z przemilczeniami. z tym, że większość tej książki stanowi coś w rodzaju paragonu fiskalnego, bo listy markowych samochodów, torebek, perfum, sukienek czy butów praktycznie nie mają końca. opisy luksusów, gangsterskiego etosu czy trudów wejścia w to środowisko są płytkie i puste, co w zderzeniu ze wspomnianym już doświadczeniem przemocy domowej niebywale ją infantylizuje. według autorki każdy mieszkaniec konstancina to gangster, tylko w różnym stadium „rozwoju”, co jednak nijak ma się do prawdy i pragnę uspokoić - zwykli ludzie też tam mieszkają. autorce nie przeszkadza też we wspieraniu i nazywaniu eks-partnera wspaniałym człowiekiem fakt, że ją zdradzał, za to otaczające ją lub świeżo poznane kobiety z miejsca uważa albo za brzydsze od siebie, albo za głupsze, albo uparcie dążące do tego, by być jej kopią. brakuje tej książce porządnej redakcji, bo nie jestem w stanie uwierzyć, że dorośli ludzie rozmawiają między sobą tak napisanymi dialogami. chcę wierzyć, że napisanie tej historii było jakąś odwagą, ale w dużym stopniu autorka sama tworzy mity dotyczące innych warstw społecznych, wyśmiewa się z „grillowania przy kiełbasie”, uważając to za ujmę, sama wpada w wir oceniania kupna kiecki za kilkanaście tysięcy jako wystarczającego dowodu na miłość partnera i podszeptuje, że mogła być za kilkadziesiąt. szkoda, bo z książki o feministycznej, typowo siostrzeńskiej intencji dzielenia się trudnym doświadczeniem i wsparciem powstała naiwna i szkodliwa opowieść o smutnych ludziach, bazująca na próżności, udawaniu i kreacji.
Książka „Żony Konstancina” autorstwa Eweliny Ślotały opowiada o tym jak stała się częścią społeczności konstancińskiej.
Miasto Konstancin-Jeziorna leży nieopodal Warszawy. Mieszkają tam znani i lubiani, ale również Ci którzy mają pieniądze, duże pieniądze. Mimo wszystko to dosyć hermetyczne i elitarne środowisko, do którego na początku nawet naszej bohaterce nie było łatwo przeniknąć.
Cóż można powiedzieć o życiu w cieniu milionera. Mnie osobiście ciśnie się na usta "wiedziałam, że tak będzie". Tylko zastanawiam się, czy te wszystkie kobiety mają aż takie klapki na oczach czy bezwarunkowo wierzą, że ze mną będzie inaczej? Może mnie jest trudno sobie pewne rzeczy wyobrazić, ale na pewno nigdy nie będę obracać ani wydawać takich pieniędzy o jakich mowa jest w książce. Może to i dobrze? Ale w dalszym ciągu pozostaje pytanie czy warto? No bo kto wydaje 350 zł za 8 rolek papieru toaletowego?
Nie wiem czy ta książka zasługuje aż na taką niską ocenę jaką ma, ale tak naprawdę niczego sensownego nie wniosła do mojego życia.
Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.
Podobała mi się. Może dlatego, że jest to zupełnie inna tematyka niż typowy kryminał / thriller. Książka odczarowuje wizję pięknego życia u boku bogatych i wpływowych ludzi. Jedyne ale i chyba największe jakie mam to fakt, że te wszystkie kobiety po prostu godzą się na taki los. Te kobiety nie mają za krzty honoru, jedynie strach przed spadkiem poziomu życia, bo chęć życia w luksusie jest większa od własnej godności..
Najgorsze jest to, że nic z tej książki mnie nie przeraziło, bo wszystko to wiadomo od lat. Choć dobrze, że się o tym mówi i pisze, to uważam, że w książce zabrakło konkretów, polotu i choć trochę nakierowania na realne osoby. Nie wiem co myśleć.
Przesłuchałem jako drugą, po „Kochankach…” i i chyba słabiej napisana i bardziej nierealna. Mimo wszystko warto było posłuchać i nie żałuję spędzonego czasu
Czyta się dobrze. Nie ma w tym literackich kwiatków. Historia dość poruszająca, ale i poniekąd absurdalna. Śmierdzi bogactwem. Momenty „reportażowe” mniej przystępne
Uważam, że naprawdę nie był to taki chłam, jak ludzie mówią. Nie jest to wybitne dzieło, autorce brakuje warsztatu i to widać, ale wciąż nie jest to aż taka tragedia.