"Rogue Sun: Daddy Issues z dodatkiem supermocy"
Wyobraź sobie, że ostatnie „Kocham cię” od twojego nieobecnego ojca przychodzi w formie świecącego kostiumu-pułapki i listy zadań, na której głównym punktem jest nie umrzeć. Tak w skrócie można opisać Rogue Sun – mieszankę rodzinnego dramatu, superbohaterskiego chaosu i gotyckiej nowoorleańskiej zagadki kryminalnej, wszystko zapakowane w opowieść, która pachnie rodzinnym żalem i energią plazmową.
Główny bohater? Lekko irytujący, ale hej – kto by nie był, gdyby musiał sprzątać po ojcu, którego ledwo znał, a w dodatku walczyć z rzeczami, które wyglądają jak żywcem wyjęte z koszmarów. Całość jest jak komiksy o Bluebeatlu w wersji bardziej mrocznej i osobistej, z bohaterami, którzy są tak zepsuci, jak miasto, w którym żyją.
To, co wyróżnia Rogue Sun, to świetnie napisane postacie i doskonale poprowadzona fabuła. Kostiumy? Fajne. Supermoce? Jeszcze lepsze. Ale to dramaty rodzinne i emocjonalne napięcie sprawiają, że chce się tu wracać. Jest w tym coś z Invincible, ale z własnym, świeżym twistem, który udowadnia, że Rogue Sun to coś więcej niż kolejny trykociarski komiks.
Podsumowując: mrocznie, emocjonalnie i z przytupem. Zdecydowanie warto mieć na oku – albo na swojej liście „do przeczytania”.