Situé dans un moyen âge surréaliste, entre le conte initiatique et la farce sociale, Papa Zoglu fait s'entrechoquer dans un même geste identité sexuelle et condition humaine, superstition et érudition scientifique, loufoque et tragédie, hier et demain. En respectant au plus près l'imagerie médiévale, grâce à son traitement graphique pictural et sa forme narrative, Simon Spruyt réalise ici une oeuvre étrangement moderne.
Wstyd powiedzieć, ale biorąc ten komiks do ręki byłem pewny, że to historyczna pozycja dla dzieciaków napisana przez jakiegoś polskiego twórcę ukrywającego się pod pseudonimem. Otóż ani Polak, ani dla dzieci, a historyczny jest może kontekst, ale fabuła to już wytwór niczym nieskrępowanej i dosyć odważnej (delikatne słowo) wyobraźni autora. Stylizacja na średniowieczne freski w połączeniu z totalnie przekręconą fabułą, przy której czasem się uśmiechałem, a czasem dziwiłem, że autor ma odwagę pójść aż tak daleko, daje mi to czego od komiksów oczekuję -zaskoczenie i przeświadczenie, że właśnie to jest medium potrafiące przyjąć najbardziej odjechane historie rojące się w głowach twórców. Widzę w tym jakiś koncept, bo wbrew pokutującym jeszcze w różnych miejscach stereotypom, Średniowiecze było epoką, w której śmiech, groteska i swego rodzaju rubaszność były stale obecne
OMG!!!! Co to jest za odlot. Wszystko jest tu kompletnym zaskoczeniem. Patrząc na okładkę można się spodziewać, że to zapis jakiejś polskiej, umocowanej historycznie legendy, z pewnością polskiego twórcy, bo kto inny pisałby o Gnieźnie. Tymczasem jest to kompletnie odjechana, surrealistyczna historia, od początku do końca zmyślona przez jej autora, belgijskiego komiksiarza. Ta narysowana w formie średniowiecznych fresków (z których tak lubimy się śmiać) i łącząca w sobie cechy popularnych stylów literackich epoki, opowieść o chłopcu, który wyrusza na Zachód w poszukiwaniu swojej rodziny, to wybuch  niczym nieskrępowanej wyobraźni. Spruyt jest szalony, odważny i niebywale śmieszny. Mnóstwo tu czarnego humoru, często na granicy przegięcia, rubaszności i łamania konwenansów. Umieszczenie tego w średniowiecznej stylizacji pozwala świetnie grać z różnymi stereotypami, które dziś pokutują na temat tamtej epoki, ale też uprzedzeniami, które towarzyszą ludziom współcześnie. Galeria dziwacznych postaci i pomysły na przygody Papa Zolgu wymykają się szablonom, bo o tym to też opowieść - o wychodzeniu poza schematy i kompletnej wolności myśli. Nie piszę tu żadnych szczegółów fabuły, bo szkoda spoilerować, warto dać się zaskoczyć. Ja jestem zachwycona, to jest totalnie moja rzecz, podobało mi się dosłownie wszystko.
De tekenstijl refereert naar een middeleeuws wandtapijt, uitgevoerd met waterverf wat geweldig is. De tweedimensionale wereld is kleurrijk, wat sterk contrasteert met de inhoud. Dit is geen vrolijk verhaaltje, wel eentje over identiteit en (religieus?) onbegrip. De hele tijd was het genieten en glimlachen om zoveel spitsvondigheden tot... de laatste pagina's. Ik ga het einde uiteraard niet verklappen, maar vond het een anti-climax van jewelste. Ik begrijp (denk ik) dat de auteur wou aantonen dat alles relatief is, maar het liet me wat onbevredigd achter en da's jammer na zo'n fantastische rit.
жив собі колись у гнєзні король, основним джерелом статків якого було розведення корів. і так із цими коровами добре складалося, що місто здобуло чималу славу, а королю вдалося одружитися з другою найпрекраснішою жінкою краю (перша якраз була зайнята). одне тільки засмучувало короля: їм з дружиною, попри всі старанні спроби, не вдавалося завести спадкоємця.
якось, уже зовсім упавши у відчай, король почув про місцеву знахарку, яка вміє замовляти корів на плодючість, і подумав, що варто спробувати цей варіант, раз жоден інший не працює. знахарка ретельно виконала техзавдання, а собі на плату попросила перший приплід однієї з королівських корів — і так почалася дивовижна історія середньовічного хлопчика на ім’я папа зоглу, головного героя мальопису бельгійського автора сімона спрета (це прізвище вимовляють дуже по-різному, але сам автор представляється з трохи подовженим «е»).
середньовіччя в цьому коміксі, звісно, дуже умовне, зібране з естетики і кліше, але й не страшно, бо спрет претендує на історичну достовірність приблизно на тому самому рівні, що й, скажімо, монті пайтон.
папа зоглу, заговорений на плодючість вусатий хлопчик, мандрує на захід, аби знайти своїх родичів, але на цьому шляху зустрічає кого завгодно крім: трьох бородатих лісорубів і двох утомлених від лицарювання хрестоносців у трико; жінку в поясі вірності й лицаря, який соромиться після турніру митися разом з іншими; печального сажотруса й міську анахоретку, легенько вчаділу від вуглекислого газу. і хоча, як зауважує ремарка, зоглу не має «навіть елементарного знайомства з літературними топосами», після третьої зустрічі він усе-таки починає помічати в усьому цьому якусь наративну логіку, якусь накинуту ззовні структуру, тому показує небесам (і авторові) велику дулю та припиняє квестуватися — але й на цьому історія не закінчується.
це страшенно нішевий комікс, і мені здається, що й польською його переклали суто тому, що в назві є гнєзно (поки слухала відео, намагаючись зрозуміти, як усе-таки правильно писати ім’я автора, натрапила на розмову про те, що назву міста він вибрав випадково, водячи пальцем по мапі). чи вийде ця книжка колись бодай англійською — велике питання, про українську — тим більше, а шкода: графічне оформлення тут пречудове (трохи картинок можна подивитися на страшно середньовічному), а історія, хоч і хуліганська, дуже майстерно розказана. і гасло книжки, яке можна приблизно перекласти як «ордо демонів, їбися конем!», викликає в мене суцільне схвалення.
Simon Spruyt laat eindelijk alle remmen los en sleurt ons mee in zijn gewaagde en knotsgekke middeleeuwse saga. Het verhaal botst alle kanten op en lijkt zo weggelopen uit een sketch van Monty Python. Hilarisch tot het einde!