Pani K. co noc wybudza się ze snu o trzeciej trzydzieści trzy. Pan K. martwi się stanem jej zdrowia. Oboje, tak jak inni mieszkańcy wieżowca, nie opuszczają swojego lokum. Rytm ich życia wyznaczają cykle pracy oraz dostawy żywności.
Świat wydaje się Pani K. miejscem przerażającym. Czuje się uwięziona, a informacje, które do niej docierają, uważa za nieprawdziwe. Ma wrażenie, że gdyby przestała brać leki przepisane przez psychiatrę, byłoby jej łatwiej zrozumieć rzeczywistość.
Tak rozpoczyna podróż do wnętrza własnej pamięci.
Okazuje się ona drogą w nieznane...
Czy bohaterka dowie się, dlaczego tak naprawdę tkwi we własnym mieszkaniu? Czy uda jej się wydostać? Czy jeszcze będzie po co?
Pani K. to piękna powieść Marty Knopik o zagmatwanych ścieżkach umysłu, które mogą prowadzić na manowce, oraz o poszukiwaniu prawdy o świecie i o sobie. To historia niejednoznaczna, z niepokojącą wizją świata i ludzkiej samotności.
Absolwentka filologii polskiej, wielbicielka literatury, teatru i filmu. Autorka scenariuszy publikowanych na portalu Teatroteka Szkolna prowadzonym przez Instytut Teatralny w Warszawie. Pasjonatka wypraw wysokogórskich, wycieczek rowerowych i nurkowania na rafie koralowej.
Powieść niepokojąca i mroczna, klaustrofobiczna i drażniąca od autorki, która zabrała nas w czeluści „Czarnego Miasta”, a teraz wrzuca prosto w umysł swojej nietypowej bohaterki – poznajcie „Panią K.” Marty Knopik.
Uwaga! W powieści poruszone zostały tematy choroby psychicznej, zaburzeń psychicznych, depresji.
Marta Knopik łapie nas w pułapkę swojej prozy i trzyma w napięciu do samego końca. Pojawiają się w „Pani K.” motywy, które czytelnicy mogą pamiętać z poprzednich powieści autorki. Rozpadający się świat na niepewnych fundamentach. Ekologiczny koszmar, z którego nie ma ucieczki. Psychologiczna gra, w którą uwikłani są tak bohaterowie, jak i czytelnicy. Chaos zastanego świata, brak ustalonych reguł, zawieszenie między jawą a snem. Labirynty miejskie, bezwolna duszność, to poczucie, że niczego już nie można przewidzieć. Rozpad. Marta Knopik wzięła na warsztat również zaburzenia psychiczne, z którymi zmaga się bohaterka, a które potęgują poczucie zawieszenia. Jak w „Czarnym Mieście” – tęsknota, wspomnienia, śmierć.
„Pani K.” to trudna książka, poetycka miejscami, miejscami boleśnie prawdziwa, oniryczna i koszmarna… Literatura piękna, realistyczno-koszmarna, z motywami niesamowitości i dystopii.
Skończyłam czytać i nie mogę przestać o niej myśleć - genialnie skonstruowana, poruszająca, nieoczywista, mroczna, pełna niepokoju, ale też piękna 🙂 Dodatkowo mnie na koniec wzruszyła.. Jawa przeplata się ze snami, wspomnieniami, halucynacjami i myślę, że nawet jakimś rodzajem prekognicji. Czas się zapętla, wszystko jest cykliczne- przysłowiowy wąż zjada swój ogon. Ja tu widzę dwa koła czasu, które obracając się mają punkt styczny w windzie, i na przestrzeni balkon-balkon 🙂 Inspiracją dla autorki musiał być czas pandemii, z tą całą izolacją, paniką, niepokojącą atmosferą lekkiego odrealnienia, pustką na ulicach, teoriami spiskowymi i wrażeniem zatrzymania czasu. Wąż i jego jad jest tu symbolem siania paniki poprzez media. Pani K szuka ukojenia we wspomnieniach, które przywoływane są poprzez smak, zapach, grę światła. Wszyscy to mamy, ale u niej jest to ekstremalne, przybiera formę halucynacji. Woli nie zażywać leków, żeby znów przeżywać te szczęśliwe chwile, które dają jej poczucie bezpieczeństwa. Kalina, bo tak ma na imię pani K, nie miała łatwego dzieciństwa, a kotwicą “normalności” była jej babcia. Po jej śmierci rozsypała się.. Można ta powieść odczytywać na kilka różnych sposobów, a ja mam swoją teorię..
UWAGA SPOJLER ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. ……………………. …………………….…………………….……………………. - Pani K, mając problemy psychiczne od wczesnych lat młodości, po śmierci babci wpadła w poważną chorobę psychiczną, która się ujawniała i była w remisji ( cyklicznie). - Pani K mieszka w zamkniętym oddziale szpitala psychiatrycznego lub domu opieki i jest osobą starszą ( przesiedlenie, nie można wychodzić, jedzenie jest dostarczane, łóżko pościelone i posprzątane następnego dnia) - Ta cała akcja z wojną na zewnątrz, to jej mechanizm obronny przed świadomością, że jest zamknięta i poważnie chora ( choć ma tego przebłyski) - mieszka sama, a znajomość z panem K zakończyła się na etapie pierwszego spotkania. ( czarny notesik z pismem pani K, tylko jedna osoba zameldowana, obraz który malował to obraz z filmu, jaki pani K ogląda) - Uroiła go sobie jak zaczęła brać leki- pan K przyszedł i odszedł wraz z lekami. Leki/pan K wprowadziły porządek, rutynę - jak odszedł - w momencie jak przestała brać leki to pan K znika ( wchodzi do obrazu) a ona może jeść w łóżku i następuje "luz" i paradoksalnie prowadzi to do końcowych scen - Ostatnie sceny to ucieczka pani K, idzie przez ogród szpitala/ zakładu, zasypia na ziemi i śni jej się sen o babci, która opowiada jej "tę prawdziwą historię o niej", czyli uświadamia jej jak bardzo jest chora. Dlatego teraźniejsza pani K mówi do samej siebie dziewczyny-studentki: "Kalinko byłaś dzielna" - bo ciężko żyć z taką chorobą ( tu się wzruszyłam..) - Sama końcówka jest moim zdaniem niejednoznaczna. Albo pani K popełnia samobójstwo zdając sobie sprawę, że nie chce żyć z chorobą, albo ( skoro sukienka sama leci i się zawiesza) to jest opcja, że jest to symboliczne wyjście z mroków choroby, zyskanie wolności i początek zdrowienia.: skłaniam się ku temu drugiemu, bo jak pani K wraca parkiem to widzi światła w domach i ludzi ❤️
Nieoczywista, przejmująca i bezsprzecznie sugestywna historia! Marta Knopik zachęca do melancholijnej podróży w głąb ludzkiego umysłu, gdzie struchlałym głosem tytułowej Pani K., snuje zatrważającą wizję alternatywnego życia. Ta niespodziewana narracja w odczuciu okazuje się bardzo niejednoznaczna, niepokojąca i szalenie intymna. W oczach odbiorcy tworzy natomiast niecodzienny i nadzwyczaj wymowny portret tęsknoty za drugim człowiekiem – mimo oczywistego towarzystwa, wyczuwa się tu przeszywającą samotność, ból złaknionego serca, niepowtarzalny chaos pogubionych myśli. Naturalnie pojawia się też potrzeba bliskości. Ta książka dosadnie otwiera wyobraźnię.
Co tu dużo pisać, takie moje 10/10. Słowa, zdania, treści... wpływały do mojej głowy bez najmniejszych przeszkód i zahamowań. Czytałem szybciej niż podążał mój wzrok za tekstem. Cudowności!
4.3⭐️ (Nie ma spoilerów, ale w tej recenzji dogłębnie wchodzę w te książkę i sugeruje najpierw przeczytać te lekturę, potem recenzje) „Pani K.” to hipnotyzująca powieść opowiadająca o świecie, w którym z powodu tajemniczej wojny ludzie zostali zamknięci w swoich mieszkaniach, czterech ścianach; klaustrofobicznej, zamkniętej, dusznej przestrzeni. Pani K. mieszka razem z Panem K., prowadzą normalne życie- wstają, pracują, gotują obiad, oglądają filmy, śpią, ale za rogiem czyhają na nich problemy, problemy, które nie mają początku ani końca. Jest to książka napisana niezwykle- plastycznie, dusznie, lepko. W trakcie lektury wchodzimy tak dogłębnie w psychikę Pani K., że nie jesteśmy w stanie odróżnić snu od jawy, prawdy od obłudy, czasu, bo w tym świecie „coś dziwnego dzieje się z czasem”. Nie ma tam czegoś takiego jak czas. Przeszłość miesza się z teraźniejszością i przyszłością, ale co tak naprawdę jest teraźniejszością? Pani K. zagłębia się w przeszłości, w sobie, w swoje problemy, w swoją tajemną historię- gubi się w tym wszystkim, gubi swoje życie, nie żyje, a jedynie dryfuje wokół niego. Pani K. ma problemy ze snem, nie umie sobie radzić inaczej z życiem niż pójść spać, wcisnąć pauzę, przenieść się do krainy żywych snów na jawie, z tego powodu sen zaczyna kontrolować ją, bo to jedyne co ją ratuje przed popadnięciem w przerażającą realność. Każdej nocy budzi się o 3:33 i słyszy dziwne odgłosy windy. Co się dzieje tak naprawdę, czy jest kontrolowana przez tabletki, które przepisał jej psychiatra, czy może to wszystko wytwór jej chorej wyobraźni? „Pani K.” to historia o dojmującej samotności i smutku. Dziewczynce skrzywdzonej przez los, która nigdy nie umiała sobie sama radzić, a nie znała żadnego uczucia poza samotnością. Samotnością bezwzględną, zaborczą, obojętną i oniryczną. Zamknięcie i odcięcie od reszty świata przyspieszyło proces osuwania się w glebie wspomnień i analiz wszystkiego co było jest i będzie, ale wiadome było od zawsze, że kiedyś do tego dojdzie. Marta Knopik to objawienie współczesnej literatury polskiej.
Pani K. budzi się każdej nocy o 3:33. Pan K. martwi się stanem jej zdrowia. Zarówno oni, jak i reszta mieszkańców ich wieżowca, nie opuszczają swojego lokum, a rytm ich życia wyznaczają cykle pracy i dostawy żywności.
Zdarza się tak, że trudno napisać o książce cokolwiek, bo to grozi zdradą fabuły. Bywa też, że trudno wyrazić emocje związane z powieścią, bo te są przytłaczające. W przypadku „Pani K.” oba te stwierdzenia są prawdziwe.
Początkowo nie mogłam się wgryźć w tę historię, jednak byłam ciekawa czy coś się zmieni. Zmieniło. I to tak, że mogę powiedzieć, że to jest jedna z najlepszych książek przeczytanych w tym roku, jeśli nie w ogóle.
Jestem przekonana, że każdy czytelnik może z niej wynieść inny obraz tytułowej Pani K. Dla mnie była stratą. Nie taką ogólną, ale stratą siebie. Ta powieść krzyczy do mnie, każe mi spojrzeć w tył w tej chwili i zobaczyć moje życie oczami Pani K. Właśnie teraz, kiedy jeszcze nie jest za późno, kiedy jeszcze „coś dziwnego dzieje się z czasem” w sposób, w który można go naprawić.
Kłaniam się nisko autorce. To jest po prostu majstersztyk.
"Pani K” Marty Knopik to książka bardzo nieoczywista i niejednoznaczna.
Autorka kreśli wizję świata po katastrofie, gdzie jedni wybierają życie na własną rękę w podziemnym mieście, a inni, jak Pani K i Pan K, zostają przeniesieni do zamkniętego wieżowca. Tam, na 10 piętrze, bez kontaktu ze światem zewnętrznym i innymi ludźmi, wiodą na pozór uporządkowane życie. Chociaż trafniejsze określenie to podporządkowanie. Określonym rytmom dla każdego dnia i zdaniom, które mają wykonywać, ale nie wolno im o nich rozmawiać. Ale Pani K. czuje, że coś jest nie tak jak powinno. Codziennie budzi się dokładnie o 3.33, czując niepokój i przyznam, że autorce udało się zbudować napięcie, bo czytając tę powieść, czułam narastające napięcie razem z bohaterką. Pani K. często wraca pamięcią do czasów sprzed zamieszkania w wieżowcu, aż coś dziwnego dzieje się z czasem i już nie wiemy, co jest prawdą a co snem.
Ta powieść ma coś magicznego w sobie. Nie ma tutaj zawrotnej akcji, a jednak czytałam z zapartym tchem, w skupieniu. Myślę też, że nie jest to powieść dla każdego (nie każdy lubi takie nieoczywiste, niedopowiedziane powieści), ale każda osoba, która przeczytała lub przeczyta tę powieść, odbierze ją zupełnie inaczej.
Dla mnie to powieść o samotności. Można być z kimś w związku, a jednak być jakby obok. W natłoku codziennych spraw wpadamy w rutynę, przestajemy rozmawiać ze sobą, odizolowujemy się. Podobnie jest z otaczającym światem, zamykamy się w czterech ścianach, nie dostrzegamy innych ludzi w otaczającym nas świecie. Takie odizolowanie doprowadza też do chorób psychicznych, które w konsekwencji mogą doprowadzić człowieka do ostateczności. To też powieść o przemijaniu i niemocy wobec upływającego czasu, ale też zatracanie się w przeszłości.
Powieść niebanalna, napisana pięknym językiem, mocno niepokojąca i zmuszająca do refleksji.
Nieoczywista i niejednoznaczna lektura, której autorka łączy ze sobą różne gatunki czytelnicze. Po jej zakończeniu może prowadzić do refleksji na temat życia i tego co faktycznie się wydarzyło a co nie.
Była to niesamowicie ciekawa przeprawa przez ludzki umysł dotknięty chorobą; a zarazem intrygująca i konfundująca wizja świata i jednostki. To wszystko owinięte w papierek mroku i chaosu, ale ujęte w przepięknej formie.