Ludobójstwo na Wołyniu, akcja „Wisła”, krwawa wojna o Lwów. Pogromy polskich dworów na Rusi, Pakt Piłsudski - Petlura, Wielki Głód i Dywizja SS-Galizien. Fatalne błędy II RP i terroryzm OUN. UPA kontra AK.
Piotr Zychowicz w swojej nowej książce opisuje najbardziej kontrowersyjne wydarzenia z tragicznej historii relacji polsko-ukraińskich. Bez upiększania i brązu. Bez hurra-patriotycznej cenzury i politycznej poprawności.
Zychowicz pisze o tragicznym XX wieku - gdy Polaków i Ukraińców poróżnił krwawy konflikt o ziemię - ale cofa się również do czasów powstania Chmielnickiego. Czy fiasko ugody z Kozakami i budowy Rzeczypospolitej Trojga Narodów było największą zaprzepaszczoną szansą w dziejach Polski?
Agresja rosyjska z 2022 roku spowodowała, że Polacy i Ukraińcy nigdy nie byli ze sobą tak blisko. To dobry moment, aby wyjąć historyczne trupy z szafy i w uczciwy sposób rozliczyć się z historią. Prawdziwe pojednanie musi być oparte na prawdzie.
Piotr Zychowicz jest publicystą historycznym. Pisze o drugiej wojnie światowej, zbrodniach bolszewizmu i geopolityce europejskiej XX wieku. W swoich koncepcjach nawiązuje do idei Józefa Mackiewicza, Władysława Studnickiego, Stanisława Cata-Mackiewicza oraz Adolfa Bocheńskiego. Znany z antykomunistycznych i antyendeckich poglądów. Jest zwolennikiem wielonarodowej Rzeczypospolitej. Opowiada się za prowadzeniem Realpolitik i zajmuje krytyczne stanowisko wobec polskich przywódców z lat 1939-1945. Surowo ocenia politykę Józefa Becka, Władysława Sikorskiego i Stanisława Mikołajczyka. Zarzuca im chciejstwo, naiwność i zbyt hojne szafowanie polską krwią. Operację „Burza” i decyzję o wywołania Powstania Warszawskiego uważa za błędy. Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Był dziennikarzem „Rzeczpospolitej” i tygodnika „Uważam Rze” oraz zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika „Uważam Rze Historia”. Obecnie jest redaktorem naczelnym miesięcznika „Historia Do Rzeczy” i zastępcą redaktora naczelnego tygodnika „Do Rzeczy”. Jest jednym — obok Jerzego Haszczyńskiego i Katarzyny Zuchowicz - z inicjatorów akcji „przeciwko polskim obozom“ zorganizowanej w 2005 roku przez dziennik „Rzeczpospolita”. Napisał książki "Pakt Ribbentrop-Beck", "Obłęd '44" oraz "Opcja niemiecka"
Jestem w absolutnym szoku. Pozytywnym. Do książek Zychowicza odnosiłam się wcześniej z dużym dystansem- głównie ze względu na radykalizm poglądów i teorii, które były w nich wysławiane. Zdecydowałam się sięgnąć po Ukraińców, ze względu na czas, w którym obecnie się znajdujemy. Zachęciło mnie to, że „Ukraińcy” są jedną z pierwszych książek na rynku, które analizują relacje polsko-ukraińskie, ale uwzględniają także ich przyszłość. Wracając, kiedy rozpoczynałam jej czytanie, spodziewałam się, że Zychowicz jako polski patriota o poglądach konserwatywnych, obierze znany w polskim dyskursie historycznym front „Polski ukrzyżowanej przez inne narody”. Okazuję się, ze byłam w błędzie, który wynikał raczej z tego, że wcześniej nie znałam dobrze warsztatu Zychowicza. To, co najbardziej zaskoczyło mnie w sensie pozytywnym to, że autor na każdym kroku podkreśla, że Polska w konfliktach polsko-ukraińskich nie była czarno- biała. Owszem, często była ofiarą, ale zdarzało się, że była także oprawcą. Druga rzecz- to, że nie ma złych narodów, są tylko źli ludzie. No i w końcu kolejne zaskoczenie- krytyka nacjonalizmu, wykazanie absurdu koncepcji Dmowskiego w II RP. Duży plus za wykazanie słuszności ugody hadziackiej- za otwartość, za dalekosiężne myślenie, dzięki któremu dochodzimy w końcu do ważnego wniosku. Sojusz polsko-ukraiński mógł uchronić nas od rozbiorów, a co za tym idzie mógł zupełnie zmienić losy całej Europy. Walorem książki, której zdecydowanie brakuje w polityce historycznej obu narodów, jest wypunktowanie momentów, w którym w przeszłej już historii, łączyła Polskę i Ukraina sympatia. Okazuje się, ze trochę ich było. I to właśnie o tym powinniśmy myśleć obecnie, to nieść w sercu, szczególnie po zwycięstwie Ukrainy w wojnie z brutalnym, okrutnym najeźdźcą.
Zakończenie także oceniam wysoko. Szczególnie za przytoczenie Bocheńskiego. Równoprawna federacja Polski i Ukrainy (a także Litwy) może stać się jednym z najpotężniejszych sojuszy Europy. Mówi się, że w polityce nie da się mieć przyjaciół- ale z pewnością taka współpraca, by się tym wyróżniała. Szczerą przyjaźnią, miłością pomiędzy naszymi narodami.
Bardzo ciekawa książka. Jest napisana głównie dla polskiego czytelnika, ale uważam, że to jest Must read dla Ukraińców, którzy chcą zobaczyć/zrozumieć jak Polacy patrzą na relacje Państw i historię dwóch narodów. Historię, która jest bardzo skomplikowana
Zdarzają się usterki merytoryczne i strukturalny chaos. Narracja zasadza się w dużej mierze na dążeniu do obiektywizmu (o ile jest on możliwy). Wskazuje się obustronne horrenda w stosunkach polsko-ukraińskich. Publikacja ta, naznaczona próbą stworzenia przekroju całej historii relacji między państwami, opiera się niestety na licznych uproszczeniach i przemilczeniach (m.in. w odniesieniu do XVI–XVIII w.), podczas gdy temat ludobójstwa na Wołyniu pochłania większość przedstawionych w niej wywiadów i artykułów, z uszczerbkiem dla reszty treści. W praktyce jest to więc nie tyle książka na temat Ukraińców, co historii jej stosunków z Polską w wieku XX (ze szczególnym uwzględnieniem II wojny światowej). Brakuje bibliografii i przypisów. Większość zawartości to zaledwie kopia publikowanych przez lata artykułów autora. Należy jednak przyznać, że „Ukraińcy” to zarazem zbiór tekstów w pewnej przynajmniej części wartościowych, które rewidują wiele fałszywych wyobrażeń Polaków na temat Ukrainy (i vice versa). Dla laików – warto, choć należy podejść do lektury krytycznie.
Dobra książka wyjaśniająca trudną historię polsko-ukraińską. Niestety nadaje się wyłącznie dla tych z mocnymi nerwami. Autor bardzo plastycznie opisuje wszystkie rzezie. Ciężko potem przestać o tym myśleć. Niemniej jest to chyba jedyna książka, która w tak przystępny sposób opisuje chyba wszystkie możliwe aspekty historyczne od tych najstarszych po te współczesne. Nie należy jednak spodziewać się historii. Jest to raczej zbiór reportaży, artykułów oraz wywiadów. Mi ta forma bardzo odpowiadała.
Moja pierwsza i ostatnia książka tego samozwańczego „historyka”. Nie wiem, skąd tak wysoka ocena - przecież to tragedia!
Warto zacząć od tego, że nie jest to książka historyczna, tylko publicystyczna i w takich kategoriach należy ją postrzegać - stąd 2, a nie 1 gwiazdka.
Moim pierwszym problemem jest fakt, że jest to po prostu zlepek artykułów, które w większości były już gdzieś opublikowane. I od tak minimalnego wysiłku w kwestii redakcji, jako czytelnik wymagam czegoś więcej niż uciętych zdań, brakujących słów czy źle dobranej czcionki. A także więcej analizy, bo autor zachowuje się tak, jakby dopiero co odkryta została obecność akcji odwetowych czy współpracy z ciemiężcami. Każdy, kto otworzył podręcznik na historii o tym wie.
Kolejną sprawą jest kompletny brak obiektywności autora. W swojej misji przedstawiania historii w „szarych, a nie czarno-białych kolorach” zgubił się tak bardzo, że w pewnym momencie książka stała się po prostu hołdem dla jego opinii. Swoją drogą - ciężko było nie wyczuć u Zychowicza zamiłowania do kapitalizmu i imperializmu. Przez całą książkę było czuć dziwny powiew nostalgii do czegoś, czego już nigdy nie będzie. A Zychowicz jakby do tego tęsknił. Gdzie indziej przedstawić swój światopogląd, jak nie w kolejnej, kompletnie niepotrzebnej książce.
Dobrze byłoby też przedstawić różnicę między socjalizmem, socjaldemokracją, komunizmem, stalinizmem, bolszewizmem i totalitaryzmem. Odnoszę wrażenie, że dla autora to wszystko jest jednym i tym samym.
Czy dowiedziałam się czegoś ciekawego? Tak. Kilka rozdziałów faktycznie mnie zainteresowało. Ale jak do każdej książki publicystycznej, podchodzę do tego z ogromnym dystansem i dozą krytycyzmu. Fact-check to podstawa.
Niesamowicie mnie ta książka wymęczyła i więcej do Zychowicza nie wrócę. Cenię sobie raczej lepsze źródła - podkreślam! historyczne.
Nieco chaotycznie o historii trudnych relacji z naszym wschodnim sąsiadem. Autor zaczyna od Wołynia, za chwile skacze do XVII w i Kozaków , po chwili IIWŚ, znowu Wołyń, PRL itd. Powoduje to lekkie zamieszanie i sprawia, że kilkukrotnie nadziewamy się na powtarzane informacje, Np. O jakiejś osobie. Częściowo książka jest zbiorem wcześniej publikowanych tekstów. Znajdziemy tu trochę ciekawostek, trochę wywiadów. Ot misz masz. Dla znawców historii raczej nic nowego, a laicy tacy jak ja mogą odnaleźć tu ciekawe wątki. Jak choćby rozwiązanie nurtującego mnie pytania: dlaczego Ukraińcy tak ochoczo walczyli po stronie nazistów podczas IIWŚ.
Jak to się mówi: it's complicated. Nasza wspólna historia nie jest zero-jedynkowa, dlatego warto przeczytać kolejną książkę napisaną przez Piotra Zychowicza. Nie zapraszam do dyskusji krytyków, którzy twierdzą, że książki Zychowicza to zlepek napisanych już wcześniej książek. Cóż. Można było samemu taką jak poniższa napisać. Po prostu zazdraszczacie, a ta książka jest świetna.
Każde państwo powinno prowadzić historię realną, a nie politykę historyczną, bo żaden kraj, żaden naród nie jest biały i idealny. Ma za sobą przeszłość mroczną, taką której chciałby się wyprzeć. Ale nie oznacza to, że cały naród taki był i jest nadal. Nie ważne, czy to Polak, Niemiec, Ukrainiec, czy może Rosjanin
Nierówna - pierwsza cześć z wywiadami (które w większości były już gdzieś kiedyś publikowane) trochę od czapy. Misz masz wszystkiego, co w temacie Ukraińców autor znalazł w swojej działalności. Druga część, pisana przez autora, bardzo ciekawa! Historia realna opowiadana z wrażliwością, refleksyjnością, wnikliwością.
Książka, która daje dużo informacji na temat relacji pomiędzy krajami. Głównie skupia się na historiach lecz jest też troche merytoryki. Morał jest taki: Nauczmy się na błędach naszych przodków i nie zaprzepaśćmy szansy utrzymania Rosji z dala od naszych granic.
Odniosłem wrażenie, że tytuł książki jest jakby mylący - samych Ukraińców w książce jest (dla mnie) niewiele. Bardziej odbieram ją jako próbę opisu historii terenów wchodzących obecnie w skład państwa ukraińskiego (i to też głównie tej prawobrzeżnej części), a nie narodu ukraińskiego. Moim zdaniem, autor nie miał w zanadrzu wystarczającej ilości tekstów na książkę, więc “po podciągał pod temat” co miał, reagując w ten sposób na popyt. Nie zmienia to jednak faktu, że pozycję czyta się dobrze (jak większość dzieł Zychowicza). Pierwsza część książki (ta z wywiadami), była dla mnie trochę nużąca. Potem już “spoko”.