Cykl z Kociołkiem w roli głównej to zdecydowanie moja komfortowa lektura. Idealna na ponure jesienno-zimowe miesiące.
Skrzynia pełna dusz to trzeci tom cyklu i na ten moment uważam, że przebił i tak świetną część pierwszą. Do znanych schematów, Marcin Mortka dokłada szczyptę nowości, systematycznie poszerzając świat przedstawiony o nowe lokację i bohaterów. Zawiązuje też intrygę, której zalążki pojawiły się w poprzednich tomach. Autor doprowadził naszych bohaterów do takiego momentu, że z żalem przeczytałem ostatnią stronę. Jestem niezwykle ciekaw, co dalej z naszą wesołą gromadką.
W Skrzyni pełnej dusz, autor rozwija nie tylko postać Kociołka, ale też pozostałych członków ekipy. Widzę w tym szerszy plan, by każdy z przyjaciół dostał odpowiednio dużo miejsca na swoją historię. Tym samym czytelnik jeszcze bardziej zżywa się z postaciami i im kibicuje.
Ponadto w tomie trzecim nie zabrakło humoru i dobrej bitki. Chociażby scena w saunie rozbawi nawet największego ponuraka. Marcin Mortka świetnie odnajduje się w takim rubasznym klimacie. Kiedy macie w życiu gorszy czas, dajcie szanse Kociołkowi i ekipie. Nie dość, że spędzicie miło czas to skończycie lekturę z uśmiechem na twarzy. To unikatowy cykl fantasy, bo nie przypominam sobie, by takie „happy adventure fantasy” pisał obecnie ktoś jeszcze. Jeżeli nabierzecie ochoty zmienić cięższe klimaty epickiej fantasy to bierzcie się za lekturę przygód sympatycznego karczmarza i jego nie do końca rozgarniętej, ale bardzo sympatycznej ekipy. Nie zawiedziecie się.