Pierwsze spotkanie Oli i Pani bibliotekarki wywołało zupełnie nieoczekiwane wydarzenie, które zakłopotało dziewczynkę. Jednak wrażliwe, pełne empatii dziecko nieświadomie zaczyna pomagać kobiecie pokonać alergię na... dotyk! Dzięki wspólnemu spędzaniu czasu obie dowiadują się o sobie nowych rzeczy i przez to mogą bardziej wpłynąć na swoją przyszłość.
Czy może istnieć przyjaźń między dzieckiem a dorosłym? Czego w takiej relacji może nauczyć się dziecko od dorosłego, a czego dorosły... od dziecka?
2.5 Lubię proste opowieści, ale ta była zbyt prosta. Będzie w porządku dla dzieci, które chcą wskoczyć czytelniczo na ,,wyższy poziom”, czyli sięgać po ksiazki z większa ilością tekstu, już bez ilustracji. Temat fajny, wykonanie niezbyt.
Zdecydowanie pozycja za dzieci w wieku 5 lat, a ponieważ już dawno tyle nie mam, ta książka nie była poprostu dla mnie. Takie rzeczy sie po prostu nie dzieją.
Oj nie zostanę fanką tej książki. Szczerze mówiąc, sięgnęłam po nią głównie ze względu na okładkę i mimo wszystko strasznie się zawiodłam. Dawno nie czytałam tak infantylnej książki skierowanej do dzieci. Główna bohaterka zachowuje się, jakby miała jakieś 10 lat, a nie była dorosłą kobietą. Bo przecież wszystkie "złe" sytuacje można rozwiązać za pomocą czarów.
I okej, ta książka ma swoje momenty (np. relacja pani Ani i Oli), ale za bardzo się irytowałam czytając, aby pomogło to w mojej ocenie.
A powód postrzegania bibliotekarki jako czarownicy przez mieszkańców miasteczka - to już w ogóle szczyt wszystkiego🤦🏼♀️
Mam wrażenie, że autorka chciała przekazać zbyt dużo w tak krótkiej formie i to po prostu nie wyszło...
2,5/5 ⭐ Dodałam tą książkę na czytnik z przypadku. Zobaczyłam ładną okładkę, przeczytałam chwytliwy tytuł, znalazłam ją w jakiejś zakładce ,,książki na jesień" i stwierdziłam - BĘDZIE IDEALNA NA JESIEŃ. No i ten tego... W końcu stwierdziłam, że ją przeczytam, a co - jako, że zachciało mi się zrobić sobie maraton czytelniczy, to kiedy jak nie teraz? Wiedziałam, że jest to książka dziecięca/ młodzieżowa i właściwie tyle. Osobiście bardzo lubię literaturę młodzieżową, bo przy niej mogę się w pełni rozerwać. Jednak tutaj mamy przykład książki dziecięcej, z kategorii tych ,,gorszych". Mam tutaj na myśli, że wszystko jest absurdalnie proste i takie czarno-białe. Historia jako tako nawet mi się podobała, jednak nie mogłam przeboleć dwóch rzeczy:
UWAGA SPOJLERY 1. Pan Julek oświadcza się pani Ani bez uprzedniego romansu. Oczywiście, bohaterowie spędzili ze sobą trochę czasu, ale ani razu się nie pocałowali, nie mówiąc nawet o przytuleniu. I ja wiem, że to książka dla dzieci, ale bez przesady. Bardziej rozsądne dziecko nie da się wrobić w historię, w której gościu po prostu casualowo przychodzi do koleżanki z kwiatami i pyta ,, Zostaniesz moją żoną ?" Ahh gdyby to było tak proste xdd 2. Rodzice Oli giną w straszliwej katastrofie morskiej. Oczywiście Ola dowiaduje się tego długo, długo po fakcie, z listu napisanego przez ciotkę. Z wiadomości jasno wynika - ciotka po Ole nie przyjedzie do Polski, bo kości nie takie i wiek już za stary, a Ola też nie ma po co przyjeżdżać do ciotki bo to inny kraj, inny język, inni ludzie. Co w takiej sytuacji? Pan Julek i pani Ania pytają, czy Ola zostanie ich córką. I jak sami przyznają, już wcześniej myśleli o tym, gdyby rodzice dziewczynki nie wrócili zza granicy. No super. Taka ta śmierć trochę wykrakana. Trochę bardzo. Co robi Ola ? Oczywiście godzi się bez większego zastanowienia i po chwili wszyscy są już piękną, roześmianą rodziną i się przytulają. Ola halo! Rodzice ci nie żyją. Jesteś sierotą, ogarnij się. Dobra tak, wcześniej płakała, ale jak tylko usłyszała propozycje- od razu przestała. Tak jakby problem zniknął, co prawda rodzice nie żyją, ale yolo. Już nie wspominając o tym, że parokrotnie wspominany był brat Oli. Ale jego to już Julek i Ania nie wzięli, no bo po co xd On niech się martwi.
Kurcze…. początek to było coś niesamowitego, myślałem, że ta książka będzie moją ulubioną, ale około 3 ostatnie rozdziały były aż za bardzo filmowe, zero zaskoczeń w fabule. Nie żałuję, że przeczytałem, ale oczekiwałem czegoś nieco innego.
Ogólny zarys: bibliotekarka, której nikt nie lubi, bo ma czerwone paznokcie i lodowate spojrzenie. Poza tym jest uczulona na dotyk. Zaprzyjaźnia się z dziewczynką, której wypożyczyła jakąś książkę do szkoły, ze starszą sąsiadką, której pomogła, kiedy ta miała wypadek i z dyrektorem biblioteki.
Książka dla dzieci pełna morałów. Przy każdym z nich narrator zwraca się bezpośrednio do czytelników: "rozejrzyjcie się... zobaczcie... Itp". Bardzo to infantylne.
Bohaterowie są wyidealizowani, nie popełniają błędów, zawsze mają rację, poza tym wszystko im sprzyja i idzie po ich myśli.
Jeden z ważniejszych wątków pozostaje niewyjaśniony. Główna bohaterka na magiczną moc i jak na coś wskaże palcem, to dzieje się magia. Nie wiadomo skąd, dlaczego, po co? Jak w zasadzie ona działa? Wystarczy, że ona coś pomyśli? Bohaterka swojej mocy używa oczywiście tylko w słusznej sprawie. Np. jacyś chuligani łamią w parku galezie, ona pokazuje na nich palcem więc oni podbiegają do śmieciarki, która tam akurat stoi i zaczynają zbierać śmieci.
Poza tym bardzo uderzyła mnie jedna uwaga. Dziewczynka mówi, że tak sobie w szkole, bo coś tam z matematyki jej nie idzie. Na co bibliotekarka: Nie martw się, ja też nie umiałam w matematykę i dlatego zostałam bibliotekarką. Serio? Jak ktoś nie zna matematyki, to od razu musi być humanistą i lubic książki i znać się na literaturze? A poza tym, gdzie jakiś tekst typu: Hej, może siądziemy razem i spróbujemy to zrozumieć? Czemu nieznajomość matematyki ma być jakąś wymówką, żeby iść drogą na skróty? I gdyby lubiła matematykę, to nie byłaby bibliotekarką, bo miałaby jakąś alternatywę?
Nie mogę pominąć faktu rodziny dziewczynki. Jej rodzice pojechali za granicę, bo mieli długi i mieszka w jakiegoś typu rodzinie zastępczej. Pozwalają jej jeździć z tą bibliotekarką, której na oczy nie widzieli do starszej pani do szpitala i z dyrektorem do domu dziecka dać prezenty na Mikołaja. Niby cele szczytne i tak dalej, ale gdzie jakaś odpowiedzialność, chociażby rozmowa z tymi ludźmi? O wszystkie zgody pytała dziewczynka i mówiła, że się zgodzili. Chyba że kłamała, ale raczej nie, bo jest idealna, grzeczna itd...
No i zakończenie... Kumplują się od mniej więcej kilku miesięcy? I dyrektor prosi dziewczynkę i starszą panią, żeby przyszły do biblioteki i przy nich oświadcza się bibliotekarce. Potem, uwaga, bo to było do przewidzenia od dawna, rodzice dziewczynki, którzy w XXI wieku pojechali za granicę zginęli w katastrofie statku. Przecież nie nogi pojechać do Anglii ani do Niemiec czy Holandii, tylko gdzie oni w ogóle popłynęli tym statkiem? No ale teraz dyrektor i bibliotekarka będą adoptować dziewczynkę. Pada tekst typu: Rozmawialiśmy wcześniej, że gdyby twoi rodzice nie wrócili, to cię zaadoptujemy...
Ps. Starsza pani co chwilę mówi "a jakże". Grrrr
Podsumowując, bardzo mi się nie podobało. Bohaterowie nijacy, bez wad, wszystko się układa po ich myśli. Morały podane łopatologicznie, patrzcie tu leży morał, tak róbcie, a tak to już nie. Zdecydowanie nie polecam. A tak się ładnie zapowiadało.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Z założenia jest książką dla dzieci, ale ja po przeczytaniu bardzo zachęcam ,aby sięgnęli po nią również dorośli. Jest to cudowna historia o przyjaźni i relacjach międzyludzkich.
Pani bibliotekarka to kobieta o zimnym dotyku, lodowobłękitnych oczach i krwistoczerwonych paznokciach. Nigdy się nie uśmiecha, nie ma nikogo bliskiego, jest jak nie z tego świata, z dala od wszystkich. I pewnie tak by nadal wyglądało jej życie, gdyby pewnego dnia nie pojawiła się w bibliotece Ola. Spotkanie z nią na zawsze odmieniło nie tylko życie, ale i serce kobiety. Lód, którym skuta była codzienność bibliotekarki zaczął z dnia na dzień topnieć odsłaniając coraz piękniejsze widoki na przyszłość pani Ani. Życie Oli również nabrało całkiem innych barw. Przyjaźń tego dziecka z dorosłą osobą pokazuje jak wiele wzajemnie mogą od siebie czerpać. Każdy dzień przynosi im nowe powody do uśmiechu, a gdy jeszcze do tej dwójki dołączy starsza pani i pewien mężczyzna.. więcej nie zdradzę..
Książkę przeczytałam w ciągu jednego dnia, nie tylko dlatego, że dzięki dużej czcionce dobrze się czytało, ale głównie przez to, że wciągnęła mnie magia tej historii. Autorka pokazuje poprzez nią dzieciom, a przypomina nam dorosłym, jak nie wiele potrzeba żeby dać radość drugiej osobie. Jak zwykłą ludzką życzliwością przegonić koszmary przeszłości, samotność, pustkę. Uśmiech, zainteresowanie, obecność w życiu człowieka, który żyje obok nas, nic nie kosztuje a może zdziałać największe cuda.
Przeczytałam z polecenia pani bibliotekarki <33 Bardzo mi się podobała ! Szybka akcja, dobrze wykreowani bohaterowie i cozy klimat <3 Kocham to jak Ola zawiera przyjaźń z Panią wykluczona ze środowiska. Uwielbiam Olę jako bohaterkę ❤️🩹 Najbardziej podobało mi się to jak podrzuciła pieska ! Nie będę się już rozpisywała o fabule jednak bardzo polecam. Książka z morałem 💕 Odejmuje gwiazdkę za to ze zakończenie było dosyć przewidywalne. Ale polecam !
4.5 Naprawdę cudowna historia! Mimo że nie jestem docelowym odbiorcą, wspaniale się bawiłam i bardzo podobały mi się przygody Pani Ani i Oli 🧡 Na kilka godzin przeniosłem się do innego świata i spędziłam tam bardzo miło czas!
Zdecydowanie książka przeznaczona dla młodszej grupy czytelników, jednak może być dobra również dla starszych, aby na powrót uwierzyć i poczuć magię. Bardzo prostym językiem pisana i zakończenie ma banalne, ale miło było z wielką przyjemnością poznać tę historię
„Zaczarowana Pani Bibliotekarka” to opowieść specyficzna, z pogranicza realizmu magicznego. Książka dedykowana młodszemu czytelnikowi, jednak napisana w taki sposób, że kojarzy się z literaturą piękną lub baśniami. Piękny język wspaniale opisuje to, co wydarzyło się po pierwszym spotkaniu małej Oli z Panią Bibliotekarką.
Czy osoby pracujące w bibliotece muszą być otwarte, miłe i życzliwe dla wypożyczających książki? Okazuje się, że niekoniecznie. To praca jak każda inna. A wszak każdy ma prawo do gorszego dnia i złego humoru. Co innego, jeśli jego zachowanie nie jest zamierzone, a nawet człowiek nie jest świadomy tego, jak jego czyny są odbierane przez innych.
Pani Bibliotekarka była osobą samotną, zamkniętą w sobie, unikającą ludzi i bojącą się kontaktu fizycznego, w tym nawet jakiegokolwiek dotknięcia. Jej serce było zimne jak lód, spojrzenie lodowate, a makijaż i lakier na paznokciach kojarzony z czymś drapieżnym i niebezpiecznym. Ludzie bali się Bibliotekarki i głośno komentowali jej zachowanie, wygląd i ubiór. Gdy więc pewnego dnia do biblioteki przyszła Ola, zagorzała czytelniczka, nikt nie spodziewał się, że to wydarzenie wpłynie nie tylko na Panią Bibliotekarkę. Jednak otwartość dziewczynki, jej ciekawość świata i umiejętność zobaczenie w drugim człowieku czegoś dobrego sprawiła, że chłód w oczach Bibliotekarki zaczął maleć, a kobieta zaczęła jakby budzić się do życia.
„Zaczarowana Pani Bibliotekarka” to krótka książeczka dla dzieci, która pokazuje jak ważne jest przełamanie w sobie pewnych zachowań, jak szkodliwe jest szufladkowanie ludzi i krytykowanie na podstawie tego, co się widzi. Pokazano czym jest prawdziwa przyjaźń i otwartość, jak dobro uczynione wraca do nas.
Historia może nie jest porywająca, ale ta odrobina magii, którą znajdziemy w książce, a także młoda bohaterka, która wspaniale wpływa na ludzi to atrybuty tej opowieści. Ciekawi mnie nawet, jak potoczą się dalsze losy bohaterów w kolejnych częściach serii. Być może kiedyś po nie sięgnę.
Przedstawienie braku rodziców i braku ich zaangażowania w życie własnego dziecka - nawet za pomocą telefonów, rozmów z dorosłymi ludźmi, z którymi ta spędza czas (zamiast ze swoimi rówieśnikami) jest trochę nieodpowiedzialne i szkodliwe.
Prosta historia, pełna moralizatorskiego tonu i wyidealizowanych postaci, jednak w przyszłości mojemu dziecku nie chciałabym czytać czegoś aż tak nieskomplikowanego, co wnosi tylko "nie śmieć", "nie ucz się matematyki, możesz zostać bibliotekarka" itp.
Bardzo niewiele wrażliwości w stosunku do głównej bohaterki, wiele za to dla dorosłej kobiety, która ma uczulenie na dotyk. Nie jestem pewna czy przedstawienie historii, gdzie to dziecko za wszelką cenę pomaga dorosłemu, a nie na odwrót (jak powinno być w normalnym świecie), jest wartościami, które ja sama chciałabym przekazywać dalej.
Na szczęście to dorosły wybiera, jaką literaturę podsunąć najmłodszym.
Końcówka porusza naprawdę poważny problem, który jest kompletnie zignorowany i pominięty, potraktowany po macoszemu, zamieciony pod dywan... nie wiem jeszcze jakiś określeń użyć, ale to już sprawiło, że po prostu się wkurzyłam. Jak można tak spłycić (dosłownie) tragedię? XD
Książka przekazuje głównie dobre wartości, ale ma spore niedociągnięcia. Rozumiem, że autorka chciała ukazać przemianę głównej bohaterki, ale stworzyła koszmarny obraz bibliotekarki, która mroziła krew w żyłach i wywoływała odrazę (czego nie rozumiem). Dziwi, że nikt nie znał jej imienia, że ludzie nagle po iluś latach usłyszeli jej głos (wcześniej się nie odzywała?). Choć to pozycja kierowana do młodszych czytelników, odniosłam wrażenie, jakby autorka nie wierzyła w inteligencję dzieci, które przecież potrafią zadawać bardzo trafne pytania, co widać po jednej z bohaterek "Zaczarowanej Pani bibliotekarki". Niecała trójka za dobre rzeczy, bo ogólny wydźwięk jest całkiem w porządku.
Tak sczerze to trochę się zawiodłam. Mysłalam że będzie ciekawsza i o wiele inna a okazała się średnia. Pani bibliotekarka miała moc która wgl nie została bardziej wytłumaczona a to by się przydało. Nie podobały mi się niektóre zachowania np na końcu dziewczynka dowiedziała się że jej rodzice zginęli przybiegła do pani Ani (bibliotekarki) i pana Julka(dyrektor biblioteki) i powiedziała im o tym co się stało a oni jej zaproponowali że oni moga być jej rodzicami i że już nawet wcześniej o tym myśleli. Nie zbyt mi się to podobało, rozumiem zamysł ,ale wykonanie bardzo średnie. Dla młodszych czytelników może by była lepsza 2,5/5
This entire review has been hidden because of spoilers.
⭐️ 2,5 Rozumiem, że jest to literatura dziecięca. A ja nie jestem grupą docelową. Mimo to liczyłam ma lekko, ciepłą historię o bohaterce, która jest moją imiennczką. I po części tak waśnie było, ale ostatnie rozdziały to jedno wielkie nieporozumienie, nawet jak na książkę dla dzieci. Uważam, że nawet dzieci nie uwierzyłyby w takie zakończenie, ponieważ jest ono absurdalne.
Bardzo, bardzo mądra książeczka dla dzieciaczków. Trudne tematy pokazane w bardzo przystępny sposób, bo przecież nawet nieznajomy mijany na ulicy może mieć alergie na dotyk,prawda?
3,5 Bardzo urocza i rozkoszna historia. Coś na podobieństwo tych japońskich, ale polskie. Raczej prosta, niczym się nie wyróżnia, ale i tak mi się podobała.