„Panie Wojtku, kilka dni po pana spotkaniu autorskim, gdy opowiadał pan o cudownych ikonach Matki Boskiej, zaczęły się dziać rzeczy niezwykłe. Kobieta z Masiewa zobaczyła na strychu niezwykły blask. Znalazła tam ikonę świętego Mikołaja Cudotwórcy…
Pojechałem zatem do Narewki, aby dowiedzieć się więcej. Za oknem zimno i plucha. Siedzimy pośród ludowych tkanin, pijemy gorącą herbatę i słuchamy opowieści.
– A jakby Bóg umarł, to co by było? – Szto Ty? Zdurieł? Jakże tak Pan Bóg umierł? – No, ale jakby umarł? To co by było? – Jak to szto? Światyj Mikołaj Cudotworiec porządku by pilnował!
To miejscowa pohaworka. Przypowiastka zasłyszana przy jednym z tutejszych płotów. Najlepiej oddaje, kim dla prawosławia jest Święty Mikołaj Cudotwórca.
Uświęcony już w łonie matki, czynił cuda jeszcze zanim zaczął pić mleko i pościł zanim zaczął jeść. Starannie dobierał przyjaciół, unikał próżnych rozmów. Nie prowadził rozmów z kobietami. Nawet na nie nie patrzył. Spędzał całe dnie w świątyni na modlitwie i czytaniu świętych ksiąg. Majątek po rodzicach rozdał ubogim. Dary podrzucał w tajemnicy, aby mu nie dziękowano. Obrońca uciśnionych. Uzdrowiciel. Gdy płynął do Ziemi Świętej, zerwała się straszna burza, modlitwa Mikołaja uspokoiła jednak morze. Cichy i łag0dny w usposobieniu. Dla wszystkich życzliwy. Płaczących pocieszał. Żebrzących wspomagał. Skromnie ubrany. Jadał raz dziennie. Oczywiście tylko postne potrawy.”
Nie zachwyciła mnie ta książka. Może tu chodzi o styl pisania pana Koronkiewicza, może chodzi o to, że spodziewałam się zupełnie innej formy. Ot, pan jeździ po wsiach i pisze. Ale głównie o tym jak jeździ i niekoniecznie był w stanie zainteresować mnie miejscami, o których snuje opowieść.
Przyznam, że rozdziały o uchodźcach w Białowieży mnie zmroziły. Szczególnie refleksja o tym jak bardzo znieczulony jest aparat władzy na to, co się tam dzieje. I jak ta sama znieczulica dotyka mundurowych.
Nigdy nie miałam złudzeń, co do tego, że w naszym narodzie są prawdziwi bohaterowie i najgorsze kanalie. I czasami, gdy czytam o pogromach Żydów z lat wojennych i powojennych, boleśnie przypominam sobie, że człowiek człowiekowi wilkiem.
Książka dość krótka i lekka, pomimo podejmowania przez autora niewygodnych tematów i tragicznych zdarzeń z kart historii.
Nie ukrywam, że przymierzając się do niej spodziewałam się innych treści. Miałam cichą nadzieję, że znajdzie się w niej miejsce na kilka mniej znanych podlaskich ciekawostek, np. o Orli czy szeptuchach; tematów, których nie ma na pierwszych stronach gazet.
książkę pożyczył mi tata, sama z siebie raczej nigdy bym jej nie odnalazła! bardzo mi się spodobała, jako laika wprowadziła mnie w świat Podlasia i zaciekawiła jego mrocznymi sekretami... bardzo fajny start czytelniczego 2023
Miałam kompletnie inne oczekiwania co do tej książki: liczyłam na folkowe legendy, słowiańskie anegdotki, historyjki PRL'skiej nostalgii. Zamiast tego dostałam skupisko randomowych ploteczek z różnych wsi, pogromy, kryzysy polityczne: dużo ważnych przekazów, zapomnianych tragedii.
Odnoszę wrażenie że autor nie miał jasnej wizji tej ksiazki - próbował żartobliwym(?) tonem ukazać smutna rzeczywistość podlaskich zakamarków, wplątując swoje małe autorefleksje, po czym w drugiej połowie książki jego ton kompletnie się zmienia, porusza tematy bolesne, które mimo że ważne i nie powinny zostać zapomniane, sa az nazbyt często powielane w literaturze współczesnej Podlasia.
Dwie gwiazdki za obrazowe przedstawienie dramatu "w puszczy" i ciekawości o Piłsudskim. Poczucie humoru autora kompletnie do mnie nie trafia, niestety zamiast lektury zabobonów i zwyczajow podlaskich, dostałam relacje dramatów historycznych które są mi już bardzo dobrze znane.
Przyciągnął mnie tytuł. No na bank coś o złych duchach, wiedźmach, szeptuchach. Mhm, ja ściebie.
Najpierw mamy infantylne wojaże z pamiętniczkiem. Potem pojawia się dorosły i trochę się ratuje, tak do dwóch gwiazdek, po czym jest ostatni rozdział. O tytułowych jabłkach. I dlaczego się ich nie zbiera? Bo tak - powiedziała babka. Noż kurwa mać i ja pierdole! Serio!?!
Nie czyta się książek z tego wydawnictwa. Bo tak mówię. :P
A taka fajna była nazwa i obiecujące tytuły. Marketing, wydmuszka, pazłotko, gówno w papierku... et omnia vanitas!
Bardzo krótka do przeczytania książka, co rozdział to nowa historyjka z innego miejsca. Trochę jak przejażdżka z przewodnikiem po okolicy, podczas której słyszymy anegdoty, ciekawostki, oglądamy ciekawe miejsca, uczymy się trochę o lokalnym folklorze. W wielu miejscach pomyślałem "hej, fajnie by było pojechać w to miejsce". Dodatkowy plus za zdjęcia ilustrujące rozdziały. Niestety w przypadku tej książki zawiodły mnie oczekiwania i opis, tak naprawdę głębszego zrozumienia albo szerszego opisu lokalnych wierzeń, zabobonów i czarów jest bardzo mało, nie więcej niż można usłyszeć podczas krótkiego spaceru. Pod tym względem pozostaje spory niedosyt.
Podobał mi się tytuł. I właściwie to tyle. No może jeszcze rozdział "Dusza mieszka za ręcznikiem" miał potencjał. Oczekiwałam czegoś innego, niż to, co dostałam. Gdybym nastawiła się psychicznie na podróż autora, który chyba nie miał co ze sobą zrobić, i zaczepianie przez niego randomowych osób na ulicy to może dałabym 3 gwiazdki
bardzo średnia. szybko się czyta, jest podzielona na krótkie rozdzialiki bardzo denerwujący styl pisania spodziewałam się czegoś innego, że będzie więcej tajemniczych opowieści, bajek, szeptuch i duchów mimo wszystko podsunęła mi ta książka pomysły na wycieczki rowerowe dookoła Białegostoku, chociaż w sumie chyba łatwiej byłoby kupić przewodnik
Zaczęłam bardziej interesować się kulturą Podlasia i oczekiwałam tematyki zgodnej z tytułem, a książka w znacznej mierze mówi o Żydach i narodowcach. Ciekawie napisana, ale tytuł zdecydowanie nie pasuje do treści.
Nie chce oceniać tej książki, bo byłoby to bardzo emocjonalne. Znam te strony, znam historię o których nikt tam nie chce wspominać. Cieszę się, że wpadłam na tę książkę przez przypadek.