Jump to ratings and reviews
Rate this book

Bidul

Rate this book
Dziesięcioletni Borys, chłopiec z patologicznej, wiejskiej rodziny, zostaje oddany do domu dziecka. Dzień po dniu Borys relacjonuje wydarzenia, których jest uczestnikiem lub świadkiem, opowiada o świecie wynaturzonym, wstrętnym i nieludzkim.

256 pages, Hardcover

First published March 3, 2004

2 people are currently reading
60 people want to read

About the author

Mariusz Maślanka

6 books5 followers
Mariusz Maślanka przyszedł na świat w Końskich w 1975 roku. Jest prozaikiem i malarzem.

Zadebiutował w 2004 roku powieścią Bidul, opowiadającą historię chłopca dorastającego w domu dziecka.

W latach 2006-2007 ukazały się jego kolejne książki - zbiór opowiadań Kroki i powieść Na imię mam Jestem.

W 2008 roku nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazała się książka zatytułowana Jutro będzie lepiej, opisująca losy dziesięcioletniego Borysa Mleczki wychowywanego w patologicznej rodzinie.

Mariusz Maślanka mieszka i pracuje w Kielcach.

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
21 (11%)
4 stars
80 (45%)
3 stars
64 (36%)
2 stars
9 (5%)
1 star
3 (1%)
Displaying 1 - 10 of 10 reviews
Profile Image for Rysiaczek.
155 reviews1 follower
August 16, 2014
Złe. Dobre. Strasznie złe. Strasznie dobre.
Profile Image for Magdalena.
36 reviews2 followers
October 14, 2024
"Bidul" Mariusza Maślanki to owita humorystyczną nutką tragiczna opowieść o marginesie społecznym w czasach obalania komunizmu. Główny bohater Borys trafia wraz w rodzeństwem do tytułowego bidula, czyli domu dziecka i przedstawia nam historię pełną patologicznych zachowań ludzi, którzy nie mieli szansy poznać dobrego, pełnego szczęśliwych chwil dzieciństwa. Już pierwszego dnia pokazuje, jak stara się przetrwać w życiu pełnym okrucieństwa. Wiadomo, że nie od razu mu się udaje, nie szuka bohaterskich wyjść z sytuacji - chce po prostu w spokoju przeżyć kolejny dzień.
Książka przeplatana jest pierwszoosobową narracją z listami pisanymi do Pana Nikt, czyli właściwie nikogo ważnego. Gdyby był to ktoś ważny, listy nie byłyby rwane i wyrzucane do kosza tuż po skończeniu pisania. To monolog wewnętrzny, pisany z błędami ortograficznymi, dzięki czemu nabiera realizmu. Pisana bez zwracania uwagi na znaki interpunkcyjne w dziecięcy sposób. Czytelnik czuje się, jakby czytał czyjś pamiętnik, by w kolejnym rozdziale znów móc czytać książkę w formie normalnej powieści.
Można by dyskutować bez końca - czy potrzebne są w tej książce tak ogromne ilości przekleństw. Wielu mogłoby się zdegustować, bo jak to tak, używać takiego języka w literaturze? Tylko że właśnie dzięki temu "Bidul" nabiera autentyczności. Bardziej oddaje emocje bohatera, jego odczucia. Osobiście nie uważam, że ich ilość została przesadzona - jest dodana w odpowiednich momentach, kiedy Borys ma naprawdę - jakieś tam, większe bądź mniejsze - powody, by ich użyć.
W książce zachwycająca jest zmiana bohatera - z dziecka, dla którego ważna jest zabawa, jego własne odczucia do dojrzałego, odpowiedzialnego (no, nie tak całkiem, ale kto z nas nie popełnia błędów?) mężczyzny. O ile na początku nie pałałam do niego sympatią (chociaż też nie nienawidziłam) o tyle pod koniec książki zachwycało mnie, jak inteligentny się stał. Jakimś cudem udało mu się wyrosnąć na porządnego człowieka, mimo tego, w jakim środowisku przebywał. Nawet zaczęłam odczuwać pewne podobieństwo w naszym patrzeniu na świat, to jak nie szedł z tłumem, nie dawał się przekonać do wielu głupstw, używał rozumu.
Najciekawsze jest to, że książka zawiera wątki autobiograficzny, ponieważ jak wyczytałam z różnych źródeł - autor powieści sam trafił w swoich wczesnych latach życia do domu dziecka.
Jestem zachwycona. Naprawdę dawno nie przeczytałam tak dobrej książki. Mimo, że na wielu portalach nie ma zbyt wysokich ocen, jestem przekonana, że postawienie tu pełnej 10 z mojej strony nie będzie błędem.
31 reviews18 followers
November 8, 2012
Chłopiec z okładki jest śliczny. To tak tytułem wstępu.

W przypadku hiperrealizmu nie ma co się zachwycać. Czytelnik jest gotów uwierzyć w wydarzenia przedstawione w „Bidulu”, bo te wydarzenia są autentyczne. Zazwyczaj zresztą wierzymy w to, co piszą w autobiografiach (od razu odpieram zarzuty: "książka oparta na wątkach autobiograficznych" to nadal z punktu widzenia recenzenta autobiografia, odpada bowiem element oceniania fantazji piszącego, obowiązkowy w przypadku fikcji).
Chyba że się mylę?
Akurat to, co do przekazania miał Maślanka, to rzecz, jakby to ująć, cholernie dobra. Brakowało mi książki z tak świetnie zbalansowanymi tragizmem i komizmem. W istocie jest tak, jak podają oficjalne (i nieoficjalne również) recenzje: spisywanie na bieżąco wspomnienia swoich dramatycznych przeżyć główny bohater, przez pewną część książki jeszcze małe dziecko, ujmuje niekiedy w słowach wręcz rozbrajających. Robi się groteskowo, gdy coś nam podpowiada śmiać się, gdy czytamy o molestowaniu pensjonariuszy Domu Dziecka przez ich starszych kolegów. (Zresztą, jest to jeden z moich ulubionych tego typu opisów we współczesnej literaturze polskiej; nie ucieka się do powszechnie stosowanego zbereźnego zbieractwa obrzydzenia czytelników i choć jest, lekko mówiąc, anatomicznie poprawny i szczegółowy jak instrukcja obsługi, przeciętny czytelnik wciąż jest w stanie śledzić walory merytoryczne, istotne dla fabuły całej książki).

"Bidul" nie pozwala się przez wiele lat (sic!) zapomnieć. Niemało przeczytałam książek typu "tragiczne wspomnienia" i większość z nich (szczególnie z serii "Pisane przez życie") nie dalej jak po dwóch miesiącach zupełnie wylatywała mi z głowy albo mieszała się z innymi w wyjątkowo paskudny scenariusz, "książkę opartą na wątkach autobiograficznych" Mariusza Maślanki zapamiętałam jednak na bardzo długo - dziś, gdy piszę tę recenzję, minęło zapewnie z pięć lat, odkąd po raz ostatni odłożyłam ją na półkę. Nie wiem, skąd bierze się to, że historia tego dziecka, chłopca, człowieka zapada tak w pamięć, że przenika do codzienności, że porusza - ale wyszło świetnie. Choć autor nie należy do najwybitniejszych (szczerze mówiąc styl ten można najłagodniej nazwać "pamiętnikowym" - nawet w końcowych fazach rozwoju głównego bohatera, gdy jest już zapalonym studentem wszystkiego, co go po drodze zdążyło zainteresować), jego pisanina (w jak najbardziej niepejoratywnym tego słowa znaczeniu) wchodzi dość gładko (może z wyjątkiem pierwszych listów do Pana Nikt, nafaszerowanych - specjalnie - błędami tak koszmarnymi, że niekiedy miałam problem z rozszyfrowaniem tego, jak to się mówi, co autor miał na myśli, a jeszcze a propos, same listy do pana Nikt, choć z zapowiedzi wydawały mi się mało ciekawym rozwiązaniem, okazały się strzałem w dziesiątkę, co mnie bardzo zaskoczyło), a ponieważ nie powinnam się spodziewać po autorze tej kategorii tekstu wysokich lotów (pod względem czysto technicznym), za brak beznadziejnych błędów i jako tako dobrze poprowadzoną fabułę przyznaję mu bardzo gorącą pochwałę.

Wspomniane celowe robienie błędów też wyszło mu dobrze, a to, w brew pozorą nie latwe zadnaie.

Istotnie najlepszym z perspektywy literatury zabiegiem Mariusza Maślanki był przekrojowy obraz "procesu przemiany głównego bohatera", stanowiący dla wszystkich niewyobrażalny problem od czasów Cezarego Baryki. Tak na dobrą sprawę wystarczyłyby same listy - ich poprawiająca się z rozdziału na rozdział forma, coraz ambitniejsza treść; ale autor nie poprzestał na listach i ukazał nam wielkie zwycięstwo - choć nigdzie nie jest to napisane, ja osobiście odnoszę wrażenie, że tekst kończy się ogólnopolskimi owacjami na stojąco, i to nie dla głównego bohatera, ale dla człowieka, którym, choćby w zamyśle, jest, i mało tego, nie tylko dla j e d n e g o człowieka, ale dla wszystkich dzieciaków w prowincjonalnych Domach Dziecka, które odniosły sukces lub którym - co ważniejsze - ów sukces jest pisany.
Choć momentami tak makabryczna, choć z założenia tak smutna, książka Mariusza Maślanki jest rozkosznie optymistyczna.

Przed podsumowaniem muszę dodać jeszcze jedną małą dygresję, nie dotyczącą stricte "Bidula", ale postaci samego autora. To beznadziejna ksenofobia z mojej strony, ale trochę bawi mnie to, że Maślanka pisze do nas książki z Kielc. I nie ukrywam - przyznając się do tym bardziej haniebnej ksenofobii - że ma to pewien wpływ (niby niewielki, ale...) na moją ocenę tego konkretnego dzieła; widzę, jak oceniane są jego dwie późniejsze książki (niżej niż debiut) i domyślam się, jakim jest człowiekiem, jakim będzie pisarzem lub jakim nie będzie i kim będzie wówczas - chodzi mi konkretnie o to, że po bardzo udanej pierwszej próbie, szokującym groteskowym dramacie z elementami ironii wysokiego formatu Maślanka usiłuje stać się pisarzem dla duszy, i jak widać po kolejnych podejściach, czegoś mu do tej roli brakuje (o czym szerzej wypowiem się, gdy już przeczytam "Na imię mam Jestem" i "Jutro będzie lepiej"); i jeszcze te Kielce... Ale jak powiedziałam wcześniej: takim inspirującym postaciom należy kibicować, by wiodły za sobą tłumy. A być może, maleńkimi krokami, naprawimy to pieprzone kieleckie i całą Polskę.
I to właśnie było podsumowanie.
Profile Image for agatatoczyta.
326 reviews19 followers
November 9, 2025
3,5

Z moich (nie tak znowu wielkich) doświadczeń w pracy z dziećmi z domu dziecka wynika, że to, co napisał Mariusz Maślanka, może być bardzo prawdziwe. A im bardziej prawdziwe, tym bardziej przerażające. Kolejny ważny głos w sprawie wadliwego systemu opiekuńczo-wychowawczego w Polsce.
Profile Image for Czytanka.
103 reviews
April 26, 2022
Dobrze oddane przeżycia z początku wielu rzeczy nieświadomego dziecka a na końcu dorosłego któryvpróbuje ułożyć sobie życie
21 reviews
September 19, 2011
Wstrząsająca opowieść chłopca, który dzieciństwo spędził w domu dziecka. Na przełomie 10 lat obserwujemy przeistaczanie się z zahukanego malucha, przez dorastającego nastolatka, aż do pełnoletniego młodzieńca.

Trzy *** za:

- Dobrze ukazana przemiana głównego bohatera. Choćby motyw błędów ortograficznych, które ciągle popełnia w listach. Po pewnym czasie pisanie idzie mu co raz lepiej. Zaczyna stosować znaki interpunkcyjne, wzbogaca słownictwo, ewoluuje styl. A zawdzięcza to czytaniu książek, bo ciągle poszerza krąg zainteresowań i odczuwa głód wiedzy. Nagle dostrzega potrzebę oglądania albumów malarstwa, czytania gazet codziennych, książek o sporcie, geografii itp. Biblioteka staje się jego arkadią. (W tym przypadku jestem w stanie pojąć skąd w bohaterze zmiana stylu wypowiedzi, czego nie mogę powiedzieć o Ewie z „Ono” Terakowskiej.)

- Autor dzięki drastycznemu językowi i brutalnym opisom sytuacji sprawia, że czytelnik jest gotów uwierzyć, że wszystko to naprawdę miało miejsce. Przerażający realizm.

- Pomimo ciężkiego tematu, czasem wręcz makabrycznych wątków całość obfituje w dużą dawkę humoru. Na próżno szukać w tekście użalania się nad sobą czy potrzeby współczucia. Mimo nieciekawego losu i niejasnej przyszłości bohater potrafi dostrzec pozytywne strony zaistniałych wydarzeń. Przemyca często niepozorną ironię czy zabawną dygresję, co chcąc czy nie chcąc wywołuje salwę śmiechu.
Profile Image for Monika.
781 reviews82 followers
Read
August 3, 2011
mam syndrom niedokończonej książki - ostatnio czytam książkę i początkowo mi się podoba, a im ją dłużej czytam tym bardziej wydaje mi się nudna i mało odkrywcza, kilku nie dokończyłam, "Bidul" akurat mi się udało skończyć, ale męczyłam się strasznie przy finiszu.
Displaying 1 - 10 of 10 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.