Zmieniła go miłość, przed którą się bronił Ariel Kwiatkowski podczas przeglądania internetowych ofert pracy trafia na taką, która brzmi niezwykle intrygująco. Po serii rozmów i wywiadów rozpoczyna szkolenie, mające przygotować go do roli specjalnego agenta działającego w czasach II wojny światowej. Wkrótce dostaje nową tożsamość i zostaje Arielem von Winterfeldem - w połowie Niemcem, w połowie Polakiem. Odesłany do przeszłości błyskawicznie nawiązuje znajomość z dwoma ważnymi dla niego postaciami - Aleksandrem Wiśniewskim, wprowadzającym go w struktury polskiego podziemia, oraz Hansem Engelem, pomagającym mu poradzić sobie z trudnościami ze strony nazistów. Po początkowej nadziei na powodzenie misji sprawy przybierają obrót niekorzystny dla Ariela i jego mocodawców. Gdy do gry ze złem wdzierają się miłość i przyjaźń, chłopakowi z trudem przychodzi odłożyć emocje na bok i myśleć tylko przez pryzmat realizacji ambitnych planów, mających zmienić bieg dziejów.
Pierwszy raz przeczytałam podziękowania, bo zaintrygowała mnie Autorka, a dokładnie co jej siedziało w głowie, gdy pisała te książkę- polecam przeczytać. Co do samej książki to... jestem zaskoczona. Pozytywnie. Nie chcę zdradzać szczegółów by nie spojlerować. Chcę zaznaczyć, że nie należę do osób wybitnie uzdolnionych humanistycznie, historia nigdy nie należała do grona moich ulubionych przedmiotów. Uważałam i nadal uważam, że nie ma co się w nią zagłębiać. Powierzchowność wystarczy, by uczyć się na błędach innych. Więc nie jestem specem od II wojny światowej i nie wypowiem się na ile ta książka wpisuje się w klimat tamtych lat. Jedynie mogę opierać się na emocjach jakich doświadczyłam podczas czytania, a był ich pełen wachlarz. Rada, nie zrażajcie się prologiem tj ja. Na prawdę warto przeczytać. Godziny jakie poświęciłam tej książce uważam za dobrze zagospodarowane. To bardzo dobry debiut. Czekam na kontynuację.
"W pogoni za losem" to próba napisania nie tylko kolejnej queerowej książki na polskim gruncie, ale też wprowadzenie bohaterow nieheteroseksualnych w fabułę większą niż "odkrywam kim jestem", i chociażby za to będę bronić jej w pewnych kwestiach.
Generalnie nie jest źle. Nie jest też idealnie, o czym za chwilę, ale ta zdziebka fanfikowa narracja ułatwia czytanie. Trzymam kciuki za autorkę i jej rozwój pisarski, bo idzie w dobrą stronę, tylko potrzebuje wyszlifowania. Historia Ariela brzmiała, jakby ktoś ją opowiadał, zamiast dziać się przed oczyma czytelnika, niektóre dialogi wyglądały nienaturalnie czy opisy były wtórne. Nie wiem na ile to przewinienie autorki czy redakcji, bo zdarzały się błędy różnego rodzaju, już pomijając moment, kiedy dwie sceny pod rząd były swoją kalką i wyglądały, jakby ktoś plik źle przeniósł. Ale skupmy się na samej historii.
Postawienie akcji w obliczu II wojny światowej (dokladniej 1941 roku), co więcej – dodanie jednego bohatera ze strony nazistowskiej, a drugiego z Polski podziemnej, to zdecydowanie wybór. Stąd drogi mogły pójść dwie: fanfik Kamieni na szaniec albo nazi apologist. Żadna nigdy do końca nie odpada, ale autorce udaje się lawirować gdzieś na granicy na tyle, by jej nie przekroczyć. Chociaż wciąż mam wrażenie, że decyzja o tym konkretnym okresie czasowym wynikała z nostalgii do lat 40., a że akurat przypadły na lata wojenne, to znaleźliśmy psa pogrzebanego. Czasami lecimy w ten wojenny świat pełną parą, czasami przymykamy na niego oczy. Generalnie jeśli ktoś szuka nonfiction o tym temacie to nie tutaj szukać, tak samo jeśli ktoś takie klimaty lubi.
Książka ta bohaterami stoi, więc przejdźmy do niech. Ariel to absolutna biała karta, nie znamy żadnego jego backstory oprócz absolutnych podstaw (wiek, skąd jest, co studiował), więc każda jego decyzja kształtuje nam charakter zamiast go rozwijać. Nie zaliczam tego jako wady, niemniej ciężko nawet mówić w jego przydku o zachowaniach out of character, bo gdzie jest ta granica? Teoretycznie jego zadaniem jest bycie szpiegiem. Jako szpieg Ariel sprawdza się jak trąba z koziej dupy, niby przeszedł szkolenie, ale wybija się z niego zwyczajny koleś. O stylizację języka na lata 40. liczyłam, niestety tego nie dostajemy, w zasadzie całe szkolenie Ariela do podróży w czasie opiera się na fizyczności. Psychiki czy kultury nie uświadczono, co jest trochę przykre, ale mówi się trudno.
Aleksander jest dziwnym przypadkiem, niczym bączek kręci się w kółko, nigdy się nie zatrzymuje. Wieczny wulkan emocji, z trudem stwierdzić, czy lubialny czy raczej Wezuwiusz, chociaż nie irytował. Hans podobnie, choć z drugiego końca spektrum – opanowany tudzież spokojny to najostrzejsze przymiotniki, jakie można mu przypisać. Trochę nie da się odgadnąć jego roli w tym wszystkim, patrząc na ilość twistów w emocjach Ariela, więc dużo do powiedzenia nie ma.
To znaczy jest, jest bardzo dużo, o tej książce można dyskutować do białego rana. Co wyszło, co nie bardzo, czy dany wątek wypadł dobrze czy może powinno sie mu poświęcić więcej czasu, podłubać w nim dłutem trochę mocniej. Z wielką chęcią bym się zagłębiła w szczegóły, ino zdaje sobie sprawę, że nikomu nie zechce się o tym czytać. Przynajmniej nie w recenzji, bo tu podstawowym pytaniem jest: brać czy nie brać?
Nie wiem, mówiąc szczerze. Na tle innych polskich książek okołomłodzieżowych (jako ze z tyłu okładki widnieje napis NEW ADULT) to pod względem romansu jest całkiem całkiem. On sam nie irytuje, może okoliczności mogłyby być inne czy też inaczej opisane, ale poziomem głupoty zdecydowanie nie dorównuje – przepraszam, że tu to przywołuje – Marcelowi Mossowi i jego "książce". Do wielu elementów można się przyczepić, ale nie wiem czy na tyle, by wskoczyć w skrajne emocje.
Jest w "W pogoni za losem" coś swojskiego. W Arielu i jego partnerze żyje taka dziwna energia, coś o wiele bliższego polskiej queerowej opowieści niż inni jego przedstawiciele. Nie potrafię tego do końca wytłumaczyć, ale z tego względu też nie zmusi sie mnie, by wystawić ów książce najniższą ocenę. Dziwna melancholia, nostalgia, nietypowy spokój w chaosie. Coś na granicy satysfakcji i depresji. Fascynujące.
Śmieszny fakt: to będzie dylogia, czego sie nie spodziewałam, co też nigdzie nie było zapowiadane. Wybaczcie, że moja opinia skacze wszędzie i nigdzie, jeżeli szukaliście konkretnej oceny, to u mnie jej nie znajdziecie. Traktuję te książkę bardziej jako studium, początek rozbiegu, jeszcze bez efektu końcowego. Jak na coś się wam przyda to zapamiętajcie jedno: choćby z czystej ciekawości, ale na pewno sięgnę po kolejny tom.
Możliwe, że to najdłuższa recenzja tej powieści, z jaką się spotkacie. Zapewne jest to również najbardziej krytyczna wśród tych opinii. Choć nie jestem historyczką, zdecydowałam się zweryfikować część informacji, które padły w "W pogoni za losem" Angeliki Gawerskiej. Ostrzegam przed spoilerami.
Przede wszystkim fabuła tej książki została oparta na podążaniu za MacGuffinem. W przypadku W pogoni za losem ten rolę pełni cel postawiony przed głównym bohaterem, jego najważniejsza misja. Niestety jednak na początku lektury na ten temat pojawiają się jedynie strzępki informacji, a później samo postawienie tego zadania zostaje zapomniane, nawet jeśli napędza ono całą akcję — w tym konieczność przeniesienia się w czasie.
Większa część akcji rozgrywa się w roku 1941 w okupowanej Warszawie. Główny bohater, Ariel Kwiatkowski otrzymuje nazwisko von Winterfeld, po czym jako pół-Niemiec, pół-Polak ma działać na rzecz zrealizowania zadania, do którego został przeszkolony.
Niestety już odnośnie jego szkolenia widzę pewien zgrzyt — Ariel jest uczony jedynie walki i obsługi broni, prawdopodobnie nowoczesnej. Nie ma informacji o szkoleniu skupionym wokół nauki na temat realiów życia w czasach, do których główny bohater miałby się przenieść. Według mnie potraktowano ten wątek po macoszemu. Pragnę też wspomnieć, że użycie broni starego typu nie jest łatwe, więc poświęcenie czasu na opisanie nauki jej użycia mogłoby się przydać.
A kiedy Ariel trafia już do roku 1941, natychmiast wpada pod ogień, przy czym poznaje kluczowe później postacie — Aleksandra oraz Zosię. Na szczęście przeżywa i wkrótce dociera do swojego mieszkania, w którym jakiegoś powodu zostawiono mu zapasy jedzenia we współczesnych opakowaniach. Bardziej zadziwiające jest tylko zabranie MP3 i śpiewanie dzisiejszych, angielskich piosenek przy osobach z XX wieku (szkoda, iż Ariel nie pokusił się o "Godzinę W" Lao Che, ciekawy to byłby spoiler dla jego znajomych). Ale jego postępowanie jest na tyle inteligentne, iż zabrał czapkę oficerowi Wehrmachtu, by się z nim podrażnić, nie ma się więc czemu dziwić. Przynajmniej w ten sposób w fabule zaistniał kolejny z trójki bohaterów pierwszoplanowych.
"W pogoni za losem" opiera się właśnie na postaciach, zwłaszcza Arielu, Hansie oraz Aleksandrze. Niewiele pojawia się w tle poza nimi — zarówno w zakresie innych osób, jak również otoczenia. Na szczęście mimo tego wciąż rozgrywa się tam jakaś akcja, nie tylko opis relacji pomiędzy kilkoma osobami.
Pozwolę sobie przejść do tematu tych osób, zaczynając właśnie od protagonisty. Biedny Ariel został obdarzony wspaniałymi włosami, których opisy są powtarzane nagminnie, aczkolwiek nie podarowano mu charakteru. Ten bohater zdaje się bardzo niekonsekwentny w swoim zachowaniu, przeskakując między byciem wrażliwym chłopakiem a flirciarskim cwaniakiem, czasem może maszynką do zabijania. Naprawdę mnie to nie przekonuje. Ariel nie ma również żadnej głębszej motywacji — nie wiadomo, po co godzi się na podróż w czasie ani dlaczego zależy mu na takiej pracy. Trudno odkryć jego nastawienie wobec tego, co dzieje się wokół. A nawet gdy ma już jakiś określony pogląd, to nie wpływa on na fabułę — na przykład protagonista narzeka na zrujnowanie przedwojennej Warszawy, ale nie myśli nawet o mocy, jaką ma, gdy świadom niebezpieczeństw mógłby choćby spróbować powstrzymać powstanie warszawskie.
Mam problem również z tym, iż Ariel nazywa się tak nawet po przeniesieniu w czasie. Według to ładne imię, ma też eleganckie znaczenie — “lew Boga”. A wiecie, skąd pochodzi? Z języka hebrajskiego, który jest podstawą judaizmu oraz nierozerwalnie wiąże się go z Żydami. Mimo to bohater, który przybrał fałszywe niemieckie nazwisko wciąż ma zachowane imię wskazujące na semickie pochodzenie.
Ale nawet z taką głupotką protagonista wciąż jest bardziej zrozumiały niż Aleksander o bardzo niespójnym charakterze. Ten bohater przeskakuje między stosowaniem przemocy wobec Ariela a głęboką przyjaźnią z nim. Tak nagłe zmiany w wybuchowym usposobieniu Alka są bardzo częste, jednak nikt się tym nie przejmuje. Dla pozostałych postaci dużo ważniejsze okazuje się demonizowanie go za zaborczość wobec młodszej siostry, choć to akurat świetna cecha, gdy jego siostrzyczka marzy o fryzurze "na zero".
Do łysa golono polskie dziewczyny, które utrzymywały różne relacje z Niemcami — zwłaszcza te seksualne i połączone z donosicielstwem. Zosia, siostra Aleksandra, może jeszcze nie upadła na tyle, aby donosić na Polaków, aczkolwiek zakochała się w niemieckim chłopaczku. Samo takie uczucie byłoby częściowo zrozumiałe, gdyby Jonas go nie odwzajemnił, a Ariel tej relacji nie wspierał.
Problem z Jonasem jest taki, że należał do Hitlerjugend, organizacji paramilitarnej opartej o silną propagandę prohitlerowską. Jak donosi portal Encyklopedia Holocaustu, już w 1933 wszystkie młodzieżówki niemieckie włączono do Hitlerjugend lub rozwiązano; trzy lata później organizacja ta uzurpowała sobie prawo do decydowania o młodzieży, za to w marcu 1939 uczestnictwo w tych grupach stało się obowiązkowe. Przez taką sytuację Jonas od dzieciństwa, wieku zaledwie ośmiu lat byłby narażony na propagandę, a jako trzynastolatek należałby do organizacji agresywnie propagującej idee nazistowskie. Biorąc pod uwagę chłonność dziecięcego umysłu przeciwstawienie się takiej propagandzie zdaje się niemalże niemożliwe, nawet jeśli Jonasa przedstawia się jako nieskażonego hitleryzmem... Jakim cudem?
Ponadto Hitlerjugend w Warszawie zdaje mi się pomysłem abstrakcyjnym. Ta organizacja miała charakter silnie harcerski, więc przebywanie w wielkim, okupowanym mieście nie ma szczególnego sensu. Szukałam również informacji o takich grupach w stolicy, ale nie znalazłam ani jednego artykułu — co najwyżej dyskusje o ich działalności na Śląsku, ale zdaje się, że im bardziej na wschód, tym bardziej ta akwarelowa młodzież nie miała po co się pokazywać.
Jednak Jonas i Zosia to postaci poboczne, a przecież został jeszcze Hans. Bohater, którego doceniam najbardziej z tej trójki, nawet jeśli po skończeniu tej książki czuję wobec niego obrzydzenie. Przynajmniej jego charakter został potraktowany najbardziej konsekwentnie. Hans przez całą fabułę pozostaje bardzo spokojny oraz opanowany, wręcz chłodny. A jednak to niezłe ziółko. Jest oficerem Wehrmachtu, który nie popiera nazizmu, a mimo to mówi otwarcie o posiadaniu krwi na rękach, sugerując, iż bez tego nie osiągnąłby swojego stanowiska. Zrozumiałabym takie zdania i podejście, gdyby nie fakt, że jego czyny nie są w żaden sposób krytykowane, a nawet brutalne morderstwo kobiety zostaje po czasie zapomniane. Słuchając tej powieści, odniosłam wrażenie próby wybielenia tej postaci, robiąc z niego kogoś innego niż wszyscy. Niemca lepszego od pozostałych Niemców bądź okupanta, który wcale nie jest okupantem. Dlaczego? Gdyby bardziej popracować nad tekstem, to przynajmniej dałoby się uzyskać wrażenie, że Hans jest postacią nieoczywistą, szarą moralnie.
Najbardziej zaszokował mnie jednak cytat, z którym z dzisiejszej perspektywy mogłabym się zgodzić — ale nie mogę tego zrobić, jeśli patrzę na kontekst tamtych czasów. A mianowicie Hans oznajmił pół-Polakowi w okupowanej Warszawie, że nie wszyscy Niemcy to naziści... Serio? To nie jest ani czas, ani miejsce na mówienie takich rzeczy, prawdopodobnie również wrażenie kogoś żyjącego w tych czasach powinno być odwrotne.
Niestety o pozostałych postaciach prawie nic nie mogę powiedzieć. Nie wyróżniają się żadnym charakterem, są raczej po to, by zostać narzędziem fabularnym niż czymkolwiek udającym realną osobę... Wyjątkiem jest Katherina, wobec której miałam pewne nadzieje.
Katherina to nazistka, poluje na homoseksualnych mężczyzn — z jakiegoś powodu w Warszawie zamiast w Berlinie — tworząc przy tym zagrożenie dla całej trójki postaci, zwłaszcza Hansa. I choć to postać całkowicie negatywna, która miała szansę na zostanie antagonistką powieści, to jednocześnie jest bardzo silną postacią żeńską. Ciekawie byłoby zobaczyć wroginię głównych bohaterów, grupy złożonej tylko z mężczyzn. Dodatkowo w III Rzeszy kobiety miały zajmować się domem i dziećmi, więc większość pań osiągających realnie wysokie stanowiska w nazistowskiej machinie biurokratycznej często charakteryzowała się zachowaniem sadystycznym lub psychopatycznym. (Nawet pominę podstawowy fakt, jak to, że w SS nie było kobiet, więc Katherina nie mogła być SSmannką, jak ją opisywano...). Niestety jednak zamiast realnego zagrożenia dla postaci, którym wszystko wychodzi idealnie, Katherina zostaje trupem uduszonym przez Hansa w trakcie stosunku.
Nie umiem nawet tego dokładnie wytłumaczyć. Ta scena była tak nieludzko obrzydliwa i niepotrzebnie brutalna, że w trakcie słuchania ścisnęło mi gardło. Nie rozumiem, po co umieszczono tam taki opis.
Do tego wytłuściło to pewien problem z pisaniem, który ma autorka. Stawia ona przed bohaterami trudności, które rozwiązują się same — w tej powieści praktycznie nie ma sytuacji, gdy to protagoniści muszą podjąć się odpowiednich działań, aby móc pokonać postawione przed nimi wyzwanie bądź przeszkodę. Większość ich problemów kończy się nagle w trakcie trwania fabuły poprzez różne zwroty akcji albo sytuacje losowe. Nie jest to napisane wiarygodnie oraz nie pozwala wczuć się w lekturę.
Kolejnym takim przykładem jest wątek Basi, narzeczonej Aleksandra, co również wyeliminowało kolejny problem bohaterów na drodze do związku. W trakcie trwania akcji W pogoni za losem opisano jedną łapankę, w trakcie której złapano Barbarę, by następnie wywieźć ją... do Auschwitz. W 1941 roku. Nawet Muzeum Auschwitz-Birkenau na swojej stronie podaje, że do 1942 roku jedynym obozem koncentracyjnym dla kobiet było Ravensbrück. Oddział kobiecy w KL Auschwitz powstał dopiero wskutek przepełnienia więzień znajdujących się na terenach Rzeszy.
Użycie obozu koncentracyjnego jako plot device (narzędzie fabularne) samo w sobie wydaje mi się po prostu brakiem szacunku wobec tego, co musiały przejść zamknięte tam kobiety, nieraz poddawane eksperymentom pseudomedycznym. Jednakże przy popełnieniu tak rażącego błędu to również skrajnie głupie posunięcie, biorąc pod uwagę, że Hans, dowiedziawszy się o tym, obiecywał Arielowi załatwić Basi lżejszą pracę... Stąd moje pytanie: czemu po prostu fabularnie nie wysłano jej na roboty przymusowe? Wtedy ten wątek miałby zdecydowanie większy sens, tak samo jak obietnica Hansa. Barbara mogłaby zostać przekierowana do pracy na wsi, co, gdyby trafiła na dobrych gospodarzy, zapewniłoby jej większe bezpieczeństwo niż w jednej z fabryk bombardowanych przez aliantów, w których często pracownicy narodowości nieniemieckiej nie mogli korzystać ze schronów.
Ale taki sposób rozwiązywania problemów to postaci to nie jedyny zarzut, który mam wobec stylu pisania autorki. Język w W pogoni za losem jest bardzo miałki, brakuje w nim opisów budujących klimat świata przedstawionego. W ten sposób nie czuć tej wojennej Warszawy, nawet jeśli narrator zachwala jej urodę. Podczas słuchania brakowało mi opisu tych uliczek, budynków czy pomieszczeń, a bohaterowie zdawali się zawieszeni w próżni. Chciałabym wiedzieć więcej o tym, jakie zapachy czuli, co słyszeli na ulicach, jak poznawali swój dotyk na skórze.
Choć dotyku było tu sporo przez romans pomiędzy Arielem a Aleksandrem, co okazało się szybsze niż podróż w czasie. Przede wszystkim ich relacja nie dostała adekwatnego oparcia w fabule, ponieważ zaczęła się od niemalże wrogości pomiędzy nimi... przerwanej dwumiesięcznym przeskokiem w czasie — tym razem poprzez wtrącenie narratora, a nie żadną maszynę — po którym nagle zostali najlepszymi przyjaciółmi. (Swoją drogą, takie przeskoki w trakcie rozdziałów są bardzo częste). Za to droga w stronę związku z tej właśnie przyjaźni również okazuje się szybka, nawet jeśli przerywa ją stawianie się przez Ariela. Protagonista nieustannie przypomina sobie, że nie chce się zakochiwać, ponieważ będzie musiał wrócić do swoich czasów... co jest dodatkowo zadziwiające, ponieważ czytelnik nie wie nic o życiu Ariela w XXI wieku.
Protagonista nie ma jednak nic do gadania, ponieważ jest ofiarą bezlitosnej fabuły. W ten sposób dochodzi między nim oraz Alkiem do dziwnych scen pocałunków w przypadkowych momentach, a gdy już wyznają sobie uczucie, ponownie wydaje się to znikąd. Jednakże najbardziej kwestionowaną sceną wydaje mi się intymne zbliżenie pomiędzy nimi... które było po prostu skrajnie heteroseksualną fantazją stosunku dwóch mężczyzn.
Pozwolę sobie poświęcić temu aspektowy następujący akapit. Określam to rzeczą heteroseksualną, ponieważ zostało opisane z ewidentnie niegejowskiej perspektywy. Do tej sceny dochodzi na stole w jakiejś szopie bez żadnego przygotowania (zwłaszcza "czyszczenia" zastosowanych tam okolic) i lubrykacji, co może byłoby możliwe dla pary złożonej z chłopaka i dziewczyny, ale na pewno nie dla dwóch mężczyzn. Słuchając tego opisu prawie czułam ból Ariela, gdyż taka sytuacja zamiast do przyjemności doprowadziłaby raczej do brudu oraz rozlewu krwi. Ponadto ta scena wzięła mnie z zaskoczenia, nie spodziewałam się znaleźć w książce o podróżach w czasie czegoś takiego.
Poza brakiem jakiejkolwiek wiedzy o seksie czytelnik nie znajdzie również tej o Wiśle. Nieczęsto bywam jej w okolicach, muszę jednak podkreślić pewną rzecz — w tej rzece zdecydowanie nie można pływać w przypadkowych miejscach. Wisła ma bardzo rwący nurt oraz nieregularne podłoże, przez co z płycizny można wpaść w głębiny, do tego woda często może okazać się zanieczyszczona. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę pytanie “Czy w Wiśle można pływać?” aby natrafić na falę artykułów na ten temat... A mimo to wystąpiła w tej powieści scena nagiej kąpieli w niej, która nie przyniosła postaciom żadnych konsekwencji.
Konsekwentnie nie zostało potraktowane nawet fałszywe obywatelstwo von Winterfelda. Ten rzekomy pół-Niemiec swobodnie chodzi po Warszawie w czasie, gdy Wehrmacht wędruje na wschód, potrzebując nowego mięsa w swej armii. I z jakiegoś powodu Ariel, nawet będąc wasserpolaken, nie jest skierowany do służby. Polaków wcielano do Wehrmachtu, stanowili aż 2% wszystkich żołnierzy — aż 375 tysięcy osób według Wikipedii. Za to portal Polska Zbrojna przekazuje, iż wcielano tam Polaków w oparciu o niemieckie pochodzenie w volksliście już od marca 1941 roku. Więc Ariel w W pogoni za losem już dawno byłby w pogoni na komisję lub do wojska. Niestety w powieści nie ma o tym nawet zająknięcia.
To niejedyna pominięta informacja. Trwa rok 1941, z czasem mija nawet lato... a Barbarossy ni widu, ni słychu. Nikt tu nie goni ani do Stalingradu, ani do Leningradu. Gdy zaczęła się największa operacja Trzeciej Rzeszy, która miała pokonać komunistycznego wroga, nie napisano o niej nic, choć przecież Ariel, świadomy historii, powinien już teraz głosić upadek Hitlera.
Finalnie zamiast Ariela ja będę głosić koniec tej recenzji. Niestety "W pogoni za losem" silnie mnie zawiodło swoją ahistorycznością, a także zmarnowaniem ciekawego pomysłu na fabułę — podróż w czasie do okresu drugiej wojny światowej to świetny koncept, a w akcji można by dużo namieszać. Pojawił się jednak ogromny problem z wykonaniem w zakresie planowania fabuły, użycia języka polskiego oraz napisania tekstu zgodnego z realiami historycznymi. Naprawdę zastanawia mnie tak znaczna ilość rozmaitych błędów w sprawdzaniu faktów czy dat — silnie pasjonuję się historią, szczególnie właśnie okresem przedstawionym w opisanej tu książce. Informacje na temat lat 40’ w Polsce są dostępne bardzo powszechnie. Weryfikacja przedstawionych tu rzeczy nie zajęła mi wiele czasu, często odpowiednie wyniki wyskakiwały natychmiast po wpisaniu pojedynczych fraz. Nie rozumiem więc takiej ilości zakłamań odnalezionych w tym tekście.
Mimo iż życzę autorce sukcesów literackich tak, jak innym debiutantom, to zadziwia mnie jej decyzja o napisaniu powieści na tematy, o których nie ma pojęcia. Takie błędy łatwo można poprawić samemu jeszcze na etapie drugiego draftu w trakcie tworzenia lub na etapie korekt, nie mówiąc już o obowiązku wydawcy, aby sprawdzać takie rzeczy. Niestety jakiś czynnik tu zawiódł.
Ale mam mieszane uczucia co do tej książki! Były momenty, kiedy chciałam ją rzucić w kąt i były momenty, które pchały mnie jakoś dalej przez książkę.
Najpierw jednak wielkie dzięki autorce za szacunek dla artystów- zamiast przerysowywać cudze rysunki i nazywać je swoimi jak niektórzy autorzy z tego samego vanity robią - do swoich boxów dokładała przepiękne rysunki zamówione od różnych artystów. A kiedy wydawnictwo zmieniło jej okładkę audiobooka na jakieś okrutnie generic badziewie wygenerowane w AI podjęła nierówną walkę o to, żeby została zmieniona, niestety się nie udało. Ogólnie wstyd za takie praktyki jakie wyczynia wydawnictwo, które bierze tak duży nakład pieniężny od autora.
Wracając do książki- musiałam się przyzwyczaić do tego, że historycznie leży ona trochę i kwiczy - zaczynając od imienia głównego bohatera, które wzbudzałoby podejrzenia Niemców, przez pewne wydarzenia (już tyle postów na instagramie o tym było, że nie będę się powtarzać) - i że taka jest koncepcjw, jak w anime japońskich, że bierze się z historii to, co się chce, a reszta to czysta wizja i fikcja. Jak już to prawie przełknęłam to pojawili się na chwilę chłopcy z Kamieni na Szaniec, a główny bohater, który cofnął się w przeszłość zaczął się tym jarać, że ich spotkał. I ja wszystko rozumiem, w końcu to w jakimś stopniu idole wielu z nas, ale jednak wolałabym, żeby zamiast czystego fanboya zobaczyć chociaż trochę przejęcia powagą sytuacji w jakiej chłopcy mogą się w przyszłości znaleźć.
Ogólnie rzecz biorąc spodziewałam się, że Ariel będzie moją ulubioną postacią, ale jednak bolało mnie to jak nierozważna jest to osoba biorąc pod uwagę, że niby miał profesjonalne treningi. Co chwilę wygadywał coś o przyszłości i dawał wskazówki, że wie co się stanie. Absolutnie nie zabezpieczał się przed niebezpieczeństwami czy możliwymi komplikacjami, biegł na chybił trafił. A jego kondycja też nie była najlepsza jak czytamy w książce. Kto go w ogóle tam takiego wysłał i stwierdził, że jest gotowy? Aleksander z wyglądu też mój typ postaci, ale jednak okazało się, że to Hansa mi najbardziej w tym wszystkim szkoda. A byłam pewna, że on będzie dupkiem, którego nie polubię. Totalnie nie zasługiwał, żeby się urodzić w tamtych czasach. Żeby być gestapowcem. Żeby ratować z opresji mniej myślących bohaterów. I w imię czego? Jako jedyny nie ma właściwie żadnych dobrych wspomnień z tego tomu. Podczas gdy Ariel był jak "a gdyby nie wojna to mógłbym nie wracać do domu".
Sama historia nużyła mnie do momentu pierwszej śmierci. Wtedy zaczęło się dziać, a im bliżej końca, tym więcej się działo i zastanawiałam się jak to wszystko upchną i co się stanie na koniec... Bo nie doczytałam, że to tylko pierwsza część. Tak, że jeszcze wstrzymam się z ostateczną oceną do momentu jak nie poznam całości.
Kto nie marzył, bo móc odwróć bieg historii? Prawie każdy, zarówno tej osobistej, jak i tej wielkiej. I oto jest agencja, która odkryła sekret podróży w czasie. To rzecz jasna super tajny projekt. Ale trzeba kogoś wysłać w przeszłość, by odwrócił losy II wojny. Rekrutację pozytywnie przechodzi Ariel, jego atutem jest doskonałą znajomość historii. Dostaje nową tożsamość, jest Niemcem o polskich korzeniach, i przenosi się do Warszawy l. 40. Mimo świetnego przygotowanie, nie jest mu odnaleźć się w wojennej rzeczywistości. Do tego w jego życiu pojawia się Aleksander, działający w konspiracji. I Hans, który pomaga mu poradzić sobie wśród nazistów. Uczucie, które połączy Ariela i Aleksandra też nie ułatwi agentowi zadania. Bo co ma zrobić zakochany szpieg? czasem staje przed trudnymi wyborami. Najbardziej podobało mi się w książce, że autorka patrzy na wojenną rzeczywistość z perspektywy nas, żyjący w 21w. Zupełnie inaczej niż w powieściach historycznych. Czym innym jest znajomość dziejów, zaczerpnięta z różnych źródeł a czym innym skonfrontowanie z realnym życiem. Fajnie się ją czytało. To zupełnie inna perspektywa, pozwalająca lepiej wczuć się w historyczne realia. Angelika Gawerska, podziwiam przygotowanie się do napisania "W pogoni za losem" i trzymam kciuki za kolejne powieści. Za egzemplarz dziękuję autorce i Wydawnictwu Novae Res.
Dostałam tą książkę na urodziny od przyjaciółki. Na pierwszy rzut oka pomyślałam, że to książka idealna dla mnie. Warszawa zanim została zniszczona, time travel i LGBT? SIGN ME UP!
Niestety, rozczarowałam się. Styl pisania autorki wymaga poprawy - autorka mówi nam, jak czują się bohaterowie, zamiast pokazywać nam to przez gesty, dialogi lub czyny. Główny bohater jest szpiegiem, który potrafi wszystko i jest po roku morderczych treningów. To najgorszy szpieg jakiego widziałam. Wydaje mi się również, że nie zmienił się on za bardzo przez całą książkę. Tak, wiem że zmienił zdanie o jednej rzeczy, ale cała jego esencja jest taka sama. O wątku dobrego nazisty nawet nie wiem co mam sądzić. Najdziwniejsza rzecz jaką ostatnio przeczytałam.
Dałam tak wysoką ocenę, bo trudno znaleźć jest historię, która wypełnia te trzy nisze wymienione na początku i za to jestem wdzięczna. Uwielbiam książki, które dzieją się w Polsce. Mam nadzieję, że autorka będzie robić duży progress. Nie wiem, czy sięgnę po drugą część.
Uwielbiam historie z motywem podróży w czasie Uwielbiam historie które są dobrymi debiutami Uwielbiam historie które mają genialnie skrojonych bohaterów... ergo? Absolutnie uwielbiam W Pogoni za losem... ale od początku 💜💛
💜💛 Kilka tygodni temu, przeglądając Instagram, przypadkowo natknęłam się na pewną książkę. Fioletowo-złota okładka od razu przyciągnęła mój wzrok. Moja okładkowa sroka była w siódmym niebie, więc otworzyłam post, chcąc dowiedzieć się więcej. I wiecie co? Byłam przeszczęśliwa, gdy autorka tego wizualnego cudu zaproponowała mi współpracę. Nie chcąc oceniać książki po okładce, z przyjemnością zabrałam się za lekturę.
💜💛 Ariel Kwiatkowski to typowy dwudziestolatek żyjący w 2020 roku. Poznajemy go w momencie, gdy szuka pracy. Przeglądając ogłoszenia, natrafia na jedno, które jest tak intrygujące i tajemnicze, że nie może się mu oprzeć. Bohater idzie na rozmowę kwalifikacyjną, a potem przechodzi długie i żmudne szkolenie. W końcu przenosi się w czasie do Warszawy roku 1941. Nowa rzeczywistość, nowe obowiązki, nowa misja... i błąd. Ariel poznaje pewnego mężczyznę, potem spotyka kolejnego, co zmienia całe jego życie. A w tle przedwojenna stolica Polski...
💜💛 Gdybym nie wiedziała, że Angelika debiutuje t�� powieścią, nigdy bym w to nie uwierzyła. Autorka mistrzowsko maluje przedwojenną Polskę, a z wielu opisów kipi wiedza i szacunek do tamtych czasów. Dla historycznej maniaczki takiej jak ja, to ogromny plus, który sprawia, że historia jest jeszcze bardziej realna. Ale opisy przestrzeni byłyby niczym bez mistrzowsko zarysowanych bohaterów. Każdy z nich ma inny kompas moralny, potrzeby, wartości i tęsknoty. Dzięki temu chciałam poznać ich jak najdokładniej, a książka dosłownie przepłynęła mi przez palce.
💜💛 Jeśli szukacie debiutu, który naprawdę jest inny, wnosi powiew świeżości do literatury queerowej, lub po prostu lubicie historie z okresu przedwojennej Polski, absolutnie musicie to przeczytać! Na koniec dodam, że Angelika zasługuje na ogromne brawa za to, co zrobiła wokół promocji swojego pierwszego literackiego dziecka. Wokół historii powstały grafiki tworzone przez uzdolnionych artystów - torba płócienna, obwoluta do książki, piękna zakładka czy artystyczne grafiki. Chapeau bas!
Cofnijmy się na moment do września, a właściwie do maja, kiedy przeczytałam W pogoni za losem po raz pierwszy. Możemy wrócić nawet do kwietnia i propozycji patronackiej. Od początku byłam bardzo zaintrygowana, zaczęłam czytać od razu i co tu dużo mówić, zakochałam się. Kiedy dostałam już cały plik do ostatecznej decyzji, naprawdę robiłam co w mojej mocy by wracać do niej jak tylko mogłam. To był test czy miłość z pierwszych kilkunastu stron przetrwa. Jak widać przetrwała. Ba, zdecydowanie urosla i widziałam ze chcę mieć to cudo pod moimi skrzydłami. Choć premiera była we wrześniu ja wrzucam recenzję dopiero teraz, bo gdzieś mi ona umknęła w natłoku obowiązków.
Ale za co tak właściwie pokochałam W pogoni za losem? Odpowiedź za wszytsko będzie najbardziej adekwatna, ale postaram się to jakoś opisać. Przede wszystkim pierwsze iskry poszły juz przy opisie. Podróże w czasie, mlm, czasy II wojny? Zabrzmiało to podobnie do mojego ukochanego "Hiacynta". Samo wykonanie i rozwinięcie, było tylko lepsze, chlonęlam opowieść Angeliki jak gąbka. Później, od pierwszych stron - bohaterowie. Wiecie, że zwracam ogromną uwagę na ich sposób kreacji. I tutaj nie było inaczej. Angelika Gawerska stworzyła tak realnych bohaterów, że przez chwilę myślałam, że gdzieś w aktach II WŚ możnaby coś znaleźć o Arielu Kwiatkowskim. I TEN ROMANS. Nie mam słów, oddałabym za chłopaków wszystko, absolutnie. Na plus jest też pokazanie Warszawy w trackie wojny i wojennych realiów, co niestety czyni tą książkę dość ciężką. Nie zmienia to faktu, że jest jedną z najlepszych książek przeczytanych przeze mmie w tym roku. Absolutne cudo spod pióra polskiej autorki. Musicie dać jej szansę.
“W pogoni za losem” to książka, jakiej jeszcze nie było. Wiecie, że uwielbiam zabawy gatunkami i łączenie ze sobą tych na pozór najbardziej odległych. Ta mieszanka science fiction, powieści historycznej, młodzieżówki oraz zakazanego romansu zapewnia mnóstwo wrażeń i sprawia, że trudno się od niej oderwać.
Książka Angeliki Gawerskiej otwiera oczy na wojenne okrucieństwa, jest brutalna, bolesna i - szczególnie w obecnych czasach - działa na wyobraźnię. Ale jednocześnie daje nadzieję na odrobinę radości, nawet w tych najgorszych, najokropniejszych chwilach.
Ariel to bohater z charakterem - młody, czasem porywczy, ale zawsze stający w obronie tego, co słuszne. Jego relacje z Hansem oraz Aleksandrem zostały świetnie przedstawione - bardzo zaangażowałam się emocjonalnie w tę historię i śledziłam z zapartym tchem losy zakazanej miłości między mężczyznami.
Chociaż zwykle nie sięgam po powieści, w których poruszana jest tematyka drugiej wojny światowej, ani trochę nie żałuję, że skusiłam się na “W pogoni za losem”. Takie wyjście z czytelniczej strefy komfortu okazało się naprawdę fajnym doświadczeniem!
Książkę polecam i mam nadzieję, że Wam się spodoba! Przygotujcie się na szybsze bicie serca, uszykujcie sobie paczkę chusteczek i bądźcie gotowi na całe mnóstwo emocji - od tych totalnie pozytywnych, do maksymalnie negatywnych (takich jak porażająca złość na niesprawiedliwość tego świata i na wszelkie okrutne wojny, których nie powinno w ogóle być).
Książkę tą miałam na oku już od dłuższego czasu. Jest ona zdecydowanie powiewem świeżości oraz czymś nowym w dotychczasowych książkach, po które sięgałam, ponieważ jest obsadzona w czasach drugiej wojny światowej. Mimo że nie jestem fanką książek z motywami historycznymi tą czytało mi się bardzo przyjemnie, przez historie wykreowaną przez autorkę się wręcz się płynęło. Z zapartym tchem czekałam na rozwój akcji i spełnienia głównej misji Ariela jednak dostałam tego nie wiele, co trochę mnie zawiodło. W książce pojawia się również reprezentacja LGBT i wątek romantyczny (mlm), który został genialnie poprowadzony. Główne postacie wykreowane przez autorkę są charakterne, wyróżniają się na tle innych, widać w ich działaniach motywy, jakimi się kierują. Emocje postaci odczuwałam na sobie, a Ariela oraz jego kompanów podziwiałam za silną wolę. Brakowało mi trochę rozwinięcia bohaterów pobocznych, ale liczę, że zmieni się to w tomie drugim. Niektóre rzeczy związane z wojenną rzeczywistością wprawiały mnie w osłupienie, mimo to, że bardzo dobrze wiem jak wyglądała tamtejsza rzeczywistość czytanie o takich rzeczach dalej mrozi krew w moich żyłach. Pióro autorki jest bardzo przyjemne i barwne w opisy uczuć i rozważań bohaterów co uważam za plus. Uważam, że jest to pozycja warta przeczytania i będę czekać na tom drugi.
potrzebowałam takiej lektury osadzonej w wojennych czasach, z nutą queerowości oraz ciekawej fabuły z napędzającą się akcją. czekam z niecierpliwością na 2. tom ♡
Gotowi jesteście razem z bohaterem książki przeżyć przygodę swojego życia?
Czy przeszłość można zmienić i jakie będą tego konsekwencje?
"Wyobraź sobie, że to, co robisz, jest tylko grą. Zasady są proste, a ty je znasz. A najgorszym wyzwaniem jest fakt, że masz tylko jedno życie."
"W POGONI ZA LOSEM" to historia, w której cofamy się w czasie do czasów II wojny światowej do 1941 r. i zobaczymy oczami wyobraźni Warszawę z tamtych lat. To niezwykła opowieść napisana w bardzo autentyczny sposób. Autorka stworzyła niepowtarzalną fabułę, w której dosłownie przeniesiemy się razem z głównym bohaterem Arielem w czasie, to było bardzo ciekawe doświadczenie. Akcja książki dzieje się dwutorowo w latach 2020/21, po czym przeskakujemy do lat 1941. Historia, w której zasady gry zmieniają się jak w kalejdoskopie. Przepełniona emocjami, bólem, cierpieniem, tajemnicami, pełna niebezpiecznych momentów. Przeżyjemy przyjaźnie, porywy serca, które trzeba trzymać w ryzach. W tej opowieści autorka wybornie pokazuje emocje, uczucia, jakie wypełniają postacie. To samo z klimatem tamtych czasów, myślę, że pisarka bardzo dobrze nadała i nakreśliła. Wątek miłosny niezwykle subtelny, nienachalny i czekasz, obserwujesz, jak rozwijają się relacje pomiędzy bohaterami. Świetnie stworzony trójkąt miłosny. Wszystko płynie swoim rytmem, niczego nie było na siłę, za to bardzo płynnie i z wielkim zainteresowaniem czytałam każdą kolejną stronę, ciesząc się doskonałe nakreśloną fabułą. Całość dopracowana dobrze przemyślana i pokazana. Dostajemy wiele ciekawych plot twistów, dużo akcji. Znajdziecie w tej książce takie wątki jak:
-Podróż w czasie -Druga wojna światowa -Queerowa reprezentacja -Klimat lat 40. -Zakazany romans -Rasizm, śmierć, -New Adult -trójkąt miłosny
Bohaterowie naprawdę świetnie wykreowani, wyraziści, różnorodni, bardzo realnie nakreśleni. To postacie, które zwrócą waszą uwagę na dłużej, ponieważ intrygują, swoją odwagą, wielką potrzebą wykonania swojej misji dla dobra ludzkości, nawet narażając swoje życie dla dobra ogółu. Poznamy postacie, które obdarzymy sympatią, na nie, które spojrzymy z przymrużeniem oka, ponieważ podejmują bardzo głupie decyzje, które ściągają niebezpieczeństwo.
"Nie rozumiem. Mówiłem tyle razy, że kogoś kocham. Nie jestem jednak w stanie cię zrozumieć, Arielu. Mówisz, jakbyś pisał powieść, jakby to uczucie było wyjątkowe, cudowne, niewinne. A ja tego nie widzę. Nie widziałem tego w żadnym związku, więc naprawdę trudno uwierzyć mi w miłość i w dobre intencje."
Ariel Kwiatkowski ma dwadzieścia dwa lata, żyje w 2020 r. Znalazł ogłoszenie pracy, która zdawała się bardzo intrygująca i niezwykle tajemnicza. Idzie na rozmowę kwalifikacyjną, potem przechodzi kilkumiesięczne szkolenie, pełne testów i kolejnych etapów do przejścia, które jest obowiązkowe, aby podjąć tam pracę. Tajna agencja, która prowadzi super tajny projekt. Na samym końcu tego wszystkiego czeka go praca marzeń i największa przygoda życia. Dostaje niezwykle ważne zadanie i musi się przenieść się w czasie do 1941 r. do Warszawy. Nowa tożsamość, Tylko jak sprawić, aby wróg stał się przyjacielem, ma stać się częścią ciebie od początku do samego końca. Poznać jego wady, zalety, ma stać się przyjacielem, a nawet kimś więcej. Musi wykonać zadanie, do którego został wyszkolony, przygotowany, chociaż dobrze wiedział, że wszystko może pójść nie tak jak trzeba. Ma cofnąć się w przeszłość i odmienić wojenne losy Polski. Przeszłość może się zmienić i to niekoniecznie na lepsze. Gdy nadchodzi, upragniony dzień i cofa się w czasie, od razu Ariel trafia w sam środek strzelaniny. Razem z młodą kobietą musi walczyć o przeżycie. Tak poznaje Zosię i Aleksandra, dzięki czemu zostaje wprowadzony do podziemia. Bardzo szybko nawiązuje znajomość z Hansem Engelem. Zasady gry zmieniają się, a on wcale nie był na to przygotowany, a sprawy przybierają rozpędu i nieoczekiwany obrót sprawy. Do gry wkracza nieoczekiwanie miłość, przyjaźń, Arielowi ciężko emocje, które wdzierają się i
-Czy Ariel poświęci swojej dotychczasowe życie, i poświęcić się tajemniczej i jedynej pracy? -Czy cofnie się w czasie i co go tam czeka? -Czy odnajdzie się w nowej rzeczywistości? -Czy uda mu się osiągnąć swój cel i odmienić wojenne losy Polski? -Czy wykona misję idealnie? -Czy to jedynie niebezpieczna i ryzykowna zabawa, czy wręcz przeciwnie? -Komu będzie mógł zaufać? -Czy Hans zostanie sojusznikiem Ariela i znajdą wspólny język i wzajemne zaufanie? -Czy jego wybory były trafne? -Czy Ariela wykorzystania sytuację jak najlepiej? -Czy Ariel będzie mógł sobie pozwolić na miłość? -Czy miłość zmienić Ariela?
POLECAM 🥰🧡🧡🧡 Książka doskonale wpisała się w moje gusta czytelnicze.
Dziękuję bardzo autorce za egzemplarz do recenzji, współpraca barterowa.
Jeśli lubicie wątek podróży w czasie, wojny oraz bohaterów LGBT, to ta książka jest zdecydowanie dla Was! Ja, zanim sięgnęłam po nią, to nie sądziłam, że takie połączenie może w ogóle mi się spodobać, a mimo wszystko opis bardzo mnie do siebie przyciągnął i byłam ciekawa, jakie wrażenia na mnie wywrze książka. Nie spodziewałam się tego, co otrzymałam! Momentalnie wkręciłam się w wykreowaną przez Autorkę historię i czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. Wraz z Arielem możemy przenieść się do 1941r, do Warszawy, którą okupowali Niemcy. Dane nam będzie oczami wyobraźni zobaczyć to, co się tam działo. Jaka krzywda spotkała Polaków. Będą momenty, w których łzy niespodziewanie zaczną płynąć po twarzy, a i takie, gdzie poczujemy silny dreszcz emocji. Cała historia nie jest przedstawiona tylko z tej najgorszej strony, Autorka chciała nam pokazać, że nie każdy Niemiec był zły, tak, jak i nie każdy Polak dobry. I tutaj z pomocą przychodzi nam Hans, rudawy mężczyzna, homoseksualista, który musi się kryć, tak, jak nasz główny bohater. Jest oficerem, Niemcem, który nie może patrzeć na tak wielką krzywdę, jaka w tamtym momencie dotykała tak naprawdę wszystkich. Ariel musi spróbować się z nim zaprzyjaźnić, by ocalić jak najwięcej niewinnych ludzi. Niestety nie będzie to wcale łatwe zadanie, gdyż wraz z jego pojawieniem się, od samego początku wpada w tarapaty...
Historia, którą napisała Autorka, jest przesiąknięta bólem, który dosłownie wylewa się z kartek. Daje również nadzieję na to, że nie wszyscy są źli. Co prawda, my nie możemy cofnąć się w czasie, by zapobiec pewnym wydarzeniom, ale wraz z tą powieścią, możemy, chociaż na chwilę poczuć, że tak właśnie jest. Czytając ją, czułam się tak, jakbym tam była, razem z Arielem i resztą naszych bohaterów przemierzałam Warszawę, która w tamtym momencie była szara, ponura, na której ulicach roiło się od martwych ciał dzieci czy dorosłych. Bolało mnie to, serce kłuło mnie na myśl, że dokładnie tak wszystko wyglądało w tamtych latach. Nie lubię historii, nie lubię wiedzieć o czymś, co sprawia, że serce próbuje wyrwać się z piersi, jednak przy tej książce nie byłam w stanie oderwać się od czytania. Ta historia, bohaterzy, pokazali mi, jak to jest być silnym i mimo wszelkich przeciwności losu starać się iść z podniesioną głową i walczyć o siebie i bliskich. Tak, zdecydowanie to była piękna i bolesna podróż w czasie, ale warta wylanych łez.
Kolejną rzeczą, o której muszę napomknąć, są właśnie bohaterzy homoseksualni. Nie czytałam wcześniej żadnych książek, w której grają oni główną rolę i szczerze bardzo mi się to spodobało! Było to zupełnie inne doświadczenie, zobaczyć, jak mężczyzna może zakochać się w drugim mężczyźnie. Jakie emocje w nich siedzą, czy trudno jest się przyznać do tego, że ktoś tej samej płci ich pociąga. A w dodatku w tych czasach było to wręcz zabronione, więc co musieli robić, by nikt ich nie nakrył i nie zabił? Dane mi było również przeczytać jedną pikantną scenę z udziałem bohaterów, która sprawiła, że policzki płonęły mi żywym ogniem. Nie sądziłam, że to powiem, ale poproszę więcej!
Ta historia wprawiała moje serce w szybsze bicie, sprawiała, że łzy napływały mi do oczu nie raz. Podczas brutalnych scen, czułam ciarki na całym ciele i odruchowo chciałam zasłonić oczy rękoma. Była tak dobra, że z żalem rozstałam się z nią. Niejednokrotnie wspominałam, jak uwielbiam debiuty i cieszę się, że Autorka dała mi szansę, bym mogła poznać jej pierwszą wydaną historię. Oczywiście ogromne gratulacje droga Autorko, za tak cudownie napisany debiut, który w 100% skradł moje serce. Postacie przez Ciebie wykreowane zostały fenomenalnie, a cała otoczka, fabuła - mistrzostwo! Koniecznie musisz jak najszybciej pisać kolejny tom, gdyż ja już zacieram na niego rączki!
Jeszcze raz ogromnie dziękuję Autorce oraz wydawnictwu za egzemplarz tego fenomenalnego debiutu! Polecam gorąco!
Cieszę się, że mogłam skorzystać z wersji audio, żeby móc zapoznać się z treścią książki, o której słyszałam średnie opinie. Inna kwestia, że nie czułam do niej pociągu ze względu na moje braki zainteresowania wojną. Ale do rzeczy.
Uważam jako laik historyczny, że temat, który jest nam dobrze znany, nie został w pełni dobrze oddany. I to wcale nie jest skrót myślowy. Całe sceny akcji Ariela brzmią bardzo filmowo, pokuszę się nawet o stwierdzenie, że bajkowo. Poluje na tego, tamtego i w gruncie rzeczy wychodzi na tym bez szwanku. On jeden. Sam. Ja rozumiem, przeszedł szkolenie, wykuł na blachę informacje i przede wszystkim został emocjonalnie przygotowany do widma wojny. Niemniej uważam, że jego zachowanie całkowicie nie oddaje realiów, w jakich się znalazł. Nie jestem w stanie uwierzyć, że jeden chłopak tak o może sobie uprowadzić trójkę żołnierzy. Jeden chłopak bezkarnie może wpaść na środek terytorium wroga, zabić oficera i uciec bez chociażby rany postrzałowej. Nie mieści mi się w głowie nagminne ukazywanie Ariela jako jakiegoś komandosa ewentualnie Jamesa Bonda niskiej klasy. Raz spektakularna akcja? Jak najbardziej. Za każdym razem? Przesada. Udowadnia jego absolut każda sytuacja - łapanka - przy której go nie ma. Żałuję, że nie mamy tutaj pokazanego momentu, gdzie dochodzi do takiej i Ariel czuje się całkowicie rozdarty, bo wie, że nie ma możliwości pomóc. Może pożegnać przyjaciół, niewinnych ludzi i wewnętrznie przechodzić burzę emocji. Tego tu nie ma, bo czego się Ariel nie dotknie, to 99% przypadków mu to wychodzi. Sprawa z ojcem (kto wie, ten wie), sprawa z Hansem, sprawa z Aleksandrem, sprawa z zegarkiem.
Nie wiem, jakie losy są w 2 tomie i się tego nie dowiem, bo nie chcę kupować go gdzieś pod stołem od autorki jako self. Oceniam pierwszy tom, a tu nie dostajemy realiów, dostajemy całkiem ładną bajeczkę, że akurat ten jeden Ariel jest Bogiem planowania i zabijania. A jego wpadki z nuceniem, używaniem określeń XXI wieku czy innych tego typu tylko pokazują, jak pstro on ma w głowie. Każda decyzja może wpłynąć na jego teraźniejszość, a on nie ma tego z tyłu głowy. Ani razu. Ani wtedy, gdy kogoś ratuje/zabija, ani wtedy, gdy opowiada rzeczy, które w tamtych czasach nie istniały.
Ach i jeszcze moje zasadnicze pytanie brzmi: jaki jest motyw przewodni tego cofania w czasie? Bo on dla mnie jest w tej książce, żeby był. Po prostu. Skoro Ariel ma cofnąć się w czasie i pomóc Podziemiu, to chyba powinien naprowadzać ich na ważniejsze osobistości w celu szybszego zlikwidowania ich? Ale nie, bo wtedy pojawia się problem natury "zmieniamy teraźniejszość" do czego notabene za bardzo doprowadzić nie chcemy, więc to mają być DROBNE zmiany w linii czasu. Więc po cholerę jest cofanie? Co dokładnie ma Ariel zrobić, żeby zmienić przyszłość bez zmieniania jej drastycznie jednocześnie? Ten cały motyw nie ma sensu dla mnie.
Ogólnie słuchało się to dość szybko przez prostotę świata i bohaterów, dlatego za sam ten fakt taka ocena. Gdybym była fanką historii Polski i znała ją od deski do deski, pewnie mogłabym ponarzekać głębiej. Ogólnie, nic ciekawego.
Dzisiaj chciałabym przybliżyć Wam książkę “W pogoni za losem”, której autorką jest Angelika Gawerska. Czy istnieje możliwość zmiany biegu historii, jeśli wszystkie wydarzenia już się wydarzyły? Co jest ważniejsze; powodzenie misji czy próba ratowania osób, które wraz z upływem czasu stają się nam coraz bliższe? Ariel Kwiatkowski to zwyczajny, młody mężczyzna, który chce zmienić coś w swoim życiu. Poszukując nowych wyzwań, natyka się na ciekawe ogłoszenie pracy. Wkrótce chłopak rozpoczyna szkolenie, które ma go przygotować do roli szpiega. Nie będzie jednak pracować w XXI wieku; dzięki podróży w czasie przenosi się do lat, w których trwała II wojna światowa, a jego działania mają na celu pomoc polskiemu podziemiu w tych ciężkich czasach. Ariel musi przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości, porzucić rodzinę i przyzwyczajenia do świata, który zna. Aklimatyzacja w nowym miejscu przebiega pomyślnie, a główny bohater zaczyna przywiązywać się do nowych czasów i ludzi… Szczerze zaznaczę, że do debiutów pisarzy zawsze podchodzę z rezerwą, a książki polskich autorów czytam dopiero od niedawna i bardzo się cieszę, że w świecie książkowym ta reprezentacja polski się umacnia. Angelika Gawerska połączyła podróże w czasie z klimatem lat II wojny światowej i nawet jeśli początkowo byłam sceptycznie nastawiona, to po przeczytaniu całej książki muszę stwierdzić, że książka zajęła wyjątkowe miejsce w moim sercu. Zostałam wielką fanką “W pogoni za losem” i historii, która wciąga czytelnika od pierwszych stron. Jestem zachwycona plastycznością opisów poszczególnych wydarzeń; dzięki stylowi pisania autorki nie miałam problemu z wyobrażeniem sobie miejsc, w których bywali bohaterowie powieści i ich samych. Bohaterowie również zasługują na pełen szacunku ukłon; Ariel, Aleksander i Hans to młodzi, charakterni mężczyźni, których łączy walka o lepsze jutro dla innych ludzi. Każdego z nich mobilizują inne rzeczy, jednak są w stanie ze sobą współpracować dla większego dobra. Z tej trójki moim ulubieńcem jest definitywnie Alek; lubię jego porywczość i to, w jaki sposób dba o najbliższe dla niego osoby. Jest nieprzewidywalny, ale z drugiej strony zawsze reaguje, gdy komuś dzieje się krzywda. Oczywiście, popełnia błędy, jednak wyciąga z nich wnioski i dzięki temu staje się lepszym człowiekiem. Uważam również, że na wspomnienie zasługuje relacja Jonasa i Zosi, którzy dla mnie są inną wersją Romea i Julii. Ogólnie bardzo podoba mi się to, że autorka niektóre sceny wyjaśnia nam z dwóch perspektyw. Początkowo miałam wrażenie, że ten zabieg wprowadza pewne zamieszanie, jednak teraz wiem, że było to bardzo potrzebne. Bardzo polecam “W pogoni za losem” dla wszystkich osób, które są zainteresowane tematyką wojenną i lubią czytać książki osadzone w tych latach. Uważam, że książka jest bardzo wartościowa, ponieważ zwraca uwagę również na nierówności, które nadal można zauważyć w społeczeństwie. A dla autorki wielkie brawa za poruszenie tak wielu trudnych tematów.
"W pogoni za losem" to przede wszystkim książka z fascynującym pomysłem na fabułę. Autorka osadziła historię w czasach drugiej wojny światowej i umieściła tam bohatera ze współczesności. Śledzenie jego prób odnalezienia się w nowej rzeczywistości bardzo mnie zaangażowało.
Ariel Kwiatkowski bierze udział w rekrutacji do bardzo tajemniczej pracy i po serii brutalnych szkoleń, tajemnica opiewająca tę posadę się rozwiewa. Okazuje się, że ma zostać wysłany do czasów drugiej wojny światowej i wpłynąć na jej przebieg, aby zwiększyć szansę Polaków na wygraną. Aby tego dokonać, musi wniknąć w szeregi podziemia, ale jednocześnie cały czas trzymać po swojej stronie również Niemców, by zdobyć ich zaufanie. Kiedy w grę zaczynają jednak wchodzić uczucia, stawka rośnie, a chłopak musi podjąć naprawdę ciężkie decyzje.
Do książki podchodziłam z dużym entuzjazmem przede wszystkim dlatego, że pomysł na fabułę wydawał mi się fascynujący. Autorka przybliżyła nam czasy drugiej wojny światowej, a jednocześnie wrzuciła w nie bohatera, który wiedzę o tym okresie czerpał wcześniej głównie z książek. Wraz z nim mogliśmy zestawiać teoretyczne wydarzenia z realnym cierpieniem ludzi, co sprawiało, że dotykało nas ono jeszcze mocniej.
Charaktery postaci są dość dobrze rozpisane a każdy z bohaterów różni się od siebie. Mamy więc Ariela- ryzykanta, zafascynowanego światem, ale jednocześnie będącego pod dużą presją i lekko niezręcznego. Mamy Aleksandra- początkowo nieufnego, ale też bardzo lojalnego i Hansa, człowieka, za którego surową fasadą kryje się dobro i chęć pomocy innym. Każdego z nich polubiłam.
Akcja płynie naprawdę szybko i w książce nie ma miejsca na nudę, czy znużenie. Jeśli dodamy do tego lekki styl autorki, dostaniemy książkę, dla której naprawdę łatwo zarwać kilka godzin. Jednocześnie nie oszczędza ona w środkach i Warszawę lat czterdziestych przedstawia realistycznie i brutalnie.
Gdybym miała wskazać pewne nieco słabsze elementy, zwróciłabym uwagę na przeskoki czasowe. Na początku książki autorka stosuje ich dość dużo, co sprawiało, że akcja wydawała mi się nieco chaotyczna (liczyłam też na głębsze opisy pierwszych dni Ariela w Warszawie w 1941 roku i powolne zdobywanie zaufania rodaków), ale z czasem wszystko zostało wyrównane i na powrót mogłam cieszyć się lekturą.
"W pogoni za losem" zdecydowanie polecam osobom zainteresowanym książkami z niebanalnymi postaciami o intrygujących charakterach, z fabułą osadzoną w czasach historycznych i z dużą dawką przygód i emocji. Ja sama spędziłam przy niej wiele angażujących chwil i muszę przyznać, że z niecierpliwością będę wyczekiwała na kontynuację losów Ariela i reszty bohaterów.
Za książkę i dodatki bardzo dziękuję wydawnictwu Novae Res i autorce.
,,Hans i Aleksander byli jak dzień i noc, słońce i księżyc. Nie byli od siebie lepsi ani gorsi. Byli po prostu całkowicie inni. Ariel uwielbiał ich obu i żadnemu nie mógł dać tego, czego chcieli. Nie dlatego, że nie chciał, ale dlatego, że nie potrafił”.
„W pogoni za losem” autorstwa Angeliki Gawerskiej to książka z rodzaju tych, których nie ma ochoty się kończyć. A przynajmniej w moim odczuciu.
Ponad czterysta stron przeczytanych w jeden dzień. Nie wiem, jak to jest, z wami jednak u mnie oznacza to, że naprawdę się wciągnęłam.
Czego możecie się spodziewać?
♤Intrygujący początek, który od razu zaczyna się akcją.
♤Świetny pomysł na fabułę, w której to jedna z postaci podróżuje w czasie.
♤Autentyczne wydarzenia i bohaterowie.
Oczywiście większość książki jest, fantazją autorki jednak cała historia była inspirowana prawdziwymi wydarzeniami i postaciami.
♤Świetnie scharakteryzowani i zróżnicowani bohaterowie. W tym np.
❤️Ariel, który jest zupełnie nieprzewidywalny. Jednocześnie silny i bardzo wrażliwy. Potrafi rozbroić kilku przeciwników naraz, zna się na szpiegostwie i tajnych misjach jednak przy tak prosta czynność, jak prasowanie, czy gotowanie daje klapy.
❤️Aleksander młody i temperamenty członek polskiej konspiracji. Nie jest z natury ufny, jednak gdy się do kogoś przekona, pozostaje mu lojalny.
❤️Hans niemiecki oficer, ale o dobrym sercu, co w czasach wojennych było niezwykle rzadkie. Kocha swoją ojczyznę jednak nie pochwala okrucieństwa.
Tak naprawdę te opisy są dość spłycone, gdyż osobowości tych bohaterów są jeszcze bardziej rozbudowane. Trzeba ich po prostu poznać.
Ja przyznam, że bardzo się z nimi wszystkimi zżyłam, co w dużej mierze wpływa na moją opinię.
♤Dalej to, co jest niezwykle ważne, czyli pięknie opisane i poruszające relacje.
❤️Miłość między dwoma chłopakami. Słodki związek stanowiący szczyptę szczęścia w czasach cierpienia i strachu.
❤️Przyjaźń piękna i bezinteresowna. Taka gotowa do poświęceń i do ryzyka.
♤No więc nie będę owijać w bawełnę. Zakochałam się w tej książce, choć mam świadomość, iż jest to całkowicie kwestia moich czytelniczych preferencji.
Oczywiście wierzę, że ta lektura spodoba się innym czytelnikom zwłaszcza tym lubiącym książki obyczajowy, czy takie, w których pojawiają się postacie ze środowiska LGBTQ+. Jednak fani szalejącej akcji mogą czuć lekki niedosyt.
Od siebie jednak dodam, że polecam sięgnąć po tę książkę. Może i dla was okazać perełką.
Czy chcielibyście się cofnąć w czasie? Do jakich czasów? A może wolelibyście podróż w przyszłość?
Tutaj Ariel dostał pewną misję do wykonania.. A musi ją wykonać.. W przeszłości.. A dokładniej, w czasach II wojny światowej. Czy taki nagły przeskok z 2021 roku do roku 1941 to dobry pomysł? A jak do tego doszło? Otóż przyszedł na rozmowę kwalifikacyjną do pewnej firmy, która w dosyć nietypowy sposób przeprowadzała rozmowę. Kiedy pozytywnie przeszedł testy, zaczęły się przygotowania go do owej misji. Mimo rocznego przygotowania może się różnie okazać. Już pierwszego "dnia przeskoku" Ariel zostaje lekko ranny. Błąd nowicjusza, za co gani się w myślach. Jednak im więcej czasu spędza w tamtych czasach, tym lepiej zaczyna sobie radzić. Już tego pierwszego dnia spotyka dwóch ważnych dla jego misji mężczyzn, którzy okażą się mu pomocni. Pomocni, ale również mogą być dla niego w pewien sposób zagrożeniem? Dlaczego? Bo miłość nie idzie w parze z rozumem.. Z jednej strony było mi szkoda Ariela, że nie mógł pozwolić sobie na okazanie uczuć. Chociaż z drugiej trochę mnie irytował, że nie był zdecydowany do którego czuje większe uczucie. Jako, że jego "postać" po przeniesieniu była pół Polakiem pół Niemcem, to i jego uczucia osadziły się i w Polaku i w Niemcu. Zarówno Alek jak i Hans mieli dla niego duże znaczenie, i obaj mu pomagali jak mogli.
Muszę przyznać, że ksią��kę czytało się bardzo przyjemnie, wbrew tym wszystkim zabójstwom, które miały miejsce, bo została dobrze napisana. Historia pochłania od pierwszych stron i chce się wiedzieć jak to się zakończy. Jak doszłam do sceny, która została przedstawiona na obwolucie, to się uśmiechnęłam. Nie ma to jak starszy brat, który chce mieć oko na "chłopaka" swojej młodszej siostry 🤭. To co miało miejsce później, niestety było przykre i było mi szkoda Ariela, bo mimo krótkiej znajomości, był z tą osobą bardzo zżyty, a przez jedną z bliskich osób nie został potraktowany odpowiednio. Wiadomo, emocje wzięły górę, ale jednak.. Fajne też było to, że historia była napisana z punktu widzenia każdej ze stron. Dzięki temu można było jeszcze lepiej wczuć się w historię i poznać myśli i uczucia pozostałych bohaterów. Cieszę się, że ro nie jest koniec przygody z tymi bohaterami i z ogromną ciekawością czekam na ich dalsze losy. Teraz też lepiej już rozumiem tik toki nagrywane przez Autorkę 🤭. Gratuluję bardzo dobrego debiutu 👏.
Od kilku dni mam TOP1 w kategorii #miłośćmojegożycia i oficjalnie zamykam challenge. Nic w tym roku już nie czytamy, bo moje serce dalej jest zniszczone, zapłakane i pragnie więcej historii Ariela. Gdybym miała policzyć ile razy zaliczyłam zgon emocjonalny to pewnie zabrakłoby mi palców. W życiu nic mnie tak od siebie nie uzależniło i sponiewierało jednocześnie. Emocje które czuję są jak burza, którą Ariel dostrzegł w oczach Hansa. Jestem jednoczenie liściem i wiatrem niosącym zamęt, ponieważ „W pogoni za losem” to najlepsza powieść historyczna, gejowski romans z równie emocjonalnym i pełnym napięcia (!) trójkątem miłosnym między mężczyznami. AAAAA KOCHAM TO!
To jak autorka operuje słowem, przedstawia perspektywę i manipuluje emocjami jest godne podziwu i pochwały. Nigdy nie sądziłam, że bez pamięci zakocham się w książce z motywem podróży w czasie, na dodatek osadzonej w czasie II wojny światowej. Jestem pod wrażeniem jej jakości, widać doskonale zrobiony research – działanie struktur polskiego podziemia, wprowadzenie bohaterów z „Kamieni na szaniec” czy opisanie akcji sabotażowych. Chylę czoła, przysięgam.
No dobrze, zanim odpłynę w głąb oceanu z łez na pontonie miłości i uwielbienia, to wskażę element, który ostudził mój początkowy zapał. Zaniepokoiło mnie trochę zachowanie jednego z bohaterów, który z zimną krwią zabił drugiego człowieka, chociaż wcześniej cierpiał na bezsenność po morderstwie w symulacji. Brak wyrzutów sumienia po zamordowaniu dwóch niemieckich żołnierzy, jego zachwyt przypadkowym kolesiem i frustracja spowodowana plamą krwi na swetrze wzbudziło mój niepokój. Jednak już na tym etapie byłam uzależniona od książki i nie wyobrażałam sobie jej porzucenia. I bardzo dobrze, bo przysięgam, że każda chwila przerwy, była dla mnie katorgą. Musiałam wiedzieć co kryje w sobie każdy kolejny akapit; mój umysł szalał.
Świadomość, że bohater zwiedza miejsca, które wkrótce miały zostać zbombardowane było dla mnie wstrząsającym doznaniem. Zazdrościłam mu możliwości poznania ówczesnego budownictwa, zachowań ludzi i tego klimatu. Nie byłam tylko czytelniczką, ale częścią tej opowieści. Widziałam wojnę, ból i śmierć, ale również swego rodzaju nadzieję. Czułam dreszcze za każdym razem, gdy wpadały opisy okupacji, kibicowałam bohaterom podczas akcji i zachwycałam się widokami Warszawy z lat 40, mimo, że żaden że mnie znawca architektury. Książka obudziła we mnie chęć pogłębienia swojej historycznej wiedzy. Naprawdę w trakcie czytania miałam ochotę odpalić sobie jakiś dokument dotyczący II wojny światowej.
Podobało mi się to, że bohater z jednej strony wzbrania się od emocjonalnego zaangażowania, z drugiej zaś wykorzystuje przywileje do tego, aby pomagać Polakom. Ubóstwiam moment, gdy wszystko w tej historii się wyjaśnia.
Jestem bezgranicznie zakochana i obiecuję, że będę rzewnie płakać, jeśli nie dostanę drugiego tomu. Na dzień dzisiejszy, wciaż wiele we mnie adrenaliny, strachu, niepewności i uważam, że „W pogoni za losem” to pozycja, którą każdy powinien przeczytać!
Zacznijmy od tego, że jest to debiut jak na debiut jest ona w porządku. Nie będę ukrywać, że czytałam wiele lepszych, ale i gorszych książek początkujących autorów.
Główny bohater Ariel Von Winterfeld (Kwiatkowski) to chłopak którego zadaniem jest przeniesienie się do czasów II wojny światowej, gdzie trafia w sam środek zamieszania. Nie wiemy nic o jego przeszłości jako młodego chłopaka żyjącego w teraźniejszości XXI wieku. Co mi troszkę przeszkadzało. Miałam, mam wiele pytań. Dlaczego? Po co? Na co? Nie wiem czasem miałam problem ze zrozumieniem postępowań Ariela jak i innych bohaterów.
Co do innych bohaterów Alek i Hans bo na nich głównie się skupie. Alek - wybuchowy, impulsywny, gorąca głową. Hans - totalne przeciwieństwo, spokój i opanowanie. Główny bohater nie mogący się zdecydować przez większość czasu na jednego i powstaje trójkąt. Co nie za bardzo lubię. O pobocznych bohaterach też nie wiemy za dużo, mamy skąpe płytkie informację. Alek i Ariel są mega emocjonalni co widać na każdej stronie.
Klimatu wojny od początku do sceny gdzie Ariel torturuje niemieckich żołnierzy nie czułam go. Od jakoś mniej więcej połowy było lepiej. Poznajemy jak spędzają czas wolny partyzanci ( potańcówka 18 i 19 rozdział). Klimat się budował powoli. Co do samego rozdziału 19 podwójna perspektywa była i opis zbliżenia Ariela z Alkiem był zbędny można było to ugryźć inaczej.
Kilka wątków mogło by być rozwinięte bardziej jak mydło które pokazuje Hans, Arielowi. No bo pokazał powiedziała, żeby nie dotykał go bo to mydło z człowieka. Ale nie poszła za tym żadna reakcja i działanie. Tylko było. Mogło też nie. Gdy Ariela znajduje jego "ojciec" ten jak gdyby nigdy y nic postanowia mu pomóc mimo, że wie że główny bohater podszywa się pod jego prawdziwego syna. Zabiera go na spotkanie elit, które w moim odczuciu spotkaniem elit nie było. Było płaskie. I mogłabym tak długo i długo pisać.
PODKREŚLĘ nie uważam, że ta książka jest zła, okropna i nadająca się do kosza. Nie jest tak. Ma sporo niedociągnięć, które mają byc w II tomie, o którym do momentu przeczytania notki od autorki nie wiedziałam. Nie mogę się doczekać kontynuacji bo nie chce skreślać tej historii zwłaszcza dla Alka który skradł mi serce.😌🥰
This entire review has been hidden because of spoilers.
Fenomenalny pomysł na fabułę, ogromny potencjał. O Boże, jak można było tego nie wykorzystać?
Mam wrażenie, że autorka bardzo błaho podeszła do tematu wojny, w szczególności Warszawy z roku 1941. W dziwny sposób romantyzuje ten czas. Prawda była jednak inna, prawda? Jak zdrowy psychicznie człowiek, który zna przyszłość, może tak beztrosko żyć w Warszawie wiedząc, że za 2 lata zostanie z niej tylko gruz? Czemu nie podjął działań? Jego misją polegała na odmianie biegów wydarzeń a tak naprawdę Ariel zrobił... nic, może poza wyruchaniem ładnego polaka.
Jak człowiek, 21 letni facet, może pokonać 3 uzbrojonych gestapowców sam? Jest to, moim zdaniem, niewykonalne. I jeszcze to wyciągnięcie Aleksandra z opresji na końcu... tak to nie działa, jeden oficer nie mógł uratować ofiary łapanki sam.
Ta absurdalna nierealność... jak wysoko postawiony Niemiec, "ojciec" Ariela, może spiskować przeciwko III Rzeszy? Nikt go nie przyłapał?
Historykiem nie jestem, ale debilem też nie. Nie wierzę, że ta Warszawa była tak spokojna że Ariel mógł, do kurwy nędzy, wejść do Wisły i biegać z bronią. A jego misja? Czy odmianą biegów wydarzeń jest sabotowanie kin? Po ty był szkolony? Aby sabotować dostawy towarów?
Jedynym plusem, aczkolwiek wciąż nierealnym, jest wątek romantyczny. Te uczucia pojawiają się z nikąd. Sceny erotyczne były podkoloryzowane. Wyrażając się kolokwialnie, na sucho to nie mogło być fajne. Relacja była jednak opisana całkiem ładnie, uczucia wewnętrzne (choć nieuzasadnione) również dobrze ujęte. Co do opisów samych zbliżeń bohaterów i uroczych momentów nie mam szczególnych zastrzeżeń.
Rozpisałam się jakby to było niewaidomo co ale zawsze to robię kiedy coś mnie wkurzy. I może się czepiam, to fakt, ale trafiła mi się książka o tematyce, którą niezwykle lubię i zamierzam powiedzieć co myślę. To mogło być wybitne, było całkiem przeciętne. 4 gwiazdki za to, że całkiem dobrze się bawiłam.
Pomysł: wymyśl świat i napisz taką książkę, nie używając prawdziwych historii, związanych z ludzkim okrucieństwem w stosunku do innych osób. Próba zrobienia czegoś ?fajnego? Tak czy siak - na próbach się skończyło. Ariel, główny bohater, oczywiście radzi sobie w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji, co najwyżej w gorszym stanie fizycznym. Nawet jeśli akcja jest ryzykowna, jeśli nie on, to jego przyjaciel-prawie-kochanek-ale-nie-możemy-się-kochać Hans wszystko załatwi. Z Aleksandrem niby ta sama sytuacja, ale ostatecznie będą razem, Hans idzie w odstawkę dosyć szybko. Nawet to, że Aleks ma dziewczynę nie jest problemem: okazuje się, że kończy z nim związek, bo był odskocznią od jej zadań - spotkań z Niemcami, później wpada podczas łapanki, trafia do Auschwitz, pomimo wcześniejszej złości, Aleksander szybko o tym i o niej zapomina. Tutorial jak pozbyć się już niepotrzebnej bohaterki. Chociaż było wspomnienie, bo Hans załatwił jej lepsze traktowanie (Ariel go poprosił a dla niego wszystko). Rudy, Zośka i Alek też się pojawili, wielcy idole Ariela - gdy ich zobaczył musiał wyjść za drzwi na "podjarkę" i przeklinanie. Totalnie ludzie walczący o wolność siedzieliby w pomieszczeniu z uśmiechami, rozbawieni tą reakcją (oczywiście wszystko słyszeli), zamiast go wyrzucić, bo po co im jakiś dziwny dzieciak w poważnych i niebezpiecznych akcjach. Słaba bajka, słabe próby oddania czasów wojny. Wybrał sobie super pseudonim "Loki", gratulacje każdemu nawiązaniu do rzeczywistości. Wcale nie męczyły. Nie kłamie. (kłamie) Takie to wszystko byle jakie? Skończone w sumie na niczym, czekajcie na drugą część. Papa
This entire review has been hidden because of spoilers.
"W pogoni za losem" to debiut Angeliki Gawerskiej, który przenosi nas w czasie do lat czterdziestych. Muszę przyznać, że jak tylko dowiedziałam się, iż w powieści tej występuje wątek LGBT zaczęłam podchodzić do lektury z dużą dozą niepewności. Jest to motyw, który niespecjalnie jest w moim guście czytelniczym, jednak stwierdziłam, że najwyższa pora otworzyć się na queerowe motywy i zobaczyć czy faktycznie nie będę potrafiła odnaleźć się w tego typu wątkach. Bardzo się cieszę, że dałam się przekonać! Może nie trafią takie książki na listę moich priorytetów do czytania, jednak uważam, że warto dać im szansę nawet, jeśli do końca nie jest się do nich przekonanym. Autorka znakomicie wykreowała bohaterów powieści. Nie ukrywam, że bardzo lubię w książkach trójkąty miłosne - w szczególności, jeśli w grę wchodzą tak odmienne charaktery. W pozycji tej mamy narrację kilkuosobową, co uważam za dobre posunięcie, gdyż mamy okazję poznać myśli nie tylko Ariela, ale również Hansa, czy Alka, a to na pewno jest ogromny plus. Lekkie pióro autorki sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Zaczynając lekturę, nie sądziłam, że aż tak mnie ona pochłonie. Z trudnością odkładałam książkę, by wrócić do rzeczywistości. Byłam szalenie ciekawa zwieńczenia tej historii. A teraz... jestem ciekawa kontynuacji! "W pogoni za losem" to mocno poruszająca historia, która będzie idealną pozycją dla osób, które chcą poznać świat LGBT i jednoczenie wyruszyć w podróż czasoprzestrzenną. Emocje gwarantowane!
Zgłosiłam się do autorki po książkę gdyż wyczytałam, że bohater cofa się do II wojny światowej, a jak wiecie są to czasy, które uwielbiam. Miałam lekkie wątpliwości gdyż jest tu wątek LGBT, a takiej książki nigdy wcześniej nie czytałam.
Czy gdybyście mieli możliwość cofnięcia się w czasie zrobilibyscie to?
Akcja jest prowadzona dwutorowo w czasach obecnych i wspomnianych wojennych.
Ariel idąc na rozmowę o pracę nie zdawał sobie sprawy co go czeka. No nie oszukujmy się. Czegoś takiego to nikt się by nie spodziewał. Przechodzi przez szereg prób i testów, które złamały by nie jedno istnienie i kończy je jako jeden z nielicznych. W końcu dostaje zadanie. Musi cofnąć się w czasie do 41roku, dostaje też nową tożsamość. Nie jest to łatwy czas z wiadomych nam przyczyn. Autorka świetnie odnalazła się w tych ciężkich dla nas czasach. Pokazała tamtejsze realia, ból i cierpienie tych ludzi, ale również wiarę na lepsze jutro oraz, że nawet wtedy stawiano miłość ponad własne dobro.
Jeżeli lubisz wątek wojenny, cofania się w czasie i LGBT to ta książka jest w sam raz dla Ciebie.
3.5/5 Ariel Kwiatkowski podczas przeglądania internetowych ofert pracy trafia na taką, która brzmi niezwykle intrygująco. Po serii rozmów i wywiadów rozpoczyna szkolenie, mające przygotować go do roli specjalnego agenta działającego w czasach drugiej wojny światowej. Wkrótce dostaje nową tożsamość i zostaje Arielem von Winterfeldem- w połowie Niemcem, w połowie Polakiem. Odesłany do przeszłości błyskawicznie nawiązuje znajomość z dwoma ważnymi dla niego postaciami- Aleksandrem Wiśniewskim, wprowadzającym go w struktury polskiego podziemia, oraz Hansem Engelem, pomagającym mu poradzić sobie z trudnościami ze strony nazistów. Po początkowej nadziei na powodzenie misji sprawy przybierają obrót niekorzystny dla Ariela i jego mocodawców.
Po przeczytaniu prologu już wiedziałam, że książka mi się spodoba. Sam pomysł przypadł mi do gustu i na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się super. Książka New Adult osadzona w realiach drugiej wojny światowej nie jest spotykana dość często, co sprawiało, że moje oczekiwania wobec niej były z automatu wyższe. Coś jednak nie do końca spodobało mi się w samym sposobie napisania. Wydaje mi się, że może być to kwestia zbyt częstych przeskoków w czasie. Zabieg ten był oczywiście potrzebny, bo na nim opierała się fabuła, jednak nie potrafiłam odnaleźć się zbytnio w czasie i przestrzeni. Chodzi tu też zapewne o dialogi ich powtarzalność, bardzo często miałam wrażenie, że tę scenę czytałam już wcześniej (nie wykluczam tu żadnych błędów związanych z korektą bądź drukiem). Co do samych bohaterów to absolutnie ich uwielbiam. Fakt powstania drugiego tomu jest już potwierdzony, więc nie mogę się już doczekać dnia, kiedy poznam ich dalsze losy.
Ariel nigdy by nie pomyślał, że kiedykolwiek zobaczy wojnę na własne oczy. Zwłaszcza taką która wydarzyła się zanim jego rodzice choćby pomyśleli o dziecku. Czy podróżując w czasie uda mu się zapobiec okrutnym wydarzeniom? Jedno jest pewne, Ariel ma talent do wpadania w nieciekawie okoliczności i czytania ludzkich zachowań. ___________________ Motyw podróży w czasie jest jednym z moich ulubionych. Queerowa książka z podróżami w czasie? Oczywiście, że musiałam ją przeczytać! Miałam ku temu okazję dzięki współpracy z autorką. Jeszcze raz dziękuję za okazję do zagłębienia się w umysł Ariela i zobaczenie przedwojennej Warszawy jego oczami. Jest kilka drobiazgów, które wpłynęły na końcową ocenę...ALE! Jestem pewna, że tom 2 naprostuje wiele kwestii. Jestem pod wrażeniem stylu autorki, przez książkę się dosłownie płynie. Zastosowanie końcowych momentów na samym początku sprawia, że zauważamy o wiele więcej detali! Mam nadzieję, że książka zyska większą popularność byśmy mogli dostać 2 tom jak najszybciej :D Jeśli macie dość czytania typowych młodzieżówek i potrzebujecie czegoś mocniejszego to "W pogoni za losem" dostaniecie to czego potrzebujecie!
Książka ,,W pogoni za losem" autorstwa Angeliki Gawerskiej bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła! Czytając tą książki czułam się bardzo komfortowo pomimo tego że są poruszane w niej takie wątki jak : rasizm, śmierć czy homofobia. Poznajemy w tej pozycji również inne oblicze wojny. Wątek romantyczny (mlm) jest dobrze wpleciony pomiędzy rozgrywającymi się wydarzeniami lat 40. Muszę wspomnieć że niektóre rozdziały zmiotły mnie z planszy.Nie mogę się doczekać aż przeczytam kontynuację tej historii. Moja ocena to 4.5⭐ i polecam przeczytać tę lekturę.
To książka @angelikagawerska_author która w niesamowity sposób przedstawia historie, jakiej Polska nie widziała: 🕰️ Przełamuje schematy na rynku książek w kraju. 🕰️ Łączy powieść Si-fi z niesamowitą i zakazaną historią romantyczną 🕰️ Osadza historie w rzeczywistości ale i w przeszłości 🕰️ Pozostawia mętlik w głowie, przez co zadajemy sobie dużo pytań. 🕰️ Autorka tworzy wspaniałych i bardzo realnych bohaterów, z którymi łączymy się od pierwszych stron.