Filip wszystko analizuje. Kaja ma fioletową walizkę i za wszelką cenę chce zdążyć do domu na Święta.
Poznają się na lotnisku w Brukseli, gdy oboje czekają na samolot do Polski. Chwilę później wszystkie loty zostają odwołane, a rodzinne spotkania stają pod znakiem zapytania. Kaja nie poddaje się jednak i postanawia dotrzeć do kraju... pociągiem. A później autobusem, kolejnym pociągiem, a nawet autostopem. Filip nie rozumie, dlaczego dziewczynie tak bardzo zależy na powrocie do domu, ale postanawia jej towarzyszyć. Czy wspólna podróż połączy bohaterów na dłużej?
Przemierz zasypaną śniegiem Europę, spróbuj gorących churrosów na jednym z bożonarodzeniowych jarmarków i daj się oczarować przepięknie opowiedzianej historii dwójki ludzi, których połączył przypadek. A może jednak przeznaczenie?
Pochodzi z Opola, ale od kilkunastu lat mieszka za granicą – aktualnie w Brukseli. Szczęśliwa żona, a od niedawna mama. Z wykształcenia inżynierka chemiczka, na co dzień pracuje jako managerka projektów w dziale badań i rozwoju. W pracy i prywatnie pasjonuje się kwestiami zrównoważonego rozwoju i środowiska. Uwielbia czytać, a jej ulubionym autorem jest Terry Pratchett.
Wiele osób pisało, że to mega emocjonalna historia, przy której nie sposób nie płakać. No cóż, nie uroniłam ani jednej łzy, nie miałam dreszczy, a samego zakończenia spodziewałam się od początku. Szkoda, iż "Zdążyć do domu" nie wywołała we mnie oczekiwanych emocji, ale na pewno jest to tytuł świąteczny nieco inny niż wszystkie, także warto przeczytać, jeśli kogoś kusi.
Z wszystkich czterech książek tej autorki, po jakie sięgnęłam, ta niesie ze sobą największy ładunek emocjonalny. Dużo tu cierpienia i straty, a także tego jak różnie ludzie potrafią przezywać smutek. Również forma była nieco inna niż w przypadku trzech pozostałych książek — dwóch bohaterów, tylko i aż dwa dni podróży przez pół Europy i historia całego ich życia. Nie wzruszyłam się tak jak większość czytelników, ale to nic, bo ja w życiu na książce płakałam raz — na Promyczku wylałam tyle łez, że sama nie sądziłam, że potrafię tak płakać nad książką.
Obiema rękoma podpisuję się pod opinią, że to książka świąteczna, która zdecydowanie wybija się na tle innych. Nie znajdziecie w niej pierników i choinki, jest za to pewnego rodzaju świąteczna magia i dobro.
Najbardziej moje książki to te smutne książki. Uwielbiam je najmocniej, bo chyba nic tak nie chwyta mnie za serce, jak te przepełnione bólem historie. Przy okazji są często wzruszające i dające jakąś tam nadzieję. I - coś, o czym nie można zapomnieć - są z reguły niesamowicie emocjonalne. W zasadzie wszystko to pasuje do "Zdążyć do domu na święta".
To przejmująca książka o dwójce osób, które spotykają się przypadkiem i tylko na chwilę, ale to spotkanie bardzo mocno na nich wpływa. Słuchajcie, to jest dokładnie ten typ historii, który daje do myślenia i wzbudza taką chęć przewartościowania niektórych spraw.
Czytałam, że to taki "świąteczny Promyczek" - cóż, jako naczelna fanka "Promyczka" nie mogę się z tym zgodzić, ale nie zmienia to faktu, że wbrew wszystkiemu ta historia jest naprawdę w porządku.
Uff... Czy muszę mówić, że przy końcówce kilka łez mi poleciało, mimo, że wcześniej sobie go zaspojlerowałam? Zdecydowanie wolę wesołe historie świąteczne, ale doceniam wszystko w 'Zdążyć do domu na święta'. To lepsza wersja 'Promyczka', za którym nie przepadam. Tutaj nie czułam, że emocje są wymuszane na czytelniku i robi się wszystko by było coraz smutniej. Jak lubicie sobie popłakać to możecie brać w ciemno 💔
Kolejne spotkanie z twórczością Ani Chaber i kolejne bardzo miłe zaskoczenie! “Zdążyć do domu na święta ” to książka idealna na teraz, kiedy z utęsknieniem czekamy na święta. 🎄
•• Przypadek czy przeznaczenie? Filip wszystko analizuje. Kaja stawia na spontaniczność. ••
„Zdążyć do domu na święta” to nietypowa powieść świąteczna. Filip i Kaja poznają się na lotnisku w Brukseli, gdzie oboje czekają na samolot do Polski. Chwile później wszystkie loty zostają odwołane. Podejmują decyzje, że wyruszą w dalszą trasę pociągiem, ponieważ to ich jedyna opcja. Po drodze napotykają mnóstwo nietypowych sytuacji, a święta w domu stają pod znakiem zapytania. Filip już ma zamiar się poddać, jednak Kai tak zależy, by spędzić święta w domu, że to napędza ich do działania.
Autorka ma niebywały talent, by ze zwykłej, wręcz banalnej historii stworzyć wzruszającą i pouczającą powieść, która wciągnie czytelnika na długie godziny. Pozycja obowiązkowa dla fanów tego gatunku. Wzruszające historie obyczajowe zawsze są pożądane, szczególnie w te zimowe dni, kiedy to pragniemy usiąść ze świetną lekturą, zatracić się w czytaniu i zapomnieć o otaczającym nas świecie. Z ogromnym przejęciem będziecie przemierzać trasę wspólnie z Filipem i Kają, mając nadzieję, że bezpiecznie dotrą do domu na święta. To historia, która uświadamia nas, jak obcy ludzie, których przypadkiem spotykamy na swojej drodze, mogą mieć ogromny wpływ na nasze życie, jak zupełnie bezinteresownie są w stanie wyciągnąć pomocną dłoń. ✨
"Zdążyć do domu na święta” to słodko-gorzka historia, w której bohaterowie muszą zmierzyć się z nieprzewidzianymi sytuacjami. To przepiękna, wartościowa i skłaniająca do myślenia opowieść, która pokazuje, co tak naprawdę ważne jest w życiu. Jeśli szukacie książki świątecznej, która wzruszy Was do łez, to taka właśnie jest powieść Anny Chaber.
5/5 Tak, wiem, że święta dawno minęły, ale dopiero teraz oddano ją z biblioteki, a ja nie mogłam czekać cały rok, bo slyszałam za dobre opinie o niej. I o jeju, ale to było dobre. Gdyby nie to, że jest ranek, a ja jestem już pomalowana i gotowa do wyjścia to płakałabym teraz. Wspaniała historia, tak dobrze i przyjemnie napisana, a przede wszystkim tak logiczna i po prostu mająca sens. Jestem pod wrażeniem. Wszystkie wydarzenia były wiarygodne, a bohaterowie tak ludzcy i dobre wykreowani. Tak piękna historia, ale i smutna. Klimat świąt tak cudownie oddany, bo nie był ani kiczowaty ani nachalny. Działał jako po prostu wyraziste tło. No genialna, zostanie mi na pewno w pamięci.
Historia obyczajowa z mocnym motywem drogi. Mamy dwoje bohaterów którzy spotykają się na lotnisku i niestety ich lot jest odwołany, a oni uznają,że razem dotrą do Polski na święta inaczej. Mamy tutaj wiele komplikacji podczas podróży, które to niestety jak dla mnie są trochę za bardzo przesadzone. Ale sama historia ciekawa. Trochę daje inną perspektywę i przez to łatwiej zrozumieć inne zapatrywania się ludzi jak i ciekawa zasada dla introwertyków by przekazywać swoje zdanie i być bardziej rozmownym. Historia ze slodko-gorzkim zakończeniem. Zdecydowanie nie jest to romans. Ale też nie wylałam łez przy czytaniu jak widziałam w opiniach.
Ciężko mi jednoznacznie ocenić tę książkę, ponieważ zabrakło w niej dla mnie najważniejszego elementu — świątecznej magii ✨. Z drugiej strony znalazło się w niej wiele ciepła i niespotykanego dobra, które potrafi przyciągnąć uwagę.
Sam pomysł na fabułę, zestawienie dwóch różnych bohaterów oraz motyw wspólnej podróży bardzo mi się podobały.
Otulająca i niezwykle smutna książka. Inna, niż wszystkie. Końcówka rozerwała mi serce i ledwo, co mogłam czytać przez łzy. Ta historia pozostanie w mojej pamięci na bardzo długi czas❤️
2.5 ⭐️ Po przeczytanych wcześniej opiniach chyba miałam za wysokie oczekiwania. Wciągnęła mnie, był wyczuwalny klimat świąteczny, ale chyba czegoś mi w niej zabrakło.
Świetna książka. Mega smutna, ale prawdziwa. Nie jest to romans jak może się wydawać ale historia pol biograficzna (na końcu znajduje się notka od autorki, która wyjaśnia skąd miała inspiracje na książkę i ona również rozwala) Cieszę się, że po nią sięgnęłam 🥺😢
supporting our small “local” artists!!!! jak zwykle w dobrym stylu, tym razem z dawka złamanego serca. podsumowując - jak na obyczaj (który mi zwykle średnio wchodzi) to jest świetna.
Ach, co za cudowna opowieść! Idealnie na czas przedświąteczny - żeby bardziej docenić to, co mamy. Książka nie jest romansem, ale opowiada o miłości. To powieść drogi - zarówno fizycznej, przez Europę, ale też tej wewnętrznej. Jest też o tym, jak przypadkowe spotkania mogą na nas wpłynąć, jak ważna jest rodzina, jak wygląda życie imigranta i, w końcu, czy można się na niektóre rzeczy w życiu przygotować. Przepiękna opowieść, daje do myślenia.
Klimat świąt: 3 ,,Zdążyć do domu na święta” to książka o przypadkowym spotkaniu, w zabieganym okresie świąt Bożego Narodzenia. Dwójka obcych sobie osób podróżuje do domu na święta. To przypadkowe spotkanie pozwala im odkryć siebie oraz przewartościować niektóre rzeczy.
Zdecydowanie w tym roku potrzebowałam smutnych historii świątecznych i to jest jedna z nich. Jeśli szukacie czegoś radosnego, pełnego radości i nadzieji to zdecydowanie nie sięgajcie po ten tytuł. Ale za to jeśli chcecie przeczytać coś wartościowego, co otwiera oczy i pokazuje istotę świąt to polecam.
Mimo, iż oczekiwałam czegoś lepszego po tylu dobrych opiniach to książka mi się podobała. Liczne przygody bohaterów oraz narastająca niepewność co dalej i czy zdążą na święta pozwoliły mi współuczestniczyć w tej podróży.
Filip i Kaja przypadkowo poznają się na lotnisku w Brukseli. Filip czuje, że musi wrócić do domu na święta, Kaja czuje, że chce. Mają podobny cel i zupełnie inną motywację. Lot zostaje odwołany i podróż do Polski już nie jest tak prostym zadaniem. Dwójka nieznajomych, gdzie jeden jest opanowany i rozważny, a druga musi zrobić to co chce każdym możliwym sposobem, tworzy idealny tandem. Muszą wrócić do domu na święta, bo jak nie teraz, to kiedy?
Nastawiałam się na luźną, świąteczną powieść, gdzie każde zdanie będzie brzmiało jak świąteczna piosenka. Taka przewidywalna, prosta, słodka i znajoma do nudności. Tak było, ale tylko do połowy. Byłam bardzo blisko rozstrzygnięcia losów Kai, a jednak nie do końca. Jeden plot twist, poruszył w moim mózgu obszar wspomnień i przemyśleń, które kiedyś towarzyszyły mi bardzo często. Możliwie mało osób zrozumie dlaczego, ale jestem z Kai po pierwsze dumna, a po drugie trochę zazdrosna, że mogła. Nie każda książka ma się zakończyć happy endem, i nie każde zakończenie jest szczęśliwe dla każdego bohatera w ten sam sposób. Powieść rozwaliła mnie na kawałki, ale także pozostawiła ogromne uczucie ciepła i spokoju. Wszystko układa się tak jak powinno i nie ma rzeczy przypadkowych.
Mam wrażenie, że generalnie książki z motywem świat dzielą się na dwa typy: wesołe, ciepłe historie pełne przygód wokół świątecznych przygotowań oraz takie, które zmuszają czytelnika by na chwilę zwolnić i poddać się refleksji. Tutaj zdecydowanie mamy do czynienia z tym drugim rodzajem - piękna historia, lecz pełna bólu i troski. Bardzo dobrze pokazuje co tak naprawdę w świętach najważniejsze, czyli rodzina, miłość i zdrowie.
Czytając opis książki “Zdążyć do domu na święta” Anny Chaber, miałam pewne wyobrażenia o niej. Byłam przekonana, że będzie to lekka, dość schematyczna książka, która opowie nam losy dwójki osób, którym los płata figle i stawia kłody pod nogi, po to aby nie mogli zdążyć na czas wrócić do swoich rodzin. Stawiałam na świąteczny romans i dużą nutkę humoru, przecież Kaja i Filip poznali się na lotnisku w Brukseli, gdzie wraz z innymi pasażerami utknęli, ponieważ wszystkie loty zostały odwołane. Autorka zdradziła nam tylko, że wspólnie wyruszą w podróż do domu. Kolejne godziny spędzą w pociągu, autobusie, taksówce czy na jeździe stopem. Czy zdążą wrócić do domu na czas?
Nie zdradzę Wam tego. Chciałabym tylko powiedzieć, że okropnie pomyliłam się do tej książki. Wspomniałam na wstępie, że sądziłam, iż będzie to świąteczny romans z nutką humoru, jak bardzo myliłam się wiem tylko ja i osoby, które przeczytały tą historię. Ta książka przemieliła mnie emocjonalnie. Książka “Zdążyć do domu na święta” nie jest romansem - jest podróżą do domu i podróżą do przeszłości. Jest drogą do pogodzenia się ze stratą. Drogą, która ma pozwolić nam zaakceptować to czego odzyskać już nie możemy. Drogą, która pozwala nam wybaczyć.
Historia w książce zawarta jest z dwóch perspektyw i ukazuje dwie strefy czasowe. Rozdziały oczami Kaji w większej części są powrotem do przeszłości, opowiadaniem jej “historii miłosnej”. Filip natomiast to bohater, który ukazuje nam to co dzieje się obecnie. Połączył ich zupełny przypadek, jednak każdy kto przeczyta tą historię, gołym okiem zobaczy, że było to przeznaczenie.
Gdzieś przed setną stroną zrozumiałam, że nie będzie to romans, który sobie wyobrażałam. To właśnie wtedy dotarło do mnie z jak bardzo emocjonalną historią mam do czynienia. Autorka w piękny sposób ukazała nam krótką, ale jakże owocną przyjaźń Filipa i Kaji. W tej historii nie brakuje emocji, nie brakuje uczuć, troski i miłości. Ta historia otwiera oczy.
Autorka za pomocą bardzo trudnej historii przekazuje nam jak ważne są relacje międzyludzkie. Pokazuje jak wielką moc ma wybaczenie, wybaczenie samemu sobie. Pokazuje jak może zmienić się nasze życie gdy otworzymy się na drugą osobę, zwłaszcza gdy zaczynamy mówić. Ah, ciężko mi ująć w słowa to jak bardzo ta historia potrafi wpłynąć na postrzeganie niektórych aspektów życia.
Czy ta historia złamała mi serce? Tak. Autorka na zakończenie nas za to przeprasza, jednak ja wiem, że takie historie są bardzo potrzebne. Aż trudno mi uwierzyć, że przeczytałam ją jednym tchem. Nie mogłam się od niej oderwać. Ta historia całkowicie mnie pochłonęła. Zabrała kawałek mojego serca, który już nigdy do mnie nie wróci.