Nigdzie to opowieść o usilnym poszukiwaniu własnego języka, dziedzictwa i tożsamości.
Bohaterka powieści ma trop: gdy była dzieckiem, wychowujący ją dziadek robił z jej włosów pędzle i sprzedawał lokalnym artystom. Jako dorosła kobieta wraca do rodzinnego miasteczka, by odnaleźć obrazy namalowane jej włosami – być może jedyne namacalne dowody swojego istnienia. Tylko czy faktycznie można odnaleźć siebie, zanurzając się w przeszłość? Gdzie szukać swoich korzeni – w miejscach, w ludziach, a może w przedmiotach? Nigdzie eksploruje relację między tożsamością, językiem i pamięcią, podążając wraz z bohaterką śladami wydarzeń z przeszłości i wspomnień, którym nie zawsze można ufać.
Owszem, można wybrzydzać, że to kolejna książka wspomnieniowa o dzieciństwie gdzieś na polskiej prowincji. Jednocześnie są tu elementy niezwykle oryginalne, bizarne wręcz, jak choćby centralny motyw pędzelków, które dziadek narratorki wykonywał z jej włosów. Autorka skupiła się na temacie eurosieroctwa, odrzucenia, nieprzynależności i związanym z nią poszukiwaniem własnej tożsamości. A także, i to było bardzo ciekawe, pokazała złudność i zawodność pamięci i wspomnień. Nie wszystko mi się tu podobało, ale Boryczka ma jeden wybitny talent: uchwycenia momentu. To te miniaturki, miejscami kompletnie rozwalające emocjonalnie, miejscami zachwycające aż do braku tchu, świadczą o jakości tej prozy.
ostatnio mam szczęście do krótkich świetnie skonstruowanych książek. "nigdzie" to meandrowanie i rewidowanie wspomnień, poszukiwanie egzystencjalnego sensu. czasem niepotrzebnie zbyt wiele tłumaczy lub idzie na łatwiznę rozwiązań fabularnych. było warto po nią sięgnąć
Nie jestem fanką zakończenia, ale fabuła mi się podobała mi się na tyle, że chętnie przeczytałabym dłuższą wersję tej książki. Miała w sobie coś co sprawiało, że miałam się ochotę nią rozkoszować, ale szybko się skończyła i czułam niedosyt.