Czarnoksiężnik i kryształ to w mojej ocenie, na ten moment (na ile jestem zaznajomiony z cyklem, dokładnie rzecz ujmując, przeczytałem trzy poprzednie części) jest to najlepsza część ‘’Mrocznej Wieży’’.
Rozumiem że moja opinia, może to wzbudzać kontrowersję i mieszane uczucia. Rozumiem też czytelników z lat dwutysięcznych, którzy po zakończeniu ‘’Ziemi jałowej’’ musieli czekać aż sześć lat na kontynuację cyklu, gdzie po tych długich latach oczekiwań, wpadła w końcu w ich ręce prawie ośmiuset stronnicowa cegła, w której 2/3 objętości książki, stanowi autonomiczna historia, całkowicie przyćmiewając główny wątek fabularny, i nie poruszająca głównej fabuły do przodu. Ja sam, zostawiłem Rolanda i jego obecne Ka-Tet i całkowicie odpłynąłem na długie wieczory, wczytując się w opowiadaną przez głównego bohatera cyklu, historię z jego młodości.
Niesamowita przygoda, pełna miłości, zdrady spisków, przyjaźni. I jasne, można mówić że jest to oklepany temat, jednak w sposób jaki King napisał tę historię, jak świetnie wykreował bohaterów, jak rozpisał dialogi i jak przedstawił świat, sprawia że można się rozczulać nad tą powieścią.
King potrafi pisać o swoich młodocianych bohaterach, o ich miłościach, skruchach, rozterkach, jak nikt inny. Za to pokochałem jego twórczość, i ‘’Czarnoksiężnik i kryształ’’ daje mi starego dobrego Kinga, książkę, której nie chciałem skończyć za szybko bo życzyłem sobie aby ta przygoda trwała wiecznie, jednocześnie pragnąłem dowiedzieć jak ona się skończy.
Z pewnością do tej powieści wrócę, bo już tęsknie za jej bohaterami.