Przodkowie Jona bali się świata. Pragnęli obecności kogoś, kto byłby potężniejszy niż żywioły i przyroda. Powołali więc do życia różne nadprzyrodzone istoty, ale i one nie dawały im oparcia. W końcu z ludzkiej potrzeby zrodził się Światowid. Szybko urósł w siłę i stał się okrutny. Teraz plemię Jona przyjęło wiarę w Boga Dobroci, odsuwając się od bóstw. Oddzielają je od nich rzeka, puszcza - i Tabu. Mały Jon przekracza granicę. Słyszy zew opuszczonego Światowida. Czego bóg zażąda od Jona? Dokąd zawiedzie go Kamienna Droga?
Samotność bogów od momentu wydania (1998) cieszy się niesłabnącą popularnością. Otrzymała tytuł Książki Roku 1998 od polskiej sekcji IBBY. Mianem Książki Wiosny 1998 uhonorowały ją "Megaron" i Biblioteka Raczyńskich w Poznaniu. Powieść nominowano też do Paszportu "Polityki" oraz do nagrody pisarzy science fiction - Srebrnego Globu.
(Text used in the description taken from the book cover.)
Płaska i dwuwymiarowa, mimo, że koncepcja miała ukazać złożoność zagadnień takich jak wierzenia, religia, cywilizacja, dobro i zło. Ponadto promuje konformizm.
Pierwsze moje spotkanie z autorką i nie ukrywam przeżywam mini zachwyt. Bardzo ciekawa, filozoficzna, pełna przemyśleń na temat religii i kultu. Ciekawa tez pod względem językowym. Może trochę przegadana ale w mojej ocenie to zawsze jest plus a nie minus. Zabieram się za inne tytuły od tej autorki
Niby nie zachwyca tak mocno jak za pierwszym razem, ale to przez mój zebrany już bagaż książkowy B) tak czy siak, rozbudza pytania, które chciałoby się zadać i skłania do szukania odpowiedzi, które chciałoby się otrzymać
Dzisiaj zakończyłem ciekawą, trudną i niezwykłą podróż po świecie ukazującym bogów w innym świetle. Bardzo polecam osobą, które interesuje porównanie starych bogów (słowiańskich) do Boga chrześcijan.
Samotność, wydawać by się mogło, że dotyka tylko ludzi, najczęściej tych starszych, chociaż nie omija także młodszego pokolenia, bolesna i okrutna, ale tylko wtedy, gdy przychodzi bez pozwolenia, niektórzy przecież sami ją wybierają. Czy to możliwe, że może dotyczyć też bogów? Odpowiedź na to pytanie możemy znaleźć właśnie w książce "Samotność bogów".
Historia przedstawiona w powieści zabiera nas do dosyć odległych czasów, są to początki kształtowania się chrześcijaństwa na ziemiach Słowian. Od ponad 150 lat nie czczą już oni bóstw, które były kiedyś nieodłącznym fundamentem wiary ich przodków, za sprawą rozwoju Cywilizacji, swoje troski, radości powierzają teraz Bogu Dobroci, który jest wybaczający, sprawiedliwy i tak różny od swoich poprzedników budzących w ludziach strach. Jeden z członków pewnego plemienia, zostaje wezwany przez najpotężniejszego ze starych bóstw - Światowida do wypełnienia misji. Bóg ten mieszka na wyspie, którą oddziela od wioski Tabu, tylko wybrani mogą się tam dostać. Jon musi poświęcić swoje życie, by sprostać zadaniu, które wyznaczył mu Światowid, zwany Bezimiennym.
Początek książki raczej nie wróżył ujmującej lektury, powiem więcej, przez pierwsze 30 stron walczyłam ze sobą, żeby nie odłożyć tej powieści. Teraz się cieszę, że ją kontynuowałam, bo dalszy ciąg naprawdę mnie zaskoczył, pozytywnie.
Pani Dorota Terakowska porusza w swojej książce nietypowe zagadnienie - śmierć bogów. Kiedyś potężny i budzący grozę Światowid, powoli umiera, opuszczony przez swoich wyznawców jest pogrążony w bolesnej agonii, która nie tylko we mnie budzi współczucie. Bezimienny nie jest też obojętny Jonowi, młodzieniec, mimo że bóg naraża go na wiele niebezpieczeństw, częściej odbiera niż daje, postanawia pomóc mu umrzeć, ukoić ból poprzez ostatnią posługę.
"Im wyższa cena, tym większy skutek. To, co przychodzi bez cierpienia, nie liczy się."
Powieść nie opowiada tylko o tym, jak zapomniani bogowie umierają. Koncentruje się także na naturze ludzkiej, która nieustannie trwa w rozdwojeniu pomiędzy tym, co dyktuje rozum, a tym co podpowiada serce. Stawia takie pytania jak: czy wszystkie religie nie powinny stać na równi, czy ludzie mają prawo do wyboru? Ukazuje również gorzką prawdę o chrystianizacji, która w imię głoszenia miłości, była pretekstem do zabijania, palenia na stosie ludzi o odmiennych poglądach, a przecież nie tego oczekuje Bóg. Dosyć jednoznacznie przedstawia człowieczeństwo, któremu od zawsze imponuje bogactwo, dobrobyt, dlatego buduje ogromne, strojne świątynie, a małe kapliczki uważa za niedorzeczne. A wszystko to ku szerzeniu Cywilizacji, Cywilizacji Miłości. Ale czy na pewno zasługuje ona na to miano?
"Samotność bogów" to specyficzna i wymagająca lektura o uniwersalnym charakterze. Pełno w niej symboli, które każdy z nas może odczytać inaczej, zgodnie ze swoją duszą. Jest to książka, która zagnieżdża się w myślach nawet po przeczytaniu, pozostawia pytania i subtelnie zachęca do poszukiwania na nie odpowiedzi. Zachęcam do spotkania z tą powieścią, naprawdę warto. Okładka nie zachwyca, ale treść zdecydowanie tak.
Smutno się czyta powieści Terakowskiej wiedząc, jak niewiele ich do przeczytania pozostało. Co nie zmienia faktu, że każda z nich jest cholernie dobra. Samotność bogów? Zmyślna, fantazyjnie wręcz napisana opowieść bawiąca młodszych, dająca do myślenia starszym. Kawałek dobrego pisarstwa, które się nie czyta, a pochłania.
Książka, która niesie mądry przekaz, pełna ciekawych refleksji mogących być życiowymi wskazówkami, jednak nie do końca spodobał mi się ten dwuwymiarowy świat. Moja ocena to 3.5, ale gorąco ją wszystkim polecam.
"Кожен, хто народжується, може змінити свій світ на гірше чи на краще. Можливо, плід цієї праці виглядає меншим ніж піщинка в пустелі, але навіть піщинка має велике значення..." (з книги)
Powtórzyłem sobie książkę przeczytaną lata temu jako lektura w gimnazjum i kiedy się teraz nad tym zastanowiam to wydaje mi się, że "Samotność bogów" w dużej mierze ukształtowała moje gusta (przynajmniej jeśli chodzi o tematykę). Nie jestem w stanie z czystym sumieniem wystawić 5/5 ponieważ styl autorki i dobierane przez nią słowa często raziły mnie w oczy. Również to ciągłe zastępowanie konkretnych informacji uogólnieniami pisanymi z wielkiej litery wydało mi się przerostem formy nad treścią. Podsumowując, o ile ja nie żałuję powrotu do tej książki o tyle trudno by mi było polecić ją komuś w ciemno.
Książka przez którą miałam mętlik w głowie. Dużo pytań, mało odpowiedzi. Pieknie przedstawiona chistoria o słowiańskich korzeniach. Oraz ta zagadka. Zagadka Światowida. Czasem nie mogłam się odnaleźć w tej książce a niektóre opisy mnie przynudzały, albo nie mjglam odróżnić czy dany opis dotyczy "wizji" czy nasz głowny bohater już jest na "ziemi" . Jednak później akcja się rozwinęła. Czytałam ją dość długo, mimo iż nie jest grubą książką. Musiałam poświęcić go trochę więcej czasu by ją "przełknąć". To moje trzecie spotkanie z książką tej autorki, w których również były poruszne tematy wiary. Mówię tutaj o "Poczwarce" oraz "Tan gdzie spadają anioły" które również bardzo polecam.
Piękna, baśniowa przypowieść-fantasy, z nawiązaniami do rodzimej wiary, ale bardziej uniwersalna, co widać chociażby przez dobór słowiańskich bogów i demonów, ale brytyjskich imion ich wyznawców. Nieco powolna, ale nie jest to koniecznie wada, a jedynie cecha takiego gatunku - warto jednak wziąć to pod uwagę przy wyborze, żeby nie nastawiać się na wartką akcję. Córka Czarownic o wiele bardziej mi się podobała, ale ta też jest cudowna.
Ciekawa powieść o tolerancji, zmieniającym się świecie, bogach i człowieku. Dorota Terakowska potrafi w fascynujący sposób przedstawić fundamentalne zagadnienia. Momentami jednak, choć sam temat mnie zainteresował, książka mi się dłużyła. Mając wcześniej doświadczenie z autorką, ta powieść nie potrwała mnie, choć myślę że warto po nią sięgnąć, choćby dla tematu.
eee nie siadlo mi, watek z religia mnie jakos srednio usatysfakcjonowal, troche po lebkach zrobiony. zachowanie dzieci totalnie nie rel, dobrze ze byly dziecmi krotko. postacie jakies na jedno kopyto i plaskie, ale doceniam pomyslowosc autorki.
Piękna, mądra opowieść quasi fantasy wiodąca "poprzez wieki", pełna przemyśleń i refleksji nad życiem, celem bytu, samotnością we wszelkich przejawach, wierze i jej braku, jej cenie. Polecam, ale trzeba mieć na tę opowieść odpowiedni czas. 3,75
Przebrnęłam przez tą książkę, ale z trudem. Zdecydowanie lepsze są "Spadające Anioły". Bliskie mi są tzw. boskie klimaty, ale nie... no nie bardzo się udało porwać czytelnika.
Jedna z tych pozycji, do których dobrze się wraca. Pierwszy raz przeczytana jako mała dziewczyna - wtedy wywołała zdziwienie i zaczarowała, teraz jako młoda kobieta - dała uczucie nostalgii.
Nie wiem jak mam ocenić. Powiem tyle: Podobała mi się najmniej ze wszystkich książek tej autorki. CZY TYLKO JA MAM ZEPSUTĄ NUMERACJE STRON NA OSTATNICH 30?