'Ksiazka wprowadza czytelnika w brutalny swiat nalogu - swiat rzadzacy sie swoimi prawami, gdzie cialo staje sie towarem, za ktory mozna kupic upragniona dzialke - swiat pozbawiony milosci i zrozumienia.'
Książka opowiada o osobistej przygodzie autorki, która wkracza w brutalny świat nałogu-świat rządzący się swoimi prawami,gdzie ciało staje się towarem, za który można kupić upragnioną działkę.
Historia nie należy do najmilszych opowieści, ale jednak warto spróbować przeczytać raz do czasu o tym co się dzieje nie tylko na świecie, a także w Polsce. Podczas opowiadania są przeplatane tematy- używki, molestowanie, anoreksja, szpital psychiatryczny, a nawet nierozumienie ze strony rodziców.
Dziewczyna zaczyna swoją przygodę z kokaina poprzez miłość, która w tamtych czasach nie była pokazywana, nie wiedziała jak to jest być kochanym, jak to jest się uśmiechać, jak to mieć osobę, która będzie cię wspierać. Była całkiem sama i zdała się na nieodwracalny los.
Możemy zauważyć, że autorka zmierza do zakończenia swojego życia, wszystko co robi jest pod jakimś pretekstem. Zaczyna zwiększać dawki, liczby robią się coraz większe, a ona nie potrafi nad tym zapanować. W końcu trafia do szpitala, gdzie jest pod nadzorem kontrolowana. Po czasie spędzonym w zamknięciu udaję jej się chociaż przytyć i wyglądać o wiele lepiej, ale jak wiemy nie wszystko dobre ,co sie dobrze kończy.
Niestety autorka jaki ustawiła sobie cel tak go osiągnęła. Dla mnie to była kolejna przygoda z nią i było ciekawie zobaczyć jak świat wygląda podczas krytycznych chwil. Mogłam zobaczyć, że ludzie nie ważne jak będą się zachowywać i co będą robić to nadal w głębi głowy będą mieć te przykre chwilę, która doprowadziły do takiego stanu, w którym się znajdują. Dodam na koniec, że to nie jest łatwa książka i uważam, że trzeba wczuć się w tą postać, która opisuję przebieg zdarzeń.
To pierwsza książka od tej autorki jaką przeczytałam. Jeśli mam być szczera, spodziewałam się czegoś lepszego. Książka nie jest w ogóle w żaden sposób rozwijająca. Jest to raczej czysta zabawa. Nie bawiłam się przy niej źle ale z drugiej strony nie zbyt miałam ochotę wracać do czytania. Opisy są odrzucające, są proste ale nie w ten dobry sposób. Obrzydziło mnie to w jaki sposób była napisana ta książka. Miała kilka dobrych przemyśleń ale moim zdaniem jest poruszane w książce za wiele wątków, a tak naprawdę żaden nie jest skończony. Autorka zadaje sobie dużo pytań podczas pisania tej książki, na żadne jednak nie dostajemy odpowiedzi. Jeśli autorka chciała żebyśmy je sami zinterpretowali to zrobiła to moim zdaniem w zły sposób. Ja nie mogłam rozmyślać zbytnio nad pytaniami a to dlatego że ta książka dosłownie nic nam nie przekazuje. Jest to poprostu nie mój klimat. Mam już za sobą pare książek o narkomanii i to naprawdę jest najgorsza jaka czytałam. Napweno będę jeszcze chciała dać szansę autorce. Ta książka zdecydownie nie była w moim guście.
Po "Pamiętniku narkomanki" zabrałam się za kolejną książkę Barbary Rosiek. Wystarczyło mi pierwsze dziesięć stron, żebym zaczęła się zastanawiać - o co w tym chodzi? Gdzie tu jest jakaś ciągłość? Nie, nie i jeszcze raz nie. Po lekturze tej książki powinnam się przeprosić z "Pamiętnikiem narkomanki" za nazwanie jego drugiej części "pseudoartystycznym bełkotem". "Kokaina" to dopiero jest bełkot! Do mnie nie przemawia ten styl, więcej razy czułam obrzydzenie opisami fizjologii autorki, niż jakąkolwiek niechęć do narkotyków. Może na kogoś to zadziała, oby. Na "Kokainie" zakończyłam przygodę z twórczością autorki, jeżeli inne jej książki wyglądają podobnie, to nie mam w nich czego szukać. 3/10
Po ,,Pamiętniku” zabrałam się za ,,Kokainę”. Książka jest napisana wierszem - 91 stron nieprzerwanej poezji. W tym błędy stylistyczne. Czy wydawca nie czytał tej książki przedniej wydaniem¿ Poza tym, ciągle pytania, nieistotne pytania. Nie wiadomo w ogóle, o co chodzi w tej książce. A w ostatnim zdaniu dowiadujemy się, że Barbara tego nie przeżyła, lecz mogło stać się to przyszłością.