Historia pachnąca choinką, przy której grzejemy serca rodzinną miłością. Zimowa opowieść pełna czułości i wzruszeń!
Nastoletni Norbert przeżywa swoje pierwsze zauroczenie. Uczuciu młodych przeciwni są rodzice, którzy mają własne, całkiem dorosłe animozje. Dla nastolatków jest to zatem czas szczególnie burzliwy, a zbliżające się wielkimi krokami święta i trudności w młodzieńczej komunikacji niczego nie ułatwiają...
Norbert znajduje jednak wsparcie w swojej matce, Justynie, która tego roku bierze na swoje barki przygotowanie wigilijnej kolacji. Kobieta pragnąc szczęścia swojego dziecka postanawia zaprosić także Zuzannę i jej rodziców.
Czy magia świąt zadziała wśród ludzi, którzy różnią się prawie wszystkim?
Agnieszka Lis zabiera nas w świąteczną podróż po ludzkich charakterach i emocjach, kolejny raz udowadniając, że bohaterowie jej książek są tacy jak my. Pełni skrajności i tajemnic do rozwikłania.
Słodko-gorzka, taka życiowa. Całkiem dobra lektura z nieziemskimi opisami kawy. Muszę jednak odjąć gwiazdkę, bo liczyłam na lepsze rozwinięcie głównego wątku, który stopniowo zanikał i skończył się banalnie, a szkoda.
Niestety słabe zakończenie roku czytelniczego. Trzy gwiazdki i tak tylko za miłe zakończenie. Książka strasznie nijaka, rozdziały zaczynają się innymi wątkami, a poprzednie są nie do końca wyjaśnione.
Piernikowe Serce. Dość głupawa polska świąteczna komedyjka. Bawiłam się całkiem dobrze ale zarzutów mam dużo. Jak na rozluźniający film dużo trudnych tematów zostało poruszonych. I ani jeden dobrze. Hazard Czarka ledwo liźniety, wyszedł na jaw zanim człowiek mógł się zastanowić co w tym małżeństwie jest nie tak. Czarek co prawda dostaje wizytówkę do terapeuty ale nie widać żeby z niej skorzystał. Po prostu obiecuje poprawę, a Justyna choć chciała rozwodu to od razu mu wierzy. Daga to wgl inny klimat. Na początku jest jej dużo, ciągle mamy temat jej i kawiarni, nawet scenę uzewnętrznienia się, potem długo długo nic i na końcu ze dwie sceny kończące wątek. Choć sprawiała sympatyczne, roztrzepane wrażenie to z jakiegoś powodu trudno było ją lubić skoro nie mieliśmy żadnego backgroundu do jej zachowania. W końcowej scenie mamy rzucone że jest bezpłodna a Łukasz cały czas mówił o gromadce dzieci. Kiedy? My jako widzowie ale razu nie mieliśmy takiej sceny żeby móc przeczuwać o co chodzi. A na końcu porzuca tą wymarzoną kawiarnię którą trzeba otworzyć przed świętami i jednak leci za facetem do Australii. Wtf? Ta scena jest komiczna z jeszcze jednego powodu. Matka czeka na Dagę i Łukasza jakby zaraz mieli wejść a oni są w Australii (na tym kiepskim greenscreenie), cóż za wyważenie czasowe. Zuza i Janek to całkiem inna bajka. Nastoletnia, pierwsza miłość, kiepskie nieporozumienia, spiski razem tworzone - może to i urocze ale nie jestem już w wieku docelowego odbiorcy. Czarek i Piotr (?sąsiad), też ruszony temat jakiejś zadry sprzed lat, kto kogo olał a ostatecznie raz dają se po pysku a potem już jedzą razem wigilię. Temat Melanii też jakiś dziwny. W ogromnej żałobie, nie chce tu swojego syna, kiedyś podobno go wyrzuciła z domu, nie ma między nimi dłuższej szczerej rozmowy wyjaśniającej wszystko tylko po prostu nagle matka stwierdza że się zmieni i się od tak zmienia. Zauważa kiepskie samopoczucie synowej chociaż my jako widzowie nie mieliśmy szansy i czasu go zaakceptować, ratuje ich związek, jest miła dla córki (a ona wcale nie jest zdziwiona) I nie wrzeszczy że marynarka zmarłego męża poszła do prania choć wcześniej wrzeszczała że ktoś ją przymierzył. Paweł i Samantha to jedyna naprawdę fajnie zrobiona para w filmie. Typowo komediowa, gdzie pojawia się mini wątek tajemnicy sukcesywnie pokazywany od początku, na szczęście wyjaśniony w śmieszny i uroczy sposób a nie kolejnym dramatem.
Marcepanowa miłość. Kilka słów na początek a potem zrobię krótkie porównanie książki z filmem bo żałując bądź nie zapoznałam się z oboma tworami. Zacznijmy od tego że opis mówi wszystko. To nie tak że jest zdawkowo opisem pogłębionych w tekście wydarzeń i uczuć, on po prostu mówi wszystko na tej samej głębokości emocjonalnej co książka (czyli żadnej). A końcowe wydarzenie z opisu (zaproszenie sąsiadów na Wigilię) nie zostało gruntownie przemyślane i przegadane by coś osiągnąć tylko rzucone bylejak i bylegdzie tak jak większość kluczowych decyzji w książce. Najśmieszniejsze są wybory fabularne autorki. Każdy rozdział to krótki opis nic nieznaczącego wydarzenia najczęściej spaceru Justyny z małą do Dagi a te istotne i ważne jak rozmowa Czarka z Norbertem, rozmowa Czarka z Pawłem czy wręczenie listów Zuzannie i Norbertowi są urwane i następny rozdział już zaczyna się w randomowym momencie kilka dni później a to WAŻNE jest jedynie lekko wspomniane. Wgl co to za tytuł? Marcepanowa miłość bo Norbert raz poprosił o taką chałwę Justynę? Bo Zuzanna lubi? Raz wspomniane nie mające na nic wpływu i wystarczy by nadać tytuł? Kiepsko to świadczy o kreatywności autorki. A wydanie drugi raz tej powieści z plakatem filmowym na okładce to jakiś nieśmieszny żart i skok na kasę. Przecież mało co tutaj jest wspólnego a jedna z postaci z plakatu nawet nie występuje w książce! Uff chwila oddechu. Jako że "Piernikowe serce" jest inspirowane tym gniotem to postaram się teraz krótko wymienić najważniejsze różnice w filmie. Niektóre słusznie zostały zmienione na potrzeby fabuły, niektóre zmieniono dla kaprysu bo nie mają żadnego wpływu na wydarzenia a niektóre dlatego że w książce nie mają absolutnie żadnego sensu. 1. FILM: Justyna i Czarek to małżeństwo w kryzysie ze względu na hazard Czarka. Przeprowadzają się do mamy Czarka z synem. KSIĄŻKA: Justyna i Czarek to szczęśliwe małżeństwo z dwójką dzieci mające codzienne kłopoty z pociechami mieszkające w niedawno wyremontowanym domu. 2. FILM: Jeden syn Janek (imię po nieżyjącym dziadku, ojcu Czarka). Justyna w ciąży z drugim. KSIĄŻKA: Dwoje dzieci: Norbert i Zuza. Justyna przemęczona macierzyństwem. Ojciec Czarka ma się świetnie. 3. FILM: Ojciec Czarka nie żyje, on pokłócony z matką. Drama z byłym przyjacielem. KSIĄŻKA: Ojciec żyje i ma się świetnie. Rodzice zakochani w sobie i dzieciach. Spędzają razem święta. W tle mało istotny wątek listów rzekomo jednostronnej miłości. 4. FILM: Dagmara to siostra Czarka. Chce otworzyć wymarzoną kawiarnię (dla siebie i ojca). W tle perturbacje miłosne z miejscowym weterynarzem. Charakterem i potrzepaniem podobna raczej do młodzieży niż do dorosłych. Bezpłodna. KSIĄŻKA: Dagmara to synowa koleżanki teściowej Justyny. Obie bardzo się przyjaźnią. Zajmuje się wymarzoną kawiarnią od roku choć ciagle wtrąca jej się teściowa. Mężatka i matka 15latka. 5. FILM: Norbert i Zuza spotykają się pierwszy raz gdy Norbert się przeprowadza do babci. Zaczynają się dogadywać i spędzać razem czas. W tle nic nieznaczące szybko zażegnane nieporozumienie. Żadnej szkoły. KSIĄŻKA: Norbert i Zuzka choć mieszkają obok siebie od lat nagle dostają strzała na ryj i w sobie zakochani. Trwa to jakieś 15 minut a potem na reszcie książki są pokłóceni i nie potrafią ze sobą porozmawiać. Godzą się 15 stron przed końcem książki ot tak nie rozmawiając na ten temat i wszyscy się cieszą. W tle problemy Norberta w szkole, ale wystarczy że kopnął w dupę szkolną lafiryndę i nagle wszyscy go kochają. 6. FILM: Samantha i Paweł to rodzice Zuzanny. Ojciec trochę postrzelony ale sympatyczny. Matka influencerka do przesady ale kochająca i troskliwa. KSIĄŻKA: Samantha i Paweł to typowa Karyna i Seba. On klnie jak szewc i to nawet nie jest komizm sytuacyjny a ona pojawia się w jednej scenie jak duch, cicha jak myszka ale jak ma chlać wino i pokazać półdupek to czemu nie... 7. T Y T U Ł FILM: PIERNIKOWE SERCE - nazwa wymarzonej kawiarnii Dagi łącząca ją z ukochanym zmarłym ojcem, dodatkowo imię psa Zuzanny to Piernik a to właśnie on jest pretekstem do zbliżenia się nastolatków i nastoletniej miłości. KSIĄŻKA: MARCEPANOWA MIŁOŚĆ CZYLI K*URWA NIC. Bo Zuza lubi marcepan. Koniec. Amen. Finito. Nawet na tyle zespół redakcyjny nie był w stanie wpaść by chociaż tego psa w książce nazwać Marcepan?! Tylko do cholery Burgund? Serio? Zaraz mnie poniesie i zacznę przeklinać jak Paweł. Ale wpaść na to by nazwać wieloletnią przyjaciółkę rodziny Danutę robotem sprzątająco-gotująco- jakimś tam to już nie problem?
Chyba na tym zakończę. Tych różnic i podobieństw możnaby wymieniać i wymieniać ale nie widzę już sensu. Po wyjściu z sali kinowej stwierdziłam że film był dość głupi i do kitu. Ale porównując go do książki widzę że scenarzyści próbowali wyciągnąć z pierwowzoru to co najlepsze dlatego jest tego tak niewiele a wręcz nic. Idźcie do kina, nie czytajcie tego gniota i nigdy więcej nie pytajcie dlaczego tak wiele osób jest uprzedzonych do polskich pisanych przez kobiety obyczajówek.
„Marcepanowa miłość” to zimowa opowieść o znanych z poprzednich książek zaprzyjaźnionych rodzin, ale tym razem przeczytamy o pierwszym zauroczeniu. Norbert i Zuzanna są w jednej klasie liceum, z piekła rodem, bo „koledzy i koleżanki” mocno namieszają w życiu tych dwojga. Rodzice nie rozumieją ich ( jak to w życiu bywa) i nie pomaga fakt, że święta tuż za rogiem, a wiadomo ile jest przy tej okazji do zrobienia. Co musi się stać, żeby matka zatrzymała się na moment w szaleńczej żonglerce codziennymi obowiązkami, i pochyliła nad złamanym sercem syna? Czy magia świąt zadziała i uda się pogodzić wszystko? Przeczytajcie i przekonajcie się sami 😉 Z zaciekawieniem czytałam tę książkę. Pani Agnieszka jak zawsze wciągnęła mnie w świat bohaterów od pierwszych stron. Bohaterowie których kreuje są prawdziwi, pełni tajemnic, skrajności. Ja bardzo lubię pióro autorki, jeśli jeszcze nie znacie jej twórczości to polecam gorąco. A sama idę czytać jej najnowsze dziecko pt. „Siostra wirtuoza” – które miało premierę tydzień temu.
🎄klimat świąteczny 2/5 Książka podobała mi się przez to jakie tematy porusza. Chodzi tu mianowicie o brak akceptacji i wykluczenie rówieśnicze, ale też pierwsze zauroczenie. Szkoda, że tylko na tym książka się nie skupiła, bo trochę było wątków pobocznych, które moim zdaniem wcale nie były potrzebne (np. choroba najmłodszej bohaterki). Cieszę się, że autorka pokazała w jak trudnym momencie znajdują się nastolatkowie, którzy wkraczają w okres dorastania. Zabrakło mi trochę rozwiązań związanych z wyżej wspomnianymi problemami żeby rodzice, ale i też młodzież, wiedzieli jak reagować w takich sytuacjach (zboczenie zawodowe). Zabrakło mi też klimatu świąt. Temat bożego narodzenia poruszono dopiero pod koniec książki. Absolutnie mi to nie przeszkadzało. Najwidoczniej trudna tematyka nie pozwoliła mi odebrać tej książki jako świątecznej. Na początku też trochę miałam problem ze stylem pisania autorki, ale z czasem się to zmieniło.
I znów wracamy do zaprzyjaźnionych rodzin Barbary i Melanii. Znów wraz z nimi szykujemy się do świąt. Jednak harmonia zostanie zaburzona, Melania z mężem jadą do syna na Boże Narodzenie. Ale życie nie znosi próżni, więc ich miejsca przy stole nie zostaną puste. W pierwszym momencie pomyślałam, że to młodzieżówka będzie, bo na pierwszym planie pojawił się nastoletni Norbert. Ale bardziej się zrobiła fabuła familijna, bohaterami stali rodzice nastolatka (a głównie matka), z jednej strony przeżywającego trudności z adaptacją w nowej szkole. Z drugiej zakochanego pierwszą młodzieńczą miłością. I jak tu być mądrym i pomóc swojemu dziecku? Sympatyczna książka o tym jak musimy balansować między oczekiwaniami najbliższych, by utrzymać kruchą równowagę i spokój w przedświątecznej nerwówce. Czytam tę rodzinną opowieść od początku, pierwsze tomy bardzo mnie męczyły. A teraz opowieść robi się coraz ciekawsza.
Akcja długo się rozkręcała.Duzo było o zuźce,marcepanie i kawiarniach,ale tak to ok.Od początku spodziewałam się zakończenia.Szkoda że niema jeszcze kilku rozdziałów z tego jak im się układało w życiu.Pod koniec piękne przesłanie.Jedyny minus to polskie imiona ale da radę się przyzwyczaić.Polecam