Ula i Michał to kochające się małżeństwo. Mężczyzna dostaje nieoczekiwaną propozycję pracy w Australii. Pomimo smutku Michał decyduje się ją przyjąć. Aby chociaż odrobinę poprawić humor swojej ukochanej i nie chcąc aby pozostała sama, mężczyzna przed samym wyjazdem wręcza Uli niezwykły prezent - małego szczeniaczka welsh corgi. Kobieta jest poruszona i cieszy się, gdyż od dawna marzyła o jakimś zwierzątku, a podczas rozłąki z mężem Bingo będzie jej towarzyszem. Piesek pomaga jej również z pogodzeniem się z utratą nienarodzonych dzieci. Niestety dochodzi do nieszczęśliwego wypadku i Ula musi zostawić Bingo pod okiem sąsiadki. Rozłąka z właścicielką zwiastuje ogromne kłopoty dla małego czworonoga.
Książka pt. „Była sobie miłość” okazała się bardzo poruszającą lekturą. Szczerze mówiąc spodziewałam się trochę innej opowieści, bardziej czegoś lekkiego i świątecznego. Jednak autorka pisząc swoją - uwaga! - pięćdziesiątą powieść, poszła w zupełnie innym kierunku.
Historia pisana jest z dwóch perspektyw: perspektywy ludzi (głównych bohaterów jak i osób, które podczas swojej wędrówki spotyka Bingo) oraz perspektywy psa. Ludzie dzielą się z nami swoimi życiowymi problemami, natomiast pies opowiada o swojej ciężkiej tułaczce przez pół Polski w poszukiwaniu domu. Sprawia to, że powieść jest ciekawa, gdyż ciagle poznajemy nowych bohaterów, przez co w książce dużo się dzieje.
Tułaczka Binga daje nam okazje poznać opowieści wielu ludzi. Są to historie trudne, ciężkie, bolesne. Mimo, iż życie doświadczało tych ludzi w ciężki sposób, zachowali dobre serce i nie odmawiali pomocy małemu pieskowi, który przez swoją mozolną przeprawę często cierpiał z głodu i pragnienia.
Te właśnie fragmenty, które opisują ciężki los Binga sprawiały, że chwilami książka stawała się trudna do czytania. Był moment, gdzie po prostu ominęłam kawałek tekstu, aby nie łamać sobie serca tym, co w nim było. Jeśli więc jesteście osobami, które są wrażliwe na cierpienie zwierząt to bądźcie przygotowani, że nie będzie to lekka książka.
Pomimo, iż oczekiwałam, że będzie to świąteczna książka, to wątku świąt mamy tu niewiele. Historia rozpoczyna się jak i również kończy w okresie świąt. Jest to ciekawy pomysł na zamknięcie akcji, który dobrze wpasował się w treść powieści.
Książkę czytało się dobrze, jedyną rzeczą która mnie irytowała, były liczne zdrobnienia imion, których używała główna bohaterka. Muszę też pochwalić wydawnictwo, za rozmiar czcionki w tej książce. Osobiście lubię duże czcionki, gdyż ułatwiają mi one szybkie czytanie i zdecydowanie wolę większe litery i po prostu przyjemniej czyta mi się takie wydania. Poza tym ta okładka. Mały, słodki szczeniaczek pięknie się prezentuje i z pewnością wiele osób straci dla niego głowę. Myślę, że każdy miłośnik literatury obyczajowej znajdzie coś dla siebie w tej powieści.