Z cienia i ognia wychynęły łby zagrożeń, a losy obu kla-nów spoczywają na wróżbie.
Po zdemaskowaniu Cristal, Levone postawił przed sobą trzy cele. Ocalić Sonyę, znaleźć lekarstwo dla ojca i pojmać zdrajczynię. Wszystko jednak wskazuje na to, że czeka go długa droga, zanim osiągnie choćby jedną z tych rzeczy. Musi podjąć trudne decyzje i zmierzyć się z ich konsekwencjami.
Dni Sonyi wypełnia oczekiwanie na przesłuchania i ko-niec okrucieństwa, jakie przyszykowało dla niej Plemię Słońca. Zachowując milczenie, chroni Plemię Księżyca przed najazdem, lecz nie ma pewności, czy jej wysiłki nie pójdą na marne. Los podsuwa im nowe możliwości. Zaś wraz z nimi ogromne ryzyko.
Wspólnie będą musieli stanąć przed wyzwaniem, a ich najgroźniejszym przeciwnikiem będzie czas.
Pierwszy tom "Trylogii Dnia i Nocy" uważam za przyjemną historię z potencjałem. Drugi zaś... przerósł moje oczekiwania!
Kiedy w grę wchodzą trylogie, pada często dość istotne pytanie. Czy chorują one na syndrom drugiego tomu? Z wielką radością mogę powiedzieć, że "Wschodzący Księżyc" na tę przypadłość nie cierpi! Jest lepszy od pierwszej części w niemal każdym aspekcie - rozwój świata, fabuły, a przede wszystkim... postaci! To jak bohaterowie tutaj rozwinęli skrzydła... Jestem zwyczajnie zachwycona! Nimi samymi jak i relacjami jakie zbudowali. Autorka nie tylko pokazała nam głębie pewnych postaci, ich ukryte do tej pory strony, ale także świetnie zarysowała relacje między nimi - co w pierwszym tomie nie było aż tak oczywiste, musieliśmy bardziej uwierzyć na słowo, że ci czy tamci bohaterowie się przyjaźnią. We "Wschodzącym Księżycu" jednak wszystko to widzimy na własne oczy! Widzimy też, jak relacje między tymi bohaterami się rozwijają, bądź w przypadku niektórych powstają od zera. A główny romans? Jest tak uroczy! Naprawdę dawno nie czytałam o tak sympatycznej patrze, było to dla mnie bardzo miłym zróżnicowaniem i sprawiło, że tylko jeszcze bardziej im kibicowałam. (Jeśli chcecie wiedzieć, kto za to jest moim ulubieńcem, to powiem tylko... Mound 😏 Pyskaty spryciarz, taki jakich lubię 🤭)
Fabularnie również "Wschodzący Księżyc" nie zawodzi! Choć pojawia się w nim parę utartych motywów, to na ogół mają one do siebie jakiś twist, który odróżnia je od innych książek w gatunku. A co cieszyło mnie ogromnie - nie pojawiają się tu żadne dziury fabularne czy nielogiczności! Widać, że autorka wszystko ma przemyślane - nawet kiedy miałam jakieś wątpliwości co do zaistniałej w danym rozdziale sytuacji, maksymalnie kilka stron później wszystko było pięknie wytłumaczone, w naturalny sposób, i nabierało sensu. Jeśli miałabym się czegoś czepiać, to powiedziałabym, że może niektóre problemy zdawały się rozwiązywać zbyt łatwo, ale szczerze? Nie przeszkadzało mi to. Ani trochę. Bo cała reszta była na tak wysokim poziomie, że przyćmiewała to. I myślę też, że lepiej tak, niż gdyby rozwiązania miały być przekombinowane i nie trzymały się kupy, jak wielu autorom się zdarza.
Co więcej mogę wam powiedzieć? Ta książka jest tak przyjemna, tak klimatyczna... Wiem już teraz, że to będzie mój "comfort read" - co w sumie nie jest tak oczywiste, bo nie brakuje w tej książce też mocnych scen.
Gwarantuję wam świetną zabawę. Jeśli lubicie młodzieżówki fantasy z barwnym i ciekawym światem, fantastycznymi bohaterami i niebanalną fabułą... to nie czekajcie ani chwili, zamawiajcie! Czuję się zaszczycona, że mogę patronować "Trylogii Dnia i Nocy", mam nadzieję, że zaufacie mi i sami dacie jej szansę! Bo warto, naprawdę warto, uważam, że jest to seria lepsza niż znaczna część obecnie wydawanych książek! A ja nie rzucam takich słów na wiatr. 😉
" Wschodzący księżyc" Agaty Konefał to drugi tom niezwykłej trylogii opowiadający o dwóch plemieniach Słońca i Księżyca. Te plemiona nie darzą się sympatią. Jednak gdy nasza główna bohaterka Sonia potrzebuje ratunku, otrzymuje go właśnie ze strony księcia Księżycowych Levone. W pierwszym tomie poznajemy głównych bohaterów, świat, różnice miedzy plemionami i niebezpieczeństwa, które na nich czychają. W tym tomie akcja się rozwija. Bohaterowie pokazują swój pełen potencjał. Oddanie i miłość. Nareszcie rodzi się romans, którego zalążki poznajemy w tomie pierwszym. Świetnie się bawiłam czytając tę historię. Autorka zaserwowała nam mnóstwo smaczków. Zadbała o postacie drugoplanowe, wplotła w fabułę przepowiednię i pokazała całkiem inną twarz głównych bohaterów. Podobał mi się bardzo rozwój Sonii. Z nieśmiałeś i cichej, w końcu pokazała pazurki i siłę charakteru jaka w niej drzemię. Bardzo podoba mi się ścieżka, którą obrała nasza główna bohaterka. Co do Levone to nadal jest on dla mnie ciężkim orzechem do zgryzienia. Nie potrafię go przejrzeć, ale rozumiem jego motywy i działania jakie podejmuje. Trochę się zawiodłam na jego ojcu. Chociaż słyszymy, że jest to człowiek o dobrym sercu, którego wszyscy kochają i szanują to nie okazuje on ani krzty szacunku Sonii, nawet po tym co dla niego zrobiła. Było to dla mnie niezrozumiałe, wiem że pochodzi z innego królestwa, ale jednak zrobiła coś co zasługiwało chociaż na szczere podziękowania. Jeszcze jeden zarzut,ale to chyba moje preferencje, główna walka za szybko się skończyła🙈 tak mi się dobrze ją czytało i zapowiadało się na niezłą jadkę jednak wszystko zakończyła się dość spokojnie i szybko co troszkę mnie zawiodło. Nie mniej jest to świetna historia. Jeżeli lubicie wątek podróżniczy, romans slow born, wróżki i magiczne totemy to ta książka wam się na pewno spodoba. Książka, nie nudzi wręcz przeciwnie wciąga i nie pozwala się oderwać dopóki nie okazuję się, że to ostatnia strona. Z niecierpliwością czekam na ostatni tom bo mam wrażenie, że to co przygotowała nam autorka wywróci moje osądy do góry nogami.
4,5/5 Na samym początku muszę wspomnieć, że ten tom był niezaprzeczalnie lepszy niż pierwszy. Chociaż już pierwszy tom bardzo mi się podobał. Jest to co prawda prosta historia, ale naprawdę intrygująca i przyjemna w odbiorze, a przez lekki styl pisania autorki, przez książkę się po prostu płynie.
Po tym tomie niezmiennie uwielbiam Sonyę i Levonego, a właściwie to polubiłam ich jeszcze bardziej. Wydaje mi się, że wspominałam o tym przy recenzji pierwszego tomu, ale to wspomnę jeszcze raz, Sonya nie jest typową bohaterka z ksiazek fantasy tj. wyszkolona od dzieciństwa wojowniczka etc. jest to raczej spokojna dziewczyna, choć odwagi jej nie brakuje i za to Sonyę uwielbiam jeszcze bardziej.
I w tym momencie dziękuję autorce za ten cudowny wątek romantyczny, który był, jak dla mnie, po prostu idealny i na swój sposób naprawdę uroczy.
W tym tomie moim zdecydowanym faworytem jest Mound, który jest absolutną ikoną poczucia humoru, no więc jak go tutaj nie uwielbiać. Zdecydowanie potrzebuje więcej tego bohatera w kolejnym tomie.
Na właśnie taką kontynuację czekałam! Wciągającą, trzymającą w napięciu i spójną od początku do końca!
"Wschodzący księżyc" to ciąg dalszy historii Sonyi i księcia Plemienia Księżyca, których los rozdzielił od siebie pod koniec pierwszego tomu. Każde z osobna zmaga się z lękami i problemami, ale jednocześnie, pomimo przeszkód, trzymają się tego w co wierzą i co tkwi w ich sercach.
Świat wykreowany przez autorkę zainteresował mnie już od pierwszych stron i choć pierwszy tom czytałam juz jakiś czas temu, to ten zaczarował mnie natychmiastowo i nie miałam problemu wbić się w fabułę. Zwłaszcza, że akcja nie każe czekać czytelnikowi i od razu zabiera go w wir wydarzeń. I tu trzeba zaznaczyć, że pomysł na kontynuację jest bardzo dobry i przemyślany! Bohaterowie zmagają się ze swoimi własnymi demonami, ale jednocześnie myślami błądzą do siebie nawzajem i nie zapominają o lojalności. Następnie mamy okazję poznać nieco bliżej dwa zwaśnione Plemiona, ale także świat, który je otacza - a trzeba dodać, że nie należy on do najbezpieczniejszych. Przyznam, że obawiałam się małego postoju fabularnego czy też zwolnienia, ale na szczęście czegoś takiego nie zastałam! Zamiast tego mamy ciągłość zdarzeń, które spójnie się łączą i nie pozwalają na chwilę wytchnienia - choć spokojniejsze momenty również się pojawiają i są w punkt. Autorka pozwala nam odkrywać stworzony przez siebie świat, a także podaje kawałki informacji, które pięknie go rozbudowują.
Dodatkowo sami bohaterowie również się rozwijają, odkrywają swoje wnętrze i pozwalają na bliższe poznanie. Przy pierwszym tomie wspomniałam, że Levone jest postacią o wiele bardziej wymiarową, ale cieszę się, że w tym mamy okazję poznać nieco lepiej Sonyę i zobaczyć jak się otwiera! Staje się pewniejsza siebie i silna, ale przy okazji nadal pozostaje spokojną i delikatną dziewczyną, którą naprawdę bardzo polubiłam. Przy okazji inne postacie również mają swoją chwilę uwagi, co jest zawsze na plus! Aczkolwiek zabrakło mi nieco więcej treści dotyczącej antagonistki, ale mam nadzieję, że trzeci tom to naprawi. Zwłaszcza, że lubię mieć świadomość, czemu złe charaktery postanawiają rzucać kłody pod nogi protagonistów.
"Wschodzący księżyc" jest bardzo dobrą kontynuacją i nie pozwala na chwilę znużenia, a zamiast tego daje nam wszystko co najlepsze - mądrych bohaterów, wciągającą fabułę i trzymającą w napięciu akcję. To rzeczy, których szukam w swoich lekturach, a w tej na pewno to znajdziecie i nie zawiedziecie się! Zwłaszcza, że to kolejny piękny przykład polskiej fantastyki, która jest godna Waszej uwagi!
Zatem z całego serca polecam Wam tę książkę i pozwólcie pochłonąć się Słońcu oraz Księżycowi!
Powiem wam, że sięgając po tę książkę byłam dość podekscytowana i naprawdę chciałam poczytać coś fajnego. No i początek był ok, dobrze mi się czytało I uważam, że jest to spoko historia, ALEEE mój największy problem był taki, że od połowy ma ekscytacja i zaangażowanie zaczęły osiadać, a powinno być przecież kompletnie odwrotnie!!! Muszę przyznać, że wątek romantyczny jest może i basic, ale przynajmniej jest niespieszny niewymuszony, co akurat dość mi się podoba.
Moim ulubionym aspektem tej książki było poczucie humoru, bo dosłownie kilka razy nawet parsknęłam na głos. Sam sposób napisania jest przyjemny, ale dla mnie jednak na dłuższą metę za mało szczegółowy i bardzo ogólnikowy.
Trochę mi ta książka przypomina Baśniobór, bo Sonya to taka nastolatka, a w sumie, to nawet za dużo powiedziane, to jest raczej takie dziecko, które wiecznie jest nieśmiałe, ma spuszczone wzrok, nie może podjąć decyzji, jest niepewne. Ciężko w tej książce znaleźć inne epitety opisujące te postać. Levone za to, to taki ojczulek, który ją przygarnie zadba, pieluszkę nawet zmieni, nie jestem w stanie inaczej ich relacji odebrać.
Najbardziej wkurzająca rzecz - straszne pójście na łatwiznę w budowie świata. Żeby nie być gołosłowną, przykład - określenie "złe duchy", można by tu wymyślić jakąś nazwę, dosłownie cokolwiek, nawet zaczerpnąć z jakiejś mitologi! Coś co daloby mi więcej informacji, zainteresowało, bo określenie złe duchy jest po prostu nudne, nijakie I nie niesie za sobą żadnego wkładu w historię. ⚰️
Były plusy, były minusy, ale tak podsumowując to przeczytam trzeci tom, bo już go u siebie mam, więc jest to sprawa oczywista, ale pomimo tego, iż w sumie skoro ta seria jest raczej według mnie średniaczkiem, to normalnie nie chciałabym sięgać po inne książki tej autorki, ale ja dosłownie widzę tyle pozytywnych opinii na temat innych książek, że mam teraz taki dysonans. I sama nie wiem czy to po prostu ja nie polubiłam się z tym stylem pisania i po prostu te pomysły do mnie nie przemawiają, czy jednak już następne książki są inne i pisarsko lepsze. Naprawdę, serio mnie to intryguje, jednak z drugiej strony boję się kolejnego rozczarowania 🥲 już dawno nie miałam takiego dylematu.
💎„– Przepraszam, po prostu (…) Miałam dziwne sny. Koszmary, z jakich nie potrafiłam się obudzić. Miałam wrażenie, że nie ma cię już obok.”.💎
„Wschodzący Księżyc” Agaty Konefał to drugi tom wspaniałej Trylogii Dnia i Nocy ☀️🌙 oraz mój trzeci patronat, z którego jestem bardzo dumna. Cieszę się, że mogłam wziąć tę historię pod swoje skrzydła. Jeszcze raz dziękuję bardzo autorce za zaufanie i możliwość patronowania tak cudownej historii.
Jest to opowieść (w skrócie) opowiadająca o dwóch zwaśnionych plemionach — Słońca oraz Księżyca i ich wspólnym wrogu. Niedługo potem Księżyc spotyka Słońce. Zostaną przyjaciółmi czy wrogami? Jako że to drugi tom, aby nie zepsuć Wam wrażeń z czytania, to nie zdradzę nic.
„Wschodzący Księżyc” jest kontynuacją perfekcyjną. Często bywa tak, iż drugi tom cierpi na klątwę drugiego tomu, ale w tym wypadku nie ma klątwy, a jedynie jest bardzo dobra kontynuacja. Po „Gasnącym Słońcu”, jakie było ciekawą angażującą, prostą, ale taką, przy której możemy się zrelaksować lekturą, „Wschodzący Księżyc” wypada nieco inaczej.
Otóż drugi tom jest bardziej rozbudowany, część wątków się rozwiązuje, lecz dochodzą też nowe pytania, a odpowiedzi brak, akcja staje się bardziej dynamiczna, mniej przewidywalna i całkiem sporo się dzieje, powiedziałabym, iż więcej, niż w poprzedniku. Rozwija się także wątek romansowy pomiędzy bohaterami, który zostaje poprowadzony naprawdę uroczo.
Jednym z wątków, jaki występuje w książce, jest próba przewidzenia przyszłości z kart, co z kolei prowadzi do tego, że bohaterowie mają wyznaczony cel, do jakiego dążą, choć zarazem jest to gonitwa z czasem i długa droga, nim cokolwiek się uda. Dosłownie i w przenośni. Autorka nie oszczędza przeszkód w drodze postaciom, więc trzyma nas w niepewności co dalej. Przy okazji przedstawiony świat został bardziej rozbudowany, otrzymaliśmy szansę poznać lepiej Kiroho. Krainę pełną niebezpieczeństw, zamieszkiwaną przez plemiona, dzikich, wróżki oraz różnorodne stworzenia, które bliżej poznajemy w tym tomie, Zostało to wprowadzone bardzo naturalnie i fajnie. A wątek wróżek uwielbiam! Agata Konefał dobrze go rozwinęła, a przy tym wciąż chce się wiedzieć więcej, bo zdecydowanie jest tajemniczy, pewnych sekretów wróżek nie dowiedzą się nawet bohaterowie, bo wróżki to istoty tajemnicze.
W tej powieści bardzo lubię większość bohaterów, co zdarza się u mnie naprawdę rzadko. Główni bohaterowie – Levone i Sonya są świetnie wykreowani. Levone ma osiemnaście lat, a jest niezwykle dojrzały jak na swój wiek, ale dlaczego taki jest, a nie inny, zostało bardzo dobrze ukazane. Sonya, choć początkowo była cicha i skryta, w tym tomie poznajemy ją od innej strony. Wykazuje się odwagą, kiedy trzeba, ale też jej kreacja wychodzi poza schematy tego, że bohaterka musi być albo nieśmiała, albo pyskata. A na dodatek możemy lepiej poznać Masinę i jej perspektywę, co było dla mnie miłym zaskoczeniem. Jeszcze muszę wspomnieć o gwieździe tego tomu, w „Gasnącym Słońcu” dla mnie był to Levone, ale teraz Mound rządzi. No, kocham go i jego paplaninę. Celi i motywów naszego antagonisty nie jesteśmy w stanie zrozumieć, lecz zapewne trzeci tom przyjdzie z pomocą.
Relacje pomiędzy bohaterami są bardzo dobrze zarysowane. Duet Levonego i Mounda to złoto i jeden z powodów, dla których warto sięgnąć po tę trylogię. Wątek romantyczny został idealnie przedstawiony. Nie jest go za mało ani za dużo. Relacja między, nimi jest niezwykle urocza i miło się o nich czyta. Sonya i Levone rozgrzewają serce. Agata Konefał zdecydowanie potrafi nie tylko pisać fantastyczne historie, ale też tworzyć relacje romantyczne między postaciami, jakie czyta się z prawdziwą przyjemnością.
O czym powinnam jeszcze wspomnieć? Uwielbiam styl pisania autorki. Pisze w sposób lekki, tworząc piękne opisy nocy, dnia i różnych lokacji. Trzeba wiedzieć, że we „Wschodzącym Księżycu” duża część akcji kręci się wokół podróży, która ma kluczowe znaczenie w fabule, przez co poznajemy lepiej inne miejsca, jakich opisy są ładnie napisane.
Świat przedstawiony został genialnie wykreowany. Oprócz bajecznej Ilargii, poznajemy też lepiej Płonące Sol i Plemię Słońca, które być może nie jest, aż tak złe, jak się wydaje.
Reasumując „Wschodzący Księżyc” Agaty Konefał jest magicznym, barwnym ciągiem dalszym pierwszego tomu, od którego jest nawet lepszy, przez co stawia poprzeczkę „Zaćmieniu” – trzeciemu tomowi. Wyróżnia się dynamiczną akcją, oryginalnością, kreacją bohaterów i magią dnia i nocy, jaką dostrzeżecie w opisach autorki. Zdecydowanie polecam. Ode mnie otrzymuję 10/10 i nie mogę się doczekać finału tej trylogii.
Druga część przyjemnej fantastyki, która przypadnie do gustu większości. Czy trafi na półkę chwały? To zależy, ale na 100% nikt nie będzie żałował.
Przechodząc do moich pochwał i moich „ale”. Jeśli chodzi o język - nie ma co się czepiać, bo czyta się to dobrze i nie widzi się upływu stron (ja ogarnęłam po jakiś 50). Natomiast mając na swoim koncie już trochę lektur, nie mogłam się zauważyć tendencji do pisania „rudowłosa” czy „blondynka” itd. Już po 2 razach zrozumiałam jaki mają kolor włosów, dziękuję bardzo. Oczywiście większość na to nie zwróci uwagi, natomiast dla mnie było to delikatnie frustrujące.
Na ten moment Sonya jest delikatnie bez koloru, przez co ciężko mi zrozumieć zauroczenie Levone. Oczywiście jest wytrwała i dobra, natomiast mam wrażenie, że ma za mało charakteru w sobie, nawet jak na 16-latkę. No… może jeszcze delikatnie „inna niż wszystkie”. Za to u Levonego w końcu dostaliśmy ten charakter i jego szczegóły. Relacja księcia z Moundem szczególnie podkreślała osobowość chłopaka (i jego przyjaciela), co sprawiło, że czytelnik sympatyzował z postaciami. Mam wrażenie, że bardziej od słonecznej postaci drugoplanowe są nam lepiej przedstawiane. Niewiedząc o nich wiele, nie odnoszę wrażenia, że ich jedyną funkcją jest robienie tła. Tutaj, może i mniej ważni, są integralną częścią fabuły. Przykładowo Masina ma nawet jeden SWÓJ rozdział, co mnie szczerze bardzo ucieszyło. Mam nadzieję, że w 3ciej części dostaniemy takie rozdziały częściej, by poszerzyć perspektywę wydarzeń oraz poznać losy innych bohaterów, którzy są cudowni. Szczególnie ciekawą dla mnie postacią jest Jua, która burzy wszystkie narracje na temat słonecznych. Jest charakterna i potrafi być podła, natomiast wyróżnia ją bycie świetną władczynią, która potrafi przełożyć dobro swojego ludu ponad wszelkie uprzedzenia.
Na samym początku akcja jest szybka i porywająca , ale nie jakoś przesadnie, żeby czytelnik mógł się pogubić, co oczywiście dobrze świadczy o książce. Nieco później nasi bohaterowie wyruszają na wyprawę, która zmienia losy nie tylko ich żyć, ale także ich plemion. Niestety zmienia również tempo książki i jej dynamikę. Wyprawa była jak dla mnie za mało opisana, chciałbym dowiedzieć się więcej - jak to dokładnie wyglądało, jaka jest historia tych miejsc i jakie mamy inne niebezpieczeństwa. Natomiast muszę przyznać autorce, że pomimo braku tych opisów, czytanie tego było przyjemnie i chłonęłam kolejne strony. Moim „ale” natomiast nie jest wyprawa sama w sobie, ale inna kwestia o której już wspomniałam. Mianowicie podczas czytania zadawałam sobie pytania: 1. Ale kiedy oni mieli czas się w sobie zakochać? 2. Znowu - tak szybko im pozwoliła pójść? 3. Serio tak szybko się zgodził? Rzeczy, które wymagają czasu, namyślenia czy nawet odrobiny „dramy” wydarzyły się w mgnieniu oka. Zakochali się szybko i nie czuję tej ich miłości, a przynajmniej nie takiej, by ją sobie wyznawać. Bardziej uwierzyłabym w zauroczenie, zalążki głębszego uczucia. Kolokwialnie mówiąc „iks de” pojawiło się na mojej twarzy, gdy Cristal ich wypuściła, bo krótkiej rozmowie. Poważnie mówię, że liczyłam na jakąś akcję na 2/3 strony, a nie 2/3 zdania. Cristal, która została nam przedawniona jest przebiegła, podła, a w dodatku jest określana jako żmija. A tu boom! No idźcie sobie, elo. Możliwe, że ja czegoś nie rozumiem, ale groźby ze strony dziewczyny (Sonya), którą uważamy za nic nie powinny sprawić, że tak szybko ulegamy. To samo tyczy się zaręczyn. Jak najbardziej rozumiem, że nie Levone nie mógł czekać. Nie rozumiem natomiast ostatniego rozdziału, który wyglądał tak: Tato, chcę ją za żonę. NIE MA CH**A W MIEŚCIE!!! Posłuchaj mnie ojcze. *rzuca się na Sonyę z nożem* Tato, ogarnij się. No ok, macie moje błogosławieństwo. I jasne, argument o tym, że Sonya jest królową wróżek pewnie zaważył na decyzji, ale nikt tak szybko nie zmienia zdania, szczególnie jeśli chwilę wcześniej w przypływie ataku agresji rzucił się na kogoś z nożem.
Mimo tych wszystkich kwestii, które mi się nie podobały, nie jestem w stanie dać mniej niż 4 gwiazdki. „Wschodzący księżyc” jest książką tak przyjemną w czytaniu, że te mankamenty nie utrudniają ani niczego nie ujmują. Jestem absolutnie pewna, że gdybym była młodsza, ta książka trafiłaby na moje top10. Autorka napisała powieść wciągającą, przyjemną i szczerze magiczną.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Chciała bym znałeść jednej szczegół, tylko jeden który by mi się nie podobał, ale nie da się. Drugi tom trylogii dnia i nocy jest jeszcze lepszy od pierwszego (czego przyznam nie spodziewałam się), kończąc gasnące słońce zostaliśmy tak naprawdę odcięci w środku akcji i to takiej przez wielkie A, ujawniony został niepoczytalny (w całości popieram stwierdzenie, że zły duch odebrał jej zdolność jasnego myślenia) wróg obu plemion, Sonya zostaje porwana, a król zraniony. Wschodzący księżyc zatem zaczyna się stopniowa kontynuacja wszystkich tych wątków, oraz dostarcza jeszcze więcej atrakcji! Dostaniesz tutaj absolutnie wszystko: Tajemniczą chorobę, tortury, tymczasowy rozejm, bal, przepowiednie, TE DWA GŁĄBY WKOŃCU ZACZYNAJĄ CZAIĆ, ŻE COŚ DO SIEBIE CZUJĄ (Tu mam rozstrój fajnie, że ich relacja rozwija się powoli, jest delikatna i urocza, ale z drugiej strony jestem jak Mound ze stwierdzeniem co tak długo?), podróż, potwory, dzikich, oraz objawienie prawdy. Nie wiem od czego zacząć, bo każda z wymienionych rzeczy ma znaczenie i była świetna, ale chciała bym to zawęzić do trzech rzeczy, które przebiją wszystko: 1. Spotkanie z płomienna Juą - Kiedy księżycowi wykazują się ogromnym zaufaniem do planu księcia i wkraczają w sam środek plemienia słońca. W tym miejscu także opanowanie Levon'a zasługę na docenienie, rozmawia na obcej ziemi jak równy z równym ze zwierzchnikiem, mimo że jest w gorszej pozycji jeśli chodzi o obronę, oraz atak. Pierwszy raz również dostrzegam tu delikatność plemienia słońca, owszem ich okrucieństwo jest ogromne, ale mimo to fakt, że płomienna Jua potrafi odsunąć na bok animozje i postawić na pierwszym miejscu swój lud sprawił, że trochę zyskało plemię Słońca w moich oczach, a fakt że potrafi ich wszystkich za mordę złapać w odpowiednim momencie i zmusić do odpowiedniego zachowania sprawia, że dosłownie rośnie w moich oczach. 2. Bal - uwielbiam ten motywy w książkach i fakt, że został tu wykorzystany, wraz z przybliżeniem kultury księżycowych sprawia, że się rozpływam. Oczami wyobraźni widzę Sonye w pięknej sukni, mimo że skromniejszej od reszty to przez to wyróżniającej się jeszcze bardziej wraz z jej wyglądem. Zachwyt w oczach Levon'a, który próbuje szybko ukryć. Szok i dezorientacja księżycowych, dla wielu ich pierwsze spotkanie z plemieniem słońca, gdzie bynajmniej nie widzą potwora, lecz drobną, lekko przerażoną, blondynkę. A na koniec deser w postaci przysięgi 🩵 Razem te wszystkie elementy tworzą cudowna kompozycje. 3. Konfrontacja w dolinie !Zawiera spoilery! - Fakt, że Sonya dojechała tam Cristal sprawił, że uśmiechałam się, aż miło. Wkońcu ktoś ją zaczął ustawiać do pionu. Może i jest opętana, a może już wcześniej była rozpuszczoną córeczką kapłanki, może to i to, faktem jest, że jej nie trafię, a to że nie czuje wyrzutów sumienia o morderstwo własnego brata, jeszcze bardziej doprowadza mnie do szewskiej pasji. Anyway plusem tego fragmentu jest również stwierdzenie Monuda, że tym razem paniczem w opałach jest książę i ja się z tym zgadzam. W związku musi istnieć równowaga, raz on ratuje ją, raz ona jego. Czysta harmonia. A w tym wszystkim jeszcze dawka humoru w postaci wjechania na olbrzymim niedźwiedziu i wycieczka w drugą stronę na jego grzbiecie. Wszak królowa powinna podróżować zgodnie do jej pozycji.
O Boże co ja piszę ... Teraz już na poważnie, jak można zauważyć książkę czytało mi się świetnie, ma momenty na śmiech, na smutek, na zażenowanie i nadzieję. Czyta się ją lekko, akcja przyspiesza w zwalnia w dobrych momentach, znacznie również wzrasta wiedza na temat postaci i kultury na czym mi zawsze zależy, lubię wiedzieć więcej, niż mniej. Z tych wszystkich elementów Agata Konefał napisał bardzo dobra kontynuację stąd wynika wysoka ocena, ale i nowy strach byłam pewna, że książka będzie dobra, na poziomie równym pierwszej, ale jak już wspomniałam w pierwszym zdaniu jest jeszcze lepsza co sprawia, że trzeci tom ma wysoką poprzeczkę. Mam nadzieję, że jej sprosta, tymczasem ja powiem już tylko jedno słowo: Polecam.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Serdecznie zapraszam na recenzje mojego patronatu medialnego, niesamowitej i cudownej powieści "Wschodzący Księżyc" autorstwa Agaty Konefał. Jest to drugi tom Trylogii Dnia i Nocy. Agatę możecie znaleźć na Instagramie pod nickiem crystal.crown.books. Jest ona autorką niezależną i prowadzi swoje własne wydawnictwo o dumnej nazwie Papierowy Smok. To na stronie wydawnictwa możecie zakupić wydane przez Agatę książki, czyli tom pierwszy Trylogii Dnia i Nocy pt. "Gasnące Słońce". Bardzo dziękuję autorce za zaufanie i możliwość patronowania jej wspaniałej trylogii! Książe Levone zdemaskował spiskowca i zdrajcę jednakże nim ruszy za nim w pogoń czekają na niego ważniejsze zadania. Po za sytuacją zdrowotną jego ojca dręczy go również sprawa związana z uprowadzeniem Sonyi. Musi podjąć bardzo ważne decyzje, od których zależy nie tylko jego los, ale i całego Plemienia Księżyca. Czy okaże się dobrym strategiem i politykiem?
Sonya oczekuje przesłuchania i wytrwale chroni tego czego dowiedziała się o wrogim plemieniu. Poznaje okrutne oblicze Plemienia Słońca, którego niegdyś była członkiem. Nie wie co Zwierzchnik dla niej przygotował ani czy zostanie uratowana, ale ma nadzieję, że uda jej się uchronić przyjaciół. Gdy znów jej los połączy się z losem księcia poprzez wróżbę będą musieli razem stanąć przed ogromnym wyzwaniem. Czy uda im się wypełnić przeznaczenie i wygrać z czasem? Jeśli jesteście ciekawi to musicie przekonać się sami co los zgotował dla tej dwójki!
Powieść poznajemy śledząc wydarzenia w obecności Levonego lub Sonyi, ale i chwilę uwagi dostaje również Masina, co jest bardzo istotne dla fabuły. Poprzez te dwa tomy widać jak rozwijają się postacie, a najbardziej postać głównej bohaterki powieści. Możemy ujrzeć jej dojrzewanie i przemianę, co dla mnie osobiście jest jednym z największych plusów powieści. Poprzedni tom kończy się w bardzo kluczowym momencie i niecierpliwość pożera nas przed poznaniem historii w drugim tomie. Na szczęście drugi tom kończy się łagodniej i być może wyczekiwanie na kontynuację nie będzie już taką katuszą, chodź ogromnie mnie ciekawi co będzie dalej!
Autorka w piękny sposób i naturalny opisuje rozwijające się uczucie pomiędzy bohaterami. Stopniowe zbliżanie się do siebie Sonyi oraz Levonego i tlący się między nimi romans jest wręcz przyjemną lekturą. Nie mamy tu wrażenia jakby coś było za szybko czy na siłę. Powolne dojrzewanie bohaterów i rozumienie siebie oraz swoich uczuć jest czymś co zasługuje na ogromne uznanie. Czuć wręcz podczas lektury jak rodzi się i rozwija więź między tą dwójką. Sam humor jaki pojawia się w powieści również bardzo mi odpowiada i były takie momenty gdy śmiałam się bardzo głośno. Mam nadzieję, że czytając je również się będziecie śmiać.
Wydanie książki jest prześliczne! Osobiście uwielbiam okładki stworzone przez Agnieszkę Zawadkę. Ogromnym plusem jest również mapka, która jest bardzo przydatna podczas śledzenia podróży bohaterów. W tym tomie najważniejszym z wątków jest wątek drogi i wspólna podróż naszych bohaterów po poznaniu tajemniczej przepowiedni. Oczywiście wątek samej przepowiedni oraz tego w jak różny sposób plemiona zaglądają w przyszłość jest wart uwagi. Ten wątek może wydawać się mało istotny ale tak naprawdę ma dla nas ogromne znaczenie. Już w pierwszych tomach możemy próbować się domyśleć przepowiedni poznanej z kart i rozważać jak potoczy się dalej akcji i co mogą poszczególne karty zapowiadać.
Dla mnie ta powieść jest świetna, idealna i nic w niej bym nie poprawiła! Ogromnie zachęcam Was do poznania twórczości Agaty już dziś, o ile jeszcze jej nie znacie!
‼️W RECENZJI MOGĄ POJAWIĆ SIĘ SPOJLERY DO PIERWSZEGO TOMU‼️
Ta książka baaaardzooo długo czekała na swoją recenzję, szczerze to nawet nie wiem czemu. Po prostu przeleciał czas, a recenzja nigdy się nie pojawiła 😂 a "Wschodzący księżyc" to była prześwietna książka! 🤩 poczytałam kilka recenzji, żeby sobie odświeżyć moją wiedzę na temat tej książki i lecimy z moją recenzją 🩶
W tym tomie kontynuujemy wydarzenia z poprzedniego tomu, akcja idzie dalej. Levone, czyli książę plemienia Księżyca ma 3 cele: Ocalić Sonyę, znaleźć lekarstwo dla swojego ojca oraz pojmać zdrajczynię, która wyrządziła dużo zła. Levone musi pokonać jednak wiele przeszkód, które będą go czekały w trakcie jego drogi do spełniania tych 3 celów. Sonye też czekają wyzwania- czeka na przesłuchanie po pojmaniu przez swoje rodzime plemię. Dziewczyna tak bardzo związała się z Plemieniem Księżyca, że robi wszystko, żeby ich nie wydać.
W tym tomie autorka jeszcze lepiej przybliżyła nam okrucieństwo i taką "nieludzkość" ludzi z Plemienia Słońca, a zarazem zupełnie w odwrotną stronę dostrzegliśmy jeszcze więcej ciepła i dobra w Plemieniu Księżyca. Gdy przeglądam moje znaczniki i czytam niektóre ze słów padających od słonecznych...no przykre to jest maksymalnie jak traktują swoich. Biedna Sonya tyle przeżyła przez te osoby. Bardzo mi jej szkoda, gdy czytam o tym wszystkim 🥹 Sam fakt wygnania swojej córki za coś, na co nie ma wpływu...brzmi okropnie, nie? 🥺 mimo to, ciepło robi mi się na sercu na myśl, że ma w swoim życiu kogoś takiego jak Levone, który zawalczy o jej dobro 🩶
Czystość i ciepło uczuć między Sonyą a Levone są niezwykle namacalne i bardzo przyjemne do czytania 🩶 Pamiętam, jak ich poznawałam, jak bardzo od razu ich polubiłam. A w tym tomie ich uczucia się jeszcze wzmagają 🤭
Świetnymi bohaterami są też Masina i Mound 🩶 są tacy kochani i śmieszni jednocześnie 😂 mam wiele znaczników z właśnie ich śmiesznym tekstami. Zdecydowanie Agata dba w swoich książkach nie tylko o postacie pierwszoplanowe, ale również te "mniej ważne", co uważam, że jest świetne! 🥰
Pamiętam też mocno z tej książki (nie jakoś bardzo dokładnie, ale pamiętam) motyw wędrówki i takiej przygody właśnie. Bardzo miło czytało się o przygodach naszej ulubionej dwójki 😃 Na co muszę zwrócić uwagę, bo bardzo doceniam w książkach Agaty- język jakim się posługuje i dzięki niemu jak przyjemnie i swobodnie się czyta jej książki 🩶 nie ma tutaj niczego nie do zrozumienia, język jest prosty i przyjemny do czytania :) to kolejna książka, przez którą dzięki temu płynę. Dodatkowo wydanie jej (duże literki) sprawiają, że tym przyjemniej się czyta ☺️
Ahhh, muszę w końcu zabrać się za 3 i ostatni tom TDiN, bo szczerze przyznam, że ją uwielbiam 🩶 czytając znaczniki aż zachciało mi się wrócić do tego świata na nowo ☺️
Serdecznie polecam Wam całą tą trylogię, a sama zabieram się za 3 tom 🩶
⭐️5/5 🩶10/10 🌙15+ 🌶️0,5/5
📖stron: 365 🌙seria: Trylogia Dnia i Nocy 🔡literki: sporej wielkości, bardzo przyjemne do czytania 📍gatunek: fantastyka (romantasy)
Druga część Trylogii Dnia i Nocy mnie zachwyciła 😁
"Wschodzący Księżyc" jest w pewnym sensie trochę spokojniejszą częścią od "Gasnącego Słońca", ale to w moim odczuciu działa na korzyść, bo ma inną atmosferę niż pierwsza część co czyni je obie ciekawe na swój sposób. "Gasnące Słońce" jest super wstępem do historii, nakreśla świat i poznajemy w nim Sonyę i Levonego. W drugiej części wątki są rozwijane tak jak i relacje między wieloma postaciami. Cieszę się, że mamy czas poznać jeszcze lepiej bohaterów jak i kulturę słonecznych i księżycowych. Autorka potrafi zaskoczyć, możecie spodziewać się podróży w niebezpieczne miejsca, a istoty tam żyjące wywołają dreszcz na plecach.
Bardzo podoba mi się też to, że Sonya oswaja się i zapoznaje z zamkiem, obecnością księżycowych. Super również był kontakt ze świątynią, uwielbiam takie elementy kultury w opowieściach. Relacja między księciem a słoneczną jest w moim guście tj.spokojne, wolne tępo. Najpierw się poznajmy a potem niech kwitnie uczucie ^^ Dwie malutkie rzeczy, które mnie ukłuły to (lekki spoiler!) brak perspektywy Sonyi na balu, chciałam się dowiedzieć jak się czuła będąc w sukni, wokół tylu ludzi itd. oraz kilka błędów typu zostawiona część nawiasu w tekście. To z mojej strony już czepianie się, bo nie ma ich dużo i w sumie nie przeszkadzają.
Podsumowując - na pewno będę wracać do tej historii, bo bardzo mi podeszła, mam dużą przyjemność w czytaniu, a sam świat jest bardzo ciekawy ❤️
Nie jestem w stanie przewidzieć co będzie dalej i bardzo mi się to podoba 😁 Oczywiście okładka jest cudowna, ta seria jest jedną z moich ulubionych pod względem wizualnym. Jestem niesamowicie ciekawa jak zakończy się trylogia Dnia i Nocy. Już wiem też, że od Agaty Konefał będę kupować książki w ciemno, tak bardzo podobają mi się jej pomysły i sposób prowadzenia historii 💖
W tym tomie akcja wciąż jest spójna, dzieje się trochę więcej, a najważniejsze to to, że tu się wczułam. Lektura wywołała we mnie różne emocje (i te fajne, i te których nie lubię ;p), ale mnie ciekawiła, mój mózg się nie wyłączał podczas czytania :D Fabuła nie należy do tych szybki, mocnych, uderzających, jest spokojna, czasami trochę za spokojna. Wykreowany świat przez autorkę jest fajny i oryginalny ;) Totemy i złe duchy, Plemię Słońca i Księżyca, Wróżki i Dzicy oraz inne rzeczy są dokładnie i ciekwie opisane. W ogóle opisy działania tego świata, jego wygląd, chyba najfajniej mi się czytało ;) Co do bohaterów: nie mogę przełknąć młodego wieku głównych bohaterów. Ich zachowania, myśli, postrzeganie świata, ich role - nic, prócz wzmianki o ich wieku, nie mówi, że są tak młodzi. Czytałam różne książki, z różnymi młodymi bohaterkami, wiem z czego może wynikać ich dojrzałość, lecz i tak liczby w metryce mi nie pasują :P Levone to fajny męski bohater, ale w przeciwieństwie do Sony nic się w nim nie zmieniło. Za to Sonyę poznajmy z nowej strony, dziewczyna pokazuje nam twarz, której wcześniej nie pokazywała i którą polubiłam. Wśród bohaterów drugoplanowych, a nawet trzecioplanowych, mam swoich faworytów w tej książce :D LEKKI SPOJLER. W tej serii mamy też wątek romantyczny ;) Cieszę się, bo kocham czytać takie książki. W pierszym tomie był ledwie zalążek, po prostu bohaterowie byli siebie ciekawi, tutaj zaczyna rodzić się zauroczenie, które zamienia się błyskawicznie w wyznawanie miłości (w sumie tu można wyczuć młody wiek bohaterów, hm...). Rozwinęło się to torchę za szybko, dopóki nie było przeskoku w ich relacji były sceny, które były naprawdę fajne :)
Przychodzę dzisiaj do was z recenzją "Wschodzącego księżyca" autorstwa Agaty Konefał. Jest to druga część trylogii osadzonej w magicznym świecie słońca i księżyca, który urzekł mnie już od pierwszych stron. Bardzo miło było wrócić na chwilę do Sonyi i Levona by śledzić ich dalsze losy. Gdy plemię słońca porywa Soyne, a sprawy w królestwie się komplikują, Levone stawia przed sobą nowe cele. Pierwszy i najbardziej oczywisty zapanować nad chaosem i wymierzyć karę zdrajczyni jego królestwa. Drugi cel, równie ważny dla niego polega na odbiciu dziewczyny z rąk wrogiego plemienia i zagwarantowaniu jej bezpieczeństwa. Problem polega na tym, że los będzie im ciągle rzucać kłody pod nogi i żeby rozwiązać sytuację w królestwie Levone i Soyna będą musieli się narazić na niemałe kłopoty. Od początku czytania tej serii wiedziałam, że świat plemion, magii i tajemnic z "Gasnącego słońca" wpasuje się w moje upodobania. Kończąc ją, tylko potwierdziłam swoje przypuszczenia i wiedziałam, że muszę sięgnąć po dalsze części. Druga część również nie zawiodła mnie i sprawiła, że z chęcią przewracałam strony. Nie raz uśmiechałam się pod nosem czytając urocze dialogi głównych bohaterów, których relacja w końcu się rozwinęła i zgodnie z oczekiwaniami czytelników osiągnęła swój punkt kulminacyjny. Oprócz wyczekiwanego postępu w relacji można było też zauważyć dojrzewanie bohaterów, szczególnie mowa tu o Soyni, która z nieśmiałej dziewczyny zmienia się w dojrzałą, pewną swojej wartości kobietę. Ją, jak i resztę bohaterów (w tym wciąż mojego faworyta- Mounda) nie sposób nie darzyć sympatią. Trzecia część już czeka na mnie na półce. Jestem bardzo ciekawa jak rozwiążą się wszystkie tajemnice i jak zakończą się losy bohaterów oraz plemion słońca i księżyca. Aż będzie ciężko mi się żegnać z tym światem i postaciami. Na razie jednak pożyje jeszcze chwilę wydarzeniami z drugiej części i pośmieję się do zaklejonych znacznikami stron.
Wschodzący księżyc to drugi tom trylogii Dni i Nocy. Zabrałam się za tę książkę niemal natychmiast po skończeniu pierwszej, pochłaniając każdą stronę z zapartym tchem i niecierpliwością, co będzie dalej.
Podobał mi się motyw misji, na którą bohaterowie musieli się udać tylko we dwoje. Cieszę się także, że Sonya w końcu pokazuje pazurki i odsłania obliczę, które zna czytelnik, a Levone dopiero odkrywa.
Bardzo polubiłam narrację księcia i mam wrażenie, że autorka również, ponieważ wydaję mi się, że było jej znacznie więcej niż narracji słonecznej. Bardzo lubię patrzeć na Sonyę jego oczami, wiedząc, że dziewczyna powstrzymuje swój charakterek.
Autorka stworzyła naprawdę niezwykły świat, który wciąga czytelnika bez reszty. Przedstawiła go bardzo dokładnie w pierwszej części, ale w drugiej ów świat i dwa plemiona rozrosły się na tyle, że wciąż czymś zaskakują. Widać ciągle tarcia między plemionami, ale widać też, jak wiele mają wspólnego. Jestem tak silnie zaciekawiona, jak to się wszystko potoczy, że zaraz po skończeniu czytania, gdy tylko dostrzegłam wieści o przedsprzedaży trzeciego tomu, złożyłam zamówienie. Teraz tylko muszę czekać nieco ponad miesiąc. To będzie trudne oczekiwanie.
Jejku! Pierwsza rzecz, którą muszę zaznaczyć - KOCHAM wątek romantyczny w tej książce! Jest taki słodki i naturalny, że aż się rozpływam... 🫠
Uwielbiam to, że w tym tomie są tak rozwinięte relacje między bohaterami. W końcu mogłam sama się przekonać, że faktycznie kogoś łączy przyjaźń, a nie wierzyć tylko na słowo, jak w pierwszej części.
Mound podbił moje serce. Mam słabość do najlepszych przyjaciół głównych bohaterów, którzy w każdej sytuacji muszą rzucić żartem.
Jedyny minus... Jakoś za spokojnie było w tym tomie. Żebyśmy się zrozumieli - nie twierdzę, że się nudziłam, absolutnie! Po prostu wiem, że autorka potrafi pisać świetne sceny walki i właśnie takich mi tu zabrakło.
Jakie to było piękne! Idealna kontynuacja (nie, ten tom nie złapał "syndromu drugiego tomu"!!!!) Niesamowicie barwni bohaterowie, rozwój świata oraz całej fabuły, wszystko od początku do końca ze sobą gra i faktycznie ma sens! Może nie jest to jakaś skomplikowana historia, lecz naprawdę ekscytująca i przyjemna w czytaniu, zw��aszcza że sama autorka ma lekkie pióro.
Dobra kontyunacja, mamy trochę więcej wglądu do świata i rozwijania się bohaterów. Zabrakło mi paru informacji które pomogłyby mi lepiej zrozumieć motywacje jednej bohaterki i momentami fabuła była trochę nużąca, ale ogółem w porządku.