Bazujecie tylko na opisie książki czy sugerujecie się też opiniami innych? Nie oszukujmy się: po samym opisie już 3 razy zgłosiłam się do naborów recenzenckich na coś, co potem wybitnie mi się nie podobało więc...
Do recenzji "Ubywania" od @wydawnictwo_papierowka [współpracareklamowa] w ogóle bym się nie zgłosiła po opisie, ale ktoś mi przesłał informację, że romans jest bardzo delikatny, a potem doczytałam w opiniach po angielsku, że całość jest fajna dzięki zdroworozsądkowej bohaterce. Dodając to do faktu, że lubię czytać o dystopiach uznałam, że warto spróbować.
Mamy tu krótki pierwszy tom z trzech- mniej niż 270 stron i chociaż dzięki temu recenzja mogła być szybciej to uważam, że moznaby spokojnie zrobić z tych 3 tomów dwa i to chyba moja jedyna większa uwaga. Książka podejmuje bardzo trudny temat traktowania kobiet jako inkubatorów na dzieci, ale opisana jest z lekkiej perspektywy.
Po tym jak na świecie nastąpiło przeludnienie postanowiono pobawić się w bogów i zmodyfikować ludzki genotyp tak, żeby rodziło się mniej dzieci. Zaowocowało to w końcu tym, że ludzi było na świecie coraz mniej. Aż w końcu doszło do tego, że rządy rozpoczęły badania nad wytypowaniem tego, która para jest w stanie najszybciej zajść w ciążę, a potem przeprowadzać odpowiednie "zapoznawanie się" i badania w specjalnych ośrodkach. I w takim świecie żyje nasza bohaterka i jej nowe znajome, które pojawiają się wraz z nią w takim centrum, by zapoznać się z kandydatami na męża i ojca dziecka. Niektóre mają nadzieję, że po urodzeniu będą mogły się rozwieść i żyć spokojnie z dzieckiem bez faceta, inne szukają miłości na całe życie, kolejne wiedzą, że nie mają wyboru, bo taki jest program i już. I wiecie, główna bohaterka mogłaby być za bardzo potulna, lub za bardzo buntownicza, w końcu nie dość, że okazuje się, że modyfikacja genetyczna jej nie dotknęła, to jeszcze przypisano jej zgodność aż z siedmioma kandydatami! Ale nie, właśnie w tym chyba tkwi czar tej książki- wie, że jest bardzo ograniczona przez świat, wie, że nie ma samodzielnie mocy sprawczej, nie z wszysrkim się zgadza, ale próbuje znaleźć takie wyjście jakie będzie najlepsze. Kandydatów ocenia pod wieloma kątami, próbuje z nimi nawiązać relacje, ocenić ich wspólne położenie życiowe, co dla mnie jest miłą odmianą po bohaterkach, które bezmózgo idą za facetem. Gorzej, że wybór kandydata może się okazać ciężki, bo nigdy nie wiadomo jakie sekrety ukrywa...
W tej części mamy do czynienia z historią Sadie i jej koleżanek od przyjazdu do ośrodka aż do ślubów, więc pewien etap się zamyka, ale cliffhanger jest taki, że człowiek chce wiedzieć co dalej! Dodatkowo w trakcie ich pobytu w ośrodku zmieniono prawo i teraz kobiety nie mogą wyjść z programu nawet po urodzeniu jednego dziecka, tylko mają rodzić do oporu... co jest przerażające, bo moglibyśmy i my żyć w takim świecie, gdzie dytkaturą walczy się z odstępstwami od koncepcji rodziny wielodzietnej i ta koncepcja nie tylko obrzydza bohaterki, które nagle stają się jeszcze bardziej ubezwłasnowolnione niż to, z czym były w stanie się pogodzić, ale obrzydza też mnie!! Mam nadzieję, że w kolejnych częściach przeczytamy jak ta okrutna dyktatura upada...