To jest malutka książeczka. Tak malutka, że mogłaby być kamyczkiem chowanym w kieszeni, zgniecionym kwiatkiem z wianka, skrytym pod łóżkiem pamiętnikiem na kluczyk i kłódeczkę. A jednak z tej malutkiej książeczki dowiesz się rzeczy szczególnej wagi, na przykład dlaczego tajscy policjanci noszą na ramieniu opaski z Hello Kitty i za kogo umarł Elvis Presley. Poznasz różnicę między sikaniem triumfalnym a sikaniem bezwstydnym, na środku ścieżki. Wyruszysz w podróż z Dorotką do Oz, Nabokovem, ciocią z Ameryki i kilkoma martwymi dziewczynkami. Wyobrazisz sobie świat, w którym tampon nie jest przekazywany skrycie niczym twarde narkotyki.
To książeczka o dziewczynkach, a jak mówią – dziewczynki to kapryśność, zmienność, ot, tycia sprawa. Narracją zawiaduje tu więc nieskrępowana dowolność. Autorka dziarsko pędzi przez kolejne wątki, by ujawnić arcyważny fakt: życie dziewczynek to przymierzanie się, udawanie, przemienianie, gra, a za tym ciągłym stawaniem się ukryta jest przepotężna siła.
Dziewczynki Weroniki Murek to zbiór esejów, które wyzwalają tytułowe bohaterki z trujących kulturowych przekonań, że są niepoważne i nic nie znaczą. W błyskotliwej i niesfornej narracji autorka odzyskuje to, co w dziewczynkowatości najcenniejsze: marzenie, które jeszcze przed chwilą zdawało się tylko kaprysem.
Absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego. Laureatka Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej 2015 za Feinweinblein. Za debiutancki zbiór opowiadań Uprawa roślin południowych metodą Miczurina nominowana do Paszportów „Polityki” 2015w kategorii literatura, Nagrody Literackiej „Nike” 2016 oraz do Nagrody Literackiej Gdynia 2016 w kategorii proza.
Z krótkimi esejami najwyraźniej zawsze będę już miała jeden problem — przypominają mi wstęp do czegoś większego. Weronika Murek porusza tematy nie tylko ważne, ale też ciekawe, tyle że jej teksty nie dają wiedzy, a jedynie stanowią zachętę do zyskania jej. Bo może i autorka mówi o reklamach podpasek, kieszeniach czy sikaniu, o upodobaniu do lolit, narzucaniu ideału grzecznej dziewczynki czy wchodzeniu w role, ale nie ma w tym analiz ani szerszego spojrzenia. Zwykle bywa zbyt powierzchownie, jedynie liznięte. I jasne, czyta się to dobrze, a kilka myśli ubranych w słowa dzięki Murek musiałam zaznaczyć, bo mocno do mnie trafiły, ale co faktycznie tytuł ten daje? Dla kogoś, kto z poruszanymi tematami jeszcze się nie spotkał, eseje te będą otwarciem oczu, ale dla reszty mogą okazać się zawodem. Sama znajduje się od niego o krok. Krok, przed którym powstrzymało mnie kilka lepszych tekstów (rozdział o sikaniu czy przymierzaniu naprawdę lubię). Niekoniecznie całość polecam, ale lektury też nie odradzam. Tym bardziej, że zdania autorka układa zgrabnie na tyle, że czyta się je przyjemnie i tworzy więź z czytelnikiem, a to zawsze jest w cenie.
Eseje zdrobnione jak tytuł, więc można powiedzieć, że forma zgadza się z treścią, z nieoczywistych źródeł czerpie Murek i nie brakuje jej zmyślności, a jednak to zaledwie rozbłyski, montaż motywów jakoś pozbawiony sedna.
3,5. Niektóre z esejów tylko pobieżnie dotykają danego problemu, jakby stanowiły zarys większego projektu, który nigdy nie doszedł do skutku, ale zasadniczo wiele doświadczeń/refleksji było mi zaskakująco bliskich.
Z reguły eseje rządzą się swoimi sprawami, a w tym przypadku nie jest inaczej. Książka jest chaotyczna - jedne eseje są ciekawsze, inne człowiek wolałby ominąć, gdyż nic z nich nie wynosi. Nie ukrywam, że niewiele tu odkrywczych kwestii, szczególnie kiedy ktoś już czytał kilka tekstów o zbliżonej tematyce. Natomiast jeśli to pierwszy tytuł o feministycznym wydźwięku, po jaki sięgasz - to pewnie będziesz bardziej zadowolona/-y.
Nope. To nie było dla mnie. Kompletnie nie mogłam się przekonać do formy i stylu autorki. Może dwa, trzy rozdziały mnie zainteresowały, poza tym chciałam to jak najszybciej skończyć.
☹️💔
{cytat na koniec} "Bycie dziewczynką nigdy nie było łatwe, a bycie prawdziwą dziewczynką (obraz, który dookreślił XX wiek) okazało się jeszcze trudniejsze."
Weronika Murek na pewno świetnie pisze i to jest niewątpliwie największy atut tej książki. Popisuje się także szerokim wachlarzem lektur i to też jest spoko. Szkoda tylko, że po lekturze mam wrażenie obcowania ze szkicem jakiegoś większego pomysłu, który pośpiesznie został skierowany na drukarskie maszyny, gdzie nadinterpretacja i anegdotki z życia osobistego często zastępują pójście głębiej, pełniej za wątkami i tematami.
Te kilka powyższych zdań to oczywiście mansplaining, mam tego świadomość.
Nie jestem pewna, czy to eseje akurat o "stawaniu się", w każdym razie przeczytałam je szybko. Nie wiem jednak, czy za miesiąc zostanie we mnie cokolwiek z treści. Daję 2+, plus za pewną nieszablonowość, choć jest ona dość pretensjonalna. Autorka używa gdzieś słowa "dezynwoltura", dziękuję za podsunięcie mi pomysłu na to, jak opisać taki styl. Można pominąć, postu na Instagramie raczej o tym nie będzie.
Mam wrażenie, że sama autorka męczyła się pisząc. To jak wypracowanie na polski, które masz zrobić na 4 strony ale zajmuje ci to tylko dwa wersy więc dokładasz pare zdań żeby zapełnić kartki czymś co ma przypominać naukowy bełkot. Miałoby być o stawaniu się, ale czy jest? Może w paru zdaniach tak.
3,5/5. Autorka porusza ciekawe tematy, które są warte rozwinięcia, jednak jakby ogranicza ją fakt, że ma to być "malutka książeczka". Mój ulubiony esej to ten, o siusianiu.
Mam pewne poważne problemy z tą książką, które powodują, że moje wysokie oczekiwania nie są do końca spełnione. Weronika Murek potrafi pisać, jest oczytana, widać, że wkłada swoją całą energię w to co pisze. Bibliografia jest pełna ciekawych pozycji i jest dość spora jak na małą książeczkę esejów. Jednak piętą Achillesa tutaj jest brak większego sedna, autorka zwinnie skacze z jednej myśli na drugą, jednak ja nie potrafiłam za nimi nadążyć, czegoś mi brakowało, czegoś głębszego, co dodałoby sedna. Podejrzewam też, że inaczej bym patrzyła na to, gdyby byłoby to moje pierwsze zetknięcie z tego typu przemyślaniami i eseje te byłyby jak otwarcie bramy, rozpoczęciem czegoś nowego.
Muszę również zaznaczyć, że niektóre fragmenty były konkretnie uderzające i dumnie podkreśliłam je ołówkiem, aby wyróżnić to co udało się autorce uchwycić. Nie żałuję przeczytania tej lektury.
Bardzo przyjemna książeczka, niejednokrotnie szczerze się zaśmiałam i niejednokrotnie też zdenerwowałam (zwłaszcza czytając o dmuchanych lalkach na wzór lolity). Pod koniec niestety trochę męczyłam się, brnąc przez kolejne strony. Niektóre rozdziały zdały się mi niepotrzebne i mało wnoszące lub być może mogły w mojej opinii zostać nieco zredukowane. To, do czego MUSZĘ się natomiast przyczepić, to rozdział o sikaniu. Kiedy w tytule rozdziału zobaczyłam nazwisko Monroe, spodziewałam się, że jej postać zajmie nieco więcej miejscs niż dwa zdania. Na pewno natomiast spodziewałam się, że zostanie w jakikolwiek sposób uhonorowana. Pisząc eseje niosące bądź co bądź przesłanki raczej feministyczne, wspominanie Marilyn Monroe tylko i wyłącznie w kontekście plotki, co by gwiazda miała "szczać jak koń", jest niedorzeczne. Można było tak wiele napisać o tej kobiecie... Zamiast niesmacznego tekstu, który spotkałam, można było już nie pisać o niej nic- z czystego szacunku. Z krytyki- to byłoby na tyle. Do niczego innego nie mam zarzutów. Koniec końców ta lektura przypadła mi do gustu.
Eseje Weroniki Murek opowiadają o przeistaczaniu się dziecka w dorosłego, a właściwie dziewczynki w kobietę. O wszelkich trudnościach, jakie czyhają na dziewczynki (potwór menstruacji, narzucone wyobrażenia o wyglądzie ciągle napomnienia itd.)ale i o małych przyjemnościach. Mam kilka drobnych zastrzeżeń do tej książki: na przykład taki że autorka zarzuca czytelniczkę i czytelnika różnymi faktami co czasem powoduje swego rodzaju przytłoczenie, plus często nie podaje źródła cytatu lub informacji na temat opisywanego obrazu a także że przeskakuje z tematu na temat w sposób dla mnie absolutnie nieczytelny. To wszystko może tłumaczyć formuła eseju, który ma tendencję do tego, że są to luźne rozważania na różne tematy, niemniej czasami było mi trudno nadążyć za tokiem myślenia autorki. Ale ogólnie bardzo mi się podobała ta książka.
Podobała mi się krótkość każdego eseju, fakt, że każdy tekst jest zaledwie liźnięciem. Czytając sporządziłam pełno notatek odnośnie utworów, do których chcę sięgnąć, żeby poszerzyć swoją wiedzę/ konteksty kulturowe. Autorka jest naprawdę elokwentna i oczytana, tego nie można jej odmówić.
Sposób, w jaki pisze sprawił, że byłam oczarowana. Sposób składania zdań, który ja nazywam "bezuczuciową namiętnością", płynęłam przez tę pozycję, a każdy kolejny poruszany temat był bardziej zaskakujący. Sikanie? Wróżki? Tajscy policjanci?
błyskotliwe, niebanalne, ale brakowało mi ciągu dalszego, jakbym czytała tylko wstęp eseju i nie doczekała się rozwinięcia tematu, poza tym czułam się zagubiona w tym chaosie cytatów, anegdot, życiorysów, z racji, że niektóre przytaczane nazwiska nie były mi znane, nie wiedziałam, czy to fakt czy opowiastka, często umykał w tym bogactwie temat eseju, czasami miałam wrażenie przerostu formy nad treścią (rozdziale o sikaniu, o tobie mówię)
3,75/5 - bardzo dobrze czytalo mi sie wszystkie eseje, mozliwe, ze ze wzgledu na krotka forme, ktora bardzo mi odpowiada, ale rowniez tematy poruszane przez autorke byly nietuzinkowe i ciekawe, choc w niektorych przypadkach pobieznie opracowane, jakby brakowalo w nich rozwiniecia czy sedna? mimo wszystko - polecam!
spodziewałam się czegoś innego, ale to co dostałam również baardzo mi się podobało. na początku miałam wrażenie, że język jest dosyć infantylny ale im dalej tym bardziej wszystko zaczęło mieć sens. ciekawe tematy esejów i trafny przekaz, let’s embrace our dziewczynkowatość