„Pożerca” to przygodowe fantasy z elementami steampunka i romansu, książka dla wszystkich, którzy doceniają niepokorne bohaterki, odkrywanie zagadek przeszłości, specyficzne poczucie humoru i... narrację pierwszoosobową!
Zepsuta, sarkastyczna księżniczka zostaje zmuszona opuścić pełną skandali stolicę elfiego imperium i rozpocząć życie na bezludnym pograniczu. Tam, oprócz hord dzikich orków, znajdują się także ruiny potężnej cywilizacji, której twórcy zniknęli z ich świata na moment przed wielką katastrofą. Ale ta została tylko na chwilę opóźniona. Teraz w centrum apokaliptycznych wydarzeń znajdzie się bardzo rozpieszczona salonowa arystokratka, której jedynym sprzymierzeńcem okaże się tajemniczy więzień, przedstawiciel barbarzyńskich orków – rasy bezlitośnie pogardzanej przez wszystkie szanujące się wielkomiejskie elfy! Jednak uprzedzenia sięgają bardzo głęboko… Być może nienawiści nie da się pokonać, nawet w obliczu nieuchronnej zagłady?
“Wewnętrznym demonom trzeba stawiać czoło. Tylko w ten sposób pokonasz cierpienie. A tęsknota nie musi boleć, może być uhonorowaniem tego, co było między wami piękne” - E. Raj, “Pożerca”.
Przyznaję się bez bicia, pokornie, bijąc w pierś… To moja pierwsza książka od Eli Raj i w tym momencie zapewniam Was, moi drodzy, że nieostatnia (już się nie mogę doczekać spotkania z mrocznym Nekromantą, you know what I mean).
Maya v’Alantis, główna bohaterka „Pożercy”, to niespełna 70-letnia elfia nastolatka (elfy mają dłuższe życie niż my, plugawe człowieczki :D). Głównym zajęciem Mai, jak sama wspomina, jest skandal goniący kolejny skandal, w tym namiętny romans z przystojnym księciem Verantee. Płomienna natura „kundla” walnie się do tego przyczynia. W jej żyłach płynie krew elementala, coś, co uważa się za plugastwo w elfiej społeczności. Przez swoje naganne zachowanie zepsuta i nasiąknięta sarkazmem księżniczka zostaje zmuszona opuścić swój dom i stolicę. Musi rozpocząć życie na bezludnych ziemiach księstwa Sayeri. Teren ten wyznacza swe granice z krainą znienawidzonych od lat okrutnych orków. Tam, w podrzędnych warunkach, arystokratka spotka więźnia, Aryela (matko, wielbię Cię Elu za to imię!). Mężczyzna wyróżnia się tym, że jest orkiem, a do tego przedstawicielem i zwiadowcą jednego z barbarzyńskich klanów. Maya, chcąc umocnić swoją pozycję i poznać bliżej zamiary przetrzymywanego, schodzi do jego lochu i próbuje z nim porozmawiać. Nie ma nawet pojęcia, że to spotkanie wywróci jej dotychczasowe życie ponownie. Nie ma też pojęcia, że Aryel skrywa tajemnicę, a tych dwoje łączy coś więcej niż nam się wydaje…
Bardzo ciekawa pozycja, która wyróżnia się na tle innych tego typu fantastycznych romansów. Zaczynając od związku elfki z orkiem (nie widziałam jeszcze w romansach tak kreatywnego i niecodziennego połączenia), a kończąc na fascynujących rasach i hybrydach magicznych stworzeń. Zabrakło mi malutkiego słowniczka na samym końcu książki dla tych najważniejszych pojęć. Czasem odczuwałam potrzebę czegoś takiego, gdzie będą dokładniejsze opisy wspomnianych ras w książce czy wszystkich siedmiu księstw. To tylko taka moja drobna subiektywna uwaga. Mam nadzieję, że w drugim tomie (musi być drugi tom, koniecznie) dowiemy się więcej na temat elementalów powietrza czy wody…
Nie mam jeszcze porównania z drugim cyklem autorki, ale główni bohaterowie wydają się dobrze wykreowani. Jest zarysowany charakter oraz przeszłość, emocje, a także to, co nimi kieruje. Posiadają mocne i słabe strony, co czyni ich odrobinę bardziej „żywymi” i wiarygodnymi postaciami. Bohaterka, owszem, wymaga cierpliwości, ale z czasem, kiedy przechodzi zmianę na przestrzeni całej historii, zyskała moją sympatię dla jej bohaterstwa i uporu w dążenia do celu. Jest to bardzo dobry przykład typowej przemiany bohatera. Postacie poboczne nie zyskały już tak dużej uwagi, dowiadujemy się jedynie pobieżnych informacji, ale na tyle, żeby wydawały się kompletne i potrzebne, by pchać całą fabułę do przodu.
Czuć dość ciężki i mroczny klimat fantastycznych krain, ale bardzo dobrze zbudowany i uwarunkowany. Zwłaszcza w księstwie Sayeri, gdzie właściwie większość czasu pada deszcz. Bardzo na plus mapka na początku książki, ułatwia wyobrażenie sobie podróży bohaterów. Tak jak w przypadku ras, liczyłam na jakieś drobne opisy krain na samym końcu.
Akcja jest zdecydowanie dynamiczna, dzięki czemu książka została niemal wręcz „pożarta” w dwa wieczory. Stopniowo poznajemy coraz więcej szczegółów, które są tłumaczone przez naszą bohaterkę, jak i niektóre inne postacie. Pierwszoosobowa narracja ze strony Mai sprawia, że przez książkę wręcz płyniemy i nie ma czasu na dłuższe fabularne przystanki. Kiedy mamy nadzieję na oddech, rozpoczyna się kolejna akcja, co akurat dla tej pozycji jest tylko korzystne.
Szczerze mówiąc, to już na samym początku domyśliłam się, kim jest nasz ork Aryel, a mimo wszystko nie odebrało to przyjemności poznania fabuły i rozrywki z czytania. Finał, w szczególności ostatnie 50 stron, sprawił że dostałam aż pięciu mini zawałów. Absolutnie dobre zakończenie z niemałym cliffhangerem przed końcówką. Książka może pozostać samodzielną pozycją, jednakże autorka zostawiła sobie malutka furtkę dla kolejnej części, co może okazać się strzałem w dziesiątkę.
„Pożerca” to doskonały romans międzygatunkowy. Możemy tu odnaleźć w pewnym sensie motyw enemies to lovers oraz hate-love, który zresztą bardzo lubię. W końcu oboje od początku mają do siebie jawne uprzedzenia, niechęć i stereotypy na tle rasowym. Moje myśli zdecydowanie dłużej pozostaną przy tej pozycji. A wam czytelnikom jedynie pozostaje ją polecić, jeżeli szukacie nieco innej fabuły romansu „od wrogów do kochanków”. Dla mnie absolutnie 10/10 gwiazdek i z utęsknieniem czekam na dalsze przygody Mai i Aryela!
Książka nie jest zła. Zakończenie zostawia otwartą furtkę do drugiego tomu i zostawia nas z wieloma niewyjaśnionymi wątkami. Książkę słucha się ciężko ze względu na dużą ilość nazw i myślę że wersja papierowa z zawartą mapą lepiej pomogłaby mi wszystko przyswoić.
Zawiodłam się dziwnością tego w jakim kierunku poszła ta książka. Najbardziej spodobała mi się główna bohaterka, która była przedstawiona jako bardzo realna osoba i dobra żeby się utożsamić.
Na początku księżniczka może wydawać się irytująca. Już na pierwszych stronach pokazała jaką hipokrtyką jest krytykując innych za uprzedzenia, a sama je przejawia. Raz narzeka na brak wygód, a innym razem mówi, że jest niepokonana. Zaskoczyło mnie to, że wiele osób krytykowało Maye za to, że była wredna i irytująca, skoro autorka jasno zaznaczyła we wprowadzeniu, że taka ma być. Chociaż wkurzało mnie to, że co chwilę wspominała swojego kochanka i porównywała go do każdego napotkanego faceta. Mimo swoich ''wad'' bohaterka ma w sobie coś, co sprawia, że chce jej się towarzyszyć. Jej podróż jest pełna zaskakujących wydarzeń, a fabuła trzyma w napięciu. Nie mogę się doczekać kontynuacji, żeby zobaczyć, co stanie się dalej.
Nie zapomnijmy o postaciach, które towarzyszyły księżniczce. Są one nietuzinkowe, dodają historii uroku oraz stanowią jej ważny element.
Zarówno bohaterowie pozytywni jak i negatywni mają swoje motywacje po których poznaniu czasem mamy w głowie mindfucka w pozytywnym znaczeniu.
Mały minus to brak mapki świata, co sprawia, że łatwo pogubić się w fabule. Niemniej jednak, fabuła się broni i potrafi zaskoczyć i wciągnąć.
Moc, jaką włada główna bohaterka, jest jedną z bardziej oryginalnych, jakie spotkałem w fantasy.
Jest to książka, która ma swoje wady, ale również wiele zalet. Dobrze napisana postać głównej bohaterki, intrygująca fabuła; interesujące postacie drugoplanowe. To wszystko sprawia, że warto dać jej szansę.
Jest to powieść z potencjałem, mimo pewnych niedociągnięć.
Ogólnie cała książka bardzo fajna, szybko załapałam jak dział świat, a najczęściej potrzebuje do tego z 50/100 stron. Zakończenie było słabe, miałam nadzieję na coś lepszego.
Relacja głównych bohaterów>>>>
✨Może lekki spoiler:✨
Ale największym ick był ten dziadek głównego bohatera, i ta jego moc, no proszę was to było obrzydliwe.
Bardzo specyficzna książka. Już na wstępie mogę powiedzieć, że główna bohaterka przez 3/4 książki jest niezmiernie irytująca i żenująca, przez niektóre sceny wręcz ciężko przebrnąć. Jak już jej się trochę w głowie ułożyło to historia nabrała tępa.
Głównymi wątkami są na pewno wojny między rasami, romans i tytułowy pożerca, z czego w pewnym momencie wątki miłosne zajmują 80% rozdziałów. Wątek wojny wydawał się być bardzo ciekawy ale pod koniec zrobił się tak zamieszany, że bardzo ciężko było określić co, gdzie i z kim się dzieje. Pożerca natomiast jest najmniej rozwinięta częścią tej książki mimo, że znajduje się w tytule. Bardzo słabo wytłumaczone i w sumie do końca nie wiadomo o co tak naprawdę z nim chodzi. Sama końcówka wydaje się wręcz pisana „na szybko” i trochę mnie zawiodła.
Overall - trochę takie enemies to lovers z wątkami wojennymi żeby nie wyszło totalne romansidło.
Zaciekawiła mnie okładka, a że zobaczyłam audiobooka, nie mogłam nie spróbować. Pierwsze co mnie uderzyło w tej historii to jak nieprzyjemna, rozpuszczona i irytująca jest główna bohaterka. Tak wiem, taki był zamiar, ale ughhh... Nie ma nic gorszego niż rozkapryszona księżniczka i to taka co ciągle odwołuje się do bohaterek z książek które czytała. W trakcie swojej przygody się rozwija i stara porzucić uprzedzenia, przez co robi się trochę bardziej znośna. Mix imion, tytułów i relacji tych wszystkich książąt to dla mnie totalny burdel, niestety kompletnie się w tym nie łapałam. Sama historia jest połączeniem high fantasy, romansu i elementów steampunku a wszystko to zmierza ku apokalipsie. Dziwny mix. Czy działa? Nie mogę sie zdecydować, bo pewne elementy zgrzytają. Czy posłucham kolejnej części jeśli będzie? Tak.
Pierwsza połowa była naprawdę świetna ale potem coś poszło nie tak, pod koniec wręcz czułam jakiś niesmak, takie "co tu się do cholery właśnie wydarzyło?"