Zapomnijcie o cudzie gospodarczym azjatyckich tygrysów. Zapomnijcie o potędze Stanów Zjednoczonych. Zapomnijcie o niemieckich autostradach. Zapomnijcie o rosyjskich surowcach. Polacy nie muszą już niczego nikomu zazdrościć.
Teraz właśnie na Polskę skierowane są oczy całego świata. To nad Wisłą, Odrą i Wartą wyrastają największe światowe fortuny, w polskich miastach koncentruje się walka wywiadów, tutaj powstają nowożytne cuda architektury - lewitujące nad Poznaniem Wiszące Ogrody i Drugie Trójmiasto - pierwsza magiczna metropolia, łącząca portalami Poznań, Wrocław i Kraków. W Poznaniu i Warszawie prosperują olbrzymie giełdy magii, które odwiedzają dziennie setki tysięcy ludzi. Polskie firmy rozwijają się najlepiej na świecie dzięki usługom Esoteric Support for Business i oszałamiająco tanim surowcom, sprowadzanym z zaświatów. W nocnych klubach gości zabawiają nimfy i dziwożony, a do ulubionych rozrywek nowej polskiej arystokracji należy safari po drugiej stronie lustra, podczas którego poluje się na smoki i żarptaki. Nauka poszła w kąt, a wszyscy chwycili za stare księgi, zbiory baśni i wahadełka.
Potęgę Rzeczypospolitej budują złodzieje samochodów, którzy z dnia na dzień stają się nagle kadrą decydującą o zwycięstwie. Kwitnie czarnorynkowy handel dżinnami bojowymi i śmiertelnie niebezpiecznymi zaklęciami. Nad wszystkim czuwa zaś supertajna komórka wojska polskiego — Królikarnia - oraz dziewięciu wskrzeszeńców na usługach kurii gnieźnieńskiej.
"Królikarnia" to opowieść o świecie, który zmienia się pod wpływem magii, o radykalnie odmienionej Polsce i wciąż takich samych Polakach. To historia o kraju, który po dziejowych zawieruchach wreszcie otrzymał złoty róg. Jak go wykorzysta?
Pomysł wyjściowy (Polska podbija baśniowy świat i staje się światowym potentatem magicznych technologii) rewelacyjny, chociaż osnucie fabuły wokół instytucji broniącej status quo rodzi czasem typowe dla takiej formuły problemy.
Widać inspiracje opowiadaniami wiedźmińskimi. I dużo oczywistego postmodernizmu.
Heheszki z PiS-u AD 2007 wydają się dzisiaj takie niewinne. You sweet summer child.
"Jakie jezioro, taka pani." Książka bawi się konwencjami, pomieszaniem fantastyki z sci-fi, a pomysły autora zgrabnie wplatają się w elementy mitologii słowiańskiej. Na pewno warto przeczytać, chociażby dla metafor używanych przez pana Guzka, które niejednokrotnie wywoływały stłumiony śmiech. Mam wrażenie, że autor na pewno czytał Sapkowskiego, ale kto czerpie z Mistrza, ten nie błądzi.