Są w książce elementy ciekawe i merytorycznie prawidlowe, ale są też takie przy których ręce opadają ("jeśli zimne prysznice to dla ciebie już zadne wyzwanie, idź w góry w samych spodenkach"). Approach with caution.
"Jak właściwie stymulować nerw błędny" – Czyli jak Navaz Habib ....dupy nie urywa.
Kiedy pierwszy raz usłyszałem o tej książce, miałem nadzieję na jakąś rewolucję w dziedzinie samouzdrawiania. Nerw błędny brzmi jak coś prosto z filmu sci-fi, prawda? Ale po przeczytaniu, czuję się... cóż, trochę jak po zjedzeniu pizzy bez sera – Niby jest, ale czegoś brakuje.
Zacznijmy od tego, co na plus, bo zawsze trzeba być sprawiedliwym, nawet jeśli serce krwawi.
+ Wyjaśnienia jak kawa na ławę: Navaz potrafi tłumaczyć. Nawet ja zrozumiałem (większość) tych mądrości i zawiłości do zastosowania. Kroki są proste do naśladowania, co jest super, zwłaszcza dla kogoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z nerwem błędnym (brzmi jak klub dla wtajemniczonych, co nie?). To trochę jak instrukcja obsługi mebli z IKEA – jasne, proste, ale... no właśnie. + Wskazówki do dalszych poszukiwań: Autor rzuca odnośnikami jak konfetti na weselu, co jest całkiem spoko, jeśli ktoś chce zagłębić się w temat. Szacunek za to, że nie traktuje czytelnika jak ignorant. Można sobie poczytać dalej, pogłębić wiedzę, zostać guru nerwu błędnego.
A teraz przejdźmy do tego, co sprawiło, że miałem ochotę spalić książkę (a przed tym pokazać 'babole' osobie, która poleciła mi tę lekturę).
- Edycja... jaka edycja?: jak to możliwe, że w książce wydanej w dzisiejszych czasach zdarzają się podwójne słowa? To jakby programista zapomniał usunąć console.log("dupa dupa"); z kodu produkcyjnego. Serio, "żeby żeby" czy "nerw nerw" to trochę za dużo na moje czułe sensory estetyki. Od razu włącza się mój wewnętrzny tester: "Raportuję błąd! Powtarzające się słowa! Priorytet: krytyczny!" :D Irytujące? "Ciut-ciut." Świadczy o pominięciu kilku kluczowych kroków przy publikacji, profesjonalizmie, albo jego braku. - Up-selling i ogólniki, czyli marketing w przebraniu: Tutaj moje sceptyczne ja (a wiesz, że mam takie, w końcu to mój urok) podnosi brew. Trochę za dużo marketingowych wtrętów i ogólników, które sprawiają, że książka zaczyna przypominać ulotkę reklamową z apteki. Sprzedaż krzyżowa (czyli 'Cross Selling'). Czytam o samouzdrawianiu, a nagle czuję się jak na prezentacji garnków. To mnie rozbija. To jest, jakby kawaler poszedł na kolację z piękną damą, a ona nagle zaczyna sprzedawać mu odkurzacze. - Totalny brak motywacji do dalszych badań: Kiedy książka sprawia, że masz ochotę porzucić cały temat, to coś jest nie tak. Miałem ochotę przestać badać ten obszar w ogóle. I jak coś mnie zniechęca, to odkładam to na "później", które nigdy nie nadchodzi.
O autorze i "gorzkim posmaku" * No i teraz dochodzimy do crème de la crème. Zdjęcie autora. Wiesz, to jest taka rzecz, że jeśli ktoś uczy Cię o diecie, a sam wygląda, jakby właśnie wrócił z maratonu po pojadaniu pączków na prędkość, to z miejsca zapala Ci się czerwona lampka: "Czy na pewno?". Tutaj jest podobnie. Jeśli ekspert od "samouzdrawiania" i "naturalnej zdolności do uzdrawiania" nie prezentuje się super fit, to rodzi serię pytań: ° "Czy aby na pewno działa to u niego?" ° "Z jakiego poziomu zaczyna", ° i "dlaczego nie dołącza zdjęć przed i po?"
* Te wstawki "upsellingu" to już w ogóle mistrzostwo. Zamiast czuć, że czytam o ciele i jego tajemnicach, miałem wrażenie, że to zaktualizowana broszura marketingowa, tylko (trochę) olana sosem "wiedzy". To, co miało być nauką, stało się reklamą.
Podsumowując: Ta książka, choć ma swoje momenty (łatwe wyjaśnienia, wiele zastosowań, odnośniki), pozostawiła po sobie gorzki posmak. To jak wypicie herbaty, która miała być słodka, a okazała się gorzka od przeleżenia torebki. Moja pierwsza książka Habiba była 'przefaszerowana' terminologią do niesmaku. Ta druga to moja ostatnia książka tego autora. Ja też mam swoje granice cierpliwości.
Polecam mieć niski próg oczekiwań na tego autora, lub fetysz na ptasi żargon. Albo poszukać czegoś, co faktycznie Cię porwie i nie zostawi z wrażeniem, że właśnie przeczytałeś ulotkę promocyjną.