Pomimo mojej zasady nieoceniania pozycji non-fiction, dla książki Heymanna muszę zrobić wyjątek.
Czy jest to książka dobrze wykonana pod względem researchu? Tak. Czy jest to biografia intymna? Nie. To w ogóle nie jest dobra biografia, bo po samym doborze cytatów i rzadkich komentarzach autora widać, jak bardzo gardził Taylor jako człowiekiem. Już sam tytuł jest złośliwością, gdyż powszechnie wiadomo, że Taylor nie lubiła być nazywana Liz. Niemniej, blednie to w porównaniu do braku empatii wobec aktorki, którą Heymann się wykazuje na każdej płaszczyźnie. Bezrefleksyjnie przytacza cytaty mężczyzn porównujących nastoletnią Elizabeth do Lolity, czy anegdotki o tym, jak obcy ludzie molestowali ją publicznie, na przykład obnażając jej biust przed całym stadionem, ale nigdy nie uwzględnia ich w swoich refleksjach i przypuszczeniach dotyczących życia wewnętrznego przedmiotu swoich badań. Nie, Elizabeth Taylor wg Heymanna była po prostu humorzasta, melodramatyczna i okropna.
Szczytem tendencji autora jest chyba moment, w którym dowiemy się, że ukrywając się przed swoim pierwszym mężem, Taylor wykopała z "Quo Vadis" ciężarną statystykę, by zająć jej miejsce – ale o tym, że Elizabeth sama poroniła dziecko na skutek przemocy ze strony tegoż męża, nie dowiemy się od Heymanna, a z Wikipedii.
Żenująca pozycja, która mnie jedynie skłoniła do zainteresowania się jakąś rzetelniejszą biografią aktorki, napisaną przez kogoś, kto nie tworzy pod tezę.