Mała kolejowa mieścina na rubieżach czasoprzestrzeni, zaludniona przez drugorzędnych aktorów, żałosnych skandalistów i spocone boginie nocy. Bieg rzeczy dawno utracił tu swój linearny charakter – jedna przyczyna wywołuje wiele skutków i jeden skutek ma niezliczoną ilość przyczyn. Sytuacje, motywy, układy taneczne - wszystko zaczyna się niebezpiecznie dublować, tak jakby w ogarniętym rozkładem świecie istniała tylko jedna aktywność - mimetyzm kopulacyjny. Na marginesie pozornie przypadkowych wydarzeń rozgrywa się dziwny ceremoniał. To Ruchy upominają się o swoją dolę. Nad zanurzonym w kipieli beztroskiego tarła miasteczkiem zbierają się czarne chmury, zimne nóżki przestają być zimne tylko z nazwy, a na dodatek ktoś odkręca kurek z szajbą... Taką niespójną, zmierzającą do rozpadu rzeczywistość stara się pochwycić Sławomir Shuty. Historie jego bohaterów balansują na granicy tragizmu i komizmu, by ostatecznie pogrążyć się w oparach absurdu. Siłę oddziaływania Shutego wzmacnia mozaika najróżniejszych odmian mowy potocznej oraz mniej lub bardziej zakamuflowane stylizacje i nawiązania.
Wśród przyjemnych okoliczności natury, będący w stanie daleko posuniętej desperacji i ogólnego zamroczenia Krzysiu, zwany też przez złośliwców Ciężkim, z uwagi na pewną ociężałość w ruchach, jechał na rowerze, który pożyczył był, wychodząc z lokalu, od anonimowego nieznajomego, i strasznie się na ten rower denerwował, okrutnie krzywdował, potwornie pomstował, a w słowach nie przebierał. Ty taki, ty owaki, krzyczał, ty jeszcze inny! Zwracając się do niego, stosował określenia, jakich używa się podczas opisywania męskich narządów rozrodczych, kiedy chce się je scharakteryzować w sposób dosadny i niemiły dla ucha każdej porządnej dziewczyny. Dawał tym samym niewdzięcznej, podłej maszynie, co jej się psiej krwi należało, bo taka ci była jakaś niesforna, taka krnąbrna, ej, no normalnie wziąłbyś taką i coś byś jej zrobił, ech...! (fragment)dymisję, ustępując miejsca Churchillowi, który zaslynął jako nowy premier i przywódca wojenny. Lynne Olson zwróciła uwagę na tę wspaniałą, lecz zapomnianą historię i opowiedziała ją z wielką werwą. To fascynująca książka historyczna, równie podniecająca, jak powieści.
Polish writer, photographer and director. Best known as a writer. He was publishing in Rastra, Lampa, Iskra Boża and brulion, cooperates with Ha!art, where for some time he was doing special - provocatice - satirical put in additon Baton. Co-founder Artistic Club Galeria T.A.M. in Cracow. He got Polityka weekly Passport Award in literature section for Zwał ("for literary hearing, passion and courage in picturing Polish reality")
Książka mocno naturalistyczna. Rzeczywistość malowana jest raczej w brudnych, szarych barwach. Czuć opary alkoholu i papierosów. Z jednej strony plastycznie pokazane życie grupy ludzi... Jednak mnie zabrakło tu jakiejś konkretnej puenty, zawiązania akcji, przesłania. W sumie ciężko powiedzieć mi, jaki był cel tej historii. Tytułowe ruchy zostały w różny sposób ujęte, to zwracało uwagę.
Na początku trochę bawi ten sposób pisania, ale potem nagle orientujesz się, że czytasz w kółko to samo o tym samym. Warto zajrzeć, przeczytać trzy akapity dla języka i odłożyć.