Najlepsze felietony mistrza gatunku, drukowane od lat 60."Zanim powstały wydawnictwa niezależne, pełną swobodę wypowiedzi mieli w kraju tylko artyści zamieszczający swoje utwory na ścianach publicznych toalet" - wspomina autor, tłumacząc alegoryczność felietonów z czasów PRL. Metoda "zagłaskania kotka na śmierć", czyli przesadnego chwalenia absurdów, robi wrażenie do dziś! Od chamstwa w restauracjach przez przewrotne analizy sztuk "angielskiego literata" Szekspira, po terroryzm, wzruszającą opowieść o fenomenie Jana Himilsbacha i dylematy wrócić - nie wrócić do kraju po stanie wojennym. Nie zestarzało się nic. Przeciwnie - nabrało nowych znaczeń i smaczków.
Bardzo się cieszę, że wydawnictwo zebrało eseje Głowackiego w tym tomie. Uwielbiam czytać jego opinie, ironiczne recenzje kpiące z polskiej rzeczywistości PRL, czy szczere myśli na temat twórczości współczesnych pisarzy. Można się też troszkę dowiedzieć o jego życiu. Żałuję, że Głowacki nie pisał dużo dużo więcej, zwłaszcza książek. Wspaniały pisarz, myśliciel, także jak ktoś lubi jego rzeczy to ten zbiór jest fajnym dopełnieniem. Różne jego teksty publikowane w czasopismach, dają dobry wgląd w jego pracę. Uwielbiam jego poczucie humoru i dystans. Jestem absolutnie nieobiektywna, zawsze oceniam wysoko :)
Ta druga gwiazdka li i jedynie za felietony, które tworzył na emigracji. Gdyby wszystkie były takie... uwadze Waszej polecam "Duży strach, mały strach", bo to była rzecz wspaniała. Reszta to takie tam trochę zabawne anegdotki; widać, że Głowacki rozkoszował się swoimi ciętymi uwagami i poczuciem humoru. To też sztuka. Felietony z cyklu "Mój Rzym"... no cóż. Zdaje się, że skończył nam się czas.