Akcja Słowa i ciała toczy się zasadniczo za panowania cesarza Septymiosa, gdy Chozroes przebywa w Aleksandrii, a później w Rzymie jako zakładnik, a Markia lub twór jego wyobraźni, bo istnienia jej czytelnik nie jest pewien, ukrywa się w Aleksandrii przed pościgiem policji prefekta. Lecz oto nagle akcja cofa się rakiem o kilkanaście lat wcześniej, gdy formuje się, dojrzewa i dokonuje spisek na życie Komodosa. To znów wybiega na przód, gdy pół wieku po panowaniu rzymskiego Septymiosa upadnie ostatecznie dynastia partyjskich Arsacydów, która wydała Chozroesa, i zatryumfuje perska rodzina Sasanidów, której założycielem będzie książę Ardaszyr, aktualnie w Słowie i ciele lennik i czasowy niewolnik Chozroesa. Na tych to właśnie elementach zasadza się głównie "antypowieściowość" Słowa i ciała, nie mówiąc o przebogatym materiale dygresyjnym, wplecionym w wątki zasadnicze....
Epistolarne monologi strumieni świadomości w gruncie rzeczy nie wiadomo czyich, jako że kilkukrotnie podważa się pewność, czy ich nominalni autorzy są rzeczywiście tymi, za których się podają, czyli bękartem królewskim i nierządnicą. Ab ovo rzucony w głębinę tygla miasta i świata, w ocean pozorności, jeśli wypłyniesz i wsłuchasz się w ciemną mowę (multi)mieszańców - wstępujesz w otchłań tajemnic jako ich powiernik i tropiciel. Wielowarstwowe (często auto-) komentarze odtwarzają splątaną, wielopiętrową, niekiedy szkatułkową, fabułę, która nie toczy się, ale stopniowo - przeplatana obfitością dygresji - odkrywa, poddając rewizji bądź w wątpliwość wiedzę dotychczas zdobytą. Im dalej podążasz, tym więcej staje się nieoczywiste - te same zdarzenia miewają wiele różnych oblicz. Kroniki ulotnych wrażeń, których opisy z każdym kolejnym przeczytaniem ujawniają inny szczegół. Przedzieranie się przez pełen pułapek labirynt do dna historii wśród gwiazdozbiórow odniesień oraz - prowokującących częstokroć aurą perwersji - wymyślnych wątków i scen, zwłaszcza wyrafinowanej podofilii. Symfonia obsesji. Orgia wyobraźni i kunsztu. Genialne!