Bardzo lubię czytać powieści z historycznym tłem jednak po raz pierwszy miałam okazję sięgnąć po tytuł w którym motywem przewodnim były wyprawy krzyżowe i tamten okres historii.
Zazwyczaj moje czytelnicze wybory nie sięgały, aż tak daleko, jednak absolutnie ten temat mi nie przeszkadzał ani też nie nudził.
Tym razem autor prowadzi nas przez okres od 1170-1238, czyli jak na 600 stron niezły rozstrzał czasowy i momentami też było to czuć, bo akcja bardzo szybko przeskakiwała w czasie o parę, a nawet i paręnaście lat.
"Bractwo mandylionu" to przede wszystkim powieść przygodowo-historyczna, która skupia się na temacie religii, wiary i kościoła, co nie każdemu może odpowiadać, jednak trzeba przyznać, że poruszane w tym aspekcie wątki mogą skłonić do refleksji.
Ze względu na swą wielowątkowość, tematykę jak i rozbudowaną formę książka ta na pewno nie należy do lektur łatwych i do płonięcia w jeden wolny dzień.
Poza tym jak we wszystkich swoich powieściach tak i tutaj autor wprowadza wiele autentycznych postaci i wydarzeń mieszając je z literacką fikcją, co dodaje książkom smaczku, a średniowieczny klimat czuć na każdej stronie.
Niestety ale mimo tego, że całość mi się podobała, momentami odpływałam, myślę, że chyba trochę przerosła mnie ilość wątków i bohaterów, bo po prostu się gubiłam.
Ponadto pomimo, że cała fabuła jest ciekawa i książkę przeczytałam z wielką frajdą to brakło mi tu emocji, niby działo się wiele jednak ciężko było mi się wczuć w nią całą sobą i mimo całej sympatii do bohaterów przeżywać wszystko na 100% wraz z nimi.
Niemniej jednak "Bractwo mandylionu" to ciekawa powieść o średniowieczu, która będzie nie lada gratką dla fanów tej epoki, szczególnie wypraw krzyżowych, czasów Bizancjum, Templariuszy, krucjat i herezji. Na pewno nie jest to książka dla każdego, ale fanom gatunki polecam po ten jak i inne tytuły spod pióra Pana Wojciecha Dutki