Tragikomiczny portret współczesnej singielki Klary, wciąż szukającej szczęścia. Czego Klara nie ma? Męża, dzieci i ustabilizowanego życia. A co ma? 39 lat, żonatego kochanka, kredyt hipoteczny, czarnego kota, ukochaną przyjaciółkę Wronkę, wiecznie zrzędzącą matkę, zwyczaj topienia smutków w alkoholu, wiarę w moc xanaxu i cięty język. Klara kocha i nienawidzi. Płacze i się śmieje. Pragnie umrzeć i rozpaczliwie chce żyć.
Z pozoru zabawny pastisz życiowych seriali i powieści, a tak naprawdę bolesna prawda o braku porozumienia między ludźmi i naszych obyczajach. Czarny humor, pieprzny język, prawdziwe emocje.
Nie mam nic dobrego do powiedzenia o tej książce. Dla mnie to była próba skopiowania stylu Koterskiego, znanego z filmów z Adasiem Miauczyńskim. Niestety ta próba była zupełnie nieudana i zupełnie niepotrzebna.
Książka nie dla wszystkich, a wręcz dla niewielu. Fabuły jako takiej jest niewiele, całość opiera się na dialogach. W kilku momentach było naprawdę zabawnie, chociaż często też dość chaotycznie. Warto przeczytać jedną dwie strony i jeśli się spodobają to czytać dalej a jeśli nie to zapewne nie warto kontynuować.
nagromadzenie przekleństw i sprowadzenie całej fabuły do przygód erotycznych głównej bohaterki sprawia, że lektura nie jest zbytnio przyjemna w odbiorze. najbardziej wyróżniającą się i ciekawą postacią jest Kot. groteska zawsze była i będzie specyficznym gatunkiem, niekoniecznie przypadającym do gustu każdemu czytelnikowi.
Ciężko powiedzieć, o czym jest "Klara", bo generalnie o niczym. Ot, takie pierd…nie bez ładu i składu. Fabuła to zlepek przypadkowych scen i dialogów, które do niczego nie prowadzą, a bohaterowie są nijacy, płytcy i papierowi. Ich problemy są sztuczne, a interakcje tak naciągane, że czasami naprawdę ciężko się nie zaśmiać. Książka nie wymaga ani odrobiny zaangażowania mózgu, można słuchać przy sprzątaniu albo w korku, kiedy jedyną potrzebą jest tło, które nie przeszkadza.
Na szczęście Klara jest w empikowym abonamencie, więc przynajmniej cieszę się, że nie wydałam na nią pieniędzy. Audiobook trochę ratuje sama autorka/aktorka, której interpretacja dodaje calości odrobinę charakteru. Z rozpędu sięgnęłam po drugą część – i niestety, nie jest lepiej.
To jest słaba książka o płytkich ludziach, którzy przez cały czas upijają się, płaczą, wyzywają się i zdradzają. I chyba nie pretendują do bycia patologicznymi, lecz uznają, że są w tym zabawni. Najbystrzejszą postacią jest kot głównej bohaterki.
Sięgając po debiutancką książkę Izabeli Kuny Klara miałem nadzieję na coś nowego, świeżego, odmiennego od mojej zwykłej męskiej linii lektur. Nie powiem, żebym wiedział czego się spodziewać. Izy w ogóle nie kojarzyłem dopóki nie zajrzałem do Wikipedii. Po prostu do jej teatru mam za daleko, nie gustuję w serialach a la Brasiliana ani w debilnym humorze typu Daleko od noszy. Można więc powiedzieć, że nazwisko autorki niczego mi nie mówiło poza tym, że nie należy w moim odczuciu do czołówki polskich aktorów, którym z kolei, poza kilkoma świetlanymi wyjątkami, dość daleko do czołówki światowej. Zacząłem więc czytać bez uprzedzeń i bez sympatii, tylko z nadzieją na coś niespodziewanego. Bo to debiut. Bo napisała kobieta.
Zacząłem czytać z niezłym tempem, gdyż literek na każdej stronie bardzo skąpo, a i rozdziały króciutkie. Niestety, od połowy zwolniłem. Ale wróćmy do początku.
Powieść Izy Kuny, bo to jednak powieść chyba, choć bardzo skromna jeśli o ilość tekstu chodzi, napisana jest językiem prostym i wulgarnym. Prostym i prostackim, podobnie jak beznadziejnie prostacka i beznadziejna jest jej główna postać. Klara; nie do końca samotna, bo ma kochanka. I przyjaciółkę. I matkę. I może z kilku znajomych. A, i ma jeszcze gorzałkę. I leki. A potem nawet kota. I samotność. Bo komu kilka prawie obcych osób może wystarczyć za wszystko, za cały świat? A jej cały świat i całe życie to sporadyczne spotkania z kochankiem, alkohol i prochy. Pijackie pogaduchy z przyjaciółką i z kotem. I marzenia. Pseudomarzenia.
Słowo praca ani raz chyba nie pada w tej książce. Ani hobby. Ani pasja. Bo taki jest świat Klary. Ubogi w sposób niewyobrażalny, prawie zwierzęcy. Nie do uwierzenia, gdyby nie to, iż takich ludzi jest wokół nas całe mnóstwo. Niby czegoś pragną, ale tak naprawdę do niczego nie dążą. I ich słownictwo jej odbiciem papki jaką mają zamiast mózgu. Co drugie słowo to wulgaryzm. Ciągle ten sam, bez żadnego polotu i sensu. Jak ich marzenia. Po pewnym czasie zaczyna to nużyć. Wiadomo, iż nic nowego się nie zdarzy. Jak te kobiety bite przez mężów alkoholików. Uciekające i wciąż wracające. Jak poszukujący miłości ciągle w tym samym gronie kilku znajomych. Jak przesiewanie piasku z kupki na kupkę w tej samej piaskownicy i nadzieja, iż odkryje się złotodajną żyłę.
Klara chce być kochana. Chce się przytulać jak pies do swego faceta i z nim kopulować. I z nim być. Bo dla niej miłość poza to uczuciowe kalectwo i ubóstwo nie wykracza. I jej marzenia od tych psich możliwości niewiele odbiegają. Ale nie ma nawet tego, co dobry pies. Pasji. Odwagi. Wierności aż do ostatniego tchnienia. Jest beznadziejna tak, jak tylko człowiek może być. Jak tylko może być człowiek, który mógłby mieć wszystko, bo ma lepszą niż inni pozycję startową, ale który nie osiągnie niczego, gdyż nawet nie potrafi wyartykułować swych pragnień. Bo ma w mózgu coś nie tak.
Takich ludzi widzimy dookoła setki, jeśli tylko nie odwracamy głowy. Czasami któryś z nich próbuje się wyzwolić z tego piekiełka swoich znajomych i swojego otępiałego umysłu. Ale bardzo niewielu się to udaje. I dla mnie książka Izy jest właśnie o takich ludziach. O takich umysłach. Niezrozumiałych i niepojętych dla „normalnych” ludzi.
Nie wiem, czy to właśnie było zamiarem autorki, ale tak ja to odbieram. Tak to wyszło. I choć nie znajdziemy w tej lekturze pięknego języka ani żadnej akcji, to ma ona jakiś sens. Tylko kto ma to czytać? Żadnych w niej myśli, poza surowym obrazem pewnej prawdy, nie znajdziemy. Mogłaby powstać z przelania na papier dialogów z mikrofonu ukrytego w mieszkaniu patologicznej postaci; nieszczęśliwej kochanki, pijaczki i lekomanki, w dodatku rokującej na poważniejszą chorobę psychiczną. No, trochę przesadziłem. Poza kulawymi od prochów i alkoholu dialogami mamy jeszcze kilka zdań narracji przypominającej rozmydlone, zamglone wspomnienia pijanej lekomanki. Podobne to do zdjęć zrobionych teleobiektywem detektywa z dolnej półki; niestre, pełne szorstkiego ziarna, fragmentaryczne, wyrwane z nieokreślonej całości. I to wszystko. Obraz prawdziwy ale jednocześnie niepełny. I nic ponad to. Niczego się nie dowiemy. Żadnej rozrywki tu nie znajdziemy. Chyba, że chcemy się zdołować i sprawdzić, czy mamy zadatki na umysłowego masochistę. A mogło z tego być coś całkiem niezłego. Ale tylko mogło. Można powiedzieć, że jaka główna bohaterka, takie i dzieło.
Kiedyś mówiłem, iż każda książka, nawet najgorsza, jest warta przeczytania, gdyż inteligentnemu czytelnikowi coś da. Ale to było bardzo dawno temu. Zdanie zmieniłem właśnie z powodu takich rzeczy jak Klara. Przykro to mówić, ale absolutnie odradzam jej zakup. Jeśli nie wierzycie, to sobie ją wypożyczcie z biblioteki. Jak ją zmęczycie i dalej będziecie chcieli ją mieć, by do niej wracać, to dajcie znać. Będę szczerze zdziwiony
recenzja pierwotnie opublikowana na blogu klub-aa.blogspot.com dokąd zapraszam na wymianę wrażeń z lektury i nie tylko
This book can be described in one word: NIGHTMARISH. Expanding on the opinion for a few sentences, I would say it's NOT WORTH reading this book if you expect sense and purpose in the story, some semblance of organization, and if you avoid crude language and pointless profanity. If you want to support the actress in her writing endeavors, buy and discard the book. Or give it to another friend; I received it as a gift, and upon passing it on, I should have been warned that it's not just a light story but simply a low-quality book. For a moment, I thought maybe better editing could have saved it, but I have a feeling that too many people wanted to capitalize on the author's name.
Zdecydowanie ksiazka dla mniejszosci. Napisana jezykiem potocznym z ogromna iloscia wulgaryzmow. GROTESTKA- jak nie lubisz groteski to nie siegaj po ten tytul. Postac kota mnie kupila, Klarze chetnie bym przylala. 3 gwiazki bo jednym razem jak siadalam do lektury bylam bardzo zadowolona, natomiast nastepnym juz bylam zawiedziona. Chetnie kiedys siegne po ksiazke w podobnym stylu- bylo to ciekawe doswiadczenie.
No dobra, książka okazała si�� lepsza niż mi się na początku wydawało. Główna bohaterka dobiega do czterdziestki, ma kochanka który od sześciu lat obiecuje że się dla niej rozwiedzie, ma nieznośną drobnomieszczańską matkę (Bridget Jones się kłania), przyjaciółkę i przyjaciela geja którym się zwierza (Bridget Jones się kłania), i większość swojego życia przeżywa podczas całkiem niezłych dialogów (Bridget Jones...) Poza tymi dialogami, mniej lub bardziej surrealistycznymi - zależnie od stopnia trzeźwości bohaterki - nie ma w sumie w książce nic. Praca, życie codzienne, zainteresowania, to wszystko nie istnieje w obliczu jednostajnych awantur pochodzenia romansowo-towarzyskiego. Na okładce jest informacja, że książka powstała z wpisów na blogu autorki - co dużo tłumaczy. Nie jest źle, szybko się czyta, ale właściwie po co?