Pewnego czerwcowego poranka 1985 roku wędkarze znajdują na brzegu Warty nagie ciało kobiety. Rozpoczyna się trudne i żmudne śledztwo prowadzące krok po kroku do zaskakującego rozwiązania. Upiory spacerują nad Wartą to barwna panorama poznańskiego Starego Miasta lat 80-tych, z jego lokalami i półświatkiem, językiem i zwyczajami, tajemnicami i nielegalnymi interesami. To także znakomity i wierny obraz ówczesnej milicji, która tropiąc mordercę ma do dyspozycji jedynie maszynę do pisania, radiotelefon i zdezelowaną nyskę, a nad sobą – nieustającą kontrolę partyjnych aparatczyków.
Dowcipnie i ciepło napisana powieść Ryszarda Ćwirleja ukazuje świat, o którym już zapomnieliśmy – świat stanu wojennego i zomowców na ulicach, pustych półek i marzeń o innym życiu, radości z “wystanej” w kolejce pralki lub otrzymanego w nagrodę talonu na poloneza…
Sprawnie napisany kryminał, przenoszący czytelnika w czasie do 1985 roku, schyłkowego PRL. Zaczyna się efektownie, od bezgłowego trupa dziewczyny znalezionego przez wędkarzy w Warcie. Intryga kryminalna poprowadzona jest sprawnie i zostaje dobrze rozwiązana. Ale dla mnie zaletą tej książki było przeniesienie w przeszłość i do Poznania, którego nie znam. Bardzo mi się to podobało, bo w 1985 roku zdawałam maturę i doskonale tamte czasy i realia pamiętam. Do tego absurdy PRLu oraz działania milicji w owym czasie. Plus elementy poznańskiej gwary. Fajna książka do relaksu. Na pewno sięgnę po kolejne z serii, bo paru milicjantów dość polubiłam.
Poznań w tle mógłby urzekać - niestety, niektóre zdania opisujące miasto są wtrącane na siłę, sprawiając że cała powieść nabiera sztucznego wyrazu. Sama fabuła dosyć licha, rozwiązanie wyciągnięte na sam koniec z kapelusza. Daję 1/5 za całokształt, a bonus [mimo lekkiej przesady w opisach] za Rataje, Wartę i komendę na Chłapowskiego.
ogólnie za opowieść, wartkość akcji i budowanie historii daję mocne 3. dodatkowa gwiazdka jest za moje miasto Poznań (i okolice), PRL, gwarę i postacie, które dają się lubić :)
Książka nowego, nie czytanego dotąd autora, to zawsze spore ryzyko, dla możliwości odkrycia takich powieści jak Upiory spacerują nad Wartą zdecydowanie warto jednak je podjąć. Ryszard Ćwirlej dokonał rzeczy teoretycznie niemożliwej, znalazł bowiem niszę w nasyconym do granic możliwości polskim rynku literatury kryminalnej przywracając do łask powieść milicyjną, tyle że w zupełnie nowej, dalekiej od estetyki socrealizmu, konwencji.
Dla mnie dość nietypowy - bo nie trafiłam dotąd na kryminał tak mocno osadzony w realiach konkretnych lat i konkretnego miejsca - tu gdzie troszkę traci się na akcji, zyskuje na opisach autentycznych miejsc i klimatu tamtych lat. Niezłe.
"Upiory spacerują nad Wartą" to rewelacyjna powieść. Obrazowa, z ciekawie nakreślonymi postaciami, wartką akcją, która bardzo przykuwa uwagę i niezwykle ciętym językiem. Wydaje mi się, że osadzenie akcji książki w czasach PRL-u było strzałem w dziesiątkę, bo na dobrą sprawę pierwszy tom cyklu "Milicjanci z Poznania" można przeczytać tylko dla samych wspomnień o absurdalnym „socjalizmie z ludzką twarzą”. Innym dużym plusem historii jest użycie przez autora wielkopolskiej gwary, która nie tylko urozmaica lekturę, ale i dodaje jej specyficznego „smaczku”. Osoby, które nie miały wcześniej styczności z gwarą poznaniaków, mogą z początku problemy sprawiać wyrazy jak „szkieł”, „pener” czy „wiara”, ale przyswojenie tych terminów przychodzi bardzo łatwo.
Lubię klimat który autor tworzy, mam wrażenie, że dobrze oddaje opisywane czasy. Aż momentami zapominałam, że nie jestem w Poznaniu za czasów gdy moi rodzice byli młodzi. Miejscami można tę historię podciągnąć pod komedię kryminalną i na pewno wielu czytelnikom ten humor nie przypadnie do gustu, ja się jednak świetnie bawiłam.