Śmieszna, miła, wzruszająca! Kolejna powieść Małgorzaty Musierowicz odpowiada na pytanie: kto był sprężyną ważnych wydarzeń w rodzinie Borejków? Dalsze losy ulubionych bohaterów, kolejna porcja humoru i optymizmu.
Małgorzata Musierowicz (b. January 9, 1945 in Poznań, Poland) is a popular Polish writer, author of many stories and novels for children and teenagers, but read with pleasure by adults too.
Kocham wątek Adama i Laury, wydaje mi się, że to połączenie bohaterów na początku jest naprawdę pomysłowe i prześwietne! Nie podoba mi się tu jedynie postać Ignacego Borejko, czyli seniora rodu. Jego wyobrażenie zaczęło się psuć w tomie "Czarna polewka" i tak już zostało - z inteligentnego i cichego mężczyzny stał się starym, zrzędzącym gburem, co nie do końca do niego pasuje (przynajmniej według mnie). Ale ogólna ocena książki jest świetna!
Bardzo nie podoba mi się kierunek, w którym podąża "Jeżycjada"... Gdyby nie wątek przemijania i kruchości istnień ludzkich, "Sprężyna" byłaby po prostu o niczym. Ot, błaha historyjka jakich wiele... Sami bohaterowie również zaczynają irytować. W osiemnastej części sagi ród Borejków jest już bardzo liczny. W efekcie niełatwo jest poświęcić więcej akapitów konkretnym postaciom. Zaakcentowane zostały więc ich dominujące cechy, co momentami wypada dość groteskowo i "płasko".
Szkoda, bardzo szkoda, ale nie jest to już "Jeżycjada", którą pokochałam.
Żeby w pełni przypomnieć sobie losy rodziny Borejków zanim zaczęłam czytać "Sprężynę" przeczytałam dwie poprzednie powieści tj. "Żabę" i "Czarną polewkę". Muszę stwierdzić, że seria ostatnio bardzo się popsuła. W czterech ostatnich ksiązkach, zaczynając od "Języka Trolii" kończąc na "Sprężynie" rzeczywistość opisywana jest przez pryzmat najmłodszych bohaterów. Osobiście uważam, że kolejne części sagi są coraz bardziej naciągane, wydumane i oderwane od rzeczywistości. Dobrym pomysłem (niezrealizowanym niestety) było zakończenie "Jeżycjady" na tomie "Kalamburka". To co śmieszyło w pierwszych tomach, niekoniecznie bawi w ostatnich. Ignacy Borejko- senior rodu- uchodzący do tej pory za wykształconego, oczytanego myśliciela, staje się zrzędliwym, nieporadnym snobem, który sam nie wie czego chce (zwłaszcza widoczne jest to w "Czarnej polewce"). Dzieci, występujące w powieściach tego cyklu, w ogóle nie mają dzieciństwa, nie używają komputera (oprócz sporadycznych przypadków i tylko w "słusznej sprawie"), nie bawią się w typowe dziecięce zabawy (wyjątek stanowi Józinek, który gra w piłkę nożną). Co zatem robią te wyjątkowe dzieci? Chodzą z rodzicami do kina, ale nie na komedie romantyczne tylko na filmy z wysokiej półki stanowiące klasykę w swoim gatunku. Uczą się łacińskich sentencji, piszą wiersze a zwłaszcza sonety (10-letnie dzieci), czytają słowniki Kopalińskiego i klasykę kryminału (po czym zamieniają się w Sherlocka Holmesa, ale są tak nieudolne, że ich niewinna zabawa kończy się na policji). Ponadto grają w scrabble i toczą, za pomocą zdań wielokrotnie złożonych i naszpikowanych trudnymi wyrazami, dyskusje ze swoim autorytatywnym i przemądrzałym dziadkiem. Uprzejmie informuję, że nie ma takich dzieci. Poza tym wszyscy główni bohaterowie są po maturze, po studiach lub w ich trakcie, a małe dzieci już myślą o tym kim będą w przyszłości - nie zapominając przy tym oczywiście o obowiązkowych studiach. Niemowlęta zawsze mają mądre, przenikliwe i stateczne spojrzenie, a w prezencie otrzymują portrety Marka Aureliusza, na poczet przyszłej inteligencji obdarowanego i przyszłych osiągnięć naukowych. Aż mi żal tych dzieci. Poza tym młode licealistki i przyszłe studentki nie mają żadnych przyjaciół, z którymi chodziłyby do kina, kawiarni lub na zakupy, a pierwszy wolny mężczyzna niespokrewniony z rodziną z miejsca staje się ich absztyfikantem, bez pamięci w nich zakochanym. Poza tym pojawiają się w powieściach osoby, które kompletnie nic nie wnoszą. Nagłe i niespodziewane pojawienie się Janusza Pyziaka, który oprócz tego, że denerwuje swoją osobą teścia i podobno przyjechał po przebaczenie, równie szybko jak się zjawił, równie szybko znika. Niestety trudno powiedzieć czy uzyskał to, po co przybył. Drugi przykład: mały Kazimierz Pałys, który albo śpi, albo je, albo ulewa w różnych kolorach. Dzieci są oczywiście prawdomówne, nie kombinują, nie kręcą i dobrze się uczą. Czasami tylko donoszą i szpiegują - ale tylko na wyraźne polecenie dziadka, który takie złe zachowanie potrafi przekuć w dobry cel. To jest hipokryzja czy oportunizm? Może jedno i drugie? Coraz bardziej mnie męczy ta idealna rodzina, która prowadzi dość nudne i jednostajne życie. Omijają ją wielkie nieszczęścia, jeśli już się jakieś zdarzy, zawsze wszystko dobrze się kończy. Te ich stołowe dyskusje, które mają być interesujące i inteligentne, są po prostu irytujące Widać, że mają służyć jedynie pochwale prawicowych wartości, nie zawsze słusznych w prawdziwym życiu. W związku z tymi przemyśleniami, nie wiem czy sięgnę po kolejny tom pt. "McDusia", który ma się ukazać niebawem.
2022: Uwielbiam ❤️ Historia Laury należy do moich ulubionych. Niektórzy mówią tu o instalove, ale czyż czasem tak się nie dzieje? Czasami droga do pierwszych głębokich rozmów jest wyboista. Kocham całą rodzinę Borejków, ich książki, posiłki, cały ten życiowy młyn 💕 Jedyny zarzut kieruję pod adresem Idy, która uprawia fatshaming, podczas gdy w Jeżycjadzie ciągle jest mowa nie tylko o książkacg, ale i o jedzeniu!!!
Ów seria napisana przez niesamowicie utalentowaną literacko autorkę-Małgorzatę Musierowicz budzi we mnie, już od pierwszej części, wyjątkowo ciepłe emocje, takie, jakie odczuwam przy dotarciu do bliskiego memu sercu- domu. Postaci są wykreowane po mistrzowsko, wyróżniając się ludzkością, prawdziwością uczuć oraz zachowań, jak i życiowym brakiem idealności. W tej części poczułam niezwykłe pogłębienie więzi z wszytstkimi postaci, poprzez pewne losowe sytuację, przedstawiające przewrotność i ulotność życia. Jednak to właśnie postać Laury stała mi się o wiele bliższa, odszukałam w niej swe potrzeby, marzenia i refleksje.
Im jestem starsza tym większa moja sympatia do Laury, jako jednej z niewielu „krystalicznych” postaci Jeżycjady! Jej związek z Adamem, i jeszcze z moimi równie ulubionymi Patrycją i Florkiem w tle jest dla mnie jak ciepły kocyk! Niestety znowu posmak całej książki psują wybitnie irytujące postaci męskie z Roosvelta, z Ignacym Borejko na czele, oraz przeintelektualizowane dzieci, tym razem pod postacią Łucji!
Ta książka wypełniła moje serce. Poczułam głębokie uczucie, a każda kolejna linijka odwzajemniała je. Tak bardzo odnajduję się w uczuciach Laury i mam nadzieję, że zakończenie mojej historii będzie równie przyjemne jak zakończenie tej książki. 🥰
Nawet niezłe, dość z werwą napisane, jest jakiś suspens wreszcie, Łusia jest bardzo sympatyczną postacią, nawet stary Borejko się na coś przydaje choć raz, jest trochę komizmu sytuacyjnego, nawet trochę tchnęło starą Jeżycjadą. Wśród tych późnych tomów zdecydowanie jeden z bardziej udanych.
Historia miłosna jest bez sensu. I tyle. Laura i Adam(ha, ha, aluzja autorki do tego, że Wolfi nie lubił Mickiewicza) zakochują się na podstawie pięciu wymienionych spojrzeń(z opowiadań to Laura Adama nie znosi). Gabriela ma wypadek. I serio? Ona ?! Ciekawiej byłoby, nie wiem, gdyby to Ida miała wypadek, bo większej matki cierpiącej z Gabrysi się nie da zrobić. A Dmuchawiec?! Pierwsze trzy, cztery książki to był tak wspaniały człowiek, cięty i ironiczny, a autorka go wzięła i zostawiła sam szkielet, nauczyciela pokoleń, samej dobroci. I po co? Ignacy... no Ignacy jest akurat mniej wkurzający niż zawyczaj, szkoda, że w kolejnych książkach powróci do pierwotnego stanu. Ale Łusia?! Boszzz, nie dziwię się Laurze, że stale na nią warczała. To dziecko się stale wymądrza i to nie w miły sposób. Ale książka ma też swoje zabawne momenty. Bernarda(jedyna trzy strony!), Laurę kupującą coraz to kolejne drzewka, Ziutka czy różne monologi. Ale to bardziej 2,75?/5⭐ niż solidne trzy. Szkoda. Zapamiętałam tę książkę dużo lepiej.
Dzisiaj lekka i przyjemna książka. Czyli osiemnasta część Jeżycjady od Małgorzaty Musierowicz. Sprężyna tak jak i poprzednie części opowiada o perypetiach już wielopokoleniowej rodziny Borejko. W tej historii skupiamy się głównie na postaciach takich jak Laura, Ignaś, Józek, Łucja, a także tych starszych znanych nam od pierwszych części: Ignacy senior, Gabrysia, Pulpecja, Ida. Nasz zawsze naburmuszony Tygrys znów się zakochał, tym razem na zabój, ale czy ta druga osoba odwzajemnia jej uczucie. Trudno się domyślić, szczególnie że nigdy się nie rozmawiało z obiektem swoich uczuć. Gabrysia postanawia rzucić wszystko i wyjechać! Do takiej decyzji namówiła ją mała Łusia, ale czy ta podróż skończy się na pewno dobrze?
Książka jak zawsze pełna przygód, rozterek, mądrości. Tu zawsze nauczysz się nowego powiedzenia po łacinie.
Ostatnie części tej serii czytałam dobre pięć lat temu, poprzednie - dekadę albo i więcej, więc niestety podczas lektury książki średnio kojarzyłam, kto jest kim, ale na szczęście autorka mimowolnie co jakiś czas co nieco dopowiadała i wszystkie moje trybiki zdołały w miarę poukładać drzewo genealogiczne Jeżycjady. W "Sprężynie" są lepsze i słabsze momenty, bardzo irytujące postacie, ale też takie, których nie da się nie lubić. Bardzo irytuje postać Łusi i jej obsesja na punkcie polonisty i poprawności gramatycznej, Kazimierza-Ziutka, ale też niestety Ignacego Borejko. Za to historia miłosna Tygryska jest po prostu urocza! I tak się spodziewałam, że to właśnie będzie TEN Adam 🥹
Sprężyna trafia do moich ulubionych z serii!! Zakochałam się w Łusi, płakałam nad rozmowami bliskich z Gabrysią i w końcu!! W końcu polubiłam Laurę. Ale najbardziej polubiłam pana polonistę, chciałabym dokładnie takiego. No i pan Hubert, pan Gruszka, Dmuchawiec!! Naprawdę przepiękna książka, zaczęła się jesień, a czułam się, jakby dopiero zaczynały się wakacje ❤️Na chwilę przeniosłam się na kółko polonistyczne, do zakończeń roku i wszystkiego, czego z jednej strony miałam dość, ale sentyment pozostał i nie wiem, czy ktoś potrafi przywołać wspomnienia z dzieciństwa tak dobrze, jak Musierowicz.
Myślałam, że się popłaczę. Tylko już nie wiem czy ze smutku czy ze śmiechu. Ta seria ewidentnie będzie już bić do końca, a ja nie chcę się rozstawać z bohaterami i boję się jak to się zakończy. Jednocześnie to ten tom miał kilka takich wątków, które bardzo mnie dotykały i mogłam to sobie przełożyć na moje życie. No, a poza tym to wątek Adama? I to zakończenie? O wow, potrzebuję kolejnej książki na już.
Mniej przeze mnie lubiana: podobał mi się wątek wypadku, Ignasia i Józka, a nawet Laury, jednak książka ma w zamierzeniu opowiadać o Łusi (?), czyli kolejnej 9-latce. (Dla której nie ma tu jednak zbyt wiele miejsca). Ja zdecydowanie wolałabym o niej poczytać, gdy będzie starsza, bo była bardzo ciekawą postacią. Postać Adama trochę bezosobowa, ale do przeżycia. Przyjemna była też wizja sielonkowego domku Patrycji🥰
Bardzo kibicowałam Laurze czytając tą część. I przy pierwszym czytaniu i teraz po latach.
Miło mi było do niej wrócić. Dziadek Ignacy się uspokoił i przestał irytować. Łusia jako główna bohaterka była ciekawym rozwiązaniem i odmianą od męskiego punktu widzenia (chodzi mi tu o Borejków, Żaba się nie liczy 😉).
JEDNA Z ULUBIONYCH! Uwielbiam historie Laury i Adama, Łusia jest tak cudowna dziewczynka (przypomina mi siebie sprzed lat), świetnie się bawiłam będąc u Patrycji i Florka, wzruszające pożegnanie Gabrysi z Dmuchawcem - uroniłam łezkę. gdy przeczytałam ta książkę po raz pierwszy od razu stwierdziłam że moja córka będzie mieć na imię Laura, Łucja albo Melania - mam nadzieję, że tak będzie 🩷🥲
Na kolejną część kultowego cyklu o popularnej, poznańskiej familii, przyszło nam czekać kilka ładnych lat. Czy pomimo wszystko było warto? Zapraszam serdecznie do zapoznania się z moją opinią… https://taka-jest-agata.blogspot.com/...
Kolejna ciepła historia mojej ulubionej rodzinki 😉 W poprzedniej części do samego końca zastanawiałam się, czy ślub Laury dojdzie do skutku, w tej zaś czy wreszcie spotka się ze swoim obiektem westchnień. Na szczęście się udało! Szkoda mi jedynie Gabrysi, wycierpiała się bidulka