Jakub Wędrowycz polską odpowiedzią na Conana Barbarzyńcę. (Andriej Bielanin) Że bimbrownik, degenerat i społeczny pasożyt? A kto ochronił ludzkość przed Golemem i skrzyżowaniem wąglika z chorobą wściekłych krów? Dzięki komu doszło do obrad Okrągłego Stołu? Kto niby w 1948. uratował Świętego Mikołaja przed komunistami? Wędrowycz żywi, poi, ubiera, Wędrowycz nigdy nie umiera. Właśnie rusza na podbój stolicy. Tradycyjne OGŁOSZENIA DROBNE, których tak nie lubicie: * Zakopiemy wasze problemy hurtowo. * Masz pieniądze, ale brak ci doświadczenia? Zamieńmy się. * Kursy buractwa i warcholstwa. Posłowie zniżka 25%. * Haftowanie wycieraczek. Tanio, solidnie.
Polish humoristic fantasy and science fiction writer. According to university degree an archeologist.
Debuted in 1996 with short story Hiena, first appearence of Jakub Wędrowycz - an alcoholic, civil exorcist - who later become a character of many short stories gathered in 5 books.
In 2002 he got Janusz A. Zajdel Award for short story Kuzynki (Cousins), extended later into book and sequels. Kuzynki, Księżniczka (Princess) and Dziedziczki portray the adventures of 3 women: an over 1000-years old teenage vampire, a 300-year old alchemist-szlachcianka, and her relative, a former Polish secret agent from CBŚ (Polish 'FBI'). A recurring character in the series alchemist Michał Sędziwój, and the universe is the same as the one of Wędrowycz (who makes appearances from time to time).
Słaby tom, kilka krótkich tekścików i jeden długi, taka mini powieść właściwie, do tego dość kiepska, nużąca i mocno, mocno krindżowa, obleśna wręcz. Pilipiuk w krótkiej formie - kot, Pilipiuk tworzący coś dłuższego - no tak średnio bym powiedział, tak średnio.
Jakub Wędrowycz stary, ale jary. Tam, gdzie nawet baba nie może, to Jakuba z Semenem poślą. Pilipiuk nadal trzyma styl w opowiadaniach o cywilnym egzorcyście, bimbrowniku i pogromcy Bardaków.
Tym razem duże rozczarowanie. Na książkę składają się tylko cztery opowiadania, z tym, że najdłuższe - tytułowe liczy prawie 190 str. Niestety, to co sprawdza się w krótszej formie, zupełnie nie zdaje egzaminu w formie prawie powieściowej. Szkoda, bo samo opowiadanie "Homo bimbrownikus" rozpoczyna się bardzo dobrze. Oto Jakub Wędrowycz na osobistą prośbę papieża pomaga inkwizytorom nawrócić siłą przedstawicieli plemienia z gatunku Homo sapiens fossilis, którzy jakimś cudem uchowali się Dębince i zachowywali religię swoich przodków: "I Wędrowycz, i wysłannicy inkwizycji spodziewali się bardziej zażartego oporu. Zwycięstwo odniesione zbyt łatwo jakoś nikogo nie cieszyło. Jak barany na rzeź, pomyślał melancholijnie, patrząc na kolejki czekających potulnie do egzorcyzmów, chrztu i spowiedzi." Niestety, później jest już tylko gorzej. Szaman Yodde, który uniknął chrztu, próbuje przy pomocy swojego wnuka wezwać Wielkiego Mywu i spowodować apokalipsę. Akcja pędzi na złamanie karku, wmieszani są w nią wyznawcy zakamuflowanej świątyni Światowida i nawróceni Wikingowie. Wędrowycz z kumplem Semenem swobodnie przemieszczają się między epokami, np. w celu zdobycia skóry mamuta, niezbędnej do wykonania jakiegoś bębna, którą później gubią, ale okazuje się, że nie jest potrzebna, bo mają jakiś kolejny pomysł i tak dalej i tak dalej. Wszystko jest takie pretekstowe i nie bardzo trzymające się kupy. Dosłownie zęby bolą jak się to czyta. W połowie lektury chciałem już tylko dobrnąć do końca, chociaż nie pamiętałem już początku, a zakończenie było mi obojętne. W ostatnim zdaniu Pilipiuk robi pospolity zwrot, który chyba ma trochę usprawiedliwić to kiepskie opowiadanie. Nie zmienia to jednak wrażenia, że czytanie było męczące. Pozostałe trzy opowiadania są na przyzwoitym Wędrowyczowym poziomie, ale ogólna ocena zostaje mocno zaniżona przez opowiadanie tytułowe.
Główną cechą opowiadań z Jakubem Wedrowyczem jest to, że zawsze dostaje się mniej więcej to samo. Jeżeli więc czytelnik nie "kupi" od razu przyjętej konwencji, to najprawdopodobniej żadna książka z serii nie będzie mu się podobać. Ze względu na to, że ja "kupiłem" ją natychmiast, nie mam powyższego problemu. "Homo bimbrownikus" był więc dla mnie bardzo przyjemny w lekturze i wciąż bardzo lubię raz na jakiś czas wrócić do tego "uniwersum". Według mnie zachodzi jednak dość prosta zależność: im opowiadanie krótsze, tym lepsze. Wydaje mi się ponadto, że dłuższe opowiadania z Wędrowyczem to raczej kilka krótszych tekstów sklejonych w jeden i pewnie zyskałyby na rozdzieleniu.
Kolejny zbiór opowiadań, który podobnie jak "Czarownik Iwanow" ma jedną większą historię, która tym razem zajmuje lwią część tytułu. I jak to zwykle przy Jakubie, idzie mu w sukurs wierny Semen, a przygody, jakie przeżywają, są momentami tak przegięte, że aż trzeszczą zęby. Ale nadal jest to świetne same w sobie, oferując nam momentami taką dawkę humoru, która przekracza przyjęte normy.
Raz Jakub wybierze się ponownie w zaświaty, ale druga strona będzie miała problem z umiejscowieniem mężczyzny w miejscu "godnym" Wędrowycza. Raz trafi do Rzeczypospolitej szlacheckiej, gdzie wspomoże pewnego jegomościa, którego krewny podpisał cyrograf. Bogaty krewny, który w zamian za spadek ma jedną prośbę. Przed śmiercią pojawi się diabeł, który ma zabrać duszę gagatka, a ten chce się wywinąć z kotła. Tylko Jakub może coś tu zadziałać.
O Ochwacie umyślnie nic nie wspomnę, bo to słabe opowiadanie. Głównym danie jest jednak tytułowy 'Homo bimbrownikus'. Mamy tu stare kulty, tajemniczą rasę Homo sapiens fossilis, nadejście Mywu z czym wiąże się apokalipsa. I poszukiwania pewnego chłopaka, którego podejmuje się nasz dynamiczny duet Wędrowycz-Semen. Liczba absurdów, jakie napotkają lub one ich napotkają jest zaiste ogromna, a wyobraźnia Pilipiuka kilka raz mnie tu zaskoczyła swoją swojskością i oryginalnością zarazem.
Niemniej nie da się nie odczuć, że historia z czasem traci impet, wydłużając się miejscami niemiłosiernie. Co nie zmienia faktu, że mamy do czynienia z kawałkiem niezłej zabawy, choć o specyficznym zabarwieniu. Ja się bawiłem całkiem nieźle. Fanom marki nie trzeba polecać, a ci co byli sceptyczni, takowymi pozostaną.
Ps. Audiobook w wykonaniu Grzegorza Pawlaka to istny majstersztyk. Polecam na deszczowy dzień. W zasadzie na każdy.
3/5 I don't really know what to say about this one. On the one hand, it's the first time I've ever read about a truly Polish fantasy world, and I think Polish mythology, history, and culture are all incorporated well into the story. On the other hand, the comedy is a little off-putting because it's so cynical. I'm starting to get the sense that's pretty par for the course for Polish culture, though. No philosophy, no worldview, no ideology is really worth subscribing to because it's all hypocritical and will eventually be exposed by cold hard reality. We leave dreaming to the French, English, and even the Russians — our bag is making fun of the inherent frailty of human nature. Nothing is sacred and nothing is earnest. At one point, the protagonist even tries to pledge loyalty to Catholicism and the Inquisition by suggesting he'd sexually assault the pagan woman who's been trying to kill him all book (he, too, is a pagan) in order to save his own hide. The book is filled with bleak jokes like this, which made it hard for me to pin down. It stubbornly resists taking any side, sending any kind of message. I can't say that I always found it pleasant, but no matter how influenced I am by Anglo-American and Western European culture, no matter how tempted I am to reject this borderline nihilistic parody of humanity, I've never been able to totally dismiss it either.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Tradycyjnie postawiłam na wersję audio, która - za sprawą lektora - jest na swój sposób zachwycająca. Fabularnie jest ciut słabiej niż w niektórych z poprzednich tomów, ale i tak bawiłam się znakomicie.
Absurdalne poczucie humoru, będące nieodłącznym elementem zmagań lokalnego pijaka z siłami ciemności to coś, co Pilipiukowi wychodzi bardzo dobrze. Moim zdaniem o wiele lepiej, niż bardziej "poważna" fantastyka.
Standardowo Wędrowycz ma u mnie 3 gwiazdki, trochę przez sentyment, trochę dlatego, że jeszcze czasem trafi się żart przy którym parsknę. Ogólnie ta seria to już nie do końca moja bajka
Homo bimbrownikus nie zachwycił mnie tak, jak poprzedni tom. Nadal czyta się dość dobrze, ale czegoś mi zabrakło. Przede wszystkim humoru i błyskotliwości. Czyżby Wędrowycz się zestarzał? Najlepsze opowiadania to krótkie opowiadania, w tym wypadku obronił się tylko "Cyrograf", a tytułowa opowieść, o ile zaczęła się dość emocjonująco, stopniowo traciła na swym charakterze. Odniosłam wrażenie, jakby cała książka została napisana na siłę, zaplanowana tak, aby bohaterowie koniecznie zatrzymali się w kilku miejscach, zrobili zadymę, aby podtrzymać akcję i potem powrócili do misji głównej - czyli ratowania Radka, młodzieńca z ginącego rodzaju Homo sapiens fossilis, przed jego dziadkiem - ogarniętym przez obłęd szamanem. Niektóre pomysły autora były dla mnie kompletnie absurdalne. Wszystko po to, aby wyrobić normę 300 stron? Nie wiem... może nigdy nie przepadałam za historiami o ludziach z epoki kamienia łupanego oraz im podobnych i stąd niezbyt dobre przyjęcie przeze mnie tematyki tej książki? Jednak jest to recenzja i subiektywizmu nie da się uniknąć. Moim skromnym zdaniem Pilipiuka chyba trochę przerosło zadanie napisania w szybkim tempie ostatniego tomu przygód Jakuba W., bo mamy tu przerost formy nad treścią. Niestety tylko trzy gwiazdki.
Wydaje mi się, że pisząc początek tytułowego opowiadania Andżej miał już napisany koniec, co dało mu nieograniczone pole do popisu i zwolniło z jakiejkolwiek potrzeby wytłumaczenia się czytelnikowi. Wygląda to trochę jak ostatni ratunek dla weny, choć nie da się mieć tu czegokolwiek za złe. Wędrowicz jaki jest, każdy widzi. Martwi mnie tylko to, że czasy beki z Radia Chlew minęły bezpowrotnie i żeby pociągnąć dalej przygody Wędrowycza trzeba będzie walnąć z naprawdę grubej rury. Trzymam kciuki.